PRZED PRZECZYTANIEM 1 ROZDZIAŁU, ZAPRASZAM DO PROLOGU POST NIŻEJ. Bez tego nie zrozumiecie o co chodzi :) buzi
- Czy ta kobieta, która przed chwilą opuściła Twój apartament, spędziła u Ciebie noc? - spytał ciemnej karnacji brunet, zaciągając się papierosem. Wypuścił powoli dym, a twarz kolegi zakryła się rzadką zasłonką.
- Czasami zadajesz durne pytania Zayn, przecież dobrze znasz odpowiedź -
Przejechał swoje potargane kręcone włosy dłonią i uśmiechnął się szeroko.
- "One direction odwiedzają dzisiaj szpital St. Tomas w celu wizyty z nieuleczalnie chorą dziewczynką, i tegoż samego ranka 50letnia kobieta opuściła apartament Harrego Style'sa...."
- 38letnia Zayn -
- 38letnia, no proszę, nie grozi jej jeszcze menopauza, czyli musisz inwestować w gumki.
Harry prychnął, po czym narzucił na ramiona lekko wyświechtaną kurtkę skórzaną. Zayn przewrócił oczyma po czym puścił przyjaciela w drzwiach i trzasnął nimi z całej siły, próbując jakoś dać upust swojemu poirytowaniu. Nie było przecież najmniejszego sensu się z nim sprzeczać i uskuteczniać próbę nawrócenia na poprawną ścieżkę życia. Dlaczego się łudził, że owa wizyta w szpitalu cokolwiek zmieni? Widok w pół rozkładających się z samotności i niemocy ciał, oraz smutnych i pełnych pustki oczu mogłyby jakoś ujarzmić jego temperament, chociażby na 24 godziny.
- Znów będe musiał siedzieć z jakaś 13to letnią gówniarą i zapewne odpowiadać na jej równie durne pytania i sprawdzać co 5 minut jej puls, żeby przypadkiem nie dostała wylewu.
- 20 letniej Harry - poprawił go Liam - i sądzę, że mają tam wystarczająco dobrą pomoc sanitarną.
Cisza. Zawsze zapadała taka niezręczna cisza, gdy Liam zwykł używać swojego nieprzyjemnego tonu, co zdarzało się równie rzadko co widok Zayna bez ułożonych włosów.
- Starsza od Ciebie o rok cwaniaku - odparł Paul, ładując się pomiędzy chłopaków - być może miła odmiana?
~~~~
Jaki był dla Hazel sens tej wizyty? Nijaki. Czuła się jedynie wyjątkowo niekomfortowo w tej koronkowej bluzce, tak dawno nie miała na sobie czegoś podobnego, zdążyła się już przyzwyczaić do flanelowej piżamy i rozciągniętych t-shirtów.
- O co mam ich zapytac? Ledwo dałam radę nauczyć się paru słów ich piosenki. Przynajmniej wiem, jak mają na imię.
- Co się przejmujesz? - skwitował Justin, podnosząc jej oparcie łóżka -
- W sumie fakt. Chciałam się tylko wykazać jakąkolwiek gościnnością, bo przecież herbatką czy kawką ich nie poczęstuję.
Hazel wyciągnęła się nieco ku górze i odwiązała swoją błękitną chustkę, gładząc się dłonią po idealnie gładkiej głowie. Przymknęła na chwilę powieki, żeby zatamować gwałtowne emocje, które nieprzyjemną bielą zalały jej twarz.
- Wiesz co Hazel? - zaczął Justin - z racji, ze jestem egocentrycznym gejem, myślę, że mój komplement nie wyda Ci się nierealny. Wyglądasz wyjątkowo seksownie, śmiem nawet pokusić się o uwagę, że łysina wyjątkowo Ci pasuje.
- To że Ty masz takowego fetysze seksualne, nie znaczy, że każdy męzczyzna takie ma.
- Jestem perwersyjny, ale i szczery - odpowiedział gładząc ją po policzku -
- Dzięki Justin - odparła, przymykając na chwilę oczy i wtulając policzek w jego ogromną dłoń.
Josephine dreptała nieśmiało korytarzem, starając się poprawić zbyt mocno eksponującą jej walory bluzkę. Pędziła w odwiedziny do córki, która zaprosiwszy ją na dzisiaj, dodała, że ma ubrać się ładnie, bo czeka ją, i wszystkich w szpitalu niechybna niespodzianka. Zrobiła jak ją poproszono, tylko szkoda, że nie miała okazji owej nocy spędzić w własnym domu. Czuła się dziwnie spełniona, dziwnie radosna, chociaż miotało nią niepokojące poczucie winy i wstydu. Ostatnio zbyt intensywnie korzystała z życia, dokładnie pamiętała gdy pierwszy raz zgrzeszyła. W dniu, w którym jej córka poczęła namacalnie niknąć w oczach. Wszystko stało się dla Josephine wtedy tak klarowne, że kwas wypalał ją każdego dnia od wewnątrz. Spojrzała na swoje wątłe odbicie w lustrze, piękne gęste włosy skrzętnie upięte w kok i stonowane garsonki przyćmiewające jej piękno, które dla jej męża było zbyt prowokacyjne, by mogła się z nim obnosić. Przynajmniej on tak uważał. Szła teraz z dziwnym mrowiącym uczuciem jakby ktoś odmłodził ją o 20 lat, uwolnił z ciasnych uprzęży, spuścił z smyczy i zdjął kaganiec, jeżeli już tak perwersyjnie zagłębiamy się w porównania. Gdy spojrzała na swój wyeksponowany,wciąż jędry biust i jasną cerę napiętą na kościstych ramionach, jedynie pytanie jakie nasuwało jej się na usta brzmiało nieco pesymistycznie "Nie była przypadkiem za stara na takie gierki?".
- Mamo, wyglądasz prawie jak ja - odparła Hazel, ujrzawszy usmiechniętą kobietę w drzwiach -
- Z ogromnym smutkiem, musze przyznać, że nie wiem jak Hazel wyglądała, zanim ją poznałem, ale jeżeli wyglądała mniej więcej tak, to musi być wyjątkowo piękna.
Josephine uśmiechnęła się blado.
- Dziękuję wam kochani, a co to za niespodzianka? - spytała już nieco pewniej odgarniając z czoła swoje blond włosy -
Gdy to pytanie wypłynęło z jej ust, za szybą przesłoniętą żaluzją dało się dostrzec mnóstwo dziewczęcych rączek oblepiających je zewsząd.
- Jeżeli już coś ma się stać, to niech przynajmniej będzie dla tych małych mordek jakaś pociesza, mhm? - odparła Hazel wlepiwszy dziwnie uradowane i pełne żalu spojrzenie w szybę. Gdy zwiesiła wzrok, znów przebiegło ją zimny dreszcz na widok swoich sinych rąk z licznymi śladami po nakłuciach. Zaciągnęła mocniej rękawy od bluzki i momentalnie podniosła głowę uśmiechając się sztucznie.
- One direction mamo, kojarzysz ten zespół? Na pewno widziałaś na jakimś kanale muzycznym. Wygrałam spotkanie z nimi - tu przerwała i zaśmiała się w głos - chociaż sama nie wiem po co brałam w nim udział, ale niech już będzie. Coś mi się od życia należy, prawda?
W tym momencie Josephine Richards upuściła swoją bordową kopertówkę od LV na szpitalną posadzkę. Wstała chaotycznie żeby ją podnieść, jednak zastygła w bezruchu wsłuchując się uważnie w zamieszanie na korytarzu, które z każdą kolejną sekundą wzbierało na sile. Zza uchylonych lekko drzwi wyjrzała głowa Alison, najlepszej przyjaciółki Hazel. Dziewczyna pisneła cicho, po czym wparowała do pomieszczenia zawieszając swój płaszcz chaotycznie na wieszaku, ktory niebezpiecznie zachybotał się nad łóżkiem dziewczyny.
- Spokojne Ali, już wstaję -
- Strasznie schudłaś Hazza, ale cycki wciąż Ci zostały -
- Jak Ty dobrze wiesz jak człowieka pocieszyć - odparła Hazel poprawiając teatralnie swoje piersi. Pomimo braku włosów na głowie, jej cera wciąż była porcelanowo blada, a oczy, pomimo tego, że odrobinę przygasłe, wciąż zdawały się walczyć o to, co było w niej najlepsze. 5 głów zajrzało niepewnie przez na oścież otwarte drzwi. Przez ułamek sekundy zdawało się Hazel, że wcale nie czuje się rozczarowana. Postaci, które zwykła oglądać na ekranie telewizora, oraz przez ostatnie dwa dni na swoim laptopie w celu zapoznania się z chociażby jedną piosenką, wydały się bardziej męskie i naturalne. Jednak owo "przyjemne" uczucie ulotniło się równie szybko jak się narodziło.
- O kurwa - wypłynęło z ust bruneta, która właśnie był w trakcie zdejmowania swojej jeansowej kurtki. Jego idealnie błyszczące i ułożone włosy oraz dziwny wyraz twarzy sprawiły, że Josephine pobladła jeszcze bardziej, niż w chwili, gdy usłyszała szczęśliwą nowinę w liceum, że jest w ciąży.
- Wiecie, liczyłam na coś w stylu, uwaga, zacytuję " You don't know you're beautiful" , albo coś równie chwytliwego, jak no...jak to tam szło w tej piosence? Pierdole, zapomniałam.
- Zaczyna mnie to przerażać - powiedział Liam wlepiając swoje skonsternowane spojrzenie to na Harrego, to na Josephine - mam dziwnie niepokojące wrażenie, że zaczynam rozumieć. Ale jak Boga kocham, wolałbym się mylić -
- Hazel, tak? - wtrącił Niall - Miło Cię poznać - dodał po chwili podchodząc do osłupiałej dziewczyny. Uśmiechał się nadnaturalnie szeroko, prawdopodobnie próbując zachować pewne pozory. Stał prosto przed nią, praktycznie dotykając swoim czołem jej czoła, zupełnie jakby próbował ograniczyć jej widoczność na resztę stojącą z tyłu.
- Mógłbyś się odsunąć? Mamo? Co jest grane?
I więcej Hazel nie zdążyła zapamiętać z owego wydarzenia. Dzień, który miał być dla niej sprawdzianem sarkazmu i czarnego humoru, a także możliwością zrobienia niespodzianki dziewczynkom z oddziału dziecięcego chorób nowotworowych, stał się mgłą, gdy straciła przytomność i jedyne co słyszała to łzy swojej matki i dziwny, bardzo niski męski głos, zapewniający, że nie chciał.
"Nie chciałem."
Czego on do cholery nie chciał?
Komentujcie miśki, póki co, co wy na to? Akcja niedługo stanie się trochę "wyrwana z rzeczywistości", nieco nieprawdopodobna, jeżeli to tak ujmę :) Póki co, trzeba jakoś was wprowadzić w wątek :) buzi xx / Melanie
Zdycham ze śmiechu, uwielbiam. Ale zaintrygowałaś mnie, jak zawsze. Om nom nom nom nom.
OdpowiedzUsuńKomentarze na kacu always meaningful. :D
Love.
Jest świetnie, ale kompletnie niczego nie rozumiem. Jedyne pytanie jakie teraz nasuwa mi się na usta to "Co jest, kurwa ?!" ;x ♥
OdpowiedzUsuńhttp://zapomnijgdykochasz.blogspot.com/
DOMSI WRÓŻKA JUŻ WSZYSTKO WIE, POZDRAWIAM SERDECZNIE :*
OdpowiedzUsuńwow mega , już nie mogę doczekać się następnego :*
OdpowiedzUsuńUśmialam sie troszki ;D to jest świetne uwielbiam twoj styl pisania ;)Angelina ;*
OdpowiedzUsuńto było genialne! kocham cię dziewczyno :*
OdpowiedzUsuń