Costa wpatrywał się w ciało Hazel rozjarzonym spojrzeniem pełnym strzelających płomieni, jednak zdawał się to być dopiero co iskrzący się ogień, który już niedługo miał zamienić się w szary popiół, bez nuty wyrazu. Dokładnie taki był Costa za młodu, w latach w których jego dzieciństwo wyprało go z emocjonalności i uczyniło z niego cynicznego człowieka, żyjącego zupełnie samowystarczalnie. Jednak ostatnimi czasy jego ciało i dusza zdawały się daleko wybiegać poza kanon myśli i wartości, które uważał za nadrzędne. Nigdy nie mówił, że darzył kogoś sympatią, powtarzał, że ten ktoś jest mu zwyczajnie przydatny. Nigdy nie przyznawał, że czuje się opuszczony, podkreślał, że brak rozmówcy jest ograniczającym jego inteligencje brakiem, bo by się rozwijać, należy przecież dyskutować i obcować z ludźmi, nieprawdaż? Nigdy nie przyznał się przed sobą, że kocha Hazel, zawsze powtarzał, że to jego ciało fizycznie jej pożąda. Był kłamcą, a najczęściej, okłamywał samego siebie. Hazel stała w progu jego domu, a jej nozdrza nadymały się z złości. Mimo wszystko jej drgające przekrwione usta i rozwichrzone blond włosy okalające zarysowana szczękę i porcelanową cerę zdarzyły się go porażać ponadprzeciętną urodą. Jego spojrzenie zaiste przygasało.
- Obiecałem sobie kochanie, że zemszczę się na Tobie, ale nie mówiąc nic JEMU. Że zrobię to na własną rękę. Wiem, że nie jestes głupia, i gdy spędzaliśmy czas w garażowym pubie, tak samo jak ja, chciałam odzyskać moją sympatię i zaufanie? Domysliłem się.
- Myślałam, że jesteś po mojej stronie.
- Uczucie zwane miłością istnieje, ale wśród nas z łagodnych pełnych oddania emocji, zamienia się w zawistną moc i chęć zemsty, którą pałam tera do Ciebie jak nigdy w całym moim zyciu.
- Nie przyszłam tutaj rozmawiać na ckliwe tematy Costa. Powtarzałam Ci wielokrotnie, że nie próbowałam Cię uwieść i nie byłam przy Tobie sukkubem. - Hazel spojrzała groźnie w jego oczy, lecz on mimowolnie się uśmiechnął -
- To nie prawda, że złość piękności szkodzi, jak tak na Ciebie patrzę. Wy zawsze jestescie sukkubami, to nie tak, że możesz zmienić myślenie Ty nim po prostu jesteś.
- Gdyby było jak mówisz Costa - przerwała mu gwałtownie - każdy facet który spojrzałby na moją twarz i zamienił ze mną słowo w aptece, padłby u moich stóp. Ile razy mam Ci powtarzać... - zacięła się na ułamek sekundy, zdając sobie sprawe, że gdy wypowie owe słowa, rozsierdzi go jeszcze bardziej - że Ty po prostu...
Costa podbiegł do niej i w ułamek sekundy jego dłonie znajdowały się splecione na jej szyi w tak mocnym uścisku, że z jej gardła poczeły dobiegać nieartykułowane dźwięki, jej twarz pobladła a usta stały się jeszcze bardziej ciemnokrwiste i ku jego zdziwieniu, wygięły się w chimerycznym uśmiechu.
- Nie wymawiaj tych słów Hazel, albo zabiję Twoje kochasia, rozumiesz? Jednego i drugiego. Zabiję Harrego, zrobię to tak, żeby cały świat nigdy nie zapomniał, dlaczego i przez kogo zginął.
Cisza, w jej głowie zapadła absolutna cisza, tylko lekki szum co jakiś czas łechtał jej myśli Straciła przytomność, jednak czuła spokój, wiedziała, że nic jej nie zrobi, jednak obawa tkwiła w rzeczy z grubsza bardziej poważniej. Była jedna jedyna rzecz, która mogła osłabić jego czujność. Alison.
______________________________
Lotnisko było zatłoczone, ludzie w zupełnym pośpiechu przemieszczali się po ruchomych schodach, trącając się łokciami i posyłając sobie nawzajem złowrogie spojrzenia. Harry wciąż nie potrafił pojąć zbyt wielu rzeczy, by skupić swoje myśli. Ostatnimi czasy jakby odstawił problemy na dalszy plan, odgonił od siebie zagrożenia, które wisiały nad nim jak ostry miecz na cienkim włosku. Myślał o Hazel, myślał o niej w kategoriach czysto kobiecych, uczuciowych, tak prostych że aż zupełnie nieprawdopodobnych. Marzył o prostej pełnej namiętności erotyzmu i bezwzględnie wiernej miłości, co zatem ciągnęło go tak zdecydowanie do Nowego Jorku? Poczucie obowiązku? Czy to właśnie było tym uczuciem? Miał córkę. Miał córkę. Miał córkę. Tak, to wydawało się być wystarczająco ważne.
- Josephine? JOSEPHINE!
Kobieta odwróciła się prędko, aż jej walizka zakołysała się na malutkich kałczukowych kółeczkach.
- Christina? - spytała kobieta zachrypniętym głosem - Christina, no tak, zwykłam zapominać że jesteś stweradessą.
Harry spojrzał na dziewczynę skonsternowanym wzrokiem. Była wysoka, miała czarne obcasy i gdy przy nim stała, zdawała się być nawet wyższa od niego. Jej kasztanowe delikatne włosy układały się falowo na granatowej garsonce Delta Airlines.
- Harry, to jest Christina, jedna z nas -
Jedna z nas, jak to trywialnie brzmiało, pomyślał.
Jej życzliwy uśmiech mieszał sie z strachem, którym przesiąknięte było jej spojrzenie.
- Mamy poważny problem Jose, nie możecie lecieć tym samolotem. Zadbam o to, abyście jak najprędzej znaleźli się w Nowym Jorku, jednak pewna osoba wie, że tam zmierzacie i spodziewam się z tego co przekazała nam Haz, że na to nie pozwoli.
Co się właściwie dzieje? Harry przymknął na ułamek sekundy oczy by przypomnieć sobie, co tak właściwie tutaj robi, a przed jego oczyma rozciągnęła się zanurzona w ciemności zieleń, rzeka, i młoda Hazel, której nagie ciało leżało w jego objęciach, i małe dziecko, którego chociaz nigdy nie widział na oczy, zdawało się być mu znajome bliskie.
- Zgadzam się na cokolwiek zaproponujesz - wydusił z siebie -
Christina uśmiechnęła się do niego delikatnie i położyła mu dłoń na ramieniu.
- Jest chyba sporo rzeczy, o których muszę Ci powiedzieć. Nie wszyscy z nas chcą być dobrzy, niektórzy wciąż chlubią się i obnoszą z swoją mocą i z kimś takim mamy własnie do czynienia. I nie jest to kobieta. To mężczyzna o wiele bardziej niebezpieczny.
Chciałbym czegoś normalnego, pomyślał, Czegoś do obrzydzenia zwyczajnego, jednak to co otrzymywał wciąż było przesiąknięte poświęceniami i tajemniczością. Ilekroć mu coś wyjaśniali nigdy nie używali słów, nie nazywali rzeczy po imieniu, zawsze był to "ktoś: i "coś" zupełnie jakby nadmiar informacji miał mu zaszkodzić. Albo może inaczej, zniechęcić do tego, co planowali. A jak zdążył zauważyć, był to szczegółowy, nie oszczędzający na środkach plan.
A Christina? Christina była siostra Costy i znała go lepiej, niż on mógł zdawać sobie z tego sprawę.
________
Niall siedział samotnie na łóżku, był być może trochę bezradny wobec tego wszystkiego, pustka rozsiewała się wokół niego, gdy wtem usłyszał rzewne i gwałtowne pukanie drzwi. Czyjaś pięść usilnie próbowała najwidoczniej wybić dziurę w ciężkich drewnianych drzwiach posiadłości Josephine Richards. Niall z pełnym przekonaniem, że za drzwiami ujrzy Paula, ich ochroniarza, powolnym krokiem podążył w stronę drzwi, a podłoga pod jego stopami nieprzyjemnie skrzypiała. W drzwiach ujrzał kobietę, niewiele od siebie starszą, jednak z ogromnie zmęczoną twarzą i przygaszonym spojrzeniem. W dłoniach trzymała niemowlę, owinięte w puchaty różowy koc i spoglądała na Nialla nieco skonsternowanym wzrokiem jakby spodziewała się zastać kogoś innego.
- Przepraszam, czy zastałam może Josephine Richards? Hazel Richards?
- Mieszkają tu, ale wyjechały obecnie, coś może mam przekazać? Kim pani jest -
Kobieta zwiesiła głowę i blado się uśmiechnęła.
- Nie trzeba, zjawię się innym razem - po czym odwróciła się i lekko kuśtykając zeszła po skrzypiących schodach werandy i skierowała się do srebrnego mercedesa ukryte za wysoko pnącymi sie krzakami przy sąsiednim budynku. tak drogi samochód zasadniczo nie pasował do niedbałości i smutku ktory soba reprezentowała. Naill wciaz stał w drzwiach, obserwując jak samochód odjeżdża i dopiero wówczas gdy zniknął za zakrętem, chłopak wrócił do mieszkania i gwałtownie zamknął za sobą drzwi.
- Niall? - Dosłyszał zza swoich pleców głos Alison. Stał tuż za nim, ciekaw był, czy owa kobieta ja zauważyła bo nawet nie podniosła na Alison wzroku. Dziewczyna przyglądała się Niallowi badawczo, lustrując każdą najmniejszą zmarszczkę w jego rysach. Uśmiechnęła sie, gdy natknęła się na jego wygięte w cieniutkim uśmiechu ustna i aparat korekcyjny, lekko wysuwający sie na wierzch. Przycisnęła swoje malinowe do usta do jego warg i zamruczała cicho, gdy poczuła jego dłonie na swoich biodrach.
- Ufasz mi Niall? - spytała wtem, gdy poczuła jak jego ciało coraz mocniej na nia napiera.Dokładnie czuła jego ciepło i kurczące się mimowolnie mięsnie jego brzucha. Pachniał jakby świeżo parzoną kawą, którą przed chwila pili i drogimi perfumami oraz potem i piżmem, będącymi pewnymi znamieniami cięzkiego i dość ciepłego dnia. Jego usta dotknęły lekko jej szyi.
- Dlatego nie pojechałem z nimi do NY Alison -
Alison przyłożyła dwa wskazujące palce do jego ust i spojrzała wprost w jego niebieskie oczy.
- Kupilam Harremu i Hazel dwa bilety lotnicze na Kostarykę. Wysłałam jej to dzisiaj wlasnie przez pewna koleżankę, która jest stewardessą. Bo wiesz jakie było moje marzenie które się właśnie spełniło? Parę normalnych szczęśliwych chwil, których Hazel nigdy nie miała.
Niech kochają się do nieprzytomności, wilgotni od potu w hotelowym pokoju. Niech sprawiają sobie przyjemność jakiej nie są w stanie posiąść najbardziej ambitni i zachłanni. Nie chłoną się tak długo, póki ktoś nie odważy się postawić ich miłości i namiętności pod znakiem zapytania i pod ostrzałem ogromnych ołowianych pocisków, bo to niedługo miało nastąpić.
- A teraz kochaj sie ze mną Niall, dotykaj moich piersi i zrób ze mną na co tylko masz ochotę.
Niall spojrzał na nią rozmarzonym wzrokiem i wsunął dłonie na jej lędźwia.
- Spraw, żebym odeszła od zmysłów, wiem że to potrafisz.
I gdy kontemplował jej nagość i trzymał jej piersi w swoich dłoniach, gdy czuł jej wargi na swoim kroczu pojmował pewną zasadniczą rzecz. Alison to najgorsza a zarazem najlepsza rzecz jaka mogła go spotkać.
Liczę od was jak zwykle na 20+ komentarzy moi kochani, myślę, że na tyle was stać. BUZI wasza Melanie.
Nigdy mnie nie zawiodłaś, genialne.
OdpowiedzUsuńczekałam i się doczekałam *-*
OdpowiedzUsuńsuper! :) dziewczyny, dodawajcie komentarze, chyba nie tylko ja czekam na kolejny rodział? x)
OdpowiedzUsuńG E N I U S Z PO RAZ 10! :)
OdpowiedzUsuńCześć! Bardzo fajny blog! Zapraszamy do nas!
OdpowiedzUsuńhttp://harry-louis-1d-and-we.blogspot.com/
Cudne jak zawsze. za każdym razem pisze to samo, ale uwielbiam twojego bloga i twoje opowiadanie. jesteś CUDOWNA! <3
OdpowiedzUsuńŚwietne :* Czekam choć czasem gubię się w twoich rozdziałach
OdpowiedzUsuńpiękne <3 czekam na 11, ale chyba sobie trochę poczekam :(
OdpowiedzUsuńKOMENTUJCIE LASKI! mega rodział *-*
OdpowiedzUsuńuwielbiam cię mel! może dodałabyś nowy rozdział wcześniej?:')
OdpowiedzUsuńna uczelni zapierdziel ale sie postaram jak najpredzej, moze nawet jutro? ale nic nie zapeszam!
Usuńbyłoby wspaniale! :) uwielbiam twojego bloga :)
UsuńPieeeekne!!! <3 nw misiu blagam mam nowe gg i nie mialam jak ci napisac ze mam nowe!! BLAGAM WPADNIJ DO MNIE taki mistrz musi to skomentowac!! Takethehappines.blogspot.com !!!! A no i moje GG ja jestem glupia i roztrzepana ale to wiadomo!! ... Mialam 44090608 a teraz mam 45097100 NAPISZ SLONKO JAK BD TYLKO MOGLA
OdpowiedzUsuńJestem wielkim fanem. Czekam na kolejne. Pozdro.
OdpowiedzUsuńkocham twojego bloga *_*
OdpowiedzUsuńMEGAAAA <3
OdpowiedzUsuńczekam na 11!
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejną część
OdpowiedzUsuńWOW graty talentu
świetny blog
OdpowiedzUsuń