poniedziałek, 3 września 2012

Rozdział 7 "To be young is to be beautiful."

Do czytania polecam
1. http://www.youtube.com/watch?v=wdgTkSzSyVg koniecznie. absolutnie koniecznie.


Najpiękniejsza na ziemi kobieta, młoda, o jędrnej bladej jak kartka papieru cerze i delikatnych rumieńcach siedziała skulona w kącie i spoglądała niepewnie na swoje drżące, tak zniszczone jakby błoniaste dłonie. Najpiękniejsze na ziemi kobieta, posiadająca w swoim dorobku wszystkie dobrodziejstwa i piękna wyryte w twardym marmurze niczym niezniszczalne posągi, spojrzała na swoje ponakłuwane dłonie i półnagie ciało mężczyzny, stojącego na przeciw niej i palącego papierosa tuż przy lekko uchylonym, ledwo trzymającym się w zawiasach oknie.
 - To jest życie, prawda? - spytał 22 letni wówczas Edward Richards, 18to letniej Josephine Kaitainen , dziewczyny o fińskich subtelnych korzeniach i głębokim brytyjskim akcencie. Mieszanki nieprzyzwoicie niebezpiecznej.
Jose trzęsła się z zimna i z przerażenia. Zimny pot spływał jej po skroniach skapując na kościste kolana i zatapiającej się w dołeczkach kości obojczykowych. Dziewczyna skrępowana przez męskie żądze i rzekomą miłość, która chociaż z początku była jakże prawdziwa i gwałtowna, zmieniła się w męski nawyk przywłaszczania sobie rzeczy osób z pozoru wolnych. Nie potrafiła jednak odejść, jakby jej stopy tkwiły w betonie, jednakże kochała tego mężczyznę. Ludzie mówią, że kobieta winna była dziękować za darowane jej piękno, a Jose niewątpliwie była unikatem, jedynym w swoim rodzaju nad wyraz dusząco pięknym unikatem, który jeszcze chwilę temu próbował samobójstwa. Bo oto ona, nosiła w sobie życie, które próbowała pozbawić tlenu. Hazel. Jedyna cząstka łącząca ją na stałe z tym niebywale przystojnym i szarmanckim mężczyzną który już na zawsze miał pozostać w jej życiu, rządząc nim ciężką agresywną ręką. Hazel. Jedyna rzecz która jednocześnie stała się dla tej kobiety niezwykle słodkim i łągodzącym owocem. Josephine obiecała sobie wówczas, siedząc tak skulona, obolała, zmarnowana, że poświęci całe swoje życie, by z owocu miłości, która wciąż wierzyła, była piękna, prosta i prawdziwa, wyhodować cudowną istotę, swoją córkę. Codziennie, ciążyła jej świadomość, że próbowała ją zabić, zabić sposobem równie niegodziwym co aborcja. Jednakże jak mogła o tym nawet myśleć, kochała przecież tego mężczyznę, który wznosił ją na piedestale piękna.
Teraz, gdy minęły już lata, gdy w dal odpłynęła szansa zdobycia wykształcenia i usamodzielnienia, a jej piękno przemijało z każdym dniem pełnym cierpienia, stała się spłowiałym diamentem, staromodną biżuterią, którą już nikt nie chciał nosić. A Jose i tak wciąż wierzyła w miłość.
 - Jesteś piekna, Josephine - powtarzał jej Harry -
Jak mogła nie pragnąć? Jednak nigdy nie pozwoliła mu się dotknąć. Nigdy nie pozwoliła się sobie zapomnieć, podobnie jak zapomniała się 21 lat temu, kiedy okazała się być zbyt słaba i zbyt podatna. Kiedy okazało się, że za bardzo kocha mężczyznę, przez którego dopuściła się gwałtu na samej sobie.
Hazel odeszła i Jose nie miała do niej najmniejszego żalu. Codziennie modliła się o nią i zastanawiała, dlaczego ona będąc równie piękną i równie młodą, nie miała odwagi po prostu odejść.
Nadszedł dzień, dzień w którym należało pogodzić się z upływem czasu i z nieodzownym człowieczym prawem do wolności.
 - Nie wiem, czy w ogóle odsłuchujesz moje wiadomości Edward - mówiła szeptem Jose, siedząc na ganku swojego domu - Hazel odeszła. Nie wiem czego bałam się bardziej, jej śmierci, czy tego że wyzdrowieje i mi nie wybaczy. Nie wybaczy mi, że 21 lat temu od Ciebie nie odeszłam. Byłeś dla niej wszystkim i to ciekawe, że tak łatwo przyszło Ci od niej odejść. - Wzięła głęboki wdech gdyż łzy uwięzły jej w gardle. Mocno wypuściła powietrze. - Trzymaj się.
~~~~~~
 - O czym myślisz? - spytał Niall, leżąc zupełnie nago na białej bawełnianej pościeli w swoim łóżku. Ręce miał skrzyżowane na piersi i szklane oczy wpatrzone w roztrzepane włosy Alison-
 - Zastanawiam się, o czym Ty myślisz - odparła. Przymknęła oczy na ułamek sekundy i obróciła się wtem, by spojrzeć na chłopaka. Niall wyciągnął dłoń i wplótł palce pomiędzy jej. Uśmiechnęła się.
 - Tak na prawdę myślę o Haz - dodała w końcu -
 - Martwię się o Zayna. Martwię o nas wszystkich. Martwię się o one direction.
 - Masz do nie żal, prawda? - wtrąciła nagle i przysunęła się nieco bliżej, tak że oboje stykali się ramionami -
- Nie wiem, czy to można nazwać żalem. Nie sądziłem, że Zayn będzie na tyle nieodpowiedzialny. Ludzie za bardzo interesują się naszym życiem. -
Alison obróciła twarz w jego kierunku i sięgnęła dłonią do jego ciepłego policzka. Przechyliła jego głowę i pocałowała go lekko w usta. Musnęła dolną wargą jego brodę, po czym on także obrócił się w jej stronę i mocno ją objął.
 - Czytałam też parę rzeczy o mnie. Podobno jestem okropnie piękna, i mnie za to nienawidzą -
Niall zaśmiał się przeciągle po czym przejechał dłonią po jej gęstych długich włosach, spojrzał jej w oczy i wycedził z najgłebszym irlandzkim akcentem na jaki mógłby się zdobyć
 - Gdybym był kobietą, też byłbym zazdrosny o to, jak piekna jesteś. Jestem mężczyzną, a jestem zazdrosny o moje dłonie - dodał, przejeżdżając palcem wzdłuż jej chłodnego ramienia -
Ona ją wszystkiego nauczyła. Hazel ją nauczyła jak być najsilniejszą i najpiękniejszą. Jednego tylko nie mogła jej odebrać, niewinności, którą Haz gardziła i odrzucała wznosząc prowokację i wyrachowanie ponad wszelkie wartości. Dziewczyna rozpalała do czerwoności, podczas gdy Alison czarowała delikatnością.
Nie trudno jednak było się dziwić, dlaczego obie dziewczyny łączyła tak szczególna więź emocjonalna, obie dopełniały się jak brakujące elementy, życie nie raz je nauczyło, że bez siebie nawzajem nie są w stanie funkcjonować, dlatego też o tyle niebezpieczne było wszystko to, co miało się niebawem wydarzyć.
Ali pocałowała Nialla w czubek głowy, odgarniając palcem włosy z jego czoła. Uśmiechnął się i naciągnął na  swoje ramiona białą koszulkę. Był niebywale chudy i do tego jego skóra była równie blada i delikatna, jak Alison. Gdy tak leżeli obydwoje na pokołtunionej, wilgotnej od potu pościeli a jej włosy spływały bo jego barkach, zdawali się być jednakowoż zespawani dziwną złotą nicią, a przecież znali się dopiero od dwóch tygodni. Chłopak złapał ją za nadgarstek i razem zeszli po schodach. Ujrzeli Harrego siedzącego na kanapie i grzebiącego palcem w ciepłej herbacie. Gdy chłopak dosłyszał skrzypienie schodów, odwrócił twarz.
 - Niall, zrobisz mi proszę herbaty? - rzuciła Ali, posyłając chłopakowi mdląco słodkie spojrzenie -
Harry spojrzał na nią przeciągle, podczas gdy dziewczyna usiadła na przeciwko niego w fotelu i podkurczyła nogi obejmując ja rękoma. Wpatrywała w niego swoje niebieskie oczy i uśmiechnęła się lekko gdy ten podniósł wzrok.
 - Jesteście z Niallem identyczni. Masz tylko nieco dłuższe włosy i może wydatniejsze usta -
Ali zaśmiała się i oparła brodę o kolana. Sięgnęła dłonią do tylnej kieszeni swoich dresowych spodni i wyjęła z nich nieco pomiętą i sfatygowaną, lecz wciąż szczelnie zamkniętą kopertę.
 - Chciałam przeczekać pewien czas, zanim Ci to dam, wolałam żebyś ochłonął. Nie znam zawartości tego listu, ale za dobrze znam Hazel, żeby przypuszczać, co w nim jest.
Alison wyciągnęła ku niemu dłoń. Harry długo ociągał się, jednak wziął go w dłonie i położył na swoich kolanach.
 - W sumie, dlaczego miałbym chcieć go przeczytać? -
Harry nagle poczuł jakby ktoś stawiał go w obowiązku by łączyć się emocjonalnie z tą dziewczyną, o której pomimo tego że myślał każdego dnia, wciąż nie wiedział w jakich kategoriach. Miejscami miał wrażenie, że są one co najmniej negatywne.
 - Nie musisz - odparła nieco ciszej Alison, widząc Nialla w szklanych drzwiach prowadzących do salonu z dwoma kubkami herbaty - Jednak obiecałeś Jose, obiecałeś Paulowi, że da się to załatwić bez udziału mediów i policji. Obiecałeś wszystkim.
Nie musiał tego robić. Nie musiał go czytać, jednak podjęte przez niego wcześniej decyzje, narzucały mu to jednoznacznie, brutalnie i bez możliwości odwrotu.
~~~~
Nowy Jork ociekał tłustym zgiełkiem gdzieś głeboko wciśniętych podejrzanych uliczek i położonych w piwnicach knajp, gdzie unosił się obrzydliwie gęsty papierosowy dym, a na porozkładanych kanapach i w zakurzonych kątach kwitł najpiekniejszy a zarazem najbardziej obłudny kanibalizm jaki mogło stworzyć życie. Gdzie jedno pożerało drugie z żądzy samotności zagubienia, a drugie kochało tak gwałtownie i niewłaściwie. Oboje, spleceni, a z głuchych głośników pobrzmiewała głośna brytyjska garażowa muzyka.
 - I jak Hazel? - spytał wyjątkowo wysoki mężczyzna o latynoskich rysach twarzy i amerykańskim akcencie. Na jego ramionach spoczywała droga, lecz postrzępiona biała koszulka. Wytarł dłonie od popiołu i przycupnął przy przesiąkniętym dymem materacu. - Bogate dzieciaki wciąż tu przychodzą zaznać brytyjskiego modelu spędzania czasu, wiecie, jak w skinsach, wydaje mi się to niepoparte żadną znaczącą hipotezą, ale czuję, że z wami jest inaczej. -
Zayn sięgnął dłonią do stanika Hazel i wyciągnął z niego niewielkie zawiniątko. Nabił lufkę pokruszoną już wcześniej i zmieszaną z tytoniem ganją.
 - A jeżeli Ci powiem Costa - zaczęła Haz, poprawiając opadające ramiączko jej stanika - Jeżeli Ci powiem, że przyjechaliśmy zaznać życia w najbardziej oczywistym a zarazem najmniej spodziewanym i najpodlejszym mieście tej planety? Amerykanie są patetyczni a jednocześnie bez wyrazu, są zwolennikami makiawelizmu i fanatykami pieniędzy, a jednakowo zupełnymi hedonistami. Najbardziej naszpikowane hipokryzją miasto po tej stronie pacyfiku.
 - Zapewniam się, skłamałbym teraz, gdybym powiedział, że nie jesteś piękna, zaskakująca a jednocześnie podobnie jak to miasto, zupełnie przeciwstawna, ale nigdy nie nazwałbym Cię hipokrytką.
 - I to w Tobie lubię Costa, zawsze odróżniasz metaforę od rzeczywistego stanu rzeczy. - dodała, po czym lekkim ruchem dłoni przyciągnęła do Siebie Zayna i pocałowała go w usta, pozwalając mu wdmuchnąć dym z ganji wprost do swoich ust. Oderwała się od niego i wypuściła powoli dym -
 - Gdybym był dosłowny, próbowałbym Cię odbić Twojemu facetowi -
Chłopak przygasł na chwilę. Zawsze mu się wydawało, że górował nad naiwnością turystów, przyjezdnych nastolatków, szukających przyziemnych rozkoszy w Nowym Jorku. Sprzedawał im narkotyki po wygórowanych cenach i szerzył teorię wolności i przyjemności, podczas gdy sam dobijał interesu na naiwnych dzieciakach. Życie które pisało jego historię nie zaoszczędziło mu przykrych wątków i wizji kolejnych czarnych scenariuszy. Co najdziwniejsze, uwielbiał tę mało wysublimowaną spelunę, która jednocześnie była skupiskiem absolutnego ludzkiego bogactwa. Costa z pozoru był wielbicielem inteligencji, sprawiedliwości i piękna, jednak krył w sobie pewien defekt, dawno temu, który wyrył się w psychice małego, porzuconego chłopca. Defekt, który Hazel wielokrotnie łechtała w mężczyznach. Defekt, równie niebezpieczny, co słowa, które przyszło dziewczynie usłyszeć tego wieczoru.
 - Kocham Cię Hazel -
Zayn nie pomyślał, że one mogą smakować w jego ustach tak gorzko. Hazel zdusiła w gardle głośne westchnienie, czując na sobie żarliwy wzrok obu mężczyzn. A Harry? Harry zwlekał z listem. Niebezpiecznie zwlekał, lecz jak co wieczór, zapuszczał się na Kingston Hill wciąż szukając odpowiedzi. Póki jej nie pozna, obiecał sobie, że nie przeczyta zawartości listu, którego treść, miał wrażenie, i tak znał już na pamięć. Czy to było możliwe?

~~~~~~~
Mam nadzieję, że jesteście gotowi na ogrom namiętności i akcji, którą dla was szykuję. 
Jak myślicie, o co chodzi z Costą? Jaką rolę w tym wszystkim pełni Harry? Macie jakieś podejrzenia, jak się rozwinie akcja? PISZCIE! jestem ciekawa, czy was dobrze naprowadzam :)

FOLLOWUJCIE MNIE NA TT - @abrauhcadaver 

LICZĘ NA PRZYNAJMNIEJ 25 KOMENTARZY 8 rozdział w mojej małej główce już gotowy :)
Komentujcie! / love you, Mel xx

Do you feel seduced? Be ready to fufill your bliss. 


29 komentarzy:

  1. za szybko skończyłaś ten rozdział :( genialnie jest jak zwykle , nie mogę się doczekać rozwinięcia akcji! ahh szybciutko dodawaj kolejny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  2. ja nie moge to jest wspaniale rewelacyjne i nie wime jak to jeszcze opisac zkochalam sie w tym opowiadaniu i nie mam zamiaru przestac go czytac ;D normalnie kocham cie dziewczyna z twoj styl pisania no normalnie nie wiem co jeszcze napisac po prostu czekam na nastepny i powiem ci ze nie mam pojecia o co chodzi z Costa ;) Pozdrawiam @Angelina_393 ;***

    OdpowiedzUsuń
  3. Co do Coasty to mam pewne podejrzenia, ale zupełnie nie potrafię tego ująć w słowa. Co do Harrego to właśnie nie wiem, o co może dokładnie chodzić, mam nadzieję, że niedługo będzie coś jaśniej. A i nie wiem co się teraz dzieje z Joe i Ed'em ten wątek też musisz wyjaśnic. ;p xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mozna wnioskować, nieco starszy Ed kochał Jose za urode i nie pozwalał jej odejść, bo w głębi tak na prawdę jej nie kochał, a ona go do szaleństwa. Mniej więcej tak (;

      Usuń
    2. to rozumiem, tylko nie rozumiem tego momentu:
      Nie wiem, czy w ogóle odsłuchujesz moje wiadomości Edward - mówiła szeptem Jose, siedząc na ganku swojego domu - Hazel odeszła. Nie wiem czego bałam się bardziej, jej śmierci, czy tego że wyzdrowieje i mi nie wybaczy. Nie wybaczy mi, że 21 lat temu od Ciebie nie odeszłam. Byłeś dla niej wszystkim i to ciekawe, że tak łatwo przyszło Ci od niej odejść. - Wzięła głęboki wdech gdyż łzy uwięzły jej w gardle. Mocno wypuściła powietrze. - Trzymaj się.

      To oni nie są teraz razem, czy jak ?

      Usuń
    3. Są, tylko jak nie trudno sie domyślić, poważnie sie nie układało, później jest napisane, ze "za późno na zdobycie wykształcenia i usamodzielnienia" Jose była od niego zależna, od jego pieniędzy, a on jej nie kochał, ani córki. Przez co były nieszczęśliwe, ale Haz wierzyła, tak samo jak Josephine, że będzię dobrze i że będą szczęśliwe. NIestety tak nie było. Do tego zapewne pamietasz, ze Hazel widziala ojca z tą cięzarną Melanie, prawda? :) Spokojnie, wszystko się później wyjaśni, staram się nie być tak prostolinijna ;p

      Usuń
    4. Aa, to już wszystko rozumiem.
      Ooo właśnie, mam nadzieje, że ta sprawa z tą ciężarną Melanie będzie kiedyś jeszcze kiedyś wspomniana. ;p

      Usuń
  4. świetny rozdział :D a co do dalszej akcji to mam pewne przypuszczenia , ale nie chcę zapeszać xx

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudocudocduo *.* <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja tam jestem gotowa na wszystko :D I dziś znów tylko taki sobie komentarz, bo miałam 8 lekcji i padam :c Renifer

    OdpowiedzUsuń
  7. Ooo... wiesz ile czekałam na ten rozdział? Długo, ale jak zwykle było warto. Nie mogę się doczekać następnego. A co do Costy to w ogóle nie ogarniam za bardzo o co chodzi. Mam nadzieję, że się to szybko wyjaśni, bo jak nie to będzie mnie to bardzo męczyło. xD I mam nadzieję, że będzie dużo Harrego w następnych rozdziałach, bo mam do niego jakąś słabość w tym opowiadaniu. *,*

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też mam właśnie jakies przypuszczenia, ale to się wszystko okażę. Czekam z niecierpliwością na kolejny. :DD

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak ty świetnie piszesz <33

    OdpowiedzUsuń
  10. Kocham twojego bloga xoxo.

    OdpowiedzUsuń
  11. cudowny rozdział :')

    OdpowiedzUsuń
  12. Zajebiste jak zawsze. :)
    + Jak tam dziara? ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziara super super, uwielbiam ją ;3 postaram się wstawić jakąś fotkę na tt i bloga przy okazji (;

      Usuń
  13. Ten blog to najlepszy blog o 1D, zdecydownie ;d

    OdpowiedzUsuń
  14. myślałaś o napisaniu książki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ta, nawet nad tym pracuję :)

      Usuń
    2. daj znać kiedy premiera, wykupię cały nakład :D

      Usuń
  15. Dalej, dalej, dalej...! Jesteś niesamowita. <3

    OdpowiedzUsuń
  16. Kiedy nowy rozdział ? ;3

    OdpowiedzUsuń
  17. piękny rozdział :')

    OdpowiedzUsuń
  18. kiedy 8 rozdział? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się może w poniedziałek albo nawet dzisiaj, nie wiem, bo mam mnóstwo zajęć :(

      Usuń
    2. czekam z niecierpliwością :D

      Usuń
  19. Jak ty to robisz?
    Też tak chce

    OdpowiedzUsuń