wtorek, 20 marca 2012

cz. 14 "Home, sweet home"

- Mogłabyś potrzymać ten kubek kawy? - spytała Dominika wyciągając rękę w stronę Melanie - muszę poprawić spódniczkę, zaraz mi dosłownie spadnie -
Melanie sięgnęła po plastikowe naczynie i upiła delikatnie łyk.
 - Mhmmm orzechowa, musze sobie następnym razem też taką zamówić. - Spojrzała na swoją bladą dłoń, matowy bordowy lakier do paznokci i kontrastujący pierścionek z perełką, który nabyła za pierwsze samodzielnie zarobione pieniądze w primarku. Wsiadły do niebieskiej taksówki, z wyjątkowo przyjaźnie wyglądającym taksówkarzem.
 - Richmond, proszę - powiedziała Melanie wygładzając swoją koronkowo kremową bluzkę.
Rodzina, czy istniało takie pojęcie w jej życiu? Owszem, egzystowało gdzieś w zagubionej przestrzeni jej myśli i serca, lecz miało to niestety charakter jedynie niematerialny. Co się z reguły tyczyło "nowych początków", sukcesem reinkarnacji umysłu była całkowita zmiana systemu wartości i ambicji. Miało to niestety duży związek z zerwaniem z przeszłością. Mimo wszystkio, zmierzały teraz obie do Richmond. Samochody szybko mijające z wolna jadącą taksówkę, wzbijały w powietrze kurz i piasek. Skwar panował ogromny, uwalniający pojedyncze krople potu na jej rozgrzanym czole. Gorąco, budzące omamy, duszące, męczące.
~~~~
 Idealnie białe, wręcz rażące po oczach ściany zdawały się jej nie pasować do przeznaczenia tego pomieszczenia. Poprawiła nerwowo rękawy swojej czarnej bluzy.
 - Gotowa, Melanie? - doszedł ją ciepły i łagodny głos pielęgniarza salowego kliniki st. August, a zarazem jej dobrego przyjaciela, Stephena Asemonda. Spojrzał na nią swoimi piwnymi oczami i wskazał mosiężne dębowe drzwi. Melanie dźwignęła się z kanapy ocierając spocone z zdenerwowania dłonie o wytarte spodnie. Poczuła ogromny wstyd, który przyciskał ją bezlitośnie do ziemi. Zgarbiła się.
 - Caroline? Melanie już do Ciebie idzie - dosłyszała życzliwy głos Stephena dochodzący z sąsiedniego pomieszczenia i jego nieprzyjemnie stukające obuwie szpitalne. Melanie zrobiła potężny i zdecydowany krok, stając w drzwiach. Głowę trzymała zadartą wysoko, lecz trzęsące kolana zapewne zdradzały przed siostrą jej wewnętrzny stan. Wysoka blondynka w ogrodniczkach z jasnego jeansu i błęktinym kaszmirowym sweterku spojrzała na nią łągodnym, lecz mimo wszystko bezbarwnym wzrokiem. W dłoniach trzymała dwa niewielkie pakunki. Jeden z nich był opakowany w tak dobrze jej znany czerwony połyskujący papier.
 - Wszystkiego najlepszego - powiedziała Caroline unosząc się na łokciach. Dźwignęła się z krzesła, przytrzymując wolną dłoń na ogromnym już brzuchu.
 - Dziękuję - odparła Melanie, chowając wzrok za burza długich brązowych kręconych włosów. Podniosła momentalnie wzrok i usiadłwszy na kanapie przy mahoniowym stole, spojrzała na siostrę zachęcając ją do zajęcia miejsca obok. Caroline stała tak przez chwilę przyglądając się znajomej, rumianej twarzy siostry. Wyglądała trochę inaczej, dojrzalej, być może była to wina czasu i zdarzeń, które odbiły swoje negatywne działanie w jej przygasłych i zmęczonych oczach. Miała nadzieję, że będzie mogła ją przytulić, lecz momentalnie poczuła się jakoś dziwnie obco, wobec osoby, którą ostatnim razem widziała niespełna trochę ponad 7 miesięcy temu. Caroline usiadła powoli, kierując twarz w kierunku Melanie.
 - Przepisałam na Ciebie Docklands Arenę - odparła - nie potrafię zajmować się takimi sprawami. Po porodzie zaczynam studia...
 - Chłopiec czy dziewczynka? - spytała nagle, przerywając jej -
 - Dziewczynka -
 - Imię? -
 - Louisa - powiedziała Caroline, uśmiechając się machinalnie - Co do Docklands Areny - ciągnęła dalej - jak już mówiłam, nie nadaję się, a Ty potrzebujesz nowego startu.
 - Nie wrócę - skwitowała Melanie odgarniając włosy z czoła -
 - Wiem -
 - Choćbym i chciała, nie mogę - dodała po chwili Mel - Jedno ciągnie za sobą drugie, a ja muszę zacząć od czegoś nowego. Ty już masz to co potrzeba.
 - Mel - westchnęła Caroline. Na jej usta cisnęły się tysiące żarliwie domagających się uwolnienia słów. Jednak nie powiedziała nic, przemilczała swoje emocje. Zwiesiła na ułamek sekundy głowę, po czym znów ją unosząc, złapała siostrę za zimną i skamieniałą dłoń, ledwo dała radę powstrzymać łzy, pierwszy raz, od tak długiego czasu, zdarzyła jej się chwila słabości.
 - Dom w Richmond jest Twój, nikt już nie mieszka w sąsiedztwie -
 - Wiele się zmieniło - odparła, ściskając dłoń Caroline -
- Pewne rzeczy się nigdy nie zmieniają. Cokolwiek by się nie działo, pamiętaj.
Melanie dokladnie wiedziała, do czego odnosiła się aluzja Caroline, lecz zakopała gdzies głęboko w sobie tę świadomość utrzymując kamienny wyraz twarzy. W ostatnim czasie opanowała tę czynność do perfekcji.
 - Będą się one niestety musiały zmienić, przynajmniej we mnie. -
 - To dla Ciebie - odparła Caroline przesuwając w jej kierunku dwa zawiniątka - rozpakuj potem, i pamiętaj, co Ci powiedziałam. Obie wiemy, jaki jest.
~~~~
Rozpakuj potem? Co to znaczyło? Kiedy był ten właściwy moment?
 - 15 funtów - powiedział łagodnie taksówkarz zatrzymując się przed zapuszczonym ogrodem. Bordowy dom z białymi okiennicami wznosił się tuż za potężną kwitłą gruszą, słodką pigwą, czerwoną wiśnią i ledwo wyłaniającą się na tle wysokiej trawy brzoskwinią. dziwnie słabą i przechyloną nienaturalnie w lewą stronę. W powietrzu unosił się drażniących zapach słodkich i zgniłych jabłek. Weszła do ogrodu ciągnąc za sobą niewielką czarną walizkę, brnąc ostrożnie w sięgającej jej prawie do połowy łydek gęstej trawie.
 - Trzeba tu będzie zrobić porządek - powiedziała Dominika wchodząc na skrzypiącą werandę obrośniętą pnącymi się rozkwitłymi różami.
 - No będzie trzeba - powiedziała Melanie zrywając z gruszy dojrzały owoc i zatapiając w nim swoje usta. Była pyszna, soczysta, wręcz obrzydliwie słodka. Spojrzała wtem na ogród pani McCollins, ujrzawszy babcię Andy, Eugene, przechadzającą się po udeptanej żwirowej ścieżce w towarzystwie blondyna, w szarej bluzie i zbyt dużych jeansach.Odwrócił się momentalnie, zaciekawiony panującym zamieszaniem, i spojrzał wprost na Melanie, zastygnąwczy na ułamek sekundy. Niall sięgnął gwałtownie do kieszeni i odebrał telefon, zrywając się wnet, pozostawiając osłupiałą panią McCollins, i wzrok Melanie, wciąż utkwiony w pustą przestrzeń. Obcy. Zupełnie jakby byli sobie obcy. Stała tak samotnie a po jej dłoni i łokciu spływał słodki gruszkowy sok.
~~~
 - LOUIS PRZESTAŃ, HARRY !!!!!!!! - Caroline człapała ociężale po chodniku próbując stawiać bierny opór dwóm ciągnącym ją do samochodu mężczyznom. Wokół zebrało się mnóstwo oniemiałych gapiów, głównie nastolatek, bojących się nawet zbliżyć.
 - Przestańcie się gapić, ludzie, może mam wam jeszcze pomachać jak prezydent na pochodzie 1majowym? Kobiety w ciąży nie widzieliście? - Harry puściwszy ramię Carolinie podbiegł do samochodu i chaotycznie przebierał w pęku kluczy, szukając tego pasującego do auta.
 - Jezusie Nazareński, JA NIE RODZĘ!!!!! - krzyczała Caroline gryząc Louisa w ramię -
 - A ta plama na łóżku? I ten skurcz? - spytał chłopak próbując delikatnie zmusić ją do rozluźnienia uścisku szczęki -
 - BOŻE TY TO WIDZISZ I NIE GRZMISZ! - Caroline wzięła głęboki wdech i spojrzała na zdenerwowanego Harrego stojącego przy samochodzie. Tkwił tak przy otwartych drzwiach, jak funkcjonariusz szpitala dla obłąkanych, w zupełnej gotowości, by wsadzić ją do tego tego samochodu chociażby siłą.
 - Ja się doprawdy czasem zastanawiam, czy wy jesteście tak głupi czy udajecie? - zapytała retorycznie wyszarpując w końcu rękę z uścisku swojego chłopaka - TO NIE BYŁY WODY PŁODOWE, MUSZĘ NA PRAWDĘ MÓWIĆ NA GŁOS, CO TO BYŁO? -
Zapadło głuche milczenie przerywane pojedynczymi klaksonami samochodów, odgłosem hamowania i śmiechem kobiet, najwidoczniej tych uświadomionych w tajnikach ciąży i konsekwencjach jej trwania.
 - Teraz, gdy cały świat zapewne już wie, że się POSIKAŁAM i że Twoja narzeczona ma typowe ciążowe DOLEGLIWOŚCI, możemy już wszyscy w pokoju rozejść się do domów?  - to ostatnie rzuciła jakby to tłumu ludzi wciąż robiących zdjęcia -
Louis odsunął się trochę od Caroline, próbując uchwycić jej całą posturę wzrokiem, a Harry stał przy samochodzie i z twarzą ukrytą w dłoniach, śmiał się donośnie. Louis w końcu zbliżył się do Caroline i położył obie dłonie na brzuchu, kucając.
 - Mamusia się posikała, niesamowite - powiedział Louis do brzucha przykładając do niego ucho - Ciebie tez to bawi jak słyszę?
 - NO WYBITNIE ZABAWNE LOUIS, WYBITNIE - odparła odsuwając się od niego - Ty już wiesz o czym możesz dzisiaj zapomnieć - dodała po chwili podnosząc go do góry i przykładając usta do jego ucha - Posłała mu znaczące spojrzenie i zamaszystym krokiem podeszła do auta serwując wciąż śmiejącemu się Harremu potężne uderzenie w głowę.
 - Gwarantuje Ci, będziesz siedział ze mną na sali porodowej i zmuszę Cię do patrzenia tam, gdzie nikt nigdy nie chce zaglądać - powiedziała marszcząc nos - I nie kokietuj tak, te małe wariatki zaraz się...
 -...posikają? - dokończył Harry ustępując od drzwi, by Caroline mogła swobodnie usiąść na miejscu dla pasażera.
 - Masz gwarantowane miłe chwile z Caroline Docklands wyciskającej z siebie małą 5 kilogramową dziewczynkę. I to z dźwiękiem w Dolby Digital.
Harry przytulił ją mocno zatapiając usta w jej blond włosach. Dziewczyna nie wyrywała się tylko odwzajemniła uścisk, wtulając się w jego ramię
 - Masz szczęście, że tak dobrze pachniesz - odparła Caroline z przekąsem -
 - Oj szwagierka - westchnął Harry - No to na lunch i na lotnisko po moją i Louisa mamusię?
 - Oj kocham śluby - powiedział Louis całując Caroline w skroń -
Oboje spojrzeli na siebie znacząco. Caroline dostrzegła w oczach chłopaka jakiś dziwny i podejrzany błysk. Zmrużyła oczy i zbliżyła twarz całując go w usta.
 - Jak ciśnie Ci się jakiś dowcip z pieluchą lub cewnikiem w roli głównej, to sobie daruj -

~~~~~

 - I jak tam słoneczko? Zdenerwowana? - spytał James poprawiając swój bordowy krawat. Życie bywało przekorne. Kiedy zdawało się człowiekowi, że dotykające go ostateczne sprawy, mogą jedynie pogrzebać żywcem jego istnienie, jak się później okazuje, mogą mu dać istotny profit. Media. 5 miesięcy temu, z trudem można by sobie wyobrazić, że ta podła instytucja, która w sposób wyjątkowo obrzydliwy obnażyła w wszystkich możliwych środkach przekazu prawdę o młodej utalentowanej ćpunce i 4 "zagubionych w świecie wartości nastolatków", przyniesie mimo wszystko taką nieodzowną korzyść. Warto tu wspomnieć i zaznaczyć, że James Christopher i Jacob w dniu zatrzymania okazali się być zupełnie czyści. Melanie czuła wówczas wielką ulgę i szczęście, pomimo własnej i osobistej porażki jakiej zaznała, gdy znalazła się w skromnym pokoju, o delikatnie kremowych ścianach, dużym różowym łóżkiem i małym telewizorkiem ustawionym na z lekka zakurzony drewnianym stoliku. Dzięki rozpętanej przez media aferze, która została w bardzo szybkim tempie sukcesywnie zatrzymana przez wpływy one direction i Simona, pewien selekcjoner szukający skandali i zbuntowanych artystów, wcielił Jamesa do indie rockowej grupy, zbierającej coraz większą sławę w UK. Jak to Melanie zwykła mu wiecznie powtarzac, to wszystko dzięki jego pięknej buźce.
 - Christopher wrócił na studia, napisał mi dzisiaj rano maila - powiedział James siadając przy kuchennym stole -
 - To dobrze - szepnęła Dominika upijając potężny łyk z szklanki -
 - Nie jestem jakoś wybitnie zdenerwowana - powiedziała Melanie zbliżając się delikatnie do Jamesa i oplatając swoje dłonie wokół jego talii. Pachnął jakoś inaczej, niż zwykł pachnieć przez te wszystkie lata. Unosiła się nad nim przyjemna mieszanka drogich perfum i szamponu do włosów. Pomimo wszystko, zapach ten kojarzył się jej błogo z czymś bezpiecznym i nieodzownie stałym. Tak, James był wobec niej stały i to w nim lubiła. Z drugiej strony, często się zastanawiała, czy ta jego ulegliwość nie rozluźni jej moralności? Bała się często, że przyjdzie taki czas, gdy na za dużo sobie pozwoli i go skrzywdzi. Wdzięczność bywała tak często uczuciem mylonym z miłością, przez co tak niebezpiecznym. Bardzo ulotnym.
 - Dobra, idę w końcu ubrać tę sukienkę - powiedziała całując go delikatnie w usta - zaraz wracam -
dodała wbiegając energicznie na górę po skrzypiących schodach. Nie była jeszcze w swoim pokoju, ani nawet w dawnych pokojach swoich sióstr. Zostawiła walizkę w łazience, nie oglądając się nawet na te przeklęte bordowe drzwi z śladami jej i Harrego paznokci. Starała się o tym nie myśleć, a w plecaku zawsze przy sobie, trzymała meblowy katalog pozakreślany najróżniejszymi pozycjami tapet, farb, szaf, stołów, krzeseł i co najważniejsze, drzwi. Otarła delikatnie nabiegłe potem czoło, by nie zmyć makijażu. Caroline uprzedziła ją o odartych z tapety i tynku betonowych i bezdusznych ścianach w pokojach jednak mimo wszystko, wolała poczekać aż Dominika zajmie się generalnym remontem. Poczłapała do łazienki i zdjąwszy obcisłe jeansy, wcisnęła na siebie swoją ulubioną, czerwoną sukienkę. Miała dzisiaj wystąpić jako atrakcja wieczoru na bankiecie organizowanym przez właścicieli największych nieruchomości, prawników i innych przedsiębiorców w Londynie. Takie śpiewanie kotleta, tylko być może w bardziej wyrafinowanym stylu. Spojrzała w lustro na swoją blada i wychudzoną twarz, na zadbane i lśniące brązowe włosy okalające wystające kości policzkowe. Czuła się odrobinę sobą, jakby gdzieś w środku kiełkowało to, co kiedyś dziko w niej żyło. Wodziła wzrokiem za swoimi kościstymi nadgarstkami gładzącymi mały srebrny medalik, który anonimowo został jej podarowany w prezencie na urodziny. Znała go. Miała wrażenie, że aż za dobrze.
~~~~~
 - Kochanie, mimo tego brzuszka, wyglądasz wciąż tak przepięknie w tym koronkowo kremowym żakiecie - powiedziała Anne Cox ściskając usilnie Caroline za kolano. Odgarnęła swoje ciemne włosy i spojrzała na Harrego - Nie mogę się jeszcze doczekać, aż w końcu poznam ukochaną mojego syna! Myślałam, że to już nigdy się nie stanie - zaświergotała radośnie poklepując syna po ramieniu -
Zapadło dziwne milczenie, które pomimo nieubłagalnie mijającego czasu, wciąż było tak samo świeże i bolesne. Zayn siedział z wzrokiem wbitym w okno, uśmiechając się dyskretnie.
 - Jak dzisiaj do mnie zadzwonił Liam, że Caroline rodzi, myślałem że padnę przed kierownicą. Wszyscy chyba kochamy tę małą bardziej, niż się tego spodziewaliśmy - powiedział Niall uśmiechając się radośnie dla rozładowania sytuacji -
- Jak to rodziłaś? - spytała z lekkim podenerwowaniem mama Louisa - Coś się dzisiaj stało moja droga? - zapytała wtapiając w Caroline swoje maślane przesycone matczyną troską oczy - Uwielbiała te momenty, to mrowiące uczucie, gdy otoczona opieką i zainteresowaniem zwykła sobie wyobrażać, że być może ktoś nad nią czuwa i że odzyska tę część życia, którą parę lat temu tak brutalnie jej odebrano. Myślała też często nad tym, patrząc na porcelanową twarz matki Harrego, jak bardzo Melanie była do niej podobna. Roztaczała wokół siebie dławiącą wręcz sympatię, uśmiechała się w ten sam, pozbawiony zakłamania sposób, a co najważniejsze, obie te kobiety, często patrzyły na Harrego tym samym, oczywistym wzrokiem. Od momentu, gdy ją poznała, nie było dnia by mogła uwierzyć w to, że ten chłopak przestanie kochać jej siostrę, chociaż absurdalnym wydawało się chociażby tak myśleć. Gdy samochód zatrzymał się przed Gordon Ramsay Restaurant i wszyscy wysiedli z przyjemnego klimatyzowanego samochodu, Harry stanął nieco z boku.
 - Poczekam na Monice, zaraz powinna tu przyjechać, wejdźcie już, zaraz do was dołączę -
Zayn stanął obok przyjaciela odpalając papierosa. Zaciągnął się dwukrotnie i wypuścił powoli dym wlepiając wzrok w obwieszony plakatami informacyjnymi monumentalny budynek starego teatru wznoszącego się ponad ich głowami po drugiej stronie ulicy.
 - Widziałeś? - spytał Zayn kierując twarz w jego stronę -
 - No tak, Simon wybiera się dzisiaj na ten bankiet - powiedział Harry wkładając dłonie do kieszeni swoich czarnych spodni -
 - Nie to miałem na myśli - odparł Zayn rozpinając guzik swojej marynarki -
Oboje zwrócili wtem uwagę na czarny samochód podjeżdżający przed budynek teatru. Był to czarny mustang, zupełnie odnowiony, lśniący i niepokojąco znajomy. Wysiadła z niego szczupła blondynka, z długimi włosami w idealnie skrojonej ołówkowej czarnej sukience, i druga, przytrzymująca kurczowo przedramię kierowcy, kobieta, o długich czekoladowych kręconych włosach i w tej przeklętej satynowej, czerwonej sukience, nieco wiszącej na jej kościstych ramionach. Harry stał tak, po prostu, obserwując jej ruchy i idealnie kołyszące się biodra.
 - Wiedziałeś - skwitował Harry rzucając niemo słowa przed siebie -
 - Owszem, nie chciałem tego tematu nigdy poruszać, ale chyba teraz będę musiał. Wiem, bo ja odwiedzałem je obie, regularnie, gdzie Ty nie potrafiłeś się na nic zdobyć.
 - Nie masz pojęcia o czym mówisz, Zayn - skwitował Harry - Nie masz pojęcia.
 Melanie, złapawszy przyjaciółkę pod ramię, skierowała się do wejścia, znikając mu momentalnie z oczu za ciężkim filarem. James wciąż tkwił na chodniku, paląc z wolna papierosa i sprawdzając raz po raz, czy zamknął samochód. Sprowokowany ich żrącymi spojrzeniami, podniósł głowę i spojrzał oniemiałemu Harremu głęboko w oczy. Chłopak nie zwiesił wzorku, wciąż wpatrywał się w głuchą przestrzeń, wypłukany z jakichkolwiek emocji. Zacisnął tylko pięści i powstrzymywał każdy najdrobniejszy nerw swojego ciała, przed wybuchem.
 - To mnie oświeć Styles - powiedział Zayn rzucając niedopałek na chodnik -
 - Cześć kochanie - dosłyszał nagle czyiś głos tuż przy swoimi uchu -
Nie zwrócił na nią uwagi, objął ją tylko machinalnie ramieniem. Ostatnie co ujrzał, to roześmiany wzrok Jamesa, znikający za szklanymi drzwiami teatru.

5 komentarzy:

  1. ale mi robisz wodę z mózgu.! jakby przyszło to interpretować to byłoby gorzej niż z Mrożkiem, Herbertem i Gombrowiczem razem wziętymi. GENIALNE! każde jedno, pojedyncze słowo. magicznie się to czyta, uwielbiam Cię za to jeszcze bardziej. ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja Cię kocham, bo mi tak miło meeega, że Ci się podoba <3

      Usuń
  2. błagam Cię niech harry będzie już z melanie, błagam, ja naprawdę nie mogę tyle płakać, bo mama zauważy. a płaczę przy ostatnich rozdziałach, błagam niech będą razem

    OdpowiedzUsuń
  3. Co tutaj się porobiło ?! Caroline rodzi haha, a potem to sprostowanie 'Gwarantuje Ci, będziesz siedział ze mną na sali porodowej i zmuszę Cię do patrzenia tam, gdzie nikt nigdy nie chce zaglądać' i 'Masz gwarantowane miłe chwile z Caroline Docklands wyciskającej z siebie małą 5 kilogramową dziewczynkę. I to z dźwiękiem w Dolby Digital.' normalnie śmiałam się jak pojebana, haha. Czy mi się wydaje, czy Melanie jest z Jamese'm, którego tak nei lubię, że mam ochotę normalnie walnąć głową o ścianę ?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobrze Ci się wydaje. To raczej taki związek "tak wyszło, to niech tak będzie i tak nie mam nic innego"

      Usuń