- Powiedz mi coś o sobie, tak bardzo chciałbym coś wiedzieć - odparł, gdy oboje obok siebie położyli się na ogrodowym materiałowym hamaku. W tle brzmiała jakaś komercyjna popowa muzyka i było tylko słychać brzdęk butelek i przekrzykiwanie się chłopaków, którzy gorączkowo nad czymś debatowali.
- Nie musisz opowiadać mi o rodzinie. Ani o Twojej przeszłości, chciałbym wiedzieć coś o Tobie - poprawił się po chwili napotkawszy kamienną twarz i milczenie Lilith -
- Nie byłoby o wiele przyjemniej, gdybyśmy odkrywali się z czasem? - odpowiedziała -
Harry odwrócił ku niej twarz i ujął jej dwa palce w swoje dłonie i począł je gładzić swoim kciukiem.
- Może masz rację - szepnął obracając się na bok -
Lil także się obróciła a w nogach poczuła jakiś przedmiot po który sięgnęła. Przejechała po okładce i uśmiechnęła się sama do siebie.
- Lubisz Władcę Pierścieni?* - zagaiła odkładając książkę na swoje poprzednie miejsce -
- Bardzo - odpowiedział. Z tak ogromnym podziwem przyglądał się jej porcelanowej skórze i malinowym wargom które powoli cedziły słowa -
- Uważam, że czytać powinni jedynie ludzie wrażliwi i o wielkim sercu. Czy książka zasługuje na to, by ją czytać i by się nie zachwycać, nie marzyć, nie płakać, nie przywiązywać do bohaterów? Nie podziwiać w myślach ich męstwa i uczciwości, nie marzyć o literackiej miłości? Dla mnie każda książką jest piękna, staram się nie doszukiwać w niej wad, po co mi one? Tak jak z kobietami. Po co mam zadręczać się na początku myślami, że może to nie bedzie to? Czytam i odkrywam do końca, pozostawiając w myślach najprzyjemniejsze fragmenty. Nie ma książek, które się nie kończą. Chciałbym, żeby istniały kobiety, takie na zawsze. Gdzie każda strona będzie warta by ją przeczytać. Czytać powoli, napawać się jej zawartością, aż do tego ostatniego, sądnego dnia.
- Niezły z Ciebie myśliciel - przerwała mu Lilith, uśmiechając się radośnie. Pogłaskała go po policzkach i włożyła palec w jego dołeczek -
- Chciałbym coś o Tobie wiedzieć. Póki co, wiem jak pachniesz, jak gładka i blada jest Twoja skóra, jak miękkie są usta. - szeptał Harry -
Lilith oddychała ciężko starając się nie popaść w panikę. Słuchała go tak uważnie, popadała w coraz większe zatracenie i niemoc wobec swojej natury i swoich postanowień, a z drugiej strony wiedziała, że nie może się od niego odsuwać i wszystkiego zaprzepaścić przez swój glupi strach przed przywiązaniem. Tak bardzo chciała być profesjonalistką i zaimponować Radzie. Najwyżej będzie czekało ją cierpienie, które, jak odnosiła dziwne wrażenie, już kiedyś spotkało ją ze strony bliskiej osoby.
Harry przysunął się do niej a ich ciepłe ciała zetknęły się całkowicie. Ich oddechy zderzały się, a jego kręcone włosy spoczywały między jej palcami. Wsunęła dłoń odrobinę na plecy i przysunęła go bliżej do siebie. Pocałował ją tak delikatnie, jakby się bał, że mogłaby się od niego odsunąć, po czym lekko wsunął język między jej wargi, sprawiając jej tym samym niebywają, zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie przyjemność.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
- Naamo zrozum, nie możesz tam iść - krzyczał Mefisto, gorączkując się przy tym niebywale i wymachująć rękoma -
- DLACZEGO NIE? - przekrzykiwała go, tracąc już nad sobą kontrolę. -
Mefisto zatarasował jej przejście i głośno tupnął o podgłogę.
- Nie mogę wyjawić Ci, dlaczego nie możesz jechać do Lilith, powiem tylko tyle, że tam gdzie jest nie powinno jej teraz być. Proszę, zachowaj rozwagę i nie kieruj się pochopnie przyziemnymi pokusami! - odparł stanowczo -
Naama spojrzała na niego gniewnie i roześmiała się mu w twarz.
- Cały czas jestem rozważna, Mefisto. A i tak nikt mnie tu nie docenia. Poradzę sobie, cokolwiek się stanie, tylko pozwól, sama będę decydować o swoim losie, póki to jezcze w jakikolwiek sposób jest możliwe - odparła nieco zgryźliwie -
- DLACZEGO NIE? - przekrzykiwała go, tracąc już nad sobą kontrolę. -
Mefisto zatarasował jej przejście i głośno tupnął o podgłogę.
- Nie mogę wyjawić Ci, dlaczego nie możesz jechać do Lilith, powiem tylko tyle, że tam gdzie jest nie powinno jej teraz być. Proszę, zachowaj rozwagę i nie kieruj się pochopnie przyziemnymi pokusami! - odparł stanowczo -
Naama spojrzała na niego gniewnie i roześmiała się mu w twarz.
- Cały czas jestem rozważna, Mefisto. A i tak nikt mnie tu nie docenia. Poradzę sobie, cokolwiek się stanie, tylko pozwól, sama będę decydować o swoim losie, póki to jezcze w jakikolwiek sposób jest możliwe - odparła nieco zgryźliwie -
Mężczyzna ustąpił i przygryzł warge, gdy Naama zniknęła za rogiem. Wsparł czoło o framugę i walną pięścią w ścianę. Nieposłuszeństwo i zdrada były czymś, co tak trudno było ukryć i tak trudno samemu było ją w sobie chować. Mefisto zarzucił na ramiona swoją skórzaną kurtkę i gdy schodził po shcodach, zdążył jeszcze dołyszeć, jak Naama mocno trzaska wejściowymi drzwiami ich wspólnej willi. Przysiadł na chwilę na ostatnim schodku, a u progu domu ujrzał grupę znajomych mu mężczyzn, ubierających czapki i czarne skórzane rękawiczki. Mefisto dźwignął się i podszedł do nich, bacznie ich obserwując. Na tarasie unoszącym się tuż nad nimi stała Elisabeth, wspierając twarz na swoich starych, sfatygowanych dłoniach. Mefisto zdążył już pojąć, że grupka ubranych w dresy mężczyzn ma być ową ekipa, która miała za zadanie sprawić krzywdę Lilith i Harremu.
- Lajla? - szepnął M, gdy zdał sobie sprawę, że w mroku dostrzega brata Lil, który nieśmiało, z kamiennym wyrazem twarzy pali papierosa na ganku domu -
Chłopak nic nie odpowiedział, a Mefisto nie był w stanie już nic z siebie wydusić, gdyż gorycz wypełnila mu usta i znów miał ochotę krzyczec. Zacisnął jednak zęby i spojrzał znów ku górze, by tym razem ujrzeć pustkę. Elisabeth najwyraźniej zależało jedynie na tym, by uzmysłowić Mefisto, że umieszczanie Lajli w szeregach członków tej misji, jest kara dla Lil za nieposłuszeństwo, a zarazem ogromnym brzemieniem dla jej brata. Tak ogromnym, że jego twarz była praktycznie sina.
Mefisto ruszył przed siebie i minął wysoką wejściową bramę. Czasem modlił się, wolałby być bliskim śmierci by nie znać swojej przeszłości i zła które dobrowolnie wybrał i które go dotyka codzień. Chciałby się usprawiedliwiać tym, że warto czynić co mu karzą, gdyż podarowano mu za to nowe życie. Jednak dzień za dniem nowe doświadczenia przynosiły mu zwątpienie. Okropnie kwaśne i cierpkie, jednak gdy tak przymykał oczy, czuł, że spotka go dziś coś, co przyniesie jego utrapionemu sercu niewielką ulgę.
~~~~~~~~~~
- Lajla? - szepnął M, gdy zdał sobie sprawę, że w mroku dostrzega brata Lil, który nieśmiało, z kamiennym wyrazem twarzy pali papierosa na ganku domu -
Chłopak nic nie odpowiedział, a Mefisto nie był w stanie już nic z siebie wydusić, gdyż gorycz wypełnila mu usta i znów miał ochotę krzyczec. Zacisnął jednak zęby i spojrzał znów ku górze, by tym razem ujrzeć pustkę. Elisabeth najwyraźniej zależało jedynie na tym, by uzmysłowić Mefisto, że umieszczanie Lajli w szeregach członków tej misji, jest kara dla Lil za nieposłuszeństwo, a zarazem ogromnym brzemieniem dla jej brata. Tak ogromnym, że jego twarz była praktycznie sina.
Mefisto ruszył przed siebie i minął wysoką wejściową bramę. Czasem modlił się, wolałby być bliskim śmierci by nie znać swojej przeszłości i zła które dobrowolnie wybrał i które go dotyka codzień. Chciałby się usprawiedliwiać tym, że warto czynić co mu karzą, gdyż podarowano mu za to nowe życie. Jednak dzień za dniem nowe doświadczenia przynosiły mu zwątpienie. Okropnie kwaśne i cierpkie, jednak gdy tak przymykał oczy, czuł, że spotka go dziś coś, co przyniesie jego utrapionemu sercu niewielką ulgę.
~~~~~~~~~~
- Harry! Harry! Freya wróciła! - Dało się słyszeć krzyki Nialla, który uporawszy sie w końcu z dolegająca mu czkawką, korzystał z chwili spokoju -
Oboje wstali z hamaka i przyglądali się z niecierpliwością drzwiom tarasowym, by po chwili ujżeć sylwetkę wysokiej blondynki, a podkrążonych sinych oczach, w szarej bluzie i jasnych sfatygowanych jeansach. Mimo swojego wyglądu wciąż oślepiała urodą, a jej usmiech, chociaż blady, wciąż był tak wyraźnie diabelsko piękny i nie należał do niej.
- L.... - zawahała się skupiają na sobie uwagę - Melanie. Możemy porozmawiać na chwilkę? -
Harry zmarszczył brwi, jednak o nic nie pytał. Chciał początkowo wstać, gdyż odczuwał tak ogromną potrzebę się przywitać, jednak z niewiadomych przyczyn siedział sztywno i wpatrywał się w nią tylko, oczekując na jakikolwiek gest.
Lilith posłusznie podeszła do Frei i podążyła za nią do salonu.
- Wiesz, że umiem przewiedzieć przyszłość, prawda? - zagaiła na samym początku -
- Tak, wiem - odparła Lil rzeczowo -
- Nie będę owijała w bawełnę, widziałam krew.......... Ciebie....... i Harrego. - cedziła słowa - Wierz mi, lub niego, ale to było widzenie z dnia dzisiejszego. Możesz mi zarzucić, że bluźnię, ale musimy stąd wyjść. Przynajmniej on. Nie pozwolę Ci go zatrzymać...
- Freya! - uspokoiła ją Lil, starajac się utrzymać równowagę. Była odrobinę upojona alkoholem - Dobrze. Weź go. Zabierz gdziekolwiek musisz -
Lilith zmarszczyła czoło, i chociaż sama nie wierzyła w to co mówi, utrzymawała zdecydowany wyraz twarzy. Wiedziała, że to co się miało stac miało coś wspólnego z Radą i jej planami i zgoda na oczekiwania Frei była kolejnym jej sprzeciwem przeciwko porządkowi, jednak nie potrafiła odmówić.
- Zgadzasz się? - spytała zdziwiona dziewczyna, uspokajając oddech -
- Potrafisz czytać w myślach wszystkich, tylko nie w moich. Rada nie jest głupia, wie, że wciąż żyjesz i że stanowisz zagrożenie, a to dla nich ważna misja, ta, którą musze przedsięwziąć. Ty także nie jesteś głupia, wiem, że wiesz, że nie jestem tu bez powodu. Ale nie bój się. Weź go, wytłumaczę Radzie, że to był mój plan, mam wolną rękę w podejmowaniu decyzji....przynajmniej w większości, jak wynika z tego co przewidziałaś. Oni nie chcą, żebyś wiedziała.
- Na prawdę się zgadzasz? - pytała z tak ogromnym strachem, jakby słowo Lil było dla niej głosem wyroczni -
- Sumienie i natura nie pozwalają mi się rozckliwiać. Powiem tylko tyle : Mefisto. - odparła na tyle łagodnie, jak tylko potrafiła, by jego imię złagodziło jej jakiekolwiek wątpliwości -
- Musisz iść z nami - dodała stanowczo Freya -
Oboje wstali z hamaka i przyglądali się z niecierpliwością drzwiom tarasowym, by po chwili ujżeć sylwetkę wysokiej blondynki, a podkrążonych sinych oczach, w szarej bluzie i jasnych sfatygowanych jeansach. Mimo swojego wyglądu wciąż oślepiała urodą, a jej usmiech, chociaż blady, wciąż był tak wyraźnie diabelsko piękny i nie należał do niej.
- L.... - zawahała się skupiają na sobie uwagę - Melanie. Możemy porozmawiać na chwilkę? -
Harry zmarszczył brwi, jednak o nic nie pytał. Chciał początkowo wstać, gdyż odczuwał tak ogromną potrzebę się przywitać, jednak z niewiadomych przyczyn siedział sztywno i wpatrywał się w nią tylko, oczekując na jakikolwiek gest.
Lilith posłusznie podeszła do Frei i podążyła za nią do salonu.
- Wiesz, że umiem przewiedzieć przyszłość, prawda? - zagaiła na samym początku -
- Tak, wiem - odparła Lil rzeczowo -
- Nie będę owijała w bawełnę, widziałam krew.......... Ciebie....... i Harrego. - cedziła słowa - Wierz mi, lub niego, ale to było widzenie z dnia dzisiejszego. Możesz mi zarzucić, że bluźnię, ale musimy stąd wyjść. Przynajmniej on. Nie pozwolę Ci go zatrzymać...
- Freya! - uspokoiła ją Lil, starajac się utrzymać równowagę. Była odrobinę upojona alkoholem - Dobrze. Weź go. Zabierz gdziekolwiek musisz -
Lilith zmarszczyła czoło, i chociaż sama nie wierzyła w to co mówi, utrzymawała zdecydowany wyraz twarzy. Wiedziała, że to co się miało stac miało coś wspólnego z Radą i jej planami i zgoda na oczekiwania Frei była kolejnym jej sprzeciwem przeciwko porządkowi, jednak nie potrafiła odmówić.
- Zgadzasz się? - spytała zdziwiona dziewczyna, uspokajając oddech -
- Potrafisz czytać w myślach wszystkich, tylko nie w moich. Rada nie jest głupia, wie, że wciąż żyjesz i że stanowisz zagrożenie, a to dla nich ważna misja, ta, którą musze przedsięwziąć. Ty także nie jesteś głupia, wiem, że wiesz, że nie jestem tu bez powodu. Ale nie bój się. Weź go, wytłumaczę Radzie, że to był mój plan, mam wolną rękę w podejmowaniu decyzji....przynajmniej w większości, jak wynika z tego co przewidziałaś. Oni nie chcą, żebyś wiedziała.
- Na prawdę się zgadzasz? - pytała z tak ogromnym strachem, jakby słowo Lil było dla niej głosem wyroczni -
- Sumienie i natura nie pozwalają mi się rozckliwiać. Powiem tylko tyle : Mefisto. - odparła na tyle łagodnie, jak tylko potrafiła, by jego imię złagodziło jej jakiekolwiek wątpliwości -
- Musisz iść z nami - dodała stanowczo Freya -
- Dlaczego?
- Bo i Twoją krew widziałam - odparła niepewnie dziewczyna odgarniając włosy za ucho -
- Nei lękam się bólu. Jestem wierna Radzie. Niepotrzebnie sprawiać mu ból, jednak ja zostanę. Niech spełni się ich wola. I tak nie jestesmy w stanie niczemu zapobiec. Idź do Harrego i powiedz, że chcesz znim gdzieś jechać i mu coś pokazać, że chcesz z nim porozmawiać, na pewno Cię posłucha.
- Dlaczego mam dziwne wrażenie, że masz jakiś układ z Mefisto Lilith? - odparła dziewczyna kierując się w stronę drzwi tarasowych -
Lilith jedynie zaśmiała się w odpowiedzi, przechylając szklankę z whisky stojącą na szklanym stole salonu. Schowała twarz w dłoniach i poczeła w głowie potepiać własną głupotę. Skoro itak Harry miał zostać jednym z nich i za człowieka zaznać ogromnego cierpienia, po cóż to wszystko było? Po co go ukrywać?
Może i Lilith nie była tego świadoma, ale gdzieś w głębi kiełkowało w niej małe bezbrodne ludzkie dziecko, które usłyszawszy monolog chłopaka o książkach i o wrazliwości, wzrosło niewiele, sięgając prawie że serca Lil i łechtając lekko jego lodowatą powierzchnię. Prawie czuła jak się topi, chociaż miała wrażenie i nadzieję, że to wina alkoholu.
~~~~
- Nei lękam się bólu. Jestem wierna Radzie. Niepotrzebnie sprawiać mu ból, jednak ja zostanę. Niech spełni się ich wola. I tak nie jestesmy w stanie niczemu zapobiec. Idź do Harrego i powiedz, że chcesz znim gdzieś jechać i mu coś pokazać, że chcesz z nim porozmawiać, na pewno Cię posłucha.
- Dlaczego mam dziwne wrażenie, że masz jakiś układ z Mefisto Lilith? - odparła dziewczyna kierując się w stronę drzwi tarasowych -
Lilith jedynie zaśmiała się w odpowiedzi, przechylając szklankę z whisky stojącą na szklanym stole salonu. Schowała twarz w dłoniach i poczeła w głowie potepiać własną głupotę. Skoro itak Harry miał zostać jednym z nich i za człowieka zaznać ogromnego cierpienia, po cóż to wszystko było? Po co go ukrywać?
Może i Lilith nie była tego świadoma, ale gdzieś w głębi kiełkowało w niej małe bezbrodne ludzkie dziecko, które usłyszawszy monolog chłopaka o książkach i o wrazliwości, wzrosło niewiele, sięgając prawie że serca Lil i łechtając lekko jego lodowatą powierzchnię. Prawie czuła jak się topi, chociaż miała wrażenie i nadzieję, że to wina alkoholu.
~~~~
Rada popełniała jeden zasadniczy błąd. Nawet źli ludzie, pozbawieni miłosierdzia, uczciwości i miłości, posiadali w sobie słaby punkt, pełen dobra i uczucia, który należało oszukwiać poprzez fałszywe dobre uczynki. Rada prócz pieniędzy, schronienia, drogiej odzieży i jedzenia, nie oferowała żadnych, nawet powierzchownych emocjonalnych wartości, które mogłyby wyplewić w wszystkich ich zdobyczach poczucie samotności i zagubienia. Rada karała surowo, ale jedynie emocjonalnie, natomiast nagradzała jedynie materialnie. Te dwie ścieżki krzyżowały się jedynie raz, w momencie, gdy człowiek nie miał nic do stracenia i był wdzięczny losowi za wszystko co dobre. W bramie mieszkania Harrego stała na uboczu Naama, przez drobną szparkę niedomkniętej z przeoczenia bramy, obserwując bawiących się w ogrodzie chłopaków. Jej wzrok wisiał tak goło na Zaynie, obserwując każdy najdrobniejszy ruch jego dłoni, każdą zmarszczkę na jego czole i podziwiając jego szczery i pełen życia uśmiech.
- Prawda nas niedługo wyzwoli Naamo, miewam dziwne chwile zwątpienia, że miska mi się uda, a wiem, że świeciłabyś wtedy swój triumf, ciesząc się z mojej porażki i jednakowoż z mojej smierci.
Naama milczała, a jej wzrok wyrażał wstyd. Czuła sie przyłapana na cudzołożnych myślach i na nieczystym sumieniu mimo że były one towarzyszkami jej codzienności.
- Prawda nas niedługo wyzwoli Naamo, miewam dziwne chwile zwątpienia, że miska mi się uda, a wiem, że świeciłabyś wtedy swój triumf, ciesząc się z mojej porażki i jednakowoż z mojej smierci.
Naama milczała, a jej wzrok wyrażał wstyd. Czuła sie przyłapana na cudzołożnych myślach i na nieczystym sumieniu mimo że były one towarzyszkami jej codzienności.
- Pewien męzczyzna mi powiedział, że zło może egzystowac tylko tam, gdzie nie ma miłości, a zło które przezwycięża miłośc jest jedynie chorą prawdopodobnie popierdoloną choroba fizyczną -
Lilith zaśmiała się i spojrzała w niebo, kątem oka zauważając jak Harry posłusznie wsiada do samochodu za Freyą, która ze stucznym uśmiechem na twarzy coś mu opowiada.
- Wejdź do środka, przywitaj się, ja zaraz przyjdę - wyszeptała Lilith i pogładziła Naamę po ramieniu -
Gdy samochod wyjeżdżał z podjazdu Lil ukryła się za potężnym lipowym drzewem i wyglądała, czy samochód zniknął już za zakrętem.
Czy bała się bólu fizycznego? Bynajmniej. Czuła w głębi duszy, jakby od dawna była już na niego przygotowywana. Gdy doszła do ciemnego zaułka krzyżującego dwie nie znane jej ulice, usłyszała brzdęk łamanych pod stopami gałęzi i szelest wiatru który przeczesywał gęsto zarośnięte korony drzew. A gdy się odwróciła, jej usta zalała fala ciepłej krwi, i dziwny obraz przed oczami, tak nierzeczywisty. Obraz ognia i małego chłopca o wyjątkowo ciemnych miodowych oczach, w których odbijał się płomień, i policzków, po których spływały małe chłopięce łzy. Dokładnie ta sama twarz, spoglądała na nią z góry, tak samo przerażona i tak samo bezsilna i chociaż Lajla z rozkazu zadawał jej ból, wyciagała ku niemu mimowolnie ręce, by go przytulić, jak kiedyś, chociaż sama nie wiedziała co to były za czasy.
Lilith zaśmiała się i spojrzała w niebo, kątem oka zauważając jak Harry posłusznie wsiada do samochodu za Freyą, która ze stucznym uśmiechem na twarzy coś mu opowiada.
- Wejdź do środka, przywitaj się, ja zaraz przyjdę - wyszeptała Lilith i pogładziła Naamę po ramieniu -
Gdy samochod wyjeżdżał z podjazdu Lil ukryła się za potężnym lipowym drzewem i wyglądała, czy samochód zniknął już za zakrętem.
Czy bała się bólu fizycznego? Bynajmniej. Czuła w głębi duszy, jakby od dawna była już na niego przygotowywana. Gdy doszła do ciemnego zaułka krzyżującego dwie nie znane jej ulice, usłyszała brzdęk łamanych pod stopami gałęzi i szelest wiatru który przeczesywał gęsto zarośnięte korony drzew. A gdy się odwróciła, jej usta zalała fala ciepłej krwi, i dziwny obraz przed oczami, tak nierzeczywisty. Obraz ognia i małego chłopca o wyjątkowo ciemnych miodowych oczach, w których odbijał się płomień, i policzków, po których spływały małe chłopięce łzy. Dokładnie ta sama twarz, spoglądała na nią z góry, tak samo przerażona i tak samo bezsilna i chociaż Lajla z rozkazu zadawał jej ból, wyciagała ku niemu mimowolnie ręce, by go przytulić, jak kiedyś, chociaż sama nie wiedziała co to były za czasy.
Oto i był rozdział 6! Jak się podoba rozwój akcji? Piszcie!
nie mogę się nadziwić z jaką łatwością potrafisz pisać o takich rzeczach ;) przez Ciebie mam ochotę zgłębić się w demonologię coraz bardziej. oby tak dalej! ;)
OdpowiedzUsuńuwielbiam Twoje opowiadanie, jest bardzo wciągające, masz niezwykłe zainteresowanie i talent :)
OdpowiedzUsuńJezuuuuuuuu *_* mogła bym czytać bez końca ! :) to opowiadanie jest na prawdę zajebiście ciekawe ! :) nie będę w każdym komentarzu pisać tego samego ale jestem zakochana w twoim blogu <3 :D
OdpowiedzUsuń@FREE_HUGS_xD
Moja najwierniejsza fanka ahha xx
Usuńwszystkie jesteście wspaniałe!
Uwielbiam twojego bloga, codziennie wchodzę po kilka razy sprawdzając czy przypadkiem nie dodałaś nowego rozdziału:)Piszesz genialnie, i oby tak dalej :)
OdpowiedzUsuńjesteś niesamowita, najlepsza, kocham Twoje twórczości <3
OdpowiedzUsuńboję się o Lilith i Harry'ego, nie wiem co wymyślisz za cierpienia :( jest świetny <3
OdpowiedzUsuńMiłość wszystko przetrwa, tak to patetycznie ujmę haha :)
Usuń