sobota, 15 grudnia 2012

PROLOG NOWEGO OPOWIADANIA " FAITH" oraz 1 ROZDZIAŁ!


NA POCZĄTEK, WAŻNA, KRÓTKA NOTKA REFLEKSYJNA.

Dostaję od was coraz częściej wiadomości z zapytaniem " Melanie, kiedy nzów napiszesz takie opowiadanie jak to pierwsze, gdzie zatrzymywałaś nam serca na tę parę chwil czytania kazdego rozdziału?". Odpowiadam - teraz właśnie je piszę. W głowie i w sercu mam historię, która na samą myśl napawa mnie lękiem i łzy cisną mi się do oczu - dokładnie tak odboieram wszystko co piszę. Gdy czytam wasze komentarze niegdyś pojawiające się pod moimi rozdziałami, myslę sobie " Te dziewczyny na prawdę tak pięknie o mnie myślą i tak uwielbiają to jak piszę, musze im się znów odwdzięczyć".
Łezka kręci się w oku, na prawdę dziewczyny. Gdy patrzę w przeszłość i spoglądam na wcześniejsze posty, tęsknie za tym wszystkim. Postanowiłam wam to zwrócić! Więc czytajcie moje drogie! Czytajcie i komentujcie :) Ci którzy już poznali się na moim pisaniu, wiedzą dokładnie, czego mogą się spodziewać...wiedzą, że ichnie zawiodę i że podaruję im kolejną piekną historię :)



Uwielbiam demonologię. Kojarzy mi się ona z namiętnością. Natomaist dażenie złych mocy do odkupienia i do zaznania spokoju - koajrzy mi się z najszczerszą miłością, jaką może dysponować każda istota. Czegóż bardziej prawdziwego można pragnąć? CZYTAJCIE. Obiecuję, posty będę dodawać regularnie, tym razem was nie zawiodę!

 PROLOG

 - Lilith? Czy wszystko jest w porządku siostrzyczko? - spytał roztrzęsiony Lajla, nachylając się nad łóżkiem swojej młodej siostry, jakże pięknej, a równocześnie rumianej jak dojrzały owoc.
 - Skąd w Tobie tyle empatii bracie? Nie sądzęm aby należała ono do twojej natury - dziewczyna spojrzała głeboko w jego miodowe, roziskrzone oczy. Pojedyncze kosmyki lekko kręconych brążowych jak czekolada włosów opadały mu na zmarszczone ze zmartwienia czoło.
 - Powinniśmy się trzymać razem, nie chciałbym, abyś coś Ci się stało, czyż to nie naturalne? - zagaił chłopak łapiąc ją za rękę -
 - To takie człowiecze Lajla- odparła Lilith - cieszę się, że mogę mówić Ci po imieniu -
 - Imię które mi nadano, Jack, to brzmi tak trywialnie i niesamowicie ubogo. Jakbym nic nie znaczył i nic nie symbolizował. Może powinienem zwać Cię królową Lilith?
Dziewczyna zaśmiała się i dźwignęła się na łokciach.
 - Oh witajcie! Jak miło że już się obudziłaś moja droga, to był niegroźny wypadek, jakiś człowiek Cię potrącił, cóż, takie rzeczy się zdarzają!
Lilith spojrzała na mężczyznę który wkroczył do szpitalnego pomieszczenia i usiadła, zarzucając swoje blond włosy za ramię, Zmarszczyła nos i uśmiechnęła się nienaturalnie szeroko.
 - Trochę w to wątpie drogi Mefisto, że był to przypadek. U nas nie zdarzają się przypadki - odparła szorstko i rzuciła porozumiewawcze spojrzenie swojemu bratu - Powiedz, co Cię tu sprowadza osobiście? Wątpię, by była to troska mój drogi Mefisto, nie zwykłeś odczuwać czegoś podobnego.
Mefisto zaśmiał się i spojrzał pełnym radości i dziwnej zawiści spojrzeniem w młode i intensywnie niebieskie oczy Lilith. Poprawił zmarszczenie na swojej wykrochamlonej koszuli Tommiego Hilfigera i westchnął pompatycznie.
 - Nie bez przyczyny ochrzczono mnie imieniem " Mefisto" i nie bez przyczyny nazwano Cię " Lilith". To też nie zdarza się przypadkowo.
Ludzie. Ludzie byli prości i szczęśliwi. zywili do siebie nawzajem proste i nazmienne uczucia. Raz była to miłość, radość, przywiązanie, raz zazdrość nienawiść i gniew. I pomyśleć, że z tych złych emocji ludzie winni się spowiadać przed Bogiem. Czyż to właśnie nie jest ludzkie? Czyż Bóg także się nie gniewał na człowieka, gdy ten postapił źle? Mawia się " to ludzka rzecz się gniewać" I niestety ludzką rzeczą jest "miłość". Tam gdzie gniew jest rzeczą porządaną i wymaganą, gdzie nie jest winą a raczej zaletą i chlubą, miłość nie ma prawa egzystować. Taki był ich świat. Działali w służbie tego, który nakłaniał do grzechu oraz wszelkiego rodzaju przewinien i nierządu. Działali w imieniu tego, który pławił się w bogactwie, za życia wylewał litry wina, i chociaż nie odczuwał miłości, wciąż dzielił radość ze swoimi współbratymcami, których bronił i których chrzcił imionami demonów, upadłych aniołów, grzesznych kobiet, i wszelkiego rodzaju istot. Wystarczyło poznać Twoje imię, by znać dokładnie Twój charakter. Nie potrzebowali zwierzeń, ckliwych rozmów ani czasu by się nawzajem rozszyfrować. Każdy musiał być godzien nadanego mu imienia, dlatego nigdy nie ważył się wychodzić ponad kanon "zbyt człowieczych" zachowań. Kim była Lilith? Królową sukkubów, nieziemsko pięknych kobiet, kuszących mężczyzn w nocy, by zasiać w nich grzech pożądania. Była, według demonologii, pierszwą żoną biblijnego Adama, która pogardzila Rajem. A Lejla? Lejla był jej demonologicznym a zarazem biologicznym bratem, którego dzięki złym mocom ocaliła od śmierci, który wobec swojego słabego charakteru, fugurował jedynie jako jej brat, upadły anioł. A Mefisto? Mefisto był uczłowieczeniem i przewodnikiem wszystkich. Płynęła w nim ludzka krew, serce biło a głód i nieśmiertelnośc potęgowały się z każdą chwilą, poniewaz żył w nim duch, którego, na razie, nazwijmy wymijająco "złymi mocami". Jedni służą Bogu, drudzy służą złu. Bo czyż wierzymy w diabła, gdy wiata w niego jest w ukryciu i tak rzadko kultywowana? Czyż wznosimy dla niego świątynie by równać go z Bogiem? Oto pytania, na które nie ma odpowiedzi, a co kolejna, jest co najmniej niewysatraczająca i budząca kontrowersje. Zamknijmy oczy, i nazwijmy ich " złymi ".
 - Owy mężczyzna który Cię potrącił, oczywiście droga Lilith, nie potrącił CIę przypadkowo. Współczucie i poczucie winy, to jedne z ludzkich uczuć, gdzie czują oni potrzebę zadośuczynienia.
 -  I co z tego? - zapytała nieco wrogo dziewczyna, odsłaniając przed Mefisto swoją rękę praktycznie az do obręczy obojczykowej, zapakowanej w gips -
 - Nie przejmuj się, przecież wyliżesz się z tego za dwa dni góra, cóż Ci szkodzi? Potrzebujemy tego mężczyzny Lilith, i to Twoja pierwsza misja. Pozyskanie go.
Lejla przełknął ślinę i podał siostrze kubek z zimną wodą.
 - Może i ludzie są naiwni, ale zapewniają naszej Lilith opiekę, której my nie potrafilibyśmy jej zapewnić -
Mefisto spojrzał na chłopaka i pokręcił z dezaprobatą głową.
 - I właśnie dlatego, jesteś zawsze "bratem Lilith" i nikim więcej. Postrzegasz świat w nie tych kategoriach, w których powinieneś.
Lejla westchnął i zacisnął usta, by zdusić gorzkie słowa które cisnęły mu się na usta. Nie takiego losu sobie życzył, wielokrotnie myslał, że śmierć, byłaby dla niego ukojeniem, jednak siostra zbytnio go kochała, by mogła pozwolić mu odejść.Teraz nie było już odwrotu. Był zbyt słaby by się zbunotować i ponieść śmierć jako karę za nieposłuszeństwo i także zbyt słaby by zrobić to Lilith. Nie chciał komplikować jej życia, o ile można było to nazwać "życiem".
 - Sytuacja jest o tyle skomplikowana Lil, że chłopak jest sławny. Jest kontrowersyjny, przystojny młody i pragnący kobiet. Namietny i rozchwytywany. Pełen energii, która sporzytkowana we właściwy sposób mogłaby być dla nas zbawienna. Oh - zaśmial się Mefisto - Zbawienna. Jak to dziwnie zabrzmiało. Wciąż nie mogę się nadziwić, że wciaż gdy upada mi na kafelki w łazience mydło, a ja wiedząc że jak się po nie schylę to spadnę na ryj, krzyczę "Jezus". To takie zabawne.
W sali zapadła cisza przerywana jedynie cichym chichotem Mefista, który poprawiwszy się na krześle po chwili odchrząknął cicho.
 - Liczę na Ciebie Lil, udawaj że boli Cię ręka, żeby Cię dłużej w tym gipsie potrzymali, chłopak, ten ktory Cię robnął swoim czarnym Range rowerem, powinien się zjawić za jakieś 10 minut, na razie bądź obolała i konająca, wzbudź w nim współczucie, potem podam Ci dokładne dane - spojrzał na zegarek i wstał gwałtownie z wybitnie niewygodnego drewnianego krzesła - No Lejla, wsio, idziemy, przydasz mi się może do czegoś. - szepnął i wykonał lekzeważący ruch dłonią w stronę drzwi - Ah - westchnął wtem gdy lejla już opuścił pomieszczenie - Wykonaliśmy ekspertyzę jego charakteru. Chcemy nadać mu imię Samael. Wiesz, co to oznacza?
 - A jakie jest jego ludzkie imię? - spytała spokojnie Lilith, zaciskając dłonie na prześcieradle, tak,że pobielały jej knykcie.  -
 -  Harry. A Twoje ludzkie imię to będzie Melanie. Odpowiada Ci? Swojego prawdziwego przecież nie pamietasz, a myślę, że to do Ciebie pasuje.
 - Jak najbardziej - odparła i zwiesiła głowę -
Ciążyło na niej ogromne brzemię, którego się obawiała bardziej, niż czegokolwiek przedtem. Samael, Samael, Samael, postać górująca w wszystkich demonologicznych książkach, jako ta najbardziej władcza, najznamienitsza a zarazem dwojaka. Z jednej strony uważany za najświętszego Anioła, jednego z siemniu regentów świata, sprawującego władzę w królewstwie niebieskim. Z drugiej strony utożsamiany z wężem który kusił Ewę w Raju, z samym Szatanem, z jednmy z napotęzniejszy upadłych aniołów. Anioł Śmierci. Trucizna Boga. Mąż Lilith.
Dziewczyna wpatrywała się w brudną plamę na seledynowej ścianie i rozmyslała, ze strachem wyczekując wizyty chłopaka. Harrego. Kimże musiał być, że tak go potrzebowano? Co takiego w sobie posiadał? Jak zły musiał już być, jak musiał zgrzeszyć?
 - Przepraszam? - usłyszała nagle Lilith niepewny cichy głos dobigający zza uchylonych drzwi sali w której leżała. Odwróciła swój szklany wzrok w kierunku dobiegającyh dźwięków i pokusiła się o delikatny uśmiech na widok dziesiątek herbacianych róż.
- Chciałbym trylko wiedzieć, czy życzysz sobie mojej wizyty? - odparł jakby ze strachem w głosie. Wyjrzał zza bukietu kwiatów i rzucił jej pełne nadziei spojrzenie. Jego twarz nabrała radosnych rys, gdy dostrzegl, że jedyny uszczerbek na zdrowiu jaki poniosła dziewczyna, była ręka w gipsie. Jej twarz raziła pięknem, a gęste i lśniące złotem włosy opadały na szarawe, sprane szpitalne prześcieradło.
 - Wejdź proszę Harry, bardzo miło mi Cię poznać. - odparła i wyciągnęła ku niemu swoją zdrową rękę -
Złapał ją. Była taka ciepła. jego policzki były rumiane, gdy tylko się uśmiechał, pojawiały się wyraźne dołeczki. Miał na głowie burze kręconych włosów, w kolorze spłowiałego kasztanu, które lsniły w świetle słonecznym. Jego oczy były intensywnie zielone, a usmiech śniezno biały i tak szczery, że aż trudno było Lilith pojąć, co takiego miała zrobić z tym chłopakiem, by zasłużył na tak wymagające imię jak "Samael?". Wtedy pierwszy raz ogarnęła ją niepewnośc i uczucie porównywalne ze strachem i współczuciem, którego się brzydziła, a którego wtedy nie mogła pohamować.
 - Jestes nieludzko piekna...
 - Melanie - przerwała mu i ponownie wyciągnęła dłoń, którą chłopak przed chwilą puścił -
"Nie ludzko, z ust mi to wyjąłeś drogi Samaelu" - pomyślała.

Rozdział. 1 

Telefon dzwonił i dzwonił. Niemiłosiernie dzwonił. Leżał na zimnych kafelkach a dźwięk wibracji doprowadzał Lilith do szału. Zerwała się z łóżka, przerwała pakowanie swoich rzeczy i odebrała.
 - Halo? - odparła szorstko -
 - Nie bądź taka nie miła Melanie - usłyszała głos Mefista -
 - Ah, to Ty - westchnęła -
 - Widziałem, że dobrze Ci idzie. 21 róż. Niezła liczba.
 - Chłopak ma pieniądze, do tego potrącił mnie ogromnym Range Roverem, powinnno być ich co najmniej dwa razy tyle - zaśmiała się Lilith -
 - Wiesz... - zaczął Mefisto - czuję się teraz jak ojciec, który pragnie uświadomić swoją córkę w kwestiach sekualnych. Jakby nie patrzeć, teoretycznie uważana jesteś Lilit, za jedna z siedmiu towarzyszek szatana, którego zwano też Mefistem więc teoretycznie...
 - Przechodź do rzeczy.....tato - zaśmiała się Lil -
W słuchawce było słuchać tylko irytujące chichotanie mężczyzny i dziwny piszczący dźwięk trzęsącej się słuchawki.
 - Pierwszym stopniem rozkochiwania w sobie mężczyzny jest seks. Mam nadzieję, że potrafisz...dobrze to zrobić.
Lilith zachłysnęła się własna śliną i przysiadła na szpitalnym łóżku. Poczuła sie co najmniej niekomfortowo i dziwnie, słysząc z ust Mefisto podobne słowa
 - Potrafię - odparła w końcu, starając się zachować poważny ton głosu -
 - Słuchaj, masz do wykonania tą tajną misję ponieważ jesteś wciąż "świeża". Na zebraniu naszych "najpotężniejszych" wybrano Ciebie, ponieważ oni wierzą, że wciąż masz w sobie naturalne ludzkei odruchy które pomogą Ci się do niego zbliżyć, jednak są one na tyle słabe, że nie sa one "wadą" a "zaletą". Rozumiesz?
 - Rozumiem -
Odpowiadała zawsze krótko i rzeczowo. Nawet, jeżeli miała wątpliwości, zawsze wolała się nad nimi zastanowić i sama znaleźć rozwiązanie, przez co zwiększała swój autorytet w oczach Rady.
 - Pamiętaj jaki on jest dla nas ważny. Samael ma wstapić do Rady. Nie spieprz tego.
Lilith odłożyła słuchawkę bez słowa i spakowała go do skórzanej torebki. Poprawiła swój stanik i spojrzała w lustro, upewniwszy się że wygląda wystarczająco kobieco, niewinnie a zarazem seksownie.
 - Ten gips nawet dodaje Ci uroku - dosłyszała nagle meski głos dochodzący zza drzwi. Tym razem Harry stał bardziej pewnie siebie i oparłwszy głowę o framugę rzucił jej promienne spojrzenie -
 - Dziękuję, że zechciałeś mnie odebrać ze szpitala, nikt się nie spodziewał, że tu wyląduję, a że jestem w obcym mieście, cóż, nie było innego wyjścia.
Harry chwycił jej torbę z łóżka i przygładziwszy zmarszczone prześcieradło ręką, wykonal zapraszający gest w kierunku drzwi. Lilith ruszyla niepewnie, wciąż utrzymując przykleojny do twarzy uśmiech. Kroczyła zdecydowanie szpitalnym korytarzem w kierunku windy stukając lekko obcasami swoich wyjątkowo wysokich czarnych szpilek.Szła jak zwykle niebywale pewnie siebie i zgrabnie, jednoczesnie emanując niewinnością w kaszmirowym błękitnym sweterku i czarnych opinających spodniach. Jej jędrny biust unosił się delikatnie przy każdym jej kroku, zaróżowione policzki i złote, lekko kręcone włosy okalały jej porcelanową twarz i krwisto czerwone usta. Nie miała makijażu. Jej nienaturalnie długie rzesy spowijały ogromne błękitno szkliste oczy. Harry wodził za nią rozmarzonym i tepym wzrokiem, a Lilith wciąż wpatrywała się w niego, nie mogąc dojść do porozumienia z własnymi myslami. Miała ochotę się do niego wciąż uśmiechać, jednak musiała stłumić w sobie to owe pragnienie wobec którego czuła się winna. Wydawał jej się być taki nieodpowiedni, jednak zdawała sobie sprawę że Rada nigdy się nie myli. Oni nie popłeniają błędów. Lęk. Czuła paraliżujący ją od wewnątrz lęk, jednakże zdawała sobie sprawę, że jedyną rzeczą, która mogła pozwolić jej osiągnąć sukces, był czas, któremu musiała pozwolić naturalnie płynąć. I ludzka natura, której winna była dac możliwość ujawnienia się. Posiadała ją, wciąż ją w sobie posiadała. Zdobyć człowieka prawdziwe, może tylko szczerość. Szczera ludzka życzliwość. Szczere ludzkie uczucie.
 - Chciałbyś w drodze może coś zjeść? Mam ochotę na naleśniki z czekoladą i bananami. - odparła Lilith przygryzając lekko dolną wargą -
Harry spojrzał na nią życzliwie i zaśmiał się, a jego oczy zabłysły.
 - Uwielbiam je. Znam fajne miejsce. Cieszę się, że masz apetyt. Lekarz mówił że to dobry znak -

~~~~~~~~~~~~~~

 - Mefisto? MEFISTO DO CHOLERY!
Mężczyzna biegł przez wąski biały korytarz, potykając się o własne nogi.
 - Naama*! Jakże miło Cię widzieć -
Dziewczyna stała na przeciw niego ze skrzyżowanymi na piersiach dłońmi. Jej czarne krótkie włosy oblewały jej trupio bladą twarz.
 - Rada zbiera się niedługo masz się na niej zjawić, nie zapominaj.
 - Skad ten gniew Naamo? - spytał ją nonszalancko, uśmiechając się -
 - Jesteś wrzodem na tyłku Mefisto, jesteś oślizgłą glizdą, która wszystko musi wiedzieć. Jesteś obrzydliwy i przebiegły. A ten usmiech jest najbardziej gorszącym i jadowitym uśmiechem jaki można sobie wyobrazić.
 - Nie narzekaj Naamo. Pewnie słyszałaś już plotki o misji Lilith, czyżby to było Twoje największe zmartwienie? Nie moja wina ze rozpuszczony 19to letni gówniarz woli blondynki. Nie podołałabyś temu zadaniu. I nie pytaj mnie dlaczego, nie zdradzę Ci. Uczyniłem Cię nieśmiertelną, skończyłaś Harvard, teraz idziesz na Yale, pracujesz, zarabiasz, jesteś bogata jak chciałaś, nie wydziwiaj dziewczyno.
- Nienawidzę Lilith - przerwała mu, próbując opanować oddech -
Mefisto zaśmiał się i wsparł się dłonia o ścianę, przybliżając do niej swoją twarz.
 - Nie komplikuj misji którą nałożyła na Lilith Rada, albo spotka Cię surowa kara - wycharczał jej w twarz, dotykając lekko swoimi wargami jej ust - Niech nie zaślepia i nie zgubi Cię uczucie zazdrości, które powinno być Twoją bronią, nie słabością.
Naama przymrużyła oczy i i otworzyła je znów. Z ciemnobrązowej barwy przybrały one bordowy, wręcz czerwony odcień. Jej oddech był cierpki od wina. Uśmiechnęła się szeroko i i przełknęła ślinęm oblizując przy tym wargi.
 - Kochaj się ze mną Mefisto - rzucila wtem, wbiając w jego plecy swoje długie paznokcie -
 - Czekałem, aż to powiesz -

~~~~~~~~~~

W ich świecie wszystko było chlubą, prócz zdrady. Zdrada sprzyjających się istnień, była równie niewybaczalna co w ludzkim świecie. Możnaby rzec, że w ich świecie, groziła śmiercią, człowiek zaś posiadał dar, króego każdy wzgardzony mnógł pozazdrościć. Umiejętność wybaczania. Tego nie posiadali. Lilith siedziała rozluźniona w małym, narożnym barze i wdychała gęste pwoietrze przesycone dymem z pieczonego ciasta i słodkim zapachem syropu klonowego.
 - Te naleśniki muszą być pyszne - szepnęła w stronę Harrego odgarniając z dekoltu swoje gęste włosy -
Chłopak westchnął i pociągnął lekko nosem. Wsparł swoje łokcie na blacie a ocozm Lilit ukazały się umięśnione ramiona i lekko opalona wytatuowana skóra. Przygryzła machinalnie dolną wargę. Kolejna cecha, tak jej bliska a zarazem tak człowiecza - pożądanie. Lilith przerzuciła przez mysli szybko wszystkie fakty, jakie zdołała wywnioskować. Samael. Król piekieł. Nie była na tyle doświadczona by zasiać w nim całkowite zgorszenie. Harry już wówczas musiał być zgorszony. Uśmiechnęła się nieco szerzej i skrzyżowała dłonie pod swoim biustem by sprawiał wrażenie bardziej wydatnego.
 - Harry - szepnęła ledwo dosłyszalnie i przesunęła dłonią po kancie stołu - Może zechciałbyś mnie zaprosić do siebie i pokazać jak mieszkać?
Obserwowała jego oczy i mimikę twarzy. Jej wyraz pozostawał niewzruszony na jej słowa - nie było na niej cienia zdziwienia. Najwyraźniej spodziewał się takiego obrotu sprawy.
 - Widzisz Harry - odparla znów zwieszając wzrok. Prowokowała go, by spoglądał na jej piersi - Życie nauczyło mnie by łapać chwilę, póki trwa. Mogłabym już nie żyć, gdybyś nie przestrzegał zasad prędkości na drogach Wielkiej Brytanii. I cóż bym wtedy z tego życia miala? Nic - dodała, podnosząc wzrok. Jego tęczówki zdawałhy się lśnić płynną lawą. Sam wyraz jego spojrzenia zdradzał, że jej propozycja była tym, czego z goła oczekiwał. Lilith obróciła sie w kierunku okna i założyła nogę na nogę, opierając jednocześnie łokcie o blat i wypychjąc pierś przed siebie. Przymknęła oczy i zdała sobie sprawę, że jest zbyt łatwa. Zacisnęła palce i w ułamek sekundy znalałzła rozwiązania dla sytuacji. Gdy jesteś zbyt łątwa, musisz okazać się być tak namiętną, by samym wspomnieniem o sobie wzbudzać tęsknotę.
 - Melanie? - usłyszała jego głos, jakby ciche westchnienie, pełne wątpliwości -
 - Tak? - zwrócila się w jego kierunku rozchylając lekko wargi -
 - Mieszkam dwie przecznice stąd - odparł, kładąc swoją dłoń na jej udzie -

~~~~~~~~
 - Zebranie Rady za godzinę - westchnęła Naama wodząc ustami po nagim, umięśnionym torsie Mefista -
 - Dam radę skarbie - westchnął i zacisnął dłoń na jej pośladkach przyciągając ją bliżej siebie -
 - Zdradź mi - odparła muskając koniuszkami palców jego wrażliwe podbrzusze - zdradź mi dlaczego wlaśnie Lilith.
Mefisto zaśmiał się i zacisnął swoje palce na jej nadgarstku zsuwając jej dłoń coraz niżej swojego podbrzusza. Naama złapała jego penisa u nasady i przejechała kciukiem wzdłuż całej jego długości. Mefisto zmrużył oczy i spojrzał na dziewczynę błogim spojrzeniem.
 - Testują ją. Jeżeli podoła zadaniu, stanie się napotężniejszą z wszystkich, zyskamy dawno upragnionego Samaela i wszyscy będą szczęśliwi.
Naama zniżyła przysnęła się nieco bliżej i delikatnie muskając dolną wargą jego usta wsunęła między nie język i zamruczała delikatnie pozwalając mu się objąć. Leżeli nago pośród okalającej ich satynowej pościeli. Dziewczyna czuła pod stopami delikatny materiał.
 - Jeżeli jej się nie powiedzie, to ją zabiją. Eliminacja słabych. Tak to się odbywa. Unas nie ma wiary. Przebaczenia. Jest tylko wytrwałość, jedyne źródło utrzymania jakie posiadamy. To trudne życ w świecie bez wartości, a jednak tak cudowne. Stworzyłem Cię Naamo, a teraz leżysz nago w moich opjęciach, a ja doprowadzam Cię do rozkoszy. Czyż nie spełniam swojej powinności?
Naama westchnęła, gdy poczuła go całego w sobie, jak napiera na nią swoim ciałem.
 - Lilith ma nam zdobyć przywódcę i utrzymać go sobą na szczycie rządzy władzy. To jej zdanie. Ciekawe, czy tak dobrze mu podoła, jak ja to czynię z moim - westchnął po czym wsunął swój jezyk w jej rozgrzane usta i oddał się jedynemu znanemu mu i cenionemu uczuciu - rozpuście.

OBIECUJĘ. że będe dodawała posty regeluranie oraz często, nie zawiodę was, oraz siebie! Wasza na zawsze, Melanie. Tylko komentujcie, żebym wiedziała, że mam się po co starać! JEŻELI CHCECIE BARDZIEJ WSZYSTKO ROZUMIEĆ, POLECAM WPISAC W GOOGLE "upadłe anioły" albo wejśc w lin który dla was specjalnie poszukałam http://aniolyupadle.republika.pl/strona2.html i poszukać sobie imion KTÓRE WYSTĘPUJĄ W MOIM OPOWIADANIU. Tu jest wszystko w prawdziwe opisane bardzo zdawkowo ale zawsze można się lepiej zorientować :) KOCHAM WAS. - Melanie




3 komentarze:

  1. Świetne, jeszcze nigdy czegoś takiego nie czytałam, trochę za dużo zła, ale to chyba oto ma w tym chodzić xd Masz to zajebiste ;D Powinnaś książkę pisać! Świetnie piszesz , czasami trochę niezrozumiale, ale potem się połapałam, naprawdę świetnie , masz talent ! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. AAAAAAAAA! Uwielbima takie opowiadania! I jesteś pierwsza- oprócz mnie- która umieściła w nim One Direction! Czekam na następne rozdziały! Fajnie, że jest zło! Ja to lubię! Jak chcesz poczytać podobnego do twojego bloga, to zapraszam do mnie!

    http://harry-louis-1d-and-we.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. AA jesteś genialna, będę to powtarzać do usranej śmierci!
    Dostarczasz takiej radości ludziom i samej sobie zresztą też pisząc, że powinnaś robić to na większą skalę! Bierz się za książkę, bo jak czytałam ten tekst w pewnym momencie naszła mnie myśl : "Boże, czemu ta dziewczyna nie napisała jakiejś książki?" To tak przypomina fragment jakiejś znanej książki, że aż bierze mnie dziw że młodzi ludzie potrafią tak pisać! Trzymam za Ciebie kciuki! Jestem pewna że usłyszę o Tobie kiedyś, a może nawet w bliższej przyłości!

    OdpowiedzUsuń