- Wypadek stał się na mojej posesji, podczas korzystania z waszych usług, pomyślałem, że zobaczę jak chłopak się miewa -
- Jak widać, nie najlepiej - odparła szorstko Sam i wstała, stając tuż przed nim -
Czuła jego dławiąco intensywny męski zapach i nie zmącony emocjami kamienny wyraz twarzy. Wyjątkowo go nie lubiła. Nie lubiła nie wiedzieć jakie emocje się w nim kotłuja. Nigdy nie dawał po sobie poznać.
- Odwiozłem Blake do domu, przydałaby jej sie przyjaciółka, jest już późno, wracaj do domu -
Sam zaśmiałą się w głos i przeczesała palcami włosy zwieszając głowę. Rzuciła mu spojrzenie pełne ironi i uśmiechnęła sie szeroko.
- Nigdy się nie odzywczaisz wydawania rozkazów,prawda? - spytała sarkastycznie - dawno skończyły się te czasy kiedy Cię słuchałam -
- To nie są rozkazy, to tylko racjonalne rady. Dobrze wiesz, że powinnaś tam pojechać -
- Lepiej wiem co powinnam - weszła mu w słowo - nie powinnam była w ogóle godzić się na wszystko co mi proponowałeś -
Harry uśmiechnął się zburzając swoje opanowanie.
- Oj Sam, ja Cię do niczego nie zmuszałem. Sama tego chciałaś, w tym cały problem. Nie możesz dopuścić do Siebie świadomości, że sama chciałaś.
Krew buzowała Sam w żyłach, a do oczu prawie że podeszły łzy. Nie mogła temu zaprzeczyć, nie mogła też się przyznać, że jej samokontrola emocjonalna zawodziła. Nie mogła przyznać, że zaczęło jej zależeć. Nie odpowiedziała nic, tylko odwróciła się i zgarneła swoje rzeczy ze stolika szpitalnego i wrzuciła do torby, po czym gwałtownie zarzuciła ją na ramię i próbowała go wyminąć, jednak zatrzymała się, stanąwszy z Harrym ramię w ramię.
- I po co Ci to? - spytała. Jej głos się lekko załamał, chłopak wyraźnie wyczuł w nim bezradność -
- Nikomu nie stanie się nic złego, dobrze wiesz jaki jestem - jego głos był drażniąco lekki i swawolny. Mówił w taki sposób, jakby opuściło jakiegokolwiek poczucie wyczucia sytuacji. Był jak kamienny posąg, potężny, wznoszący się na mosiężnym marmurowym podeście, rzucający ciemny cień na wszystko co pod nim. Zrobiło jej się nagle zimno. Zlustrowała jego porcelanową twarz i wysokie czoło, które lekko zmarszczyło się, gdy uniósł wzrok by na nią spojrzeć. Nie był idealny. Jego wciąż młoda skóra, gdzieniegdzie naznaczona młodzienczym trądzikiem zdradzała jego młody i gówniarski wiek. Jednak to wszystko komponowało się w jedną wielką szlachetną komórkę, która była brakującym elemnetem jej kobiecego organizmu.
- To, że w ogóle się pojawiasz, jest wystarczającym powodem, żeby się martwić. Obiecałeś dać mi spokój - wyszeptała w końcu, lekko błagalnie - Chyba nie chcesz, żeby ktokolwiek z prasy lub mediów się o wszystkim dowiedział?
Harry znów zaśmiał się zwrócił się do niej twarzą, wsuwając obie dłonie na jej rozgrzane policzki.
- Dlaczego mi grozisz? Zrobiłem Ci kiedyś coś złego, źle się Tobą zajmowałem? - spytał, owiewając jej twarz łagodnym ciepłym szeptem -
Zółć podeszła Sam do gardła a jej ciało aż wzdrgynęło się na dotyk jego chłodnych dłoni. Poczuła intensywny impuls i jak jej mięśnie mimowolnie się kurcza. Jej kolana ugięły się pod ciężarem jego spojrzenia.
- To, że nagle znikasz, to jest powód, jedyny, dla którego Cię nienawidzę, i jedyny dla którego nigdy więcej nie chcę, żebyś mnie dotykał - warknęła, i złapała go za nadgarstki, prowokując, by zluźnił uścisk.
_____________________________________
Następnego dnia.
- Pani Andrea Johnes z Westminster przesłała jakiegoś maila z załącznikami co do jej zabytkowego fortepianiu stainway&sons, odczytaj go, żebyśmy wiedzieli jak zabrać się do jego transportu - pan Walberg postawił swoją kawę z impetem na niewielkich rozmiarów biurku Blake, które cało tonęło w niezliczonej ilości dokumentach, które szef sukcesywnie jej donosił i które z minuty na minutę gubiły się i mieszały wzajemnie, doprowadzając dziewczynę do szału -
- Dobrze szefie - odparła, odpalając przeglądarkę na służbowym laptopie -
- Zadzwoń potem do Jamesa, żeby przygotował ekipę i samochody na jutro, na godzinę 09:30, tylko punktualnie, pani Jones zdała mi się straszną owdowiałą dewotką, a słono zabuli za to zlecenie, jest nam więc potrzebna jej dobra opinia -
- Dobrze szefie - rzuciła, odpowiadając jak automat. Jej ręce po łokcie zatopione były w stercie bezsensownych papierów i bzdurnych gazet rozdawanych na każdej stacji metro, których nie miała czasu wyrzucić -
- Trzeba też przygotować kwartalne zestawienie wydatków, zajmiesz się tym? -
- Mhm - odmruknęła. Spojrzała przelotnie na tłusta twarz szefa, gdzieniegdzie pokrytą miejsowym siwym zarostem i drugie śniadanie podeszło jej mimowolnie do gardła -
- Sam nie pracuje, wobec tego, będziesz musiała niestety trochę więcej popracować -
Blake zacisnęła usta i puściła tę uwagę mimo uszu. Kotłowało się w niej z gniewu i podenerwowania, nie miała zeszłego wieczoru okazji porozmawiać z Sam, gdyż ta nie wróciła do domu na noc. Dzień dłużył jej się okrutnie, bezczelne spojrzenia kierowców prześwietlających ją swoim pazernym wzrokiem doprowadzały ją do kolejnych odruchów wymiotnych. Zsunęła swoją spódnicę jak najniżej była w stanie i usiadłą sztywno za biurkiem oplatając dłońmi kurczowo swój kubek z kawą. 4 dzisiejszego dnia. Miała nareszcie upragnione 20 minut tylko dla siebie. Nagle rozległo się delikatne pukanie do drzwi. Zanim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, drzwi lekko się uchyliły, a w nich pojawił się młody chłopak, zepełnie jej obcy, a zarazem jakby dziwnie znajomy.
- W czym mogę pomóc? - spytała lekko zdezorientowana -
- Nazywam się Niall Horan - odparł niepewnie, jednak uśmiechnął się i zamknał za sobą drzwi -
- Wybacz, jednakże nic mi to nie mówi - odparła, cedząc słowa i przyglądając mu się uważnie - znamy się? - dodała, marszcząc brwi -
- Nie - odpowiedział rzeczowo - jestem przyjacielem Harrego -
Mimowolnie się uśmiechnęła i oparła nonszalancko o oparcie swojego skórzanego krzesła. Po ostatnim wieczorze, wszystko zdało się tak absurdalne i niedorzeczne, że widząc tu tego chłopaka i słysząc, kim jest, wcale nie poczuła się zdziwiona. Wręcz przeciwnie, ogarnęło ją dziwne rozbawienie.
- Jesteś też z tego zespołu, prawda? Nie boicie się tak po prostu wychodzić z domu bez żadnej obstawy? - spytała -
- Nie powiedziałem, że przyjechałem sam - odparł przyjaźnie -
- No dobrze, o co chodzi? - spytała składając plik papierów do białej teczki. Nie miała już ochoty na bezsensowne dyskusje -
- Podjechałem Ci powiedzieć, że dzisiaj organizuję małe spotkanie u Siebie w domu, wpadłabyś? Harry nie miał się jak z Tobą skontaktować, a nie chciał tego załatwiaś przez służbowy numer firmy -
- Więęęęęc - przeciągnęła nienaturalnie się uśmiechając - wysłał tu swojego obrzydliwie porządanego przez nastolatki kolegę z zespołu, żeby podjechał tu mi o tym powiedzieć? - odparła lekko ironicznie, uśmiechając się jednak przy tym -
- Coś w tym rodzaju - zaśmiał się - na prawdę, zdarza nam się korzystać z tak przyziemnych uroków życia jak samodzielne robienie zakupów w sklepie za rogiem, skoczenie do kiosku, czy zwykła przejażdżka samochodem w nudny dzień, by załatwić coś dla kolegi, który sam nie może się zjawić.
Blake uśmiechnęła się do niego życzliwie.
- Przepraszam, to miał być tylko żarcik. W każdym razie - westchnęła - postaram się, nie jestem w stanie niczego obiecać - chwyciła plik papierów w dłonie i uniosła lekko do góry - sporo pracy przede mną -
Niall uśmiechnął się szeroko odsłaniając rząd nienaturalnie równych i białych zębów. Roztrzepał swoje blond włosy i położył na jej stoliku małą karteczkę.
- Tu jest mój adres i telefon, w razie czego dzwoń, to po Ciebie przyjadę - odparł i zacisnął usta, uśmiechając się delikatnie jak mały chłopczyk - to ja będe leciał. Miło było mi Cię poznać Blake - po czym bez słowa opuścił jej gabinet, zatrzaskujac za sobą bezszelestnie drzwi. Blake opadła na oparcie krzesła i założyła obie dłonie za głowę, kręcąc się przy tym wokół własnej osi.
- O co, kurwa, chodzi - wyszeptała do siebie i zaśmiała się jak obłąkana -
Czuła się tak rozstrojona, że nawet jej myśli zdawały się nie przejawiać cienia sensu. W tym momencie, czuła się jak obca, w zupełnie obcym jej i chłodnym miejscu, wokół zupełnie obcych jej ludzi, gdzie każdy, włącznie z nią zdawał się być obłąkany i niespełna zmysłów. Równie absurdalne wydawało jej się siedzenie w domu i konfrontacja z Sam, co spędzenie wieczoru u jednej z większych gwiazd władających komercyjnym światem muzycznym. Postanowiła pójść.
_______________________________________
- Musze jechać do szpitala - odparła sucho Sam, gdy ujrzała, że Harry już się obudził. Usiadł wyprostowany na łóżku i roztrzepał palcami swoje kręcone włosy. Chciała jak najszybciej stąd uciec.
- W porządku - odparł ciepło-
Siedziała do niego tyłem a łzy spływały jej ciurkiem po zaczerwienionych ze wstydu policzkach. Odgarnęła opadające na jej twarz blond włosy i naciągała pośpiesznie jeansy. Znów nie potrafiła się oprzeć zmysłom i jego spojrzeniu, które paliło ją od środka, nawet jeżeli nie kryło się w nim nic, poza zwykłym zwierzęcym porządaniem. Jej donie nie potrafiły się mu oprzeć. Nie chciała znów na niego spojrzeć, nigdy więcej nie chciała musieć znosić jego wzroku, który działał na nią jak chusteczka nasączona chloroformem. Po prostu odbierał jej zmysły i rozum.
- Miło było się tak spotkać, po tak długim okresie czasu, prawda? -
Zignorowała go. Ukłuło ją coś mocno w klatce piersiowej, więc porwała z impetem swoją torbę i skierowała się do wyjścia.
- Nic więcej mi nie powiesz - krzyknął za nią, gdy zbliżyła się do drzwi. Sam stanęła w przejściu i wzięła głęboki wdech zbierając w sobie resztki zszarganej godności i odwagi. Odwróciła się i spojrzała na niego, lustrując wzorkiem jego tors. Miał więcej tatuaży niż ostatnim razem, zadbał chyba też bardziej o swoją kondycję. Przez chwile obserwowała jak oddycha i jak jego klatka piersiowa lekko się unosi.
- Ładne mieszkanie - rzuciła i odwróciła się pospiesznie, nie odwracając się już -
Każdego dnia od swojego ostatniego pobytu w Londynie, łechtała ją przyjemnie myśl, że przeżyła najlepszy romans w swoim życiu, jednak czas i samotnośc sponiewierały jej niezależność, uświadamiajac ją, że zbyt mocno przywiązała się emocjonalnie do tego człowieka. Kontakt się urwał, pozostawiając się jedynie w kręgu swoich mysli i wspomnień, a jego, niewzruszonego w biegu wydarzeń nieograniczonych możlwości jakie serwowało mu życie. Była przez chwilę częścią jego układanki, która po prostu przestała pasować. I nie była jedyną, okresową kobietą.
- Znów zgrzeszyłam przeciwko sobie Thomas- wyszeptała, gdy zjawiła się u boku jego łóżka w szpitalu. - Gdybyś tylko tu z nami bym, nie pozwoliłbyć Blake tego zrobić, co i tak się pewnie stanie. Wiem, po prostu wiem... - szeptała i chaotycznie ścierała łzy ze swoich policzków - po prostu wiem, że obu nam byś nie pozwolił.
___________________________
Trzymała w dłoni pomięta i lekko wilgotną od jej spoconych ze zdenerwowania dłoni, karteczkę z adresem, którą tego popołudnia wręczył jej Niall. Wyciągnęła z samego dna swojej walizki czerwoną opinającą sukienkę z baskinką i zupełnie nowe czarne szpilki, które na nieszczęście potwornie obcierały jej pięty. W mieszkaniu panowała dziwna cisza, która nieco ją zaniepokoiła. Zadzwoniła jednak nieśmiało do drzwi i lekko sie od nich odsunęła w skupieniu wyczekując aż ktoś otworzy jej drzwi. Nie dosłyszała jednak niczyich kroków. Uniosła delikatnie głowę i w tym momencie drzwi wejściowe otworzyły się przed nią na oścież, a dudniący i ogłuszający dźwięk muzyki uderzył ją prosto w twarz. Harry złapał ją za nadgarstek i wprowadził do środka.
- Dźwiękoszczeolne budownictwo, kolejny znakomity wynalazek naszych czasów - szepnął jej do ucha, próbując przełamać okrążający ich hałas. Spojrzał prosto w jej oczy i uśmiechnął się serdecznie zatapiąjąc go w głębokich dołeczkach w policzkach. Blake odwzajemniła uśmiech i mimowolnie przygryzła dolną wargę, oblizując ją przy tym.
- Nie nałożyłaś makijażu - zauważył, wsuwając swój palec pod jej brodę i unosząc jej głowę ku górze -
Absurdalność odebrała jej możliwość abstrakcyjnego myślenia. Opuścił ją gdzies jej anioł stróż i pozostawił samą sobie, pozwalając Blake poddać się Harremu, gdy ta powinna wytoczyć najsilniejsza linię obrony na jaką było ją tylko stać.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ 4 komentarze na 350 wyświetleń średnio codziennie, to na prawdę niewiele ;(((( Nie rócie mi takiej przykrości :(((( Robię to nie tylko dla siebie, ale i dla Was :)

super :)
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie http://alwaysclosetou.blogspot.com/ :)
oczy, oczy, oczy. ach te oczy. kto by pomyślał, że jedno krótkie spojrzenie może tak wiele zmienić.. Pani coś o tym wie, prawda pani Melanie? nagłe zwrócenie na siebie dwóch par oczu, chwilowe spotkanie spojrzeń na jednej linii, a powoduje tyle emocji, tyle zmian, budzi tyle żądz. dlaczego tak ciężko jest nam oprzeć się mocy, którą niesie ze sobą spojrzenie? myślę, że bohaterki tego opowiadania również chciałyby znać odpowiedź. Kreujesz dla nas czytelników, o wspaniała autorko, niesamowitą historię, która wprowadza zamęt w nasze biedne oddane Ci serca już od pierwszych wyrazów. typowa dla Ciebie tajemniczość, zagmatwanie i absolutny brak jednoznacznych wydarzeń sprawiają, że Twoi fani wprost lgną do Ciebie wyczekując z cieknącą śliną kolejnych rozdziałów.
OdpowiedzUsuńktóż inny, jak nie Ty potrafiłby tak cudownie kreować i odkrywać dla nas postać Harrego, budząc na nowo to niezwykłe pożądanie i bezsilność w starciu z jego perfekcyjnością. czuję w moich grubych kościach, ze ten bohater zaskoczy nas jeszcze nie raz!
nie sposób również nie wspomnieć o niezwykłej lekkości pisania, jaką zostałaś obdarzona. niejedna pisarka mogłaby Ci jej pozazdrościć. operujesz słowem z taką łatwością, że to aż niepojęte,a przy tym zachowujesz cudowną kompozycję i sprawisz, ze zwykły śmiertelnik jest w stanie poczuć i zobaczyć opisywaną przez Ciebie scenę.
MOgłabym wychwalać Cię przez cała następną dobę i koleją i kolejną i tak, aż do lipca, ale zostawię sobie coś na następny raz. nie muszę pisać, ze liczę na szybki rozwój wydarzeń i kolejne rozdziały, bo wiem, ze niedługo się one pojawią i jak zawsze zmiotą nas wszystkich z nóg.
chylę czoła i biję pokłony przed Twą wielkością i kunsztem o cudna Mel.
__ja Twój mały robaczkowaty fan.
pewnie robię się nudna, ale jesteś niesamowita <3
OdpowiedzUsuńekhm... czeeekam na następny.
OdpowiedzUsuńcuuudne, jak zawsze. <3
świetne :)
OdpowiedzUsuń