niedziela, 16 grudnia 2012

Rozdział 2. " I changed it to Freya"

Jechali czrnym Range Roverem w kierunku jego mieszkania. Lilith wodziła palcem po szybie i obmyślała plan, próbując ukryć przed nim nieco zniesmaczony wyraz twarzy. Czuła się podniecona i właśnie z tego powodu była niejako zniesmaczona samą sobą. Wciąż krzywo pojmowała wszelkie wpływy jaką mieli na nią ludzie. Wydawało jej się, że mają wtedy nad nią kontrolę. Odwróciła twarz w jego kierunku i poczeła z lekkim uśmiechem przyglądać się jak prowadzi auto. Usta miał zaciśnięte w wąską linię a masywne dłonie sztywno układał na kierownicy, pomimo faktu, że stali w korku.
 - Dlaczego się tak denerwujesz? -  nawet te słowa brzmiały z jej ust niebywale erotycznie -
 - Jest tłum, ludzie korzystają z korku i przechodzą na drugą stronę ulicy wymijając samochody. Nie chciałbym, żeby to się powtórzyło. Że kogoś potrącę - uśmiechnął się w jej kierunku i musnął jej ramię kciukiem -
Lil zmrużyła oczy i wsparła się na łokciu. Żałowała, że nie założyła spódniczki, tak wiele mogłaby teraz zrobić by wystarczająco mocno go sprowokować i rozgrzać. Gdy w końcu korek się rozrzedził, Harry skręcił w jedną z bocznych uliczek i zwiększył prędkość.
 - Za chwilę powinniśmy być już na miejscu. Poinformowałem już ochroniarzy o Twojej wizycie Melanie -
Znów się uśmiechnął, byłaby zapomniała, że jest sławny, byłaby zapomniała, że jest tak wybitnie przystojnym człowiekiem i zdawała sobie sprawę, że musi zachowywać się jak kobieta. Musi rozkochać go w sobie, odkryć wszystkie jego wady, całą jego przeszłość, by wykorzystać ją przeciwko niemu. W dzisiejszych czasach nie spotyka się kobiet, które akceptują wszystkie patologiczne odchyły mężczyzn. Lil dokładnie wiedziała, że musi miejscami pokusić się o sceny zazdrości, by prowokować Harrego do starań. Czy to właśnie tak nie działało? Istniało niewielkie prawdopodobieństwo, że całkowicie go posiądzie samą wyrozumiałością i namiętnością. Na pewno miał już mnóstwo takich kobiet.
 - Ogromna wysoka biała brama ociężale ruszyła z miejsca i odsłoniła przed nią jednopiętrowy, a jakże majestatyczny i nowoczesny dom z wieloma oszklonymi drzwiami. Lil rozglądała się zaciekawiona i wyprzedziła chłopaka w drodze drzwi kołysząc biodrami ijednocześnie rozglądając się z wesołym wyrazem twarzy.
 - Freya! - wykrzyczał Harry gdy ujżał w drzwiach młodą kobietę, trzymającą w dłoni kieliszek z odrobiną czerwonego wina -
Lilith przystanęła na ułamek sekundy i poczeła przyglądać się dziewczynie. Miała charakterystyczne, gęste długie blond włosy, podobne do tych, którymi poszczycić mogła się Lil. Jej oczy lśniły płynnym srebrem i odrobiną błękitu. Miała wyraźne rysy twarzy i wyjątkowo kobiecą budowę ciała. Ciasna spódniczka z wysokim stanem wyraźnie podkreślała jej talię. Lilith przygryzła wargę i w jednej chwili oprzytomniala, próbująć przywołać w myślach zdjęcia "wygnanych" o raz "poszukiwanych". Tych, którzy zbuntowali się przeciwko narzuconemu im złu.
 - Freya, to jest Melanie, mówiłem Ci przez telefon. - wyjaśnił wprowadzając obie panie spowrotem do wnętrza aprtamentu -
 - Freya - wyszeptała Lil zarzucając włosy za ramię, odsłaniając przed nią kawałek swojego tatuażu, znajdującego się pod obojczykiem - niespotykane imię, bardzo piękne - odparła wyciągając w jej kierunku swoją dłoń. Była miękka i mlecznobiała, dokładnie jak jej -
Wyraz twarzy Frei byl chłodny i niepewny, jej oczy błądziły po jej ciele i zatrzymały się na niewielkim skrawku tatuażu. Jej źrenice rozszerzyły się a dłoń, która wciąż ściskała Lilith w uścisku, wydała się wilgotna. Lęk. Freya wyraźnie poczuła dziwny lęk.
 - Jesteście takie podobne - zaśmiał się Harry - pomyślałem skarbie - zwrócił się do Frei - że przyda nam się małą rozrywka -
Kąciki ust Lil wygięły się w lekkim uśmiechu. Złożyła dłonie na piersi, tak że jej biust wydał się jeszcze bardziej wydatny. Skupiła myśli i znalazła idealne rozwiązanie dla swojej sytuacji. 
 - Taki fetysz co? Dwie dziewczyny, praktycznie bliźniaczki. Lepiej nie mogłeś trafić - zniżyła głoś i oblizała usta. Spojrzała na Freyę, która pod nieśmiałym uśmiechem próbowała ukryć swoje przerażenie i strach. Harry podszedł do Lil i delikatnie, spoglądając prosto w jej oczy poczał rozpinać guziki jej błękitnego kaszmirowego swetra. Jego oczy lsniły soczystą zielenią, tak niewinną, że wciąż nie potrafiła pojąć jego fenomenu. Jednak gdy poczuła jego ciepłe dłonie na swoich piersiach, zmieniła zdanie.

~~~~~~~~

 - Faith? Jesteś tu?
 - Nie, nie ma mnie tu - odpowiedziała szorstko dziewczyna -
 - Widzę, że jesteś, co Ty robisz? - zagaił Mefisto, klękając obok dziewczyny -
 - Wyprowadzam się od Ciebie - odparła - I nie nazywaj mnie Faith. Jestem Freyą.
 - Faith to inaczej wiara. Byłaś jedyną która we mnie wierzyła - 
 - Dobrze powiedziałeś. Byłam. Twoje obowiązki mnie obrzydzają. Sypiasz z kobietami tylko po to, by były bardziej uległe wobec Rady. Szukacie Lilith, czy ktoś inny tego nie może zrobić? Musisz akurat Ty Mefisto?
Mężczyzna złapał ją kurczowo za nadgarstek próbując ją zatrzymać.
 - Zrozum M, muszę odejść. Dobrowolnie się do was przyłączyłam i zbyt wiele ludzkich odruchów we mnie poozostało. Miłość, zazdrość, smutek. Powinnam to czuć? ~Dobija mnie to, że nie wiem, że nie pamietam kim jestem.
 - Znaleźliśmy odpowiednią dziewczynę. Uratowaliśmy ją i jego brata od śmierci. Wychowamy ją odpowiednio, znajdę kogoś innego, kto będzie próbował ją uwieść. Przysięgam.
 - Wrócę M, Nie dam im się znaleźć. Musisz mnie kryć, bo znajdą powiązania między mną a Tobą, a to będzie oznaczało Twój koniec. Bądź im wierny, teraz też jesteś. Zostałeś stworzony do cudzołożenia, do zabijania, do zdrad. Tylko że teraz będziesz to robił już bez najmniejszych hamulców. Beze mnie.
Mefisto schował twarz w dłoniach po czym spojrzał na nią pełnym życzliwości spojrzeniem i uśmiechnął się delikatnie.
 - Jesteś dla nich cenna Freya. Przewidujesz przyszłość. 
 - Datego odchodzę. Zawsze przewidzę to, gdzie będa mnie szukać. W ten sposób mnie nie znajdą.
 - Ale mała...
 - Mała to Ty możesz mówić do swojej małej siostrzyczki albo do przydrożnej dziwki M.
 - To całkiem nieźle trafiłem - odparł -
 - Jak miałeś na myśli dziwkę, to może i trafiłeś -
Uśmiechnęła się i sięgnąwszy po nóż, rzuciła nim w Mefisto, który jednak wykonał smukły unik, a ostrze wbiło się w sam środek zawieszonej na ścianie tarczy. Chociażby nie wiem jak bardzo by oni pragnęli zachować resztki godności, utrzymać przy sobie coś bliskiego, zachować w dłoni i sercu sprzymieżeńca, z góry skazani byli na samotność. A to potęgowało w nich rozgoryczenie

A teraz Freya go znalazła. Poczuła że oderwała się od czarnej rzeczywistości. I pomimo tego że mogła rozpościerać w niej swoje czarne skrzydła i realizować spaczone i chore pasje, czuła się obrzydzona otaczającej ją złem. Zło istniało w niej jako czysta smolista siła, jedyna słuszna, którą uznawała. Harry. Harry był człowiekiem który błądził. Był namiętnym człowiekiem który błądził, który czynił to co sprawiało jej przyjemność, który ją uwielbiał, lecz nie kochał. Trzymała go na wystarczającej odległości, lecz wystarczająco blisko by nie mógł jej opuścić. Obdarzała go pewnego rodzaju uczuciem, przywiązaniem, czymś czego jej brakowało. Marionetka. Suma sumarum, Harry zasadniczo był jej marionetką. Taka była jej teraźniejszość. A jaka była jej przeszłość? Jakie było jej imię, jacy wychowali ją rodzice? Czy ich kochała, czy jej nie szukali? Ciekawość ciągneła ją ku nieznanemu.
 - Freyaaa - wyszeptała Lil wsuwając swoje dłonie na jej nagie lędźwia podczas gdy Harry obserwował je wzrokiem jak wodzą delikatnymi dłońmi nawzajem po swoich porcelanowych ciałach. Lil wpatrywała się w jej szkarłatne spojrzenie a kąciki jej ust pozostawały w lekkim nonszalanckim uśmiechu. Sięgnęła do swojej ręki i jednym zgrabnym ruchem skruszyła gips. Frei spojrzenie zamarło. Harry podszedł od tyłu i wsunął swoje ciepło dłonie na brzuch Lililth. Opuszkami palców powędrował  do jej kobiecości i począł delikatnie ją masować. Wsadził twarz pomiędzy pukle jej złotych włosów i zaciągnął się nią głęboko. Lilith odwróciła delikatne swoją twarz w jego kierunku i wygięła się lekko by dosięgnąć swoimi ustami jego warg. Były ciepłe, wilgotne i mięsiste. Odsunęła się od niego na ułamek sekundy by spojrzeć w oczy Frei, które ze srebrnej przybrały w jednej chwili lekko błękitnego odcienia. Lil przyciągnęła ją do siebie gwałtownie ruchem dłoni i pocałowała w skroń, przejeżdżając wargami aż do jej ucha. Wsunęła w nie odrobinę swój język i poczuła jak ciało Frei znacznie się rozluźnia a z jej usta wydobywa się ledwo słyszalne westchnienie.
 - Witaj Faith - wyszeptała jej do ucha -

~~~~~~~~~~

 - Mój drogi Mefistofelesie! Jakie poczynania przedsięwzięła nasza Lilith?
 - Wciąż uważam, ze nie jest gotowa na tego typu zadanie. Nie mogliśmy tego powierzyć Naamie?
Na dźwięk jej imie Mefisto uśmiechnął się i podniósł się nieco na wielkim dębowym krześle, wspierając łokcie na blacie stołu.
 - Moi drodzy zebrani. Jesteśnie wiewątpliwie najwybitniejszymi znawcami zła, jakie nosił ten świat, ale wybaczcie mi, jeżeli stwierdzę, że przez zupełny zanik człowieczych odczuć w waszych duszach, nie zrozumiecie niesamowitego fenomenu Lil, ale jednak pokusze się, by wam to wyjaśnić. Mężczyźni oczekują od kobiety nie tyl co oddania, namiętności i piękna. Mężczyźni odczuwają potrzebę walki, potrzebę, by powiedzieć "przepraszam" bo wóczas sami uświadamiają sobie, że im zależy. Wówczas, gdy miłość, tak właśnie! Miłość już w nim egzystuje, zrobi wszystko, o co poprosi go Lil. Czy Rada jest w stanie zrozumieć?
Do tego, nasz Harry woli blondynki.
Paru członków Rady zaśmiało się zgrabnie. Był wśród nich właściciel prywatnej kliniki ginekologicznej, bezduszny i surowy lekarz o nieskazitelnej reputacji. Był także prawnik, szanowany i nieomylny człowiek. Właścicielka ogromnej firmy produkującej systemy antywłamaniowe oraz wiele autorytetów ludzkiego życia codziennego. Wiekowi znawcy zachowali swoje normalne imiona. Elliot, Aleksander oraz Elisabeth. Ellie. Tak na nią wołano. Oraz Mefisto. Zagubiony mężczyzna, niegdyś wyobcowany nastolatek krążący w świecie gier interentowych, czarnej muzyki o chorego zamiłowana do mitologii nordyckiej, germańskiej, a przede wszystkim, demonologii. Jako gorliwy i samotny wielbiciel "ciemnej strony życia" był doskonałym informatorem. A jednakże człowiekiem. Znał ich potrzeby. Był słaby, ale niezwykle przydatny. Rada zaspokoiła jego człowiecze potrzeby poprzez seks, kobiety oraz pieniądze. Nick. Tak mu było na imię.
 - A więc cudownie. Wszystko idzie po naszej myśli. 

~~~~~~~

 - Halo?
 - Lil?
 - Oh Mefisto. Tak, to ja. Mam coś dla Ciebie.

Komentujcie komentujcie! Idę jak burza, 3 rozdział już jest, jak będzie 10 komentarzy to długo nie będziecie musieli na niego czekać!  - wasza Melanie 

5 komentarzy:

  1. SUPER ROZDZIAŁ!

    OdpowiedzUsuń
  2. niesamowity rozdział :) strasznie zaciekawiła mnie ta historia :D już nie mogę się doczekać 3 rozdziału !

    OdpowiedzUsuń
  3. ciekawi mnie jak to rozwiniesz! jesteś genialna <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniały rozdział! Mam nadzieję, że szybko dodasz następny!

    OdpowiedzUsuń