wtorek, 21 maja 2013

Over Again Rozdział 5 "Personal Jesus"

 - Przyszłaś! - Niall stanął nagle tuż obok nich z szklanką w dłoni i rozbieganym spojrzeniem -
 - Ano jestem - odparła Blake uśmiechając się -
Blondyn przywołał ruchem dłoni trzech pozostałych członków zespołu, którzy jak na zawołanie zjawili się po chwili tuż przy nich -
 - To jest Blake Statinsky - odparł rzeczowo i zwrócił swój wzrok spowrotem na nią -
Zmarszczyła brwi zastanawiając się skąd zna jej nazwisko, jednak odrzuciła niewygodne myśli i podała każdemu z nich dłoń życzliwie się uśmiechając -
 - Zayn, bardzo mi miło - odparł średniego wzrostu chłopak o charakterystycznej wschodnio pakistańskiej urodzie. Jego żuchwę pokrywał delikatny ciemny zarost, a włosy miał skrzętnie ułożone gumą, zgolone znacznie po bokach. Cały był ubrany na czarno, a na jego ramionach spoczywała ciemna skóra, której zapach wraz z perfumami gwałtownie dotarł do jej nozdrzy. Był całkiem przyejmny, zmieszanie piżma z drzewem sandałowym. -
 - Liam Payne - uścisk dłoni miał mocny i zdecydowany. Był wysoki, miał krótko ścięte ciemne blond włosy, wyraźnie zarysowaną szczękę i lekki dwudniowy zarost oplatający jego łagodne rysy. Gdy się uśmiechnął jego policzki nabrały pełnego kształtu.
 - Louis - chłopak odparł nieco szeptem, jego głos zdał się Blake dziwnie wysoki, nie pasujący do dojrzałego wyglądu. Był niewysoki, z roztrzepanymi kasztanowymi włosami opadającymi mu na czoło. Usta miał wąskie, ściągnięte w niemym uśmiechu, nieco wycofanym, jednak pomimo tego zdawał się być całkiem sympatyczny. Każdy z nich zdał się być mimo swoich naturalnych niedociągnieć dopracowany do granic możliwości. Drogie perfumy, markowe ubrania i zapewnie stosowane przez nich drogie kosmetyki robiły swoje. Blake poczuła się nieco skepowana stojąc przed nimi w sukience z taniej sieciówki. Poczuła się przez moment jak na jednym z tych  niezręcznych wieczorków zapoznawczych, gdzie wszyscy wiedza kim jesteś i tylko czekają, by Cię poznać, jednak Ty nie masz pojęcia, kim są Ci ludzie.
 - Napijesz się czegoś? - szepnął jej do ucha Harry - chodź za mną, jeszcze będziecie mieli okazję porozmawiać - dodał nieco głośniej i skinął na chłopaków, którzy rozpłynęli się nagle jakby w powietrzu -
Złapał ją śmiało za rękę i prowadził za sobą między ludźmi do kuchni. Starała się patrzeć w podłogę jednak mimo wszystko dostrzegała kątem oka dociekliwe i niezbyt przyjazne jej spojrzenia, zastanawiała się, czy to stosowne i korciło ją by wyrwać rękę z uścisku, jednak ne potrafiła się na to zdobyć.
 - Tequilla może być? - sptytał, gdy w końcu znaleźli się przy opustoszałej wyspie kuchennej, zastawionej ogromną ilością butelek -
 - Srebrną, jeżeli masz - odparła -
 - Naturalnie - uśmiechnął się i sięgnął po dwa kieliszki -
Blake stała przebierając z nogi na nogą, co chwila zachowaczo ściągając sukienkę w dół.
 - Czy to nie dziwne, że nie znasz mnie wcale, a spędzamy sobie tu wieczór jak dobrzy...znajomi? - wypaliła nagle. Była świadoma, ze nie zdobyła by się na tą uwagę gdyby nie setka wódki, którą wypiła przed przyjściem tu. Sposób na dodanie odwagi w jej wypadku nie było zbyt wiele, a wolała stawiać wszystko jasno. Harry zaśmiał się i nalał zmrożonego trunku do kieliszków podając jej solniczkę.
 - Dlaczego starasz się wszędzie doszukać jakiegoś sensu? Poznaje się ludzi, a jak się ich polubi to stara się zacieśniać relację, zapraszając na imprezy czy inne tego typu rzeczy, czy to nie naturalne? Nie patrz na mnie z pryzmatu tego, w jaki sposób zarabiam na życie -
Blake speszyła się i była zmuszona sama przed sobą przyznać mu rację, jednak wciąż tkwiło w niej to dziwne poczucie absurdu.
 - To zdrowie - odparł biorąc od niej solniczkę i sypiąc sobie niewielką ilość na wierzch dłoni. Zlizał ją po chwili i przechylił kieliszek, zagryzając cytryną. Blake uczyniła to samo i skrzywiła się lekko gdy poczuła kwaśny smak w ustach.
 - Pamiętasz, gdy spytałem Cię, co sądzisz o sprawianiu sobie nawzajem przyjemności? - zagaił nagle, odstawiając kieliszek -
Przytaknęła i znów poczuła się niezręcznie, jednak automatycznie się uśmiechnęła dostrzegając przyjemny błysk w jego oku.
 - Widzisz? Zaprosiłem Cię tu i się uśmiechasz, a z tego co wiem, ostatnio było z tym u Ciebie ciężko., Czy nie o to chodzi? O przyjemność? - dokończył myśl przesuwając swoją dłoń wzdłuż marmurowego blatu kuchennego. Musnął opuszkami palców jej dłoń i uważnie jej się przeglądał. Sprawdzał, jak na niego reaguje. Dostała gęsiej skórki.
 - Coś w tym jest - wydukała, uznając tę odpowiedź za bezpieczną i pozbawioną dwuznaczności, jednak spodziewała się że okoliczność w jakiej się znajdowali i skąpa sukienka jaką na sobie miała, sama przysparzała tej chwili znacznej dwuznaczności. Nie była na tyle głupia, by nie domyślić się że próbuje ją sprowokować, lecz wciąż na tyle naiwna, by się temu poddać. W takich sytuacjach pytanie brzmiało zawsze tak samo. Czy to kobieta uwodzi samym swoim jestestwem i zachowaniem, czy też to zasługa wysublimowanej prowokacji ze strony mężczyzn, że między dwojgiem ludzi dochodzi do zbliżenia? Jej rozmyślania przerwała czyjaś obca trzecia dłoń, która lekko zacisnęła się na jej łokciu.
 - Czy mogę poprosić panią do tańca? - życzliwy głoś 21 latka zbił ją z pantałyku. Liam stał tuż za nią, w dość sporej odległości i puściwszy jej łokieć, wyciągnął nieśmiało do niej dłoń. Blake odwróciła się do Harrego, zupełnie jakby chciała spytać go o pozwolenie. Miała dziwne poczucie, że powinna, jednak ten uśmiechnął się tylko i machnięciem dłoni odesłał ich do salonu. Liam objął ją mocno w pasie, gdy ta podała mu w końcu swoją rękę i zaprowadził na prowizoryczny parkiet znajdujący się na środku salonu, z którego usunięto zapewne drogi dywan, który leżał zwinięty w kącie pomieszczenia. Przysunął ją nieznacznie do siebie pozwalając Blake wtulić się w swoje ramię.
 - A więc to Ty pracujesz w firmie wujka Harrego? "Fix and Fast"? -
Blake oderwała się od niego i spojrzała głęboko w jego piwne oczy.
 - Oh, nie wiedziałaś - szepnął nagle jakby nieco przerażony. Tańczyli powoli, jakby oderwani od rytmu, zupełnie jakby ten taniec miał być jedynie pretekstem do rozmowy - to w sumie tajemnica, ale sądziłem że coś was łączy i to wiesz - dodał po chwili, jakby próbował się usprawiedliwić -
 - Nie, nic nas nie łączy, nie wiedziałam o tym - odparła jak najżyczliwiej potrafiła, udając że wcale nie zdziwiła i nie zaciekawiła jej ta wiadomość. Znów się do niego przysunęła przykładając brodę nieznadznie do ramienia Liama. Pachniał rónie przyjemnie świeżo i nieco zbyt intensywnie. Przymknęła na chwilę oczy i gdy znów je otworzyła ujrzała Harrego siedzącego wprost przed nimi na skórzanej kanapie w salonie jak powoli sączy drinka i przygląda im się intensywnie z zupełny opanowaniem na twarzy. Chociaż siedział w znacznej odległości a jego postawną sylwetkę przesłaniał półcień panujący w salonie, wyraźnie czuła jego parzący i skupiony wzrok. Po prostu obrzydliwe jej się przyglądał, wpijał się prawie wprost w jej oczy. Jej instynkt samozachowawczy czasem ją zawodził, lecz jednak nie tym razem. Dokładnie zdawała sobie sprawę że w jakiś sposób się nią bawi, nie trudno było do spostrzec, postanowiła więc zagrać w grę która jej proponował. Póki co on rozkładał karty, jednak nie bardzo jej to przeszkadzało. Uniosła nieco głowę i odwzajmeniła skupione spojrzenie, lekko przygryzając wargę. Odniosła niepewne wrażenie, że kąciki jego ust usniosły się w uśmiechu. Poczuła gwałtownie jak zmieszany alkohol uderza jej do głowy i dodaje jej pewności siebie. Długotrwała samotność i męczące zdarzenia, które ostatnio miały miejsce były jak najbardziej przychylne ogromnemu pragnieniu namiętności które zaczęło w niej nagle buzować.
 - Napiłabym się jeszcze czegoś - szepnęła Liamowi i posłała niewinne spojrzenie -
 - Jasne, chodź Blake - odparł i wskazał dłonia na kuchnię -
Obejrzała się na chwilę i obserwowała jak Harry odprowadza ją wzrokiem.
 - Tequilla? - spytał -
 - Naturalnie, masz kieliszki 50 ml? - spytała -
Chłopak uśmiechnął się i sięgnął do szafki. W mig przechyliła jego zawartość i poczuła jak alkohol piecze ją przyjemnie przełyku.
 - Nie czujesz się winna że sobie imprezujesz, jak brat Twojej przyjaciółki leży w ciężkim stanie w szpitalu? -
Jej dobre samopoczucie załamało się jak tafla wody. Jego słowa uderzyły ją prawie że w klatkę piersiową i poczuła nagły przypływ negatywnych emocji. Zwiesiła głowę i odstawiła kieliszek z brzdękiem na kuchenny blat i wsparła sie dłonią o wyspę.
 - Przepraszam - odparł od razu Liam - nie powinienem był poruszać tego tematu -
Nie odpowiedziała mu nic, bo nawet nie wiedziała co mogłaby odpowiedzieć. Poczucie zaczęło ją nagle zżerać. Odchrząknęła i spojrzała na niego.
 - Pójdę do toalety - odparła -
 - Prosto i od razu na lewo, te drzwi z lekko uszkodzoną klamką - odparł - na prawdę przepraszam -
 - Nie szkodzi Liam - przerwała mu wymuszając uśmiech - Masz rację.
Skierowała się do łazienki wymijając niezdarnie ludzi stojących jej na drodze. Trąciła nagle kogoś ramieniem i obejrzała się by go przeprosić, jednak słowa uwięzły jej w gardle.
 - Dokąd tak pędzisz, spokojnie - szepnął jej do ucha Harry zaciskając swoje dłonie na jej ramionach -
Absurd znów zderzył się z rzeczywistością, gdy została zmuszona by spojrzeć mu głęboko w oczy z na prawdę niewielkiej odległości.
 - Coś się stało? - spytał melodyjnie, pozostawiając swoje duże i przekrwione usta nieco rozchylone -
Doprowadzał ją fizycznie do absolutnego szału. Jej ciało, za każdym razem gdy jej dotykał, więdło dziwnie, z tego też względu grzecznie tkwiła z nim w pół uścisku. W akcie zupełnej desperacji przytuliła się do niego i kurczowo objęła ramionami. Odwzajemnił uścisk i począł głaskać ją delikatnie po głowie, odgarniając włosy z twarzy.
 - Chodź - odparł, unosząc palcem jej brodę -
Poszła posłusznie. Gdy przeszli cały, długi korytarz i znaleźli się w opustoszałym holu rozwidlającym się do dwóch pomieszczeń, sypialni Nialla i prawdopodobnie pokoju gościnnego, przycisnął ją mocno do ściany. Twarz Harrego znalazła się w odległości niewiele ponad paru milimetrów od jej. Czuła jego oddech na swoich ustach i jego wielkie dłonie i długie palce, wślizgujące się na jej lędźwia. Musnął nosem kąciki jej ust, po czum delikatnie ją pocałował i wsunął nieznacznie język między jej wargi, zachęcając ją do odwzajemnienia pocałunku. Machinalnie wsuneła palce w jego międzie włosy i przycisnęła głowę Harrego mocniej do swojej zatapiając się w nim w całości. Trwało to wszystko może  ułamki sekund, jednak przyjemność rozklała się po jej ciele jak ciepły wosk po świeczniku i zastygła nagle, gdy oderwał się od niej i znów spojrzał w jej oczy, wzrokiem tak porządliwym, że aż przerażającym.
 - Czy sprawianie przyjemności nie jest czymś niezbędnym? Lepiej się czujesz? - spytał -
Jej ciało nie zdążyło nawet zareagować.
 - HARRY? HARRY? - dało się nagle słyszeć stłumiony głos Nialla dochodzący z głębi korytarza - KTOŚ PRZYJECHAŁ, RZEKOMO PO BLAKE, GDZIE JESTEŚCIE?
Serce podeszło Blake do gardła i spojrzała zdziwiona na Harrego, ten jednak w sekundę się opanował i odsunał od niej. Złapał ją za nadgarstek i pociągnał za sobą w kierunku, z którego dochodziło wołanie.
 - Kto taki? - spytał dośc surowo -
 - Jakaś Sam. - odparł wzruszając ramionami -
Blake wyjżała przez jego ramię i ujrzała przyjaciółkę z skupionym wyrazem twarzy, pełnym dzwinego przerażenia. Bez zastanowienia podbiegła do niej i przytuliła ją mocno. Sam stała jednak wciąż sztywno z rękoma skrzyżowanymi na piersi.
 - Wszystko ok? - spytała, łapiąc jej twarz w dłonie. Nie mogła pojąć, jak przyjaciółka ją tu znalazła -
 - Chodź do domu proszę, potrzebuję Cię - wyszeptała w końcu i zwiesiła wzrok, ledwo co tłumiąć nabiegające do oczu łzy -
 - Oczywiście - odparła Blake bez zastanowienia i odwróciła do stojącego tuż za nią Harrego posyłając mu blady uśmiech. - Będe leciała - rzuciła i także wzruszyła ramionami -
Harry ściągnął brwi i spojrzał gniewnie na Sam. Cała atmosfera rozwiała się nagle a powietre stało się gęste od wyraźnego napięcia jakie panowało między dziewczyną a Harrym.
 - Poczekaj tu, pójdę tylko po telefon dobrze? -
Gdy Blake zniknęła za kontuarem, Harry podszedł do Sam i uśmiechnął się szyderczo.
 - Co Ty wyprawiasz - spytał, śmiejąc się ironicznie -
 - Nie pozwalam Ci na to co robisz - skwitowała surowo, odsunąwszy się od niego o krok -
 - Wczoraj jakoś nie miałaś objekcji, żebym Ci się wpakował w tyłek - syknał -
Po plecach przeszedł ją zimny drescz i poczuła się obrzydzona jego wyrazem twarzy.
 - Ja nie mogę powiedzieć nikomu co Ty robisz, a Ty nie możesz powiedzieć co działo się między nami. Jedyne co mogę robić, co stawać Ci na drodze do robienia tego dalej -
 - Jesteś wybitnie nierozsądna Sam - zaśmiał się znów i pogładził ją po gołym ramieniu -
 - Nie dotykaj mnie, jesteś obrzydliwy - zawarczała - Widzisz? Wciąż liczy się z moimi potrzebami i moim zdaniem, wystarczyło jedno moje słowo, a przyszła do mnie. Nie jestem tak bezsilna, jak Ci się zdaje Harry. - cedziła każde słowo starając się zabrzmieć przekonujaco, jednak wyraz twarzy Harrego wciąż pozostaławał niewzruszony, co mogło na dobrą sprawę świadczyć, że jej udało -
 - Idź już stąd - odparł jedynie i odwrócił się od niej i zniknął w salonie -
Sam stała wciąż rozbita i bezbronna, wpatrując się z niezywkła surowością na wszystko i wszystkich którzy ją otaczali. Oni także ją obrzydzali, obrzydzała ją sama świadomość, że znajduje się tak blisko niego i musi wdychać to samo powietrze. Czuła, że ta wojna może ją sporo kosztować, jednak martwiły ją bardziej pobudki, dla których zdecydowała się tu przyjść. Czy to syndrom psa ogrodnika i zazdrość, czy być może rzeczywiście troska o Blake? 

CZYTASZ = KOMENTUJESZ



10 komentarzy:

  1. istne szaleństwo :D
    nie przyzwyczajaj nas do takiego tępa bo później będziemy tęsknić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niedługo zbliża się sesja więc pewnie jakaś przerwa, ale fanów jakoś trzeba zdobywać, a najlepiej własnie systematycznością i zaangażowaniem ahha ćśśś xx ;)

      Usuń
    2. Mnie już zdobyłas :)

      Usuń
  2. lubie to! nie pozostaje mi nic innego jak czekać na kolejny rozdział i w międzyczasie układać sobie własne scenariusze jak to wszystko może się potoczyć :D
    Twoje wszystkie opowiadania można łatwo określic jednym prostym słowem- GENIUSZ! <3

    OdpowiedzUsuń
  3. świetne opowiadanie <3 Melanie jesteś geniuszem :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam Twoje opowiadania i imaginy! Codziennie wchodzę, mając nadzieję, że załapię się na nowy rozdział <3 Jesteś wspaniałą pisarką i aż przyjemnie się czyta twojego bloga! Pozdrawiam i życzę weny, Ola :)

    OdpowiedzUsuń
  5. jest czwartek, 8 rano. za 2h mam egzamin z ochrony własności intelektualnej, którego jeżeli dziś nie zdam, to będę miała przesrane, bo nie przyjadę wtedy w lipcu nad morze do pewnej pięknej pani, ale kto by się tam uczył, jeśli można nabazgrać kolejny esej komentarzowy na tym blogu.
    'Nie myślałem i nie śniłem w mym życiu, że spot­kam w tak czys­tej for­mie tak gwałtowną żądzę i tak gorące i tęskne pożądanie.' chyba lepiej nie da się opisać tego co postać Harrego robi obu naszym bohaterkom. w okrutny sposób rozdzierasz je obie, nie dając żadnej z nich wytchnienia. Blake poznaje coś nowego: chłopak wywołuje to niesamowite zamieszanie w jej głowie, któremu nie moze się oprzeć, z kolei w Sam budzą sie na nowo dawne żądze? czy tak? tego myślę dowiemy się dokładniej już wkrótce.
    jako że mimo wszystko trochę sie do tego egzaminu jednak nauczyłam, mogę Ci powiedzieć, że z chęcią w przyszłości zająć sie mogę ochroną Twoich osobowych praw autorskich. będę chronić i bronić swoich praw jako 'pierwszego komentatora' (niedługo urząd ten bedzie wyższy rangą od pierwszej damy), a równocześnie nie pozwolę żadnej gnidzie ukraść Twoich pomysłów, czy inspiracji,a najlepsze w tym wszystkim jest to, że w końcu umiem zacytować coś poprawnie z kodeksu prawa i ustaw. i ta, czuję sie z tego powodu dumna:D
    Poza tym to spuchło mi oko i nie wiem od czego i wyglądam jakby mi ktoś kamieniem przywalił, choć może rąbnęłam się sama przez sen? kij wie. w każdym bądź razie jest to szalenie ważna wiadomość dla Twojego opowiadania,nie ulega to najmniejszej wątpliwosci.
    Tak więc przyszła Pani Styles, pracuj, twórz, pisz, inspiruj, a ja obiecuję pod następnym rozdziałem wymyślić coś bardziej kreatywnego i zajmującego.
    (jeśli chcesz zawsze mogę strzelić wywód na temat modnego ostatnio twitterowego rozpaczania po utracie followersów ;D)
    bywajcie zdrowi drodzy moi współkomentatorzy i Ty kochana autorko.
    ahoj!

    OdpowiedzUsuń
  6. genialnie genialnie! czekam tylko na następny!

    OdpowiedzUsuń
  7. next, next, NEXT!
    kocham to <3

    OdpowiedzUsuń