Czytasz = komentujesz
Liczę na to że 1 minuta poświęcona na napisane komentarza nie jest dla was zbytnim problemem :) Kocham was bardzo i oto przed wami 4 rozdział, moim zdaniem, jeden z bardziej emocjonalnych jaki zdarzyło mi się napisać.
To zabawne, gdy w końcu zły okres mija i wraca się do swoich dawnych przyzwyczajeń, dziwnie trudno jest się z nimi znów utożsamić. Mówią, że to cierpienie hartuje i znacząco zmienia człowieka. Hazel nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości. Dzisiaj spędzała pierwszy dzień, zwyczajnie, w swoim domu na Kingston hill. Ciepły wiatr łechtał jej policzki a jej krótkie włosy, skrzętnie utrwalone gumą i lakierem w lekkim nieładzie opadały jej nieznacznie na czoło. Rozkoszowała się dniem, pogodą, spokojem. Nie odczuwała jednak najmniejszej przyjemności związanej z powrotem do domu i panem McFly'em koszącym trawnik w domu na przeciwko, który zwykł, jak miała 16 lat, kupować jej piwo pszeniczne. Spoglądał na nią z dziwnym strachem, zupełnie jakby z trudem potrafił ją poznać. Jej życie przed chorobą nie miało najmniejszych skaz. Błyszczała na każdym kroku prowokując tym samym wielu mężczyzn do adorowania jej. Nie pozostawała przy tym im dłużna, chociaż mimo bogactwa, wychowywana była na kobietę, która dysponuje swoim pięknem z wyrafinowanym umiarem. Owy przykład załamał się pod nią jak gałąź. Nie obchodziło jej to, co miała na sobie ani to, że paliła papierosa na werandzie, na oczach pana McFly'a, dla którego stanowiła przykład owocnego wychowania pedagogicznego. Hazel przymknęła lekko oczy i zaciągnęła się mocno. Ukryła się za warstwą opadających na werandę pnączy bluszczu i kołysała się nie wiklinowym krześle. Stukała obcasami swoich czarnych skórzanych kowbojek o drewnianą podłogę. Spod postrzępionych jeansowych spodenek wystawały podziurawione podszewki od kieszeni. Na jej chudych obojczykach wisiała biała koszulka, z której jedno ramiączko lekko jej spadało. Dzisiejszego dnia nie odczuwała żadnych potrzeb, nawet tej, by założyć na siebie bieliznę. Wszelkie ważne sprawy, które zdawały się, że powinny zaprzątać jej teraz głowę, spływały po niej jak deszcz po szkle. Wodziła wzrokiem po rozpalonej asfaltowej ulicy i ujrzała srebrne Audi A6, parkujące tuż obok miejsca parkingowego jej matki. Westchnęła głośno i podniosła się na łokciach, jednak po chwili kąciki jej ust uniosły się szeroko ku górze. Spojrzała w swoje odbicie w kuchennym oknie i poprawiła kciukiem lekko rozmazaną czarną kredkę i zacisneła swoje malinowe wargi. Harry Styles niepewnie pokonał 4 skrzeczące, drewniane stopnie werandy i nieśmiało nacisnął dzwonek 3 razy, jednak nie doczekał się żadnej odpowiedzi. Szarpały nim dziwne emocje i nerwy, wobec czego nie zauważył czającej się obok Hazel.
- Hej Josephine, drzwi od Twojego domu są otwarte, odsłuchaj tę wiadomość, poczekam aż wrócisz -
Zwlekał dziwnie z rozłączeniem się po czym wpakował telefon do kieszeni spodni.
- To nie będzie konieczne - szepnęła Hazel i uśmiechnęła się szeroko -
- Przepraszam, kim jesteś i co tu robisz? - spytał niepewnie, dopiero po chwili zdawszy sobie sprawę, że nie jest sam -
- Mieszkam tu - skwitowała i pomachała kluczami przed jego nosem - Pytanie brzmi, po co wciąż tu przychodzisz, Harry.- dodała po chwili nieco powazniejszym tonem -
Chłopak zamarł w pół słowa, po czym zsunął z swojego nosa czarne ray bany. Przyglądał się uważnie jej porcelanowej, nie skalanej najmniejszą emocją twarzy. Starała się nie mrugać a po chwili jej oczy zrobiły się dziwnie szkliste. Złapał odruchowa dłonią za jej ramię i ścisnął lekko. Była tak szczupła, że Harry mógł dotknąć kciukiem reszty palców. Po chwili jednak, gdy poczuł jak Hazel próbuje się nieco cofnąć, puścił dziewczynę i obudził się, jakby z dziwnego, hipnotycznego transu.
- Widzę, że już wszystko dobrze. Cieszę się. - odparł, pomimo tego, że przez ostatnie półtorej miesiąca powtarzał sobie to zdanie w głowie, z nadzieją, że nigdy nie będzie musiał go wymawiać na głos -
- Musiałabym troche przybrać na wadze, ale to chyba obecnie najmniejszy mój problem i powtórzę pytanie, co tutaj robisz? - odparła dość oschle, robiąc zdecydowany krok w jego stronę. Jej czoło praktycznie dotykało jego nosa i czuła na nim jego ciepły oddech. Chłopak nic nie odpowiadał, walczył ze sobą, bo tak bardzo chciał zostać, porozmawiać, lecz wiedział, że nie powinien był tu wcale przychodzić. Wyminął Hazel bez słowa i skierował się zdecydowanym krokiem w kierunku swojego auta.
- Harry, Harry przepraszam - usłyszał nagle za sobą - Zrozum i nie oceniaj wybuchów mojej złości.
Odwrócił się i znów na nią spojrzał. Stała praktycznie na baczność. Spodenki seksownie opinały jej szczupłe uda, a na białej bluzce mocno odznaczały jej sie zesztywniałe od zimna sutki. Była przwodnikiem w owej grze, którą starała się prowadzić i patrząc na nią w tamtym momencie, nie mozną było pokusić na złośliwe stwierdzenie, że jej ego wystawiało czeki, których jej ciało nie było w stanie spłacić. Było wręcz przeciwnie.
- Zrobiłbyś coś dla mnie? - spytała, zauważywszy jego przyjazny wzrok -
- Cokolwiek - odpowiedział mimochodem, sam nie wiedział dlaczego -
- Zabrałbyś mnie do Zayna? Zrobiłam coś bardzo złego.
~~~~
- Zayn przespał ostatnio nagrywanie nowego singla na naszą płytę, przez co piosenka w której miał główny udział wokalny, przypadła mnie - odparł Harry starając się nakłonić Hazel do wyjaśnienia mu, dlaczego to ona jest powodem ostatnich załamań nerwowych pakistańczyka.
Dziewczyna milczała. Spojrzała na swoje brudne dłonie a do jej oczu nabiegły gorące łzy. Harry ujrzawszy jej pobladłą twarz natychmiast zatrzymał się i zwolnił uścisk na gałce skrzyni biegów. Oderwał dłoń powoli i położył ją na ramieniu Hazel. Dziewczyna automatycznie oprzytomniała i podniosła głowę spoglądając wprost na niego, nie ze strachem, lecz jakby z prośbą. Chłopak odwrócił się w jej stronę i wsunął jej dłoń na łopatki przyciągając ją lekko do siebie. W końcu Hazel zdecydowała się objąć go swoimi kościstymi ramionami i wtuliła nos w przyjemnie pachnący kołnierz koszuli. Czuła do Siebie tak obrzydliwy i gorszący ją żal, że obejmuje mężczyznę, którego darzyła dziwną, bezobjawową nienawiścią, lecz czuła, że jedyny sposób by pozwolić się wszystkiemu naprawić, był przy nim. Jakkolwiek nieludzko i niehumanitarnie brzmiało to w jej głowie.
Gdy dojechali na miejsce, Harry poprosił Hazel, by założyła na nos jego ciemne okulary a na ramiona, jego rozciągniętą bawełnianą koszulę i szybko opuściła samochód i popędziła do bramy wjazdowej. Dziewczyna tak skupiona na wydanym jej poleceniu weszła na teren posesji Harrego zamykając za sobą z hukiem białą furtkę. Jej dłonie stały się dziwnie sztywne, gdy ujrzała stojącego w drzwiach Zayna z butelką piwa w jednej dłoni i z drugą nieotwartą butelką w drugiej. Poczuła się w jednej chwili jak wyrachowana dziwka, gdy pierwszym uczuciem, które ją zalało na jego widok, było przerażenie i chęć ucieczki. Jednak gdy podszedł bliżej, nieco skonsternowany, ujrzała jego idealnie karmelową cerę i lekki zarost oplatający żuchwę, poczuła się nieco winna.
- Jesteś chyba na Harrego trochę za młoda - żachnął się Zayn i podszedł do Hazel nieco bliżej - Jestem Zayn -
Uśmiechnęła się. Mimowolnie się usmiechnęła i zsunęła z nosa okulary Harrego. Chłopak zamarł, w jednej chwili jego oczy zlustrowały jej bladą i idealnie napiętą twarz, a w drugiej stały się tak błyszczące i owładnięte dziwnym bólem zmieszanym z niedowierzaniem, że nie potrafiła zrobić nic, jak tylko podejść i go pocałować. Zayn objął Hazel bez namysłu i odstawił na żwirowy podjazd dwie szklane butelki.
- Przepraszam Cię Zayn, proszę wybacz mi - mamrotała dławiąc się własnymi łzami -
Nie była pewna, czy to wina buzujących hormonów w pewien sposób pobudzonych przez leczenie i wymęczenie zarówno fizyczne jak i psychiczne, ale ostatnimi czasy zupełnie nie panowała nad emocjami. Nie była pewna, czy to jej wina, czy po prostu pierwszy raz w życiu zdarzyło jej się przeżywać tak ogromną ilość stresu i uczuć na raz.
- miesiąc temu kazałaś mi już nigdy nie wracać, Haz - odparł Zayn wplatając swoje palce w jej krótkie, pachnące odżywką włosy -
- Błagam Cię wybacz mi - szeptała mu do ucha chłonąc nozdrzami jego przyjemny piżmowy zapach. Czuła pod opuszkami palców jego trzęsące się mięśnie. Gdy przebywała w szpitalu nie potrafiła wyjaśnić sobie, dlaczego mimo tak licznych odwiedzin z strony przyjaciół i rodziny, wciąż czuła się samotna. Leżała tak bezwładna i bezbronna w flanelowej piżamie i każdego dnia obserwowała, jak czyjeś życia brną płynnie do przodu, podczas gdy ona grzęzła po szyję w gęstym błocie. I któregoś dnia przyszedł on, rozmawiał z nią tak jak nikt nigdy z nią nie rozmawiał. Potem wrócił i dotknął ją tak, jak kiedyś zwykła być dotykana. Problem w tym, że nie wiedziała czy wtedy była sobą. Ba, nie wiedziała, czy wciąż jest Hazel Richards. Wobec tego, jak mogła pokochać mężczyznę, który mówił do niej Haz, gdy w rzeczywistości wcale nie czuła że zachowuje się jak ona.
Harry stanął w furtce z istnym przerażeniem w oczach, ujrzawszy Zayna trzymającego w objęciach trzęsącą się z zimna Hazel.
~~~~
- Nie możesz się z nią spotykać, na Boga, ona nie może tu zostać - mówił podniesionym głosem Harry, gdy oboje wyszli do ogrodu, pozostawiając ją śpiącą w pokoju Harrego.
- Nie musisz się ujawniać Harry, nie musisz mówić jej prawdy -
- Nie rozumiesz, prawda? NA PRAWDĘ NIE ROZUMIESZ. Próbowałem zerwać kontakt z jej matką, pozwolić jej odetchnąć własnym życiem i naprawić to, co przeze mnie stało się praktycznie zniszczone. Ona, Zayn, Hazel Ci tego nie powie, ale ona tu najbardziej cierpi.
- To dlaczego teraz tutaj jest, skoro tak bardzo jej przeszkadzasz? -
- Ona cierpi nie z powodu mojej osoby jako jednostki, tylko tego co się stało, rozumiesz? Ta dziewczyna myślała, że umrze, na prawdę uważasz, że jest być może w tej chwili trochę zagubiona? I może ja też?
Zayn zamachnął się i wyrzucił papierosa przez ogrodzenie.
- Wyjadę z nią na jakiś czas - oznajmił, po czym ruszył w kierunku wejścia do apartamentu -
- O nie, nie pozwolę Ci jej nigdzie zabrać, chyba, że wcześniej porozmawiam z Josephine -
- Podobno chciałeś usunąć się z jej życia? Zrób to w końcu i Hazel jest już zdrowa i pełnoletnia, de facto starsza od Ciebie, w czym Ty w zasadzie widzisz problem? -
Nie chciał. Tak bardzo nie chciał. Tak ogromną czuł niechęć do Hazel Richards, ogromną niechęć, że zawaliła jego maślane życie, a jednocześnie był ogromnie wdzięczny że podarowała mu rzeczywistość. Brutalną lekcję rzeczywistości.
~~~~~
Josephine biegła ile sił w nogach do własnego domu, będąc przerażona pozostawioną przez Harrego wiadomością. Drzwi od jej domu były otwarte, jakim Bożym cudem? Christopher Richards, jej mąż a ojciec Hazel wyjechał w delegacji do Brukseli, a jej córka wciąż była w szpitalu czekając na wypis. Im intensywniej rozważała możliwości, dla których mogła pozostawić drzwi otwarte, tym mniejsze miała pojęcie. Gdy jednak dojechała do domu i szarpnęła za klamkę, drzwi okazały się zamknięte. Zdezorientowana Josephine sięgneła po telefon i wykręciła numer do Harrego. Przyglądała się przez chwilę migającemu powiadomieniu na telefonie i gdy usłyszała jego głos w słuchawce, zabrakło jej przez moment odwagi, by przyłożyć aparat do ucha.
- Halo? Jose? Jesteś tam? -
- Harry? Harry, dlaczego nagrałeś mi się na poczcie, że drzwi są otwarte, kiedy są zamknięte? Obiecałeś, że nie będziesz więcej...
- Twoja córka jest u mnie w apartamencie.
Josephine zmarszczyła odruchowo brwi, po czym przełożyła słuchawkę do drugie ucha.
- SŁUCHAM? - odparła podniesionym głosem -
- Jest z Zaynem, to do niego chciała przyjechać, nie przejmuj się ja nic nie kombinuję. Twierdzi, że dzisiaj ją wypisali i gdy przyjechałem, spotkałem ją na werandzie, poprosiła, żebym ją do niego zawiózł.
- Nic mi nie powiedziała, ale nie ważne, dziękuję za informacje Harry, nie musiałeś się tłumaczyć, nie podejrzewałam Cię o to, że mógłbyś jej zrobić złego. - Weszła mu w pół słowa. Poczuła się dziwnie dotknięta, że chłopak mógł ją o coś podobnego podejrzewać - Tylko pamiętaj, nie możesz jej powiedzieć.
- Pamiętam Jose, zawsze będę pamietał - odparł, a kobieta odłożyła natychmiast słuchawkę -
Miała do Siebie żal, że znów powiedziała zbyt wiele ckliwych słów, mogła pozostać sucha i obojętna, tak jak sobie obiecała, lecz nie była pewna, czy potrafi, nie była pewna, czy chce.
~~~~
- Tęskniłem za Tobą - odparł Zayn, gdy znaleźli się już sam na sam w pokoju Harrego -
Stał w bezpiecznej odległości i spoglądał na nią łapczywie. To co powiedział w żadnym wypadku nie miało brzmieć wzruszająco. Przygryzł swoją dolną wargę i zwiesił wzrok na ułamek sekundy. Hazel wstała i podeszła do niego, oplatając się jednocześnie nieco bardziej zwięźle jego ciepłą bluzą. Wsunęła swoje dłonie na jego lędźwie i przycisnęła swoje ciepłe usta do jego. Chłopak lekko przechylił głowę i rozchylił wargi wsuwając swój ciepły język do jej ust. Wyraźnie czuła jego rozgrzane nieco wilgotne dłonie tak impulsywnie owijające się wokół jej drobnego ciała. Nagle zwolnił trochę tempo i odsunął się nieznacznie. Westchnął głośno, gdy jej ciepły oddech odbijał się od jego twarzy. Uśmiechnął się otworzył oczy, po to tylko by ujrzeć jej wciąż zastygłą twarz, pozostającą w odrętwieniu, jakby czekającej na dalszy splot wydarzeń. Twarzy, której nic nie pozostawało, twarzy samotnej i biernej potrzebującej ciepła.
Ciepło. To było zdecydowanie to co teraz czuła. Przyjemne, powoli rozlewające się po jej ciele, gnieżdżące się w zakamarkach jej ciała.
- Dzisiaj wieczorem wpadnie parę osób, pomyślałem, że trzeba by uczcić Twój powrót do zdrowia, myślę, że przyda Ci się trochę odpoczynku -
- Napiłabym się - odparła i położyła dłoń na jego policzku - Upiłabym się do nieprzytomności, Ciebie bym upiła do nieprzytomności, a potem zabrałabym Cię tutaj Zayn - dodała i podniosła się odrobinę na placach by wsunąć język do jego ucha. Poczuła intensywny męski zapach i aż wygięła kark w tył gdy poczuła jak całym ciałem przylega do niego - a potem razem umarlibyśmy z rozkoszy.
~~~~~~~
- Dziękuję Danielle za tę sukienkę, to na prawdę bardzo uprzejme z Twojej strony, chciałam dzisiaj odpocząć, nie chciałam wracać do domu -
- Rozumiem Hazel, nie musisz mi się tłumaczyć, przyjemność po mojej stronie, swoją drogą, wyglądasz w niej lepiej niż ja.
Danielle przejechała dłonią po swoich ciemnych intensywnie kręconych włosach i poprawiła swoją musztardową marynarkę. Hazel obejrzała się w lustrze i skupiła wzrok na wystających kościach obojczykowych i kościstych kłykciach kontrastujących z ciemno bordowymi długimi paznokciami. Mogła zrobić to na co miała ochotę, wpić się nimi głęboko. Zacisnęła pięści i w myślach, dokładnie przeanalizowała słowa, zapewne kogoś wybitnie inteligentego " Śmiertelna choroba zmienia jedynie tych, którzy wyrwali się spomiędzy jej szponów i powrócili do świata żywych". Obie dziewczyny zeszły na dół po szklanych schodach. Danielle wciąż uśmiechała się do Hazel i chociaż wzbudzała jej niezmierną sympatię, wzbudzała także dziwne poczucie winy.
- Pozwolisz, że pójdę poszukać Zayna, w porządku? - odparła posyłając jej pełne życzliwości spojrzenie -
Nie czekała na odpowiedź, po prostu ruszyła przed siebie stąpając gołymi stopami po zimnej kuchennej posadzce. Pozostawiła drzwi nieco uchylone i ujrzawszy na stole butelkę srebrnej tequilli, ruszyła przed siebie zgarniając jeden z kieliszków ustawionych na plastikowej tacy. Nalała gęstego płynu i zlizawszy sól z dłoni przechyliła 50ml kieliszek i zagryzła kawałkiem cytryny, by następnie nalać sobie kolejny i bez namysłu także opróżnić go do dna.
- Brakowało Ci tego prawda? - usłyszała nagle obok siebie głos. Harry stał wsparty o marmurowy blat. W ręku trzymał szklankę z szkocką.
- Powiedz, czego mi nie brakowało podczas tych miesięcy w szpitalu? A co mi chciano nawet odebrac, gdy tam byłam?
- Dlaczego mam wrażenie, że wiem, do czego pijesz? - odparł i ruszył w jej kierunku -
Zawiesiła na nim wzrok i błyskawicznie zlustrowała go od dołu do góry. Miał na sobie opinające ciemne spodnie i czarną, elegancką i zapewne wyjątkowo drogą koszulę która pedantycznie wyprasowana lekko marszczyła się na linii skórzanego paska od spodni. Jego włosy jak zazwyczaj były w nieładzie i mimo nikłej sympatii jaką do niego pałała, czuła się niedorzecznie pobudzona. Odstawiła kieliszek na blat i mocno wciągneła powietrze, doszukując się w nich jakichś chemicznych i mącących substancji.
- To takie niedorzeczne używać feoromonów, wiesz?
- Skąd wiesz, że ich używam? Przecież są bezzapachowe - odparl z ogromną dozą pewności siebie. Odstawił na stół pustą szklankę i zahaczył kciukiem o wierzch paska, zsuwając swoje spodnie nieco na dół.
- Wiem, że ich używasz, to by przynajmniej wyjaśniało dlaczego poczułam się tak dziwnie, gdy podszedłeś na dostateczną odległośc, do tego przejrzałam Twoją skórzaną kosmetyczkę, niezły zapasik.
Zmarszczył czoło i podszedł nieco bliżej stawiając delikatnie czysty kieliszek obok jej dłoni.
- Nalejesz mi? -
- Zaczynam rozumieć, co moja matka w Tobie widziała - odparła bez mniejszych skrupułów. Chwyciła lodowatą butelkę z alkoholem swoimi kościstymi dłońmi i powoli przechyliła ją, by nalać mu do kieliszka.
- Jesteś taki jaki mój ojciec zwykł być, gdy był młody. Seksowny, przystojny, wychowany, miejscami odrobinę arogancki, jednym słowem, pociągający i do tego lubiący dojrzałe kobiety.
Wysławiała się tak płynnie i przekonująco, że aż sama przez chwilę zawahała się, czy dalej ciągnąć swój intrygujący monolog.
Chłopak sięgnął po kieliszek i już chciał opróżnić jego zawartośc gdy Hazel chwyciła go za nadgarstek.
- Nie tak Harry, pokaże Ci, jak ja zwykłam pić tequillę.
Dziewczyna zawahała się przez ułamek sekundy, jednak sztuka manipulacji zdała się iść w chwili obecnej zbyt łatwo i do tego przyjemnie by była w stanie z niej zrezygnować. Zanurzyła dwa palce w alkoholu i odchyliwszy jego głowę nieco w bok przejechała palcami po jego szyi by po chwili wysypać na nią odrobinę soli.
- Weź to do ust - odparła muskając jego wargi ósemką cytryny. Spojrzał na nią nieco zmieszany, po czym delikatnie rozchylił usta a kropelka soku pociekła po jego szyi.
- Moja mama, zanim rzuciła pracę a mój ojciec musiał na nas zarabiać, prowadziła udane życie erotyczne. Jednak czas leciał do przodu, a ona musiała pogodzić się z tym, że stawała się dojrzałą kobietą, a młodość odeszła wraz z małżeństwem i obowiązkami macierzyńskimi. - szeptała, nachylając się nad jego ciepłą skórą.
Przejechała językiem po jego skórze i zlizała całą sól. Poczuła jak jego mięśnie mocno się kurczą, gdy poczuł jej dotyk. Przechyliła kieliszek do dnia i zbliżyła się do jego ust.
- Nic dziwnego, że sobie Ciebie znalazła - odparła, po czym wpiła swoje wargi w kwaśny owoc lekko dotykając przy tym warg Harrego. Poczęła wysysać cały sok, za każdym gwałtowniejszym ruchem coraz intensywniej doświadczając narastających emocji. Gdy nagle poczuła jak jego dłonie szukają kontaktu z jej ciałem oderwała gwałtownie i wyjęła z jego ust cytrynę.
- I wciąż nie rozumiem, dlaczego tak młody człowiek, okazał być się tak głupi, wierząc, że jest w stanie dać szczęście jedynie zagubionej, ZAGUBIONEJ kobiecie. Jedź do niej Harry, jedź do niej i podaruj jej ostatnią rzecz jaką możesz jej dać, bo umiera, tak jak ja umierałam podczas całej tej nędznej choroby i mojego obecnie nic nie wartego życia.
I wybiegła. Pełna przerażenia po prostu wybiegła, pozostawiając chłopaka w sytuacji niemożliwej, sytuacji bez najmniejszych szans podjęcia właściwej, racjonalnej decyzji. W jego głowie zrodził się nowe pytania, na które nie mógł sobie w tej chwili odpowiedzieć, bo wciąż czuł wilgoć na swojej szyi i kwaskawy posmak w ustach.
Hazel natomiast czuła jak bardzo pragnie, jak bardzo łaknie męskich ciepłych warg. Dostrzegłszy Zayna, wplotła swoje palce między jego i ułożyła swoją dłon na jego ciepłym torsie. Spojrzała w jego wrzące czekoladowe oczy momentalnie poczuła się najbardziej uprzywilejowanym człowiekiem na świecie, że może pragnąć owego człowieka a w zamian otrzymywać stokroć więcej, niż na to w rzeczywistości zasłużyła.
A gdzie był Harry? Harry Styles, wciąż mając przed oczami młodą, seksowną kopię Agyness Deyn o porcelanowej skórze i długich bordowych paznokciach, mknął między ulicami Londynu w drodze na Kingston Hall. Ktoś wspominał, że nie zdążył był nawet zdecydować, co zrobi, jak już tam dotrze?
+15 KOMENTARZY I BĘDZIE PIKANTNY ROZDZIAŁ 5, I KNOW YOU ALL WANT IT.

genialnie :3
OdpowiedzUsuńczekam na nn xx
Fajny.!
OdpowiedzUsuńCzekam na następny.. <3
OdpowiedzUsuńwertgfabskjkbdrfkjgbk JAKIE TO ZAJBEISTE. oO <3
OdpowiedzUsuńChciałam, żeby Harry znowu coś tam zaczął z Joe i, żeby Haz znowu go tak znienawidziła jak na początku, ale teraz wydaje mi się, że dobrez by też było, gdyby to mąż Joe przyłapał Harrego i Joe razem, to by można było fajnie rozwinąć.
Masz niezwykły talent, pisz dalej, proszę. <3
to bedzie wszystko o wiele bardziej skomplikowane niż Ci się wydaje h3h3 :)
UsuńCUDOOO !
OdpowiedzUsuńDawaj ten rozdział ,proszę ,proszę .
OdpowiedzUsuńIdealny. Nie wiem czy potrzeba innych słów, aby skomentować twój styl, twoje dobranie słów i atmosferę jaką tworzysz podczas każdej sceny.
OdpowiedzUsuńTo jest takie przecudowne.
OdpowiedzUsuńMogłabyś pisać książkę, naprawdę. ;)
OdpowiedzUsuńNapisałabyś jakąś jeszcze część tego : http://melanieeklamann.blogspot.com/2012/04/imagine-4-ciag-dalszy-zayn-and-harry.html ? Znaczy nie chodzi mi, że jeszcze dalszą część tego imagina, bo tam nie ma już co dopisywać, ale jeszcze jakiś imagin z TYM Haryym i z TYM Zaynem tylko po prostu wiesz, w jakiś innych okolicznościach. Byłabym wdzięczna. ;D
OdpowiedzUsuń+ Rozdział przecudowny. ;*
rozumiem rozumiem, postaram się, gdyż nie chcę marnować pomysłów na imaginy, tylko wplatać erotyczne scenki w opowiadanie :D a dziekuje dziekuje xx
UsuńOhh...rozdział jest przecudowny <3 Już nie mogę się doczekać następnego, szczególnie że uwielbiam te PIKANTNE ;)
OdpowiedzUsuńYea! We want it!
OdpowiedzUsuńMasz ogromny talent i jeśli go nie zmarnujesz wydaje mi się, że masz szansę na osiągnięcie podobnej kariery do samej wybitnej, przynajmniej w moim mniemaniu, przecudownej J.K Rowling. Oby tak dalej, rozwijaj się, a kto wie, jakie niespodzianki przyniesie twoja kariera pisarska, jeśli oczywiście w tą stronę będziesz chciała kiedyś zmierzać Jednak śmiem twierdzić, że grzechem byłoby z takimi predyspozycjami nie kierować się tą drogą. Pozdrawiam i czekam na kolejne rozdziały, mam nadzieję, że tak samo czarujące jak poprzednie. xxx
OdpowiedzUsuńJezu, kochhanie, bez przesady, do niej mi strasznie daleko, ale aż mi się łezka w oku zakręciła xx
UsuńW tej chwili może i tak, ale jak zaznaczyłam, jeśli nie zmarnujesz takiego talentu to z twoimi predyspozycjami, możesz zajść równie daleko. Przeczytałam mnóstwo blogów tego typu, ale na zasadzie - nudzi mi się, to poczytam. Na twój blog trafiłam przypadkiem, z takim samym zamiarem. Jednak po przeczytaniu samego prologu byłam tak zaciekawiona i zachwycona stylem twojego pisania, że musiałam jak najszybciej przeczytać kolejne rozdziały i imaginy. Trzymam mocno kciuki i mam nadzieję, że za parę lat będę mogła kupić twoją książkę i z uśmiechem na twarzy powiedzieć "A nie mówiłam ? ;)".
Usuńzakochałam się!
OdpowiedzUsuńJa także się zakochałam, BŁAGAM o następny rozdział jak najszybciej, to jest takie piękne !!
OdpowiedzUsuńKiedy następny rozdział ? :)))
OdpowiedzUsuńzapewne dzisiaj w bardzo późnych godzinach wieczornych :)Taki mam przynajmniej plan, bo wena jest, więc trzeba ją wykorzystać :)
UsuńTo jest takie piękne, tylko nie rozumiem jednej rzeczy. Przeczytałam już te rozdziały parę razy i nie wiem - Dlaczego Zayn i Haz się do siebie nie odzywali, że Zayn opuścił to nagrywanie singla itp. Z góry dziękuje za wytłumaczenie. ;)
OdpowiedzUsuńHazel nie chciała go widzieć, a Zayn opuścił nagrywanie, bo po prostu nie przyszedł, był to pewnego rodzaju "bunt" reakcja na całą sytuację jaka go spotkała. Wybacz, czasami bywam skomplikowana i być może trochę chaotyczna. haha xx
UsuńYhyym, ale cały czas nie rozumiem, dlaczego np. tutaj " Przepraszam Cię Zayn, proszę wybacz mi - mamrotała dławiąc się własnymi łzami " Haz go przeprosiła.
UsuńNie chaotyczna, po prostu to ja czasami nie wszystko rozumiem. xxx
Ludzie mają różne mentalności, gdy Haz była jeszcze chora nie chciała go widzieć i nie chcę spojlerować w tym momencie, bo ona będzie o tym z Zaynem jeszcze rozmawiać. W następnych rozdziałach wszystko zrozumiesz, po kolei :) xx
Usuń