- Jest pani pewna, że jest pani w stanie? -
- Oczywiście, to moje pracownicze obowiązki, a Harry Styles to bardzo wazny klient dla naszej firmy, musze doprowadzić formalności do końca - odparła sucho Blake, rzucając barczystemu ochroniarzowi piosenkarza smutne, owiane kłamliwą życzliwością spojrzenie -
- Wasz szef jest zawsze taki bez serca? - spytał życzliwie i przejechał dłonią po gęstej siwej brodzie, po czym przygładził łysą czaszkę i ruszył z impetem, gdy światła zmieniły się na zielone -
- Raczej stara się dbać o własne interesy - odpowiedziała i spojrzała na mężczyznę. Ten posłał jej niedowierzające spojrzenie - No dobra, jest absolutnym skurwysynem - dodała po chwili i na ułamek sekundy się uśmiechnęła -
- Ja także nazywam się Blake - odparł po chwili, wykrzywiając usta w uśmiechu -
Dziewczynie bardzo odpowiadało, że nie poruszłą tematu wypadku i nie wypytywał jej o samopoczucie ani żadne szczegóły. Jednak pomimo tego, że zajmował ją niezobowiązującą rozmową, wciąż myślała tylko o tym. Piekły ją oczy od płaczu, a usta, elkko wyschniete i popękane, przygryzała co chwila. Pod językiem czuła metaliczny i nieprzyjemny smak krwi.
- Wobec tego, bardzo mi miło - odparła Blake, posyłając mu przeszklone spojrzenie -
- Jesteśmy na miejscu, dziękuję za miła podróż, proszę się nie spieszyć, odwiozę panią potem we wskazane przez panią miejsce -
- Dziękuję - odparła - Mów mi Blake, proszę - odpowiedziała -
- Wobec tego proszę także tak do mnie mówić -
Jego uśmiech nieco złagodził jej wyraz twarzy.
Wysiadła z auta. Miała na sobie opinające spodnie z ciemnego jeansu i klasyczną bordową bokserkę. Na nogach pospolite czarne czułenka na wysokim obcasie. Miała nadzieję, że w ten sposób doda sobie odrobiny elegancji. Nie potrafiła w szpitalnej toalecie nawet spojrzeć na swoje odbicie by poprawić makijaż i doprowadzić się do porządku. Emocje szarpały ją od wewnątrz jak szpony wron. Nie mogła spojrzeć w sobie czasem tak przebrzydle nieczułe oczy.
Roztrzepała palcami rozwichrzone kasztanowe włosy i ściskając w spoconych dłoniach pliki zmiętych dokumentów, wzięła głęboki wdech i złapała za kołatkę do drzwi. Nie zdążyła jednak nią uderzyć, gdy te otworzyły się na całą szerokość.
- Dzień dobry - usłyszała ciepły, lekko ochrypły niski męski głos -
- Dzień dobry - odpowiedziała beznamiętnie i wyprostowała się - przyszłam z kompletem dokumentów dla pana...Ciebie, do podpisania - wydukała formalnie. Harry odsunął się lekko i puścił ją przodem do środka -
- Nie powinnaś być w szpitalu? -
- Muszę dopełnić formalności z pracą, to priorytet -
- Priorytet? Czyżby? - spytał i stanął tuż przed nią chwytając oburącz teczkę z dokumentami - Wątpię. Ale skoro tak uważasz i już tu jesteś, to załatwmy to -
Blake uniosła wzrok i spojrzała na niego, by wybadać jego samopoczucie. Ton jego głosu był tak chłodny i obojętny, że aż ją ugodził. Cierpienie tak jej ciążyło, że wystarczyłby lekki podmuch wiatru, by ją przewrócić, i najmniejsza nieuprzejmość z czyjejkolwiek strony, by doprowadzić ją do płaczu. Oczy jej się przeszkliły, jednak szybko odgoniła emocje i przybrała twarz pokerzysty, zagryzając wargę. Zwiesiła głowę.
- Zrobię Ci herbaty z syropem malinowym i miodem - odparł nagle, rzucając teczkę z dokumantami niechlujnie na niewielką kanapę obciągniętą brązową skórą. Komunikował jej. Poczuła się tak dziwnie, że miała ochotę zaprzeczyć, sięgnać po teczkę, rozpakować dokumenty, wcisnąć mu w dłoń długopis, uzyskać podpisy i szybko wybiec, by uchronić się przed wpadnięciem w histerię. Jednak nie zrobiła tego. Usiadła, bezbronna i rozbita przy kuchennym krześle i ułożyła bezwładnie dłonie na udach wpatrując się, jak Harry robi herbatę. Podwinął rękawy swojego czarnego swetra i wypłukał dłonie w umywalce. Obserwowała jak skrupulatnie obiera cytryne i jak owoc lekko obraca się między jego długimi palcami. Miała dziwne wrażenie jakby traciła zmysły.
- Thomas jest w śpiączce farmakologicznej. Miał tak zmiażdżoną miednicę i nogi, że po operacji byli zmuszeni, żeby to zrobić. Nie wiadomo kiedy się obudzi - wydukała nagle -
- Dużo słodzisz? Nie wiem ile miodu mam Ci dolać do herbaty -
Podniosła głowę i poczuła się zupełenie zbita z tropu tym pytaniem. Zupełnie zignorował jej słowa i tylko spoglądał jej głęboko w oczy.
- Jedna łyżeczka wystarczy w zupełności - odpowiedziała w końcu -
Harry zamieszał herbatę trzykrotnie w jedną i drugą stronę, po czym podszedł do Blake, wziął jej dłoń w swoją i oplutł ją wokół letniego kubka, rozgrzewając jej ręce. Poczuła jak przyjemne ciepło promieniuje jej wzdłuż ramienia. Dostała gęsiej skórki.
- Pij. Przyszłaś tylko w tej cienkiej bluzce? - spytał znów posyłając jej swoje szkliste, zimne spojrzenie.Rzucił okiem na jej nabiegłe gęsią skórką ramiona. Poczuła jak znów przechodzi ją dreszcz - dam Ci moją marynarkę, myślę, że będzie Ci pasowała. Oddasz przy okazji, jest strasznie zimno, a Ty nie wyglądasz najlepiej.
Podszedł do wieszaka na kurtki, ustawionego w roku rozległego przedpokoju wyłożonego czarnymi kafelkami i zdjął z niej granatową marynarkę, po czym podszedł do kanapy i sięgnął po teczkę z dokumentami.
- Zaraz wszystko podpiszę - mruknął i narzucił jej na ramiona swoją marynarke. Blake o nic nie pytała, siedziała zupełnie oniemiała, zupełnie jakby opuścił ją jej własny duch.
- Dziękuję, oddam na pewno, nie musisz się tak przejmować, podpisz proszę tylko - wyrwało jej się, prawie, że szeptem.
Spojrzał na nią i oblizał wargi, po czym zacisnął usta w wąską linię i zaczął wczytywać się w dokumenty, drapiąc się co jakiś czas po brodzie. Przez szczelinę w oknie docierał do niej powiew świeżego powietrza. Zacisnęła palce na za długich rękawach marynarki i wsunęła w nie ręce. Harry podniósł na ułamek sekundy głowę i posłał jej zadowolone spojrzenie. Zupełnie jak treser, który patrzy na psa po posłusznym wykonaniu jakiegoś polecenia. Blake uważnie przyglądała się jego ściągniętym brwiom i kręconym brązowym włosom, które wciaż automatycznie odgarniał z czoła.
- To wszystko? - spytał, podając jej plik papierów -
- Tak - odparła zdecydowanie i wstała z krzesła - dziękuję za herbatę - dodała po chwili wkładając teczkę pod pachę.
Odprowadził ją do drzwi, i praktycznie bez słowa, jedynie krótkim i ciepłym uśmiechem, pożegnał ją i zamknał za sobą drzwi. Gdy tylko znalazła się już poza jego mieszkaniem, rozpłakała się żewnie, a jedyne co mogła dojrzeć, to ręce Blake'a prowadzące ją do samochodu.
__________________________________
2 miesiące wcześniej.
- Thomas, nie powinieneś tyle pić - upominała go Blake i próbowała wyjąć z jego dłoni papierowy kubek -
- Ty też sporo wypiłaś - zauważył - przecież nic mi nie jest - odparł po chwili unosząc dłonie do góry, by dziewczyna nie mogła dosięgnąć. Zaśmiał się i wyszczerzył swoje białe zęby w pełnym uśmiechu. Objał ją w pasie i przyciągnał mocno do siebie. Blake westchnęła głośno i odruchowo odchyliła głowę w tył. Czuła jego oddech na swojej szyi i jak sparaliżowana wisiała bezwładnie w jego ramionach. Alkohol mocno uderzył jej do głowy. Gładził ją po plecach swoimi dłońmi i przyłożył swoje wilgotne usta do jej szyi, powoli przesuwając nimi wzdłuż grdyki i szczęki aż do ust.
- Thomas, nie. - szepnęła, lecz jakby w tym wszystkim zabrakło stanowczości. Chłopak zignorował jej słowa i wplótł swoje palce w jej włosy. W końcu uniosła głowę i próbowała spojrzeć na niego najsurowiej jak tylko potrafiła, jednak oczy przeszły jej dziwną mgłą i straciła ostrość. Nie zdążyła otworzyć ust, gdy poczuła jego język delikatnie wsuwający się między jej wargi. Upojenie alkoholowe pozwoliło jej odnieść wrażenie, że doświadcza fizycznie czegoś przyjemnego, jednak sumienie w porę chlusnęło w nią wiadrem zimnej wody. Przez chwilę odwzajemniła jego pocałunek, pozwalając swoim dłoniom dotknąć jego szerokich barków, jednak po chwili odepchnęła go z całej siły i przesłoniła usta dłonią.
- Wiem, że chcesz mnie tak samo jak ja Ciebie - odparł zdecydowanie -
Czoło miał zmarszczone a wyraz twarzy niepokojąco poważny, wręcz agresywny.
- Pójdę już - odparła równie zdecydowanie i odwróciła się na pięcie, próbując jak najszybciej zniknąć z tego pokoju -
- Nigdzie nie pójdziesz - warknął i złapał ją mocno za nadgarstek, tak, że aż pobielały mu knykcie - Kocham Cię Blake -
- Thomas, ale ja Ciebie nie. Jesteś młodszym bratem mojej najlepszej przyjaciółki, masz wciąż 16 lat, chociaż być może faktycznie na tyle nie wyglądasz, ale to nie ma znaczenia. Nie zmuszę się do kochania Cię Thomas, zrozum to proszę Cię. - Język jej się plątał, próbowała łagodnym głosem zmniejszyć jego rozjuszenie, jednak zdawała sobie sprawę, że brzmiała raczej histerycznie -
- Jak nie ja, to nikt nie będzie Cię miał - odparł tak surowo, prawie że krzycząc. Poczuła promieniujący ból w ręce od jego uścisku -
- To mnie boli Thomas - szepnęła -
- Ma boleć mała -
Nie zdążyła nawet zarejestrować, kiedy jej płaska dłoń wylądowała na jego policzku. Chłopak odchylił głowę w bok i natychmiast ją puścił, robiąc dwa kroki w tył.
- Nie takim tonem gówniarzu, przypominam Ci, że wciąż możesz dostać szlaban od swojej mamusi za takie szczeniackie odzywki. Pierdol się dzieciaku.
______________________
Czy Blake miała go za dziecko? Trudno powiedzieć. Często zachowywał się bardziej dojrzale od niej samej, ale trudno było jej pojąć, że kochający człowiek, może być zdolny do podobnych rzeczy, by tylko zbliżyć się do tej drugiej osoby. Siedziała przy szpitalnym łóżku i starała się nie patrzeć na dolną partię bezwładnego ciała Thomasa. Pościel w tym miejscu zupełnie się zapadała, jakby wcale nie miał nóg. Sam pojechała na zmianę do pracy, pozałatwiać potrzebne formalności z wiązane z tymczasowym urlopem i by zabukować bilet lotniczy dla mamy. Czekała ją jeszcze rozmowa z nią przez telefon, co mogło okazać się bardziej wyniszczające psychicznie, niż sam wypadek Thomasa.
Blake trzymała go za ogromną dłoń i przyglądała się, jak jego klatka piersiowa to unosi się, to delikatnie opada. Skupiała wzrok na najmniejszych marszczeniach szpitalnej pościeli, by zająć czymś myśli. Łzy ciekły jej po policzkach, gdy patrzyła na tego chłopaka, którego twarz dawała się być tak dojrzała, poważna, a co gorsza, zupełnie nieobecna. Zdawał jej się obcy, przez to łzy po prostu nie mogły przestać płynąć.
- Może jednak powinnam była się Tobą lepiej zając co? Ale to było nie w porządku, tak bardzo nie w porządku, że obarczyłeś mnie odpowiedzialnością za siebie i swoje uczucia które do mnie żywiłeś. Nie poradzę sobie z tym, rozumiesz? Dlaczego ja się czuję tak bardzo za Ciebie odpowiedzialna? Jak coś Ci się stanie, to sobie tego nie wybaczę.
Wiedziała, że mówiła do siebie, ale patrząc mu w oczy odniosła dziwne wrażenie, że jego usta wygięły się w uśmiechu.
- Blake? -
- Cześć Sam - wydukała speszona, gdy ujrzała za sobą przyjaciółkę -
- Mówisz do siebie? - spytała -
Blake zignorowała pytanie.
- Te białe jak kreda ściany i ten potworny pisk szpitalnej aparatury i migotające światełka przy tych wszystkich urządzeniach, doprowadzają mnie to do szału - rzuciła Blake -
Sam przygryzła dolną wargę i opadła ciężko na krzesło ustawione po drugiej stronie łóżka -
- Co Ty masz na sobie? - zagadnęła w końcu, uważnie przyglądając się przyjaciółce -
- Marynarkę Harrego - odpowiedziała rzeczowo. Co więcej właściwie mogłaby powiedzieć.
Sam uniosła brwi i posłała jej pytające spojrzenie, jednak Blake to zignorowała i znów wlepiła wzrok w spokojną twarz Thomasa.
- Nie chcesz, to nie mów. -
- Nie ma co opowiadać -
- Masz na sobie jego ubranie, musiałaś u niego być -
- Zawiozłam mu dokumenty -
- No tak, to wszyyyystko wyjaśnia - rzuciła sarkastycznie -
- O co Ci chodzi?? - warknęła Blake prostując się na krześle -
- Mój brat dla którego znaczysz więcej niż ja i matka razem wzięte leży praktycznie na wpół żywy w szpitalu bo przygniotła go zaledwie parę dni temu ciężarówka, a Ty romansujesz z jakimś pieprzonym celebrytą? -
- Czy Ty siebie słyszysz? - tylko tyle zdołała odpowiedzieć na jej żenująco śmieszne zarzuty - Zamknij się lepiej, zanim przekroczysz granicę - warknęła i znów chwyciła dłoń Thomasa w obie dłonie. Nie potrafiła udawać, że jej słowa nie ugodziły jej w samo serce. Zacisnęła powieki, a po jej policzku znów zaczęły spływać łzy. Zaciągnęła mocniej na siebie marynarkę, gdy dotkliwy chłód panujący w pokoju przyprawił ją o dreszcze.
- Wyjdź stąd - usłyszała nagle. Blake podniosła wzrok na Sam -
- Słucham? - odparła cicho z niedowierzaniem -
- Chcę być z nim sama, wyjdź w tej chwili -
W oczach Sam tliło się jakieś obłąkanie i ogromny gniew, który wrzał praktycznie w jej żyłach.
- O co chodzi, Sam proszę nie wygłupiaj się - dała za wygraną. Mówiła prawie że histerycznie próbując ją uspokoić, jednak w jej oczach wciąż tańczył ten sam chłód, bardziej dotkliwy niż kiedykolwiek wcześniej -
- Zawsze wszyscy Cię bardziej kochali, dla mojej mamy liczy się tylko Thomas, a dla niego liczysz się tylko Ty. -
- Masz urojenia Sam - skwitowała Blake, nie mogąc uwierzyć w to co właśnie słyszy -
- Jesteś z rodziny? Nie. Więc wyjdź natychmiast, albo poproszę lekarza o wyprowadzenie Cię stąd -
Jej głos był tak stanowczy i poważny, że Blake nie miała wątpliwości, że nie będzie w stanie jej uspokoić. Wstała i posłusznie, nie odwracając się nawet, wyszła z pokoju, zastawszy na jasnym, z przesadą oświetlonym korytarzy absolutną ciszę, przerywaną jedynie stukaniem podeszw od butów pielęgniarek. Dzień był jak zwykle okropny, powietrze było wilgotne przez co jej włosy się zakręciły i poplątały. Deszcz lekko mżył, a wiatr dął nieprzyjemnie. Poczłapała do głównej ulicy i machnęła ręką na pierwszą zauważoną przez Siebie taksówkę. St. Thomas' Hospital piętrzył się za jej plecami osłonięty jakąś dziwną mgłą. Był szary i wyglądał wyjątkowo nieprzyjaźnie. Wtuliła się w marynarkę i wsunęła głębiej w fotel. Kierowca nawet jej nie zagadywał, tylko w milczeniu zawiózł ją w wyznaczone miejsce pobierając przy tym nieprzyzwoicie dużą zapłatę. Bez słowa wyciągnęła z portfela ostatnie pieniądze i wysiadła. Stała tak przez dłuższą chwilę, zastanawiając się, czy w ogóle powinna była się tu zjawić, ale nogi same ją tu zaprowadziły. Utraciła tymczasowo umiejętność podejmowania własnych decyzji.
- Co tu robisz - spytał Harry i spojrzał na nią z lekkim zdziwieniem, jednak na jego ustach tańczył delikatny uśmiech i wyjątkowa łagodność. Zrobiło jej się nagle lepiej.
- Nie wiem, to zabawne, ale nie mam gdzie iść. -
I JAK KOLEJNY ROZDZIAŁ? MAM NADZIEJĘ, ŻE CZYTACIE!!

jak zwykle niesamowite <3
OdpowiedzUsuńciekawe ;d
OdpowiedzUsuń