czwartek, 9 sierpnia 2012

PROLOG OPOWIADANIA "DEATHLY SAMAEL AND THE ANGEL"

Cześć wszystkim :) WRÓCIŁAM! Z nowym zapleczem pomysłów, marzeń, wzruszeń, strachu i śmiechu.

Zapraszam serdecznie do czytania mojego nowego opowiadania pt. " DEATHLY SAMAEL AND THE ANGEL"
Zacznę od analizy tytułu. Etymologicznie słowo SAMAEL oznacza między innymi ślepy, lub tez jad czy truciznę. (Samael - 
dostarczyciel wyroków śmierci ale i powstrzymujący egzekucję (por. akeda), kontrowersyjny anioł, oskarżyciel, uwodziciel, duch zniszczenia.)

Reszta tytułu myślę, że w domyśle pozostaje klarowna :) To jest tak jakby taki suchy wstęp, w 1 rozdziale zajmę się psychologiczną analizą Hazel, chociaż i tak wiem, że wszyscy czekacie na erotyczne sceny rodem z imaginów +18 haha. ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA, JAK PIERWSZE WRAŻENIE I JAK WAM SIĘ PRZEDSTAWIA TYTUŁ W KONTEKŚCIE DO PONIŻSZEGO POMYSŁU :)


Leucaemia.
Hazel unikała w szkole łaciny jak mogła najskuteczniej. Odbywało się to głownie na przesiadywaniu w szkolnej toalecie i spalaniu pogniecionego papierosa, trzymanego  między piersiami przez cały dzień w szkole, gdy istniało zagrożenie pozostawienia swojej torby w zamkniętej sali. Tak, zdarzało jej się nie nadwyrężać szarych komórek, chociaż zdawać by się mogło, że mimo choroby ich populacja stale się zwiększała. Być może samotność i nieprzyjemny gryzący zapach chemikaliów i leków zmuszał do nagminnego zajmowania myśli kanałem national geographic z ogromnego telewizora SONY BRAVIA zawieszonego tuż przed szpitalnym łóżkiem. Nie kłamali w reklamach, obraz rzeczywiście wydawał się Hazel bardziej soczysty i wyraźny niż w jej starym telewizorze z wbudowanym odtwarzaczem VHS. 
 - Tu masz przetarty soczek z marchwi, jabłka i brzoskwini - powiedziała Josephine, matka Haz, starając się przytrzymać swoje gęste i opadające na łóżko córki włosy. Hazel spojrzała na nią żałośnie, po czym poprawiła uwiązanie swojej błękitnej chustki na czole.
 - Kochanie, na prawdę nie musiałaś tego robić - odparła z litością w głosie matka, przycupnąwszy na brzegu łóżka córki -
 - Miałam codziennie rano budzić się i wyjmować sobie z głowy włosy? Garść za garścią aż miałabym przypominać Golluma z Władcy Pierścieni? Nie, dziękuję. - odparła sucho i stanowczo -
Długie i gęste włosy były w ich rodzinie pewnego rodzaju herbem, lub też dumą. W szkolnych kronikach, zawsze rzucały się w oczy, a także oczywiście przywoływały męskie namiętne spojrzenia. Haz leżała teraz opatulona sztywnym białym prześcieradłem z zupełnie pustym spojrzeniem i z zupełnie na gładko wygoloną głową.
 - Witam piękne panie - dało się słyszeć głos wysokiego, wyjątkowo szczupłego i rudego pielęgniarza, a w zasadzie stażysty drugiego roku St. Tomas's Hospital, którego Hazel zwykła nazywać pielęgniarzem z racji wyjątkowo upokarzających i okrojonych obowiązków jakie wykonywał, które sprowadzały się do asysty przy kolonoskopii i wykonywaniu lewatyw 80 letnim starszym osobom z wyjątkowo złośliwymi zaparciami. 
 - Jak tam idzie wyzwanie jakie Ci postawiłem? - spytał, stawiając na stoliku tacę z lekami -
 - Więc tak, 2tygodniowy karnet na siłownię który wygrałam w konkursie BBC radio opchnęłam na ebay'u za 70 funtów, ale niestety chętnych na podkładki z świnką Peppą nie ma. Do tego dochodzi miętowa bluzka Hilfigiera którą wygrałam po wysłaniu zgłoszenia z katalogu modowego pozostawnionego przez świętej pamięci panią Hopkins na dolnej półce nocnego stolika. Niech Bóg świeci nad jej duszą - żachnęła się Hazel, a na jej usta wbiegł lekki, jakby nieco wymuszony uśmiech. -
 - I to wszystko? - prychnął James - Sądziłem, że masz dla mnie coś ciekawszego.
Hazel zaśmiała się i wyciągnęła spod poduszki nieco pogniecioną kopertę. Pomachała nią tuż przed jego nosem i wyszczerzyła swoje białe ząbki.
 - Cóż to takiego? -
 - Coś, czego żałuję, że nie mogę sprzedać z powodu imiennej wygranej, ale zapewniam, jest to absolutny diament warty co najmniej parę tysięcy, tyle że niestety, dla mnie zupełnie bezwartościowy.
Justin żachnął się i przysiadł na krzesełku obok pani Josephine. Hazel zgrabnie wyjęła sztywny kartonowy materiał, na którym widniało 5 męskich głów. Zaśmiała się w głos, gdy ponownie przeczytała na głos treść zawiadomienia.
 - Nie wierzę, PO PROSTU NIE WIERZĘ. - odparł chłopak wyrywając z jej rąk kartkę i wczytując się w nią dokładniej -
 - Myślisz, że przyjadą do szpitala? Myślę, że tu byliby bezpieczniejsi, bo wiesz co jest śmieszne? Gdybym mogła to sprzedać, zapewne istniałaby możliwość, by przekupić kogoś w kolejce do przeszczepu szpiku kostnego. Wiesz, bywają ludzie dla których ważniejsze od życia są pieniądze.
Josephine odchrząknęła głośno i złożyła dłonie na piersiach. Wyjątkowo ciężko znosiła czarny humor swojej córki.Tłumaczyła sobie w duchu, że właśnie w taki sposób dziewczyna odreagowuje sytuację, w jakiej się znalazła i zagrożenie życia, które codziennie wzbierało na prawdopodobieństwu. Nie była już 5letnią dziewczynką, której mogła po prostu powiedzieć, że będzie dobrze.
 - Zawsze możesz z tego zrezygnować. - odparł Justin, zajmując zwolnione przez matkę Hazel miejsce -
 - Żartujesz? Intryguje mnie tylko, dlaczego tuż przed śmiercią moje życie zaczyna być takie ciekawe a co więcej, absurdalne - westchnęła, po czym jej powieki ugięły się pod ciężarem dnia codziennego.

KOMENTUJCIE. :)


5 komentarzy:

  1. Ciekawie się zapowiada :) Czekam na rozwinięcie akcji :D

    OdpowiedzUsuń
  2. matko boję się ciągu dalszego, ale chcę już przeczytać to wszystko o czym mówiłaś :D ahahahaha

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyznam, że mnie nieźle zaciekawiłaś. Hazel jest chora i mówiąc szybko i prosto pięć osób znanych mam takie wrażenie ma przyjść. No cóż prologi zawsze są krótkie i nie umiem ich komentować :o Więc spokojnie.. poczekam co będzie dalej. Informuj mnie jeśli tak też robisz. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ciekawe ciekawe a główna bohaterka ma humor podobny do mojego coś czuje że bede tutaj dosc czesto zgladac ;) moglabys mnie informowac na tt o kolejnych rozdzialach ? @Angelina_393

    OdpowiedzUsuń