Oto pierwszy rozdział nowego opowiadania "Over Again". Zapraszam do czytania!
MELANIE IS BACK
- Jesteście tacy...tak bardzo was kocham, na pewno sobie poradzicie? -
- Mamo, dobrze wiesz, że nie pierwszy raz przyjechałam do Londynu pracy, nie musisz się martwić o Thomasa, bo wiem, że to z jego powodu, nie mojego, tak załamujesz ręce i wiecznie wydzwaniasz, pytając jak sobie radzi.
W słuchawce dało się słyszeć ciche kobiece westchnienie i dźwięk kubka odstawianego głośno na blat.
- Masz 21 lat skarbie, w Ameryce mogłabyś już legalnie kupić alkohol, więc nie ma takiej rzeczy, której w tej chwili zabraniałoby Ci prawo...
- Nawet na ulicy mogę stać i sprzedawać swoje ciało bogatym mężczyznom po 50tce z przerostem prostaty - odparła szorstko Sam zrywając skórkę z palca. Krew skapnęła jej na nowe jasne jeansy.
- Dobra mamo, wiesz, że nic mu nie będzie. Ma już prawie 17 lat, pracuje w tej samej firmie co ja, tylko, że będzie pracował fizycznie jako asystent przy przeprowadzkach, a nie zajmował się papierkową robotą. Mamo, wiesz, że to zaufana firma. Chłopak jest krzepki i wyrośnięty jak na swój wiek, da sobie radę. Ja kończę, trzymaj się mamo.
Z impetem rzuciła telefon na kanapę nie dosłyszawszy nawet odpowiedzi i pobiegła do toalety, chwytając w dłonie pierwszy leżący z brzegu ręcznik i namoczywszy go zimną wodą, próbowała szybko zmyć plamę po krwi. W łazience przy lustrze stała także jej przyjaciółka Blake i poprawiała i tak już perfekcyjny makijaż.
- Kurwa - wyrwało jej się z ust - THOMAS, PAKUJ SWOJE POŚLADKI DO AUTA, ZARAZ SIĘ SPÓŹNIMY DO PRACY -
W odpowiedzi nie usłyszała nawet najlżejszego szmeru. Rzuciła ręcznik do umywalki i poprawiła rekawy swojej marynarki.
- Pójdę sprawdzić co robi - odparła Blake i schowała tusz do rzęs do swojej kosmetyczki -
Pewnym krokiem ruszyła w kierunku salonu, jednak natknęła się po drodze na chłopaka, ubranego i w pełnej gotowości do pracy. Swoje masywne dłonie miał wsparte o framugi, a czekoladowy wzrok wlepiony w jej roztargnione spojrzenie. Uniform " Fix and Fast" opinał jego ciało, a guziki granatowej pracowniczej koszuli napinały się za każdym razem gdy brał głębszy wdech.
- Nabrałeś sporo masy przez tę pracę, muszę Ci powiedzieć -
Thomas nie odrywał od niej wzroku i lustrował ją spojrzeniem.
- Nie patrz tak na mnie, tylko daj mi przejść, muszę wziąć kluczyki od auta, które leżą w kuchni na blacie -
Chłopak wyjął coś z kieszeni i nagle tuż przed nosem dziewczyny zatańczył breloczek Peugeota i musnął ją delikatnie o policzek.
- Wszystko już zabrałem, jestem w pełni gotowy do wyjścia -
Blake westchnęła głośno i złożyła ręce na piersi przybierając wycofaną postawę.
- Powtarzam Ci po raz kolejny, jesteś dla mnie za młody - odparła surowo, jednak uśmiechneła się lekko na widok jego pucołowatych policzków - wciąż masz buzię jak mały chłopczyk - dodała nieco pieszczotliwie
- 4 lata to na prawdę aż tak dużo? - szepnął -
- W tym wieku tak - skwitowała sucho próbując go wyminąć. Zatarasował jej drogę, a jego twarz z wesołej zmieniła nagle wyraz. Spiął mięśnie a usta ściągnął w cienką linię. Oczy błyszczały mu intensywnie.
- Mam na Ciebie czekać? - spytał -
Dla Blake to pytanie zabrzmiało zdecydowanie zbyt poważnie. Każde jego zaloty zawsze starała się obrócić w żart, jednak stawał się coraz bardziej irytujący i natarczywy, mieszając jej przy tym w głowie.
- Przerabialiśmy już ten temat wielokrotnie. Teraz mnie przepuść, Sam już idzie -
Blake spuściła wzrok i minęła go bez słowa, czując na nadgarstku lekki uścisk jego dłoni, jakby próbował ją zatrzymać, jednak wycofał rękę.
Podróż zatłoczonymi ulicami Londynu przebiegła w absolutnej ciszy i lekki napięciu. Sam jakby we własnym świecie przeklinała kierowców i ruch lewostronny, a Blake spoglądała przez okno i obserwowała ludzi spieszących się i roztargnionych, tracających się nawzajem ogromnymi parasolami. Thomas wykoczył z auta tuż przy miejsach parkingowych dla samochodów dostawczych firmy "Fix and Fast" i nacisnąwszy swoją czapkę na głowę, wpakował się szybko do białego auta, rzuciwszy Blake krótkie i obojętne spojrzenie.
- Dzisiaj dostaliśmy jakieś ogromne zlecenie, pdoobno jakaś gwiazda wynajęła naszą firmę do przeprowadzki, ciekawa jestem kto to taki, muszę porozmawiać z szefem - rzuciła nagle Blake przerywając ciszę -
- Przepraszam za niego - skomentowała krótko Sam. Spojrzała na przyjaciółkę życzliwie i położyła jej dłoń na kolanie - ale traktuj go dobrze, on na prawdę Cię kocha, hormony mu szaleją, w pewnym sensie nie jego wina... -
- Wiem Sam - przerwała jej Blake - wiem.
Wybiegły z auta i zakrywając się kurtkami biegły w obcasach przez całą długość parkingu. Wpadły z impetem do holu zastając w nim szefa dyskutującego coś zawzięcie z jednym z kierowców.
- Jesteście! Gdzieście były! - Zawołał wciskając na oślep mężczyźnie plik papierów w ręce. - Słuchajcie mnie uważnie, musicie obie jechać do tego wielkiego zlecenia, tu macie nasze firmowe plakietki i grwawerowane długopisy, wszystko przygotowałem, musimy pokazać się w jak najlepszym świetle i wykazać się ogromnym profesjonalizmem. Dwie piękne kierowniczki przewozu, to będzie na pewno strzał w dziesiątkę. - Mówił tak szybko jak gramofon co chwila trącając je dłońmi w przedramiona, po czym nagle objął ja obie mocno i zwrócił ich twarze w kierunku drzwi do jednego z zazwyczaj zamkniętych pomieszczeń znajdujących się przy gabinecie kierowniczym - Zostawiłem wam tam pracownicze, kobiece uniformy. Idźcie się przebrać, obie zepnijcie włosy w kucyk i migusiem do auta, podjedzie po was zaraz pod drzwi wejściowe. Kierowca wszystko wam wytłumaczy.
Blake i Sam spoglądały na siebie niemo, co chwila tylko marszcząc czoło i unosząc brew w odpowiedzi na paplaninę szefa. Posłusznie weszły do wskazanego pomieszczenia. Na całej długości jednej ze ścian ustawiona była skórzana kanapa, tuż pod oknem znajdowao się potężnego biurko z ciemnego drewna i ogromny szefowski fotel, również obciągnięty czarny skórą. W pomieszczeniu panował zaduch i unosił się intensywny i mdlący zapach męskich perfum, tak słodkich, ze aż zakręciło się Blake w głowie.
- Wygląda jak pokój wykrorzystywany w tanich filmach porno, i do tego pachnie tu tak...wyuzdanie, jak rozumiesz może, co mam na myśli -
Sam mruknęłą tylko w odpowiedzi i podeszła do kanapy. Wzięła w dłonie obcisłą ołówkową spónice, i zrzuciwszy swoje jasne jeansy, naciągneła ją na pośladki.
- Od kiedy praktycznie lateksowa spódniczka z wycięciem z tyłu, sięgająca do połowy uda jest ubiorem przewidzianym w ogólno obowiązującym pracowniczym dress code? - zaśmiała się -
- Może dzisiaj obowiązuje casual friday? - uśmiechnęła się w odpowiedzi - chociaż w zasadzie to mamy czwartek -
Obie ubrały się szybko i zgodnie z poleceniem związały włosy w ciasny kucyk z tyłu głowy. Szef przygotował im także po parze szpilek od Jimmiego Cho. Blake wsunęła nogę w obuwie i przyjemnie westchnęła przeglądając się w lustrze.
- Zaczynam się bać, że nasz szef prowadzi jeszcze inne "brudne interesy" - zachichotała i rzuciła przyjaciółce czerwoną szminkę - może załapiemy się do jakiegoś z jego "produkjci filmowych"? -
- Weź, bo zwymiotuję - odparła Sam i wygładziła dłońmi marszczenia spódnicy na udach i pośladkach - z każdym krokiem ten kawałek szmaty który ledwo zakrywa mi tyłek, podciąga się do góry.
Wymieniły się krótkimi proozumiewawczymi spojrzeniami i wybiegły z pokoju, zmierzając do drzwi wyjściowych. Blake pchnęła je delikatnie. Deszcz przestał padać, więc lekkim krokiem poczęła iść w stronę podstawionego białego dostawczego auta. Usadowiła się tuz obok kierowcy wymieniajac się z nim krótkim formalnym przywitaniem.
- Panie pozwolą, że wytłumaczę o co chodzi - zaczął, gdy ujrzał Sam zajmującą miejsce tuż za nim - Harry Styles, członek zespołu One Direction 5 dni temu wykonał telefon do naszego szefostwa, zlecając nam przewiezienie jego rzeczy z Kingston do Mayfair, umieszczonej między Oxford Street, Park Lane i Picadilly.
- Przecież wiem gdzie to jest. Mayfair? Przecież to spokojna dzielnica dla bogaczy, czego on tam może szukać? - odparła Sam -
- Nie wiem, może po prostu spokoju? - odpowiedziała Blake -
- Pewnie też tak jest, nie moja ani pań rzecz - odparł dość sucho i gwałtownie zakręcił autem -
Sam prychnęłą i opadła z impetem na fotel sięgając po telefon. Po chwili w torbie Blake zaczęło coś intensywnie wibrować, a z fotela znajdującego się na tyłach dało się słyszeć stłumiony chichot Sam.
" Nawet nie wiesz, jaka to jest dupa. Już nie chciałam nic mówić na głos, bo ten kierowca i tak ma nas za głupie suczki pozbawione jakiegokolwiek profesjonalizmu pracowniczego.".____________
Dom do którego zajechali, po załadowaniu zapakowanych w kartony rzeczy i owiniętych szczelnie mebli oraz różnego rodzaju niewiadomego pochodzenia gadżetów multimedialnych, zdawał się być w zasadzie dość skromny. Tradycyjne brytyjskie ciężkie budownictwo z mosiężnych cegieł, duże ramy okienne, zaokrąglone wokół czegoś wyglądem przypominającego więżę wtopioną w budynek. Sam stała ze skwaszoną miną, trzęsac się na chłodzie i próbując utrzymać w rękach jednocześnie kubek z kawą i różnego rodzaju dokumenty, które czekały na podpis właściciela, który niestety nie raczył się zjawić.
- Pieprzony gwiazdor, gdzie on jest do ciężkiej cholery - mruknęła Blake -
- Państwo wybaczą, ochrona była zmuszona nadłożyć drogi - dało się nagle słyszeć dość niski głos.
Blake wytężyła wzrok, jednak była w stanie zauwazyć jedynie dwóch ogromnych mężczyzn, który swoją sylwetką zasłaniali jej całkowitą widoczność. Nagle zza ich ramienia wysunął się wysoki mężczyzna, w wyjątkowo opinających czarnych spodniach, zwykłym białym podkoszulku i narzuconej na ramiona koszuli w kratę. Jędną dłonią poprawił rozwichrzone włosy, drugą natomiast podał każdej z osobna, przedstawiając się.
- Harry Styles, miło mi, szybko się zjawiliście, cieszy mnie to, bo męcze się z ta całą przeprowadzką i tym wszystkim już dobry tydzień - dodał zyczliwie, uśmiechając się -
- Blake Statinsky, przyjemność po naszej stronie, że zechciał pan skorzystać z usług naszej firmy -
odparła formalnym tonem i uśmiechneła się życzliwie -
- Proszę mówić mi po imieniu, po co te formalności - odparł unosząc kąciki ust w uśmiechu -
- Także, Harry - zaczęła Blake - nasi pracownicy są w pełni gotowi by przenieść wszystko do mieszkania.
- Cudownie - odparł - zapraszam więc -
Chłopak zostawił za sobą ochroniarzy i wbiegł po betonowych, wykładanych bordowymi kaflami schodach na górę. Przysadzisty mężczyzna o długiej siwej brodzie i wytatuowanych dłoniach który zjawił się z Harrym puścił Blake przodem, która skrępowana obcisłym materiałem spódnicy stawiała rozważne kroki pokonując każdy stopień z ogromnym dyskomfortem. Harry spoglądał na nią ze szczytu schodów i uśmiechał się półgębkiem. Gdy Blake w końcu doszła na górę, otworzył przed nią drzwi. Sam stała wciąż na dole i odchaczała z listy wszystkie wypakowywane graty.
- Zawsze karzą się wam tak skąpo ubierać? - spytał w końcu bez ogródek, przyglądając się jak Blake kładzie przed nim pliki gotowych dokumentów -
Dziewczyna spojrzała na niego i chociaż poczuła się lekko speszona zadanym jej pytaniem, uśmiechnęła się jedynie życzliwie w odpowiedzi i podała mu długopis.
- Proszę podpisać, chyba że wolisz poczekać do końca rozładunku - odparła formalnym głosem -
- Myślę, że mogę zaufać firmie która co do szczegółu dba o samopoczucie klienta i zatrudnia tak piękne kobiety. Może napijesz się czegoś?
Blake spojrzała na niego zmieszana. Czułą się skrępowana jego pewnością siebie. Nie zdążyła nawet zareagować na jego niestosowny komplement, gdy ten już zupełnie obojętnie zaproponował jej coś do picia.
- emmmmm - wydukała i odłożyła długopis - w sumie bardzo chętnie. Bardzo ładne mieszkanie, mimo, że wciąż puste i te białe gołe ściany aż rażą chłodem, muszę przyznać, że pomimo tego ma to swój klimat - postanowiła zmienić temat -
- Nie prawdaż? Widzę, że odbierasz to tak jak ja - uśmiechnął się życzliwie -
Przez myśl przeszło jej, że ma na prawdę ładne zielone oczy, które lśniły pełną życzliwością.
- Przepraszam, że przeszkadzam w pogawędce i wymianie niestosownych życzliwości, ale życzy sobie pan, żeby od razu zamontować kino domowe? -
Ciężki i poważny męski głos przerwał ich cichą rozmowę. Thomas stał wyprostowany i wypychał pierś do przodu posyłając im obojgu nieprzyjemne spojrzenia. Blake zbeształa go wzrokiem i wstała z kuchennego krzesła.
- Nie tym tonem Thomas - odparła Blake, składając dokumenty do kupy -
- Nie, nie trzeba, chłopaki dzisiaj wpadną i zajmiemy się tym - odparł Harry, delikatnie się uśmiechając
Dziewczyna poruszona jego zachowaniem włożyła dokumenty do teczki i założyła kitek za siebie poprawiajac marynarkę.
- Zaraz wracam - odparła i skierowała się do wyjściowych drzwi -
Poczuła się nagle tak dotkliwie zirytowana i zdenerwowana, że nie mogła powstrzymać tłoczących się w niej emocji i wybiegła za Thomasem z mieszkania.
- Stój, do cholery -
Zatrzymał się momentalnie i odwrócił się.
- Co? -
- Odpuść w końcu -
Nigdy, patrząc mu w oczy nie potrafiła na niego krzyczeć ani podnieść głosu. Jego brązowe oczy zawsze tak błyszczały i łągodziły jej buzującą w krwi złość, zupełnie jakby głaskał ją po głowie i uspokajał.
- Mogłabyś przynajmniej przy mnie z nim nie flirtować -
- Nie zachowuj się jak gówniarz. Odpowiadam życzliwością na życzliwość, tak zachowują się dorośli ludzie, którzy profesjonalnie podchodzą do swojej pracy, myślałam, że już w Twoim wieku wie się takie rzeczy -
- Ah, a więc to dzisiaj się nazywa profesjonalizm? Widziałem, jak na niego patrzyłaś. -
Thomas odwrócił się na pięcie i pobiegł do wciąż załadowanej ciężarówki i wskoczył do środka, wyciągając z niej ogromne kartonowe pudło -
- Co się dzieje panno Statinsky? - kierowca wyskoczył z auta i nasunął na nos korekcyjne okulary -
- Pański pracownik wykazuje się ogromną niesubordynacją - odparła surowo Blake -
Podjazd do mieszkania numer 68 na Mayfair nieco chylił się ku dole. Thomas wciąż stał trzymając przed sobą ogromne pudło i mocno zaciskał usta, by zdusić w sobie swoją złość. Stał nieruchomo i wspierał się plecami o mosiężne ogrodzenie. Gdy wtem ogromne dostawcze auto zaczęło osuwać się z podjazdu w dół.
- KURWA, NIE ZACIAGNĄŁEM RĘCZNEGO -
Słowa kierowcy jakby odbiły się od Thomasa i uderzyły w Blake z tak ogromną siłą, że z jej gardła wydobył się potężny krzyk. Usłyszała jedynie, jak pudło trzymane przez Thomasa, upada na ziemie, a poukładana w niej porcelana rozbija się na drobne kawałki. Huk tłuczonego szkła rozniósł się po wąskiej alejce wraz z głośnym kobiecym krzykiem i potężnym uderzeniem auta o ogrodzenie. Zapadła absolutna cisza.
Piszcie w komentarzach, czy będziecie czytać dalej, bo długo mnie tu nie było, i jestem ciekawa ile osób pozostało mi jeszcze wiernych! Chciałabym naturalnie wiedzieć, czy warto dalej pisać! Buziaki dla was
MELANIE IS BACK!


aaaaaaaaa KOCHAM CIĘ <3 dzięki wielkie że wracasz
OdpowiedzUsuńo stara. jeszcze nie zaczełam czytac a juz mam łzy w oczach
OdpowiedzUsuńŻałuję w tym momencie, że wcześniejszej Twojej twórczości nie skomentowałam ale wiedz, że niemalże codziennie zaglądam, wspominam Twoje teksty i czekałam cierpliwie, aż może pojawisz się znów. I stało się, a moje serce się raduje. Bo Twój sposób pisania pochłania mnie całkowicie, jesteś niezwykła w tym co robisz. Chciałam żebyś wiedziała, że jestem, czytam i oczekuję Twojej obecności za każdym razem! ;)
OdpowiedzUsuńdziękuję bardzo, cieszę się ogromnie i mam nadzieję, że nigdy Cię nie zawiodę i każdego z was osobna.
UsuńNie wiecie nawet ile to dla mnie znaczy, sama ta radość, że dzielimy wszyscy między sobą tę samą miłość.
:))
Mam nadzieje że tego opowiadania nie skończysz w połowie:)
OdpowiedzUsuńZazdroszczę koncertu :)
<3
Uwielbiam cie ! Poprostu kocham <3 i takie pytanko czy bedziesz jeszcze pisać imaginy? Bo chętnie poczytam. :)
OdpowiedzUsuńooo. proszę dokończ już to opowiadanie. nawet nie wiesz jakie jest męczące dla czytelnika gdy musi przerwać czytanie w połowie i nie wie co stanie się dalej... :C
OdpowiedzUsuńO taaaak. Zdecydowanie będę czytać. Cieszę się, że wróciłaś :)
OdpowiedzUsuń