środa, 3 października 2012

Rozdział 9. " I do love you"

 - Josephine? JOSEPHINE!!!!! - Harry krzyczał. Nie zwykł krzyczeć ani podnosić głosu. Jednak teraz krzyczał. Miał milczeć. Hazel nie poprosiła go w liście by zachował dyskrecję, jednak czuł w głębi że powinien, że to miejsce w którym teraz stał, powinno być ostatnim, w jakim winien się był znajdować. Podeszwy jego butów ślizgały się po mokrej trawie, tak że nie mógł złapać równowagi i w ostatniej chwili chwycił się drewnianej poręczy, gdy ręka pięknej dojrzałej kobiety próbowała go przytrzymać. Uniósł wzrok i spojrzał na nią z lekkim strachem. Gniew i niepewność spłynęły po nim jak po szkle, a jego ciało ogarnął zimny dreszcz. Jej twarz była idealnie napięta, gładka i porcelanowa, tak charakterystycznie blada. Miała na sobie biały top, skromny pudrowy sweterek zapięty tuż pod linią jędrnego biustu. Była w krótkich jeansowych spodenkach, które odsłaniały jej długie blade nogi i kościste kolana. Jej wiek zdradzał tylko zmęczony wyraz twarzy i wyraźnie szare oczy, tak dojrzałe i smutne. Harry już był pokusił się komentarz, że wygląda dziwnie młodo i pięknie, jednak w porę połaczył fakty i mimo absurdu, z jakim spotkał się w liście Hazel, zdawał się rozumieć.
 - Dlaczego mi nikt wcześniej nie powiedział? - rzucił mimowolnie, jakby nie wiedział od czego zacząć -
 - Powiedziała Ci? -
Josephine zmrużyła oczy i przybliżyła się do chłopaka kładąc mu ciepłą i dziwnie lekką dłoń na ramieniu.
 - Bo nie miałeś w ogóle wiedzieć, nigdy nie miałeś się dowiedzieć. Na każdego człowieka przypisany jest określony los, które pozornie nie można zmienić, jednak widzisz, moja córka zachorowała i zdałam się pogodzić z losem który ją czekał ,bo jestem kim jestem, mnie także czeka los którego zmienić pozornie nie mogę, muszę przejść przez to wszystko, rozumiesz Harry? Wiesz kim jesteś? -
 - Interesowałem się kiedyś tym. Wiem czym jest sukkub, ale nie jestem w stanie pojąć w jaki sposób, jak to jest w ogóle możliwe, że....? -
Zwiesił głowę, gdy zdał sobie sprawę, że tak na prawdę nie wiedział, jakie targają nim wątpliwości.
 - Mam córkę. - skwitował w końcu -
 - Podobno cierpienie uszlachetnia, mnie uszlachetniło do tego stopnia, że wyrwałam się spod zła, jakie mną rządziło. Ale oddałąm wszystko i jedyne na czym mi zależy, to zwrócić mojej córce człowieczeństwo. I mojej wnuczce zarazem. A Ty Harry, jesteś do tego potrzebny. Nas, żeńskich przedstawicieli najgorszego istnienia, można wykupić jedynie w jeden sposób. Miłością, której nie doświadczamy, bo same jej nie czujemy, a nienawiść, jaką czują do nas mężczyźni wzmaga w nas złość i gniew którą plewi głównie samotność. Dlatego jesteśmy diabelskim pomiotem. Gdyż nie potrafimy kochać a rozkochujemy w sobie. Ciekawe zatem, w jaki sposób ja potrafiłam się zakochać, prawda? Też tego nie wiem, istnieje siła, dobro, które potrafi stłamsić w nas istotę, którą jesteśmy. A jeżeli nie dokarmiamy ją wystarczającą ilością wyrządzonego ludziom zła, zaczyna się mścić na naszym życiu i o sobie przypominać. Hazel, za próbę stania się dobrym człowiekiem, chciał odebrać życie. Ale dzięki Tobie, żyje.
Harry słuchał, starał się zrozumieć, jednak to wszystko wydało mu się zbyt patetyczne i surrealistyczne.
 - Tak, masz córkę Harry.  Mój mąż nie wie kim jestem. Gdy jest przy mnie, tracę swoje piękno, mój wiek do mnie powraca i wszystkie ludzkie choroby, słabości i bóle. Taką cenę płacę. Jego niechęć, nienawiść, obrzydzenie starą kobietą. W momencie w którym go pokochałam, stałam się człowiekiem. Wtedy dopiero, stajemy się ludźmi, a to uczucie, odbiera nam wszystko.
 - Ma na imię Lilith? - przerwał jej - Lilith, prawda?  - powtarzał to imię, a z jego ust brzmiało to zbyt pięknie, by Jose mogła powstrzymać się od uśmiechu -
 - Kochasz ją, prawda? Wciąż. Spraw, by i ona równie mocno Ciebie pokochała, bo ja czuję, patrząc na Ciebie, że to możliwe. Ale żeby to miało sens, musisz walczyć. Walczyć. Bez walki nie ma zwycięstwa.
I nie wzgardź nią, gdy jej policzki przestaną być tak rumiane, jej pośladki tak zgrabne, a jej uśmiechnięte oczy tak soczyste, dodała w myślach. Ułożyła dłoń na swoim policzku i przymknęła na chwilę powieki. A w głowie Harrego wciąż biły się myśli, kontrowersyjne urywki zdań, nieskładnych i bezsensownych. Miał córkę. Dlaczego wobec tego Hazel ją oddała? Pytań rodziło się zbyt wiele, nie był w stanie udźwignąć żadnej myśli na tyle długo, by doprowadzić do jej rozwiązania. Kochał ją. Uratował ją. Był za nią odpowiedzialny. Miał córkę, gdzie miał jej szukać?

~~~~
 - Gdzie jesteśmy Haz? - spytał Zayn wyciągając szyję ku słońcu, które lekko wychylało znad nadchodzących deszczowych chmur -
Ulica była spokojna, osłonięta zewsząd przykrywającymi drogę wysokimi drzewami o rozłożystych rzadkich już koronach. Jesienny wiatr miotał gałęziami które lekko chybotały się, a z nieba skapywały na ich głowy pojedyncze chłodne krople deszczu. Szarość omiatała ich zewsząd, przygasając spojrzenia i zacierając myśli.  Zayn wpatrywał się w Hazel wzrokiem, którego sam do tej pory nie znał. Jej włosy, już nieco dłuższe opadały prawie że na ramiona pokryte startym skórzanym materiałem. Wiatr rozwiewał je, tak, że muskały delikatnie jej głucho wpatrzoną w jasny rodzinny domek twarz.
 - Tęskniłam za tym uczuciem, gdy pukle włosów opadają Ci na twarz, gdy niesfornie wpadają Ci do ust i oczu. Zupełnie, jakbym coś odzyskała. -
Spojrzała na niego, a jej twarz pokryła się dotąd niezauważalnym przez niego rumieńcem.
 - Co tu robimy? Od 15 minut wpatrujemy się w ten dom i w dziewczynkę, bawiącą się wózkiem na podwórku.
 - I tę kobietę, w kremowej garsonce, wpatrującej swoje pełne miłości oczy w tą małą piękną istotkę. Wolną matkę, kochającą swojego męża. Matkę, jakiej życzyłabym każdej córce.
Zayn westchnął głośno i podszedł do niej nieco bliżej. Położył swoją dłoń na jej ramieniu, po czym Hazel odwróciła się gwałtownie i spojrzała w swoje odbicie w jego okularach. Nabrała odrobinę masy, jej piersi stały się większe, równie jędrne, a biodra zakreślały idealny łuk, sprawiając, że kobieta stawała się geometrycznie piękna. Coraz piękniejsza, o nieprzyzwoicie wielkich niebieskich oczach i gęstych tak miękkich włosach.
 - Kochaj mnie Zayn, proszę - odparła w pewnym momencie, dotykając delikatnie opuszkami palców jego twarzy - potrzebuję tego teraz, bardzo.
 - Haz - przerwał jej, oplatając swoje dłonie wokół jej nadgarstków - Poszedłbym za Tobą w ogień.
Bał się przyznać przed samym sobą, że to uczucie go przerasta, że wymyka mu się z pomiędzy palców, zaślepia mu oczy dziwnie parzącym kwasem, tak że często je mrużył, bo pojąć nie mógł, dlaczego tak bardzo ją kocha.
 - To dobrze, bo nie powinnam tu była przychodzić, możemy mieć poważne problemy z Costą -
 - Z Costą? - spytał Zayn i chociaż wtedy nie znał prawdy i nie rozumiał jej słów, wiedział, że właśnie w jakiś sposób zawalił mu się świat -

~~~~~~

 - Chcesz tam jechać? - spytał zaniepokojony Niall -
Ogarnęło go dziwne przerażenie, że lada chwila, to wszystko się po prostu rozpierdoli. Dokładnie takiego słowa użył w swoich myślach.
 - Chcesz Niall, żeby wszystko było jak dawniej? Pozwól mi to naprawić. - odparł Harry wrzucając ciuchy do swojej torby tak pospiesznie, że trącił przypadkiem Louisa ramieniem -
 - Stary, wytłumacz mi, dlatego Ty to musisz naprawić, bo nie jestem tego w stanie zrozumieć -
 - Ufacie mi? - wszedł mu w słowo, po czym spojrzał prosto na nich, wtapiając w nich wzrok, oczekując na odpowiedź -
 - No tak - wydukał w końcu Niall i z głośnym westchnieniem rzucił się na łóżko - Jadę z Tobą -
 - Możecie nas zostawić na chwilę samych? - dosłyszeli nagle melodyjny kobiecy głos. Alison jak zwykle, bezszelestnie pojawiła się jakby znikąd i wpatrywała w nich swoje zazwyczaj roześmiane, tym razem blade i przygasłe oczy.
 - Wszystko w porządku kochanie? - spytał Niall dźwignąwszy się z łóżka -
 - Tak - odparła dziwnie chłodno, po czym przepuściła Louisa w drzwiach, wciąż wbijając prowokacyjny wzrok w Nialla -
 - W porządku - odparł chłopak, po czym wstał i przechodząc obok Ali, zwolnił na chwilę krok.
Minęła dłuższa chwila, podczas której oboje pomilczeli w zupełnej ciszy. Harry w pewnej chwili rzucił trzymaną przez siebie koszulę na łóżko i przycupnął na jego skraju chowając twarz w dłoniach. Po chwili spojrzał na Alison i zmarszczył brwi.
 - Co ja właściwie robię? - powiedział obojętnie -
 - Jak się wtedy poznaliście, to było coś nowego prawda? Myślałeś, że Cię lubi. Myślałeś, że jeszcze ją spotkasz. Byłeś młody, zakochałeś się. Odczuwałeś tęsknotę, tak? Czułeś dziwne zdenerwowanie, gdy myślałeś, że to kiedyś mogłoby się skończyć, chociaż wieczór trwał tak krótko?
 - Myślałem o niej. Cały czas o niej myślałem. Dlaczego tak o to pytasz Ali? - zwrócił się do niej przywołując ją do siebie ruchem dłoni. Usiadła obok niego i złożyła dłonie na kolanach.
 - On nie może z Tobą jechać do USA. Nie może, coś może mu się stać. Sile, której chcemy się przeciwstawić nie robi znaczenia żadne ludzkie istnienie. Takie jak Niall także.
 - Przeciez Ty jesteś tą siłą, nie wystarczająco się już z nią związał? -
 - Mam na myśli siłę, która sprawuje nad nami władzę zwierzchnią. To tak jak z nazistami, Harry. Byli i tacy, którzy chcieli pomagać uciemiężonym przez Hitlera. Rozumiesz różnicę?
Harry zwiesił głowę.
 - Martwisz się o niego, spójrz na mnie Alison - dodał po chwili, gdy dziewczyna znów milcząc co chwilę w zdenerwowaniu zakładała za ucho włosy, które to znów opadały jej na twarz.
 - Znalazłam ratunek w nim Harry, a teraz boję się, boję się że czeka mnie jakaś kara.  -
 - Możecie się jakoś zupełnie odkupić? - zaczynał rozumieć, a pytania, które mogły dać mu klarowne odpowiedzi, wciąż pojawiały się w jego głowie -
 - Dziecko, musiałabym urodzić i wychować dziecko. Normalne dziecko. Dlatego Hazel oddała Lilith. By wychowała ją normalna kochająca rodzina. Chciała dać jej jakąkolwiek szansę walki o samą siebie, podczas gdy sama Hazel miała umrzeć. A teraz los się zmienił i przez to wszystkich los musi się zmienić.
On go zabije Harry, jeżeli Niall pojedzie z Tobą coś może mu się stać.
 - Już rozumiem, dlaczego w kółko się kochacie, nawet w moim łóżku. -
 - Skąd wiesz? -
 - Nie chcesz wiedzieć skąd wiem. Niall to najobrzydliwsze stworzenie na ziemi -
 - CO? -
Harry zaśmiał się przeciągle i przytulił ją do siebie.
 - Nie przejmuj się, nic mu nie będzie -

~~~~~~

Jechali autobusem, który spokojnie mijał drobne uliczki. Dzień stawał się coraz to ciemniejszy i gęstszy, tak że trudno było dostrzec cokolwiek przez zabrudzone od deszczu okno. Zayn mocno ściskał dłoń Hazel, która wbijając nos w szybę, myślała. Dużo myślała i miała plan. W prawdzie znacznie okrojony i posiadający spore luki plan. Odwróciła głowę w kierunku Zayna i pocałowała go delikatnie w policzek, przejeżdżając palcem wolnej ręki wzdłuż jego żuchwy. Zwrócił głowę w jej stronę i spojrzał wprost w jej oczy. Gdy wtem jej usta otworzyły się i gdy już chciała wyznać mu prawdę, powiedzieć mu wszystko to czego wiedzieć nie powinien i przeprosić za wszystko to, co jeszcze się nie stało, a stać musiało, gdy wtem autobus gwałtownie stanął na stacji, na której oboje musieli wysiąść. Na drewnianej ławce siedział mężczyzna, postawny, o latynoskich rysach i poważnej twarzy, skupionej i dziwnie napiętej.
 - Costa? - odparł Zayn, gdy ujrzał jak mężczyzna wstaje gwałtownie i uśmiecha się, widząc ich splecione dłonie -
 - Oh Hazel, popełniłaś ogromny błąd jadąc tam. Myślałaś, że się nie dowiem? Od dawna wiedziałem, że to tam ukryłaś Lilith.
Hazel tylko zaśmiała się i puściła dłoń Zayna.
 - I co teraz zrobisz Costa? Zabijesz mnie?
Gdy los człowieka nagle odwracał się i ciemność która miała ogarnąć jego życie nagle znika, człowiek czuje siłę, siłę, nad którą czasem nie panuje. Hazel czuła się pewnie czuła się dziwnie, jednak widziała ten niepokojący błysk w jego oku, który zdradzał, że Costa posiada siłę, nad którą dokładnie panuje.
 - Poczekam na tego, który zechce pokrzyżować moje plany. Jak on się nazywa? Przypomnij swojemu chłopakowi, jak nazywa się człowiek, który jest ojcem Twojej córki. A potem uprzedź tego człowieka, żeby lepiej nie wsiadał do samolotu, bo jak to mówią, gdy się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy. A on się bardzo do Ciebie spieszy.





Jeśli się podoba i chcielibyście więcej i kochacie tego pana z gifu powyżej to komentujcie! Wasze komentarze są moją siłą napędową. / Mel

Widzę że lubicie czytać mojego bloga, na rocznicę 50 tys. wyświetleń szykuję specjalnego Imagina, specjalną historię specjalnie dla was (; PISZCIE CO NAJBARDZIEJ LUBICIE W MOIM STYLU PISANIA I W OGÓLE WE MNIE postaram się to wykorzystać!

15 komentarzy:

  1. warto było poczekać! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. normalnie czekalam na ten rozdzial i w koncu sie doczekalam i jak zwykle czytalam z otwarta buzia ;** pisz dalej masz wielki talen nie moge sie doczekac nastepnego rozdzialu ;) Pozdrawiam Angelina_393

    OdpowiedzUsuń
  3. W końcu zrozumiałam o co chodzi. :D Nie rozumiem tylko jakim cudem harry jest ojcem tegod ziecka,w iem, ze sie spotklali wtedy, ale jak oni się poznali? I, zew Harry jej potem nie poznał? Tego nie rozumiem. A reszta przecudowna,jak zawsze. :DD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Był na zawodach w jej szkole i go wychaczyła i sobie wybrała. Nie poznał jej, bez włosów, bladej, wychudzonej starszej, wiadomo rysy twarzy się zmieniają. Do tego nie zdradziła mu swojego imienia, a potem po spotkaniu wyjechała z rodziną do Londynu (;

      Usuń
  4. Kocham tego bloga <3
    Nie moge sie już doczekać tego specjalnego imagina xx

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak zwykle jestem strasznie ciekawa co będzie dalej. *,* a ten Costa to taki prawdziwy diabeł będzie? Taki Lucek? ;o xD

    OdpowiedzUsuń
  6. moj ulubiomy blog :D czekam na nastepny rozdzial xx

    OdpowiedzUsuń
  7. nie mogę sie doczekać 10 rozdziału! *.*

    OdpowiedzUsuń
  8. ZAJEBISTE, kiedy następny rozdział?

    OdpowiedzUsuń
  9. DJKSKDFHSLKF DLACZEGO TO JEST TAKIE WCIĄGAJĄCE A TY NIE DODAJESZ NOWYCH ROZDZIAŁÓW?!

    OdpowiedzUsuń
  10. keidy nowy rozdział? c:

    OdpowiedzUsuń
  11. dead, najlepsze imaginy :')

    OdpowiedzUsuń
  12. CO CHCE COSTA?! czekam na następny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń