CZYTASZ = KOMENTUJESZ. Im więcej komentarzy tym prędzej pojawi się 4 rozdział :)
NA POCZĄTEK, WAŻNA, KRÓTKA NOTKA REFLEKSYJNA.
Dostaję od was coraz częściej wiadomości z zapytaniem " Melanie, kiedy nzów napiszesz takie opowiadanie jak to pierwsze, gdzie zatrzymywałaś nam serca na tę parę chwil czytania kazdego rozdziału?". Odpowiadam - teraz właśnie je piszę. W głowie i w sercu mam historię, która na samą myśl napawa mnie lękiem i łzy cisną mi się do oczu - dokładnie tak odboieram wszystko co piszę. Gdy czytam wasze komentarze niegdyś pojawiające się pod moimi rozdziałami, myslę sobie " Te dziewczyny na prawdę tak pięknie o mnie myślą i tak uwielbiają to jak piszę, musze im się znów odwdzięczyć".
Łezka kręci się w oku, na prawdę dziewczyny. Gdy patrzę w przeszłość i spoglądam na wcześniejsze posty, tęsknie za tym wszystkim. Postanowiłam wam to zwrócić! Więc czytajcie moje drogie! Czytajcie i komentujcie :) Ci którzy już poznali się na moim pisaniu, wiedzą dokładnie, czego mogą się spodziewać...wiedzą, że ichnie zawiodę i że podaruję im kolejną piekną historię :)
- Niespodziankę? O czym Ty mówisz? - spytał Mefisto z lekkim zawahaniem w głosie -
- Widzisz, jestem bardziej przebiegła niż Ci się zdawało, mówi Ci coś imię Faith? - wycedziła ostatnie słowa
W słuchawce zapanowała głucha cisza, przerywana jedynie jego głośnym oddechem.
- Freya kiedyś była jedną z nas, odeszła - odparł sucho i formalnie -
Lil wyszczerzyła zęby w uśmiechu i przełożyła słuchawkę do drugiego ucha.
- Jak będziesz mi pomagał w mojej misji, to powiem Ci, gdzie się znajduje, tylko pamiętaj, nie planuj sam jej odnaleźć bo to przewidzi. A moich mysli nie przewidzi, cóż, zawsze chciałam być niewidzialna, albo umieć latać, a jedyne co mam to możliwość blokowania umysłu rpzed inwigilicają wścibskich osobników, może to się wreszcie na coś przyda, zrozumiałeś?
W słuchawce wciąż panowała cisza, Lil miała wrażenie, że Mefisto kiwa głową w odpowiedzi, uśmiechnęła się wobec tego sama do siebie.
- Rozumiem, że tak - odparła - muszę kończyć. Trzymaj się M. -
Lil poprawiła uwiązanie swojej burgundowej sukienki w talii i roztrzepała włosy palcami.
- Harry? - zawołała - Jadę się zameldować do hotelu -
- Ależ nie musisz - dosłyszała jego głos dobiegający z kuchni - mieszkam sam, co mi szkodzi Cię przenocować? Freya wyjechała do rodziny na parę dni, będe praktycznie sam.
Do rodziny - pomyślała Lil. Mało wyszukana, a jakże praktyczna wymówka.
- Często tak wyjeżdża do rodziców? - zagaila dziewczyna zachodząc chłopaka od tyłu i muskając ustami jego szyję -
- Dość często, strasznie się o nią martwią -
- Ah tak - westchnęła i obróciła jego twarz delikatnym ruchem dłoni. Uniosła lekko kciukiem jego podbródek i spojrzała mu w oczy. Był radosny. Jego oczy wyrażały niewinną radość, zwykła przyjemność. Przymknęła powieki i pocałowała go namiętnie, pozwalając mu wsunąć dłonie na biodra.
- Nie będę nadużywała Twojej gościnności Harry - odparła - nie chcę być kolejnym powodem dla tabloidów do wypisywania bzdur na Twój temat. Możemy się spotkać na neutralnym, przyjacielskim gruncie - dodała po chwili wysilając się na życzliwy pełen kobiecości uśmiech -
Chłopak przytaknął i chwyciwszy jej torbę odprowadził ją do drzwi.
- Mój ochroniarz odwiezie Cię, gdzie tylko będziesz chciała -
- Cudownie - odparła i przejechała długim paznokciem po jego klatce piersiowej - Jest tyle rzeczy jeszcze, które chciałabym Ci pokazac, a które działają tylko na osobności. 5 zmysłów. I 6, o którego posiadaniu, nie masz nawet pojęcia. Do zobaczenia - odparła, po czym obróciła się na pięcie i bez najmnniejszego wysiłku chwytając swoją walizkę, opuściła jego mieszkanie.
~~~~~~~~~
Dzień był wyjątkowo dżdżysty. 14to letnia Melanie siedziała w kącie niewielkiego pokoju, którego ściany przemalowano na nwyblakły niebieski kolor. Gdzieniegdzie prześwitywała. 10 letni Jack siedział tuż obok niej ze splocionymi dłońmi wsłuchiwał się w głuchą ciszę.
- Jestem głodny Melanie - odparł mały chłopiec podnosząc swoją główkę. Dziewczynka sięgnęła do jego nosa i starła z niego chusteczką resztki czarnej sadzy.Brudne ubrania i niepozmywane naczynia walały się po całym mieszkaniu roznosząc niemożliwy do opisania fetor -
- Wiem ja też - odparła Melanie - na pewno mamusia da nam coś smacznego już niedługo - dodała po chwili widząc że oczy chłopca stały się przeszklone. W pokoju obok młoda kobieta, którą obarczajace ją zmartwienia i czas postarzały o dobre 10 lat. Skórę miała szarą, dłonie kościste a jej ciało nie odczuwało najmneijszych potrzeb. Całymi dniami wpatrywała się w zabrudzoną szybę w oknie, a jej krzesło na biegunach nieprzyjemnie skrzypiało.
- Tatuś wróci? - spytał Jack, miętoląc w dłoniach koszulkę siostry - Jak myślisz?
Chłopiec celowo mówił głośniej, tak, by matka mogła ich usłyszeć. Ona jedynie łypała szarym i spłowiałym wzrokiem w ich kierunku. Kiedyś była tak piękna. Jej jasnej cery nie mąciła najmniejsza doskonałość. Niegdyś, gdy jej serca nie przepełniała jeszcze nienawiść i rozgoryczenie po stracie.
- Na pewno - odparła Mel, spoglądając głeboko w oczy brata. -
Dziewcyznka dźwignęła się z skrzypiącej podłogi i pogłaskawszy brata po gętych blond włoskach, skierowała się do sąsiedniego pokoju. Stanęła przy matce, która nie zwróciła na nią nawet uwagi. W całym mieszkaniu zapadła nagle głucha cisza, gdy fotel przestał się bujać.
- Mamo, Jack jest głodny - rzuciła niepewnie dziewczyna -
- A Ty nie jesteś głodna? - spytała matka, zaciskając palce wokół drewnianej poręczy-
- Nie - odpowiedziala rzeczowo dziewczyna -
- No tak - westchnęła matka - Nic nie ma sensu, prawda skarbie?
Mel zacisnęła swoje pełne usta w wąską linię i przełknęła łzy.
- Widziałam w kuchni kromkę chleba. -
- A tak, tak - westchnęła matka - daj mu, racja.
Po czym mieszkanie znów oblał nieprzyjemny skrzypiący odgłos. Nigdy nie ustawał.
Dziewczyna pobiegła do kuchni i sięgnęła po kromkę chleba schowaną w górnej szufladzie. Spojrzała na nią łapczywie, jednak schowała szybko do kieszeni swojego rozciągniętego swetra i szybkim tempem wrócióła spowrotem do pokoju.
- Proszę - odparła wyciągając rękę -
- A Ty? - spytał Jack -
- Jadłam po drodze - skłamała i rzuciła mu szeroki uśmiech -
Była rezolutną małą dziewczynką, jednak nie rozumiała matki. Śmierć ojca sprawiła, że skóra a zarazem wnętrze przybrały chłodnego koloriu popiołu. Jak wyprana z życia, jak spłowiały kawałek odzieży, wegetowała i dusiła swoje nieszczęście powoli niknąc w oczach i marniejąc. Gdy skrzypienie ustało twarz dwojga dzieci zwrócił się w kierunku nadchodzących kroków. Wtem w progu swojego pokoju ujżeli matkę, wspierającą się ścian. jej kościste ramiona i wystające obojczyki praktycznie przebijały się przez błoniastą i cienką skórę.
- Miłość, której sobie nie wyobrażacie i miłość której nigdy wam nie dam. Której nie potrafię wam dać. Pamiętajcie, nie ma nic silniejszego nic bardziej destruktywnego, nic bardziej rozdzierającego dusze niż miłość. Siła potężniejsza od szatana. Od demonów które nawiedziły teraz moją duszę. Silniejsza od nch wszystkich. Silniejsza od parzących płomieni wypalających skóre, i od powodzi zalewających ludzkei gardła. Nie można oddychać.
Melanie przyglądała się matce z zaciekawieniem, przy czym Jack kurczowo trzymając się przedramienia siostry, próbował wstać. Mel usiłowała trzymać go przy sobie jednak ten wyrwał się z jej uścisku i rzucił się w kierunku matki, wtulając swoje rumiane policzki w jej brzuch. Łkał, wręcz dławił się swoimi łzami. Obejmował ją chaotycznie rekoma, jednak ona nie reagowała. Przyglądała mu się tylko uważnie i marszczyła czoło, a w jednej dłoni trzymała odpalonego papierosa.
- Mamo - wyszeptał Jack, jednak ta odepchnęła go i spojrzała na niego swoimi szarymi oczyma.
- Jesteś taki podobny do ojca -
Zatrzasnęła drzwi, a po chwili drobny dom stanął prawie zupełnie w płomieniach. Drewno łamało się i skwierczało w objęciach buchającego zewsząd ognia. A w niewielkiej odległości stała kobieta, skromnie ubrana z niewielkiej wielkości walizka w dłoni. Obserwowała okienko znajdujące się na poddaszu, na ktorego szybie odciskały się drobne rączki małego chłopca, prawdopodobnie wołającego o pomoc. Szaleństwo. Tak zwą to psycholodzy. Choroba psychiczna, patologiczne zaburzeczenia umysłowe. Szaleństwo. Szaleństwo obłąkanej kobiety.
Gdy ciało małej dziewczynki spoczywało na szpitalnym, zimnym łóżku, a chłodne kafelki w kolorze obrzydliwego seledynu zdobiące ściany oddziału chirurgii dziecięcej przyprawiały o tymże większe przygnębienie, jej drobne serduszko, chociaż pęknięte, wciąż biło i tloczyło krew.
- Melanie? - usłyszala nagle nad sobą przyjazny, męski głos. Miał czarne, kruczoczarne i kręcone włosy. Jeog twarz lśniła dziwnie, wręcz raziła. Oczy miał intensywnie niebieskie, prawie że granatowe i tak przyjazne. Jego czarna koszula zapięta tuż pod szyję odciskała mu się na jabłku adama.
- Masz czarne skrzydła? Poszłam do piekła? - spytała lekko zachrypniętym głosem -
- Nie skarbie, wręcz przeciwnie. Chciałbym Cię uratować -
- Uratować? - spytała niepewnie próbując podnieśc główkę z poduszki. Nieznajomy przycisnął jednak delikatnie swoją dłonią jej czoło spowrotem i uśmiechnął się zawiadacko -
- Za dużo krzywd wyrządził Ci ten świat, prawda? Zapomnijmy o wszystkim! Dam Ci nowe, szczęśliwe, pełne przepychu życie, i wiesz co? Bardzo Cię tam potrzebujemy Lilith, wiesz? Na prawdę bardzo. -
- Lilith? - zdziwiła się dziewczynka, jednak wówczas zapadła w sen. Jej drobne rączki opadły na zgniecione prześcieradło a główka przechyliła się lekko w bok. Byłaby umarła, zaznała jedynego ukojenia jakie przewidział dla niej los. Gdyby nie to, że ON pojawił się tuż obok niej.
~~~~~~~~~~
Dom Rady był ogromnych rozmariów. Mieściło się w nim 19 apartamentów o różnej wielkości. Zaopatrzonych w dopasowane indywidualnie sprzęty dla każdego z mieszkańców tego miejsca. Ludzie~mieszkający w okolicy mieli ich za mafię, oni wszyscy wciąż zakrywali się dawnymi rodzinnymi powiązaniami, których przecież nikt nie odważyłby się domagać jako dowodu. Czyż widok tej majestatycznej budowli sam w sobie nie jest kuszący? Czy te oblewające go bogactwa nie są wystarczającą przyczyną by zapragnąć przynależeć do tej społeczności? Kolejna rzecz zawsze gubiąca człowieka - chciwość. Dlatego oni mieli wszystko, by mogli chciwość pakować w cementowanie potęgi, którą byli.
- Droga Elisabeth! Jakże cudownie Cię widzieć o tak wczesnej porze rozkoszującą się winem na naszym tarasie.
- Lilith - odparła rzeczowo kobieta - jak Ci idzie powiedz? -
- Wyśmienicie Ellie, Harry to na prawdę bardzo podatny na kobiece wdzięki mężczyzna, do tego niebywale miły sympatyczny i przystojny. Nic nie stoi chyba na przeszkodzie.
Freya - pomyślala przez ułamek sekundy Lil, jednak po chwili przywołała wspomnienie historii którą pod wpływem sporej dawki alkoholu powierzył jej Mefisto. Cóż za nietakt z jego strony powierzać mu takie sekrety. Mając jego w garści Freya nie stanowiła najmniejszej przeszkody.
- Wiesz Lilith moja droga - zaczęła Elisabeth nalawszy dziewczynie do kryształowego kieliszka odrobinę białego wytrawnego wina - zdarzyła się kiedyś u nas takowa historia, gdy wyznaczona do misji dziewczyna zakochała się w śmiertelniku, broniła go myśląc że coś zdziała, nawet spłodziła z nim dzieci, ale cóż, oboje ponieśli śmierć. To takie wzniosłe, jak w Shekspirze, nie sądzisz? Ta historia powinna u nas figurować jaki pierwszy stopień kształcenia nowo przybyłych.
- Dlaczegóż zatem tak się nie stało? -
Lilith przełknęła ślinę i upiła odrobinę cierpkiego płynu.
- Widzisz, nowo przybyli nie mogą stykać się z człowieczymi zachowaniami, zechcieliby wtedy być może o nie walczyć. Jednakże ciąży na Tobie tak ogromne brzemię, że wolałam Ci to powiedzieć, by Cię ostrzec.
- To się na pewno nie stanie Elisabeth.
Kobieta uniosła kąciki ust w uśmiechu i położyła dłoń na ramieniu dziewczyny.
- Miejmy nadzieję - wycedziła -
CZYTASZ = KOMENTUJESZ. Im więcej komentarzy, tym prędzej 4 rozdział :)

jesteś cudowna, czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział <3
OdpowiedzUsuń♥♥♥
OdpowiedzUsuńSuper rozdział! Czekam na następny!:D♥
Super!
OdpowiedzUsuńcudowny rozdział :D kocham twój styl pisania ! :3
OdpowiedzUsuńczekam na kolejny rozdział <3
super Mel daj jakąś scenke z Harrym bo nie moge sie jej doczekac
OdpowiedzUsuńAaaaa genialne!! Dawaj szybko następny bo nie wytrzymam!;)) / M.
OdpowiedzUsuńKiedy dodasz kolejny rozdział?
OdpowiedzUsuńkiedy rozdział?
OdpowiedzUsuńświetny blog i przecudny rozdział . z niecierpliwością czekam na następny rozdział ;)
OdpowiedzUsuń