POLECAM DO TEGO IMAGINA. http://www.youtube.com/watch?v=1V4AscLidWg
Nie uważałaś, by był to dzień ostateczny? Bo czymże on był? Dniem przed rozwiązaniem czegoś istotnego, będącego na granicy wyczerpania. Czy to co was łączyło mogło się kiedykolwiek wyczerpać? Zdawało Ci się to być zbyt ordynarne.
- Wierzysz w Boga Harry? - spytałaś go wtem, ujrzawszy jego blade, zamglone, niewyraźne spojrzenie. Jego źrenice przy kontakcie z światłem skurczyły się do małych, drobnych czarnych kropek uwypuklających soczyste zielone tęczówki
- Tak, wierzę (T/I) - Miałaś być może nadzieje, że zgrzeszył dotkliwie, lub też zasłużył sobie na wieczną ziemską tułaczkę. Twój umysł zaczął generować zwykłe cierpienie na ludzkie żądze i potrzeby. Poczułaś się źle z swoją myślą. Zmarszczyłaś brwi i wykrzywiłaś usta w grymasie. Harry dźwignął się ze starego fotela, wspierając się o wytarte oparcie. Uklęknął tuż przed Tobą i uniósł Twoją brodę swoim palcem.
- Też powinnaś w niego wierzyć (T/I) - Wyszeptał delikatnie układając swoje pełne przekrwione usta w dziwnym uśmiechu. Musnął Twój rozpalony policzek wierzchem swojej chłodnej dłoni. Oplotłaś jego nadgarstek palcami i musnęłaś ustami jego kłykcie. Zamruczał przeciągle i odniosłaś nieodparte wrażenie, że jego skóra staje się nieco cieplejsza, a policzki nabierają różowego odcienia. Zdawał się promienieć, chociaż stan jego zdrowia nie polepszył się przecież wcale. Jego białka wciąż były przerażająco przekrwione a dłonie na zmiennie drętwiały i drżały.
- Harry - szepnęłaś uklęknąwszy tuż przed nim - nie siedźmy tak. Idziesz? - spytałaś, wstając z krzesła, lecz wciąż nie puszczając jego dłoni -
- Jak mógłbym za Tobą nie pójść (T/I) ? - zaśmiał się ledwo dosłyszalnie i ścisnął Twoją dłoń mocniej, wspierając się o Twoje kościste ramię.
Nigdy Cię nie pytał. Zawsze podążał za Tobą chociaż czasem czuł żal, że nie postawił na swoim. Gloryfikował Cię ponad swoje potrzeby, wywyższał w swoich myślach. Wszystkie wasze wspólne chwile rzeźbił starannie skupiając się na każdym detalu. Stawiał żelazne pomniki owiane dziwnym pedantycznym chłodem, jakby obawiał się o każdą sekundę z Tobą. Teraz, gdy owa ostatnia nastąpiła, czuł się dziwnie rześko i lekko. Zupełnie, jakby zrozumiał ulotność chwili z kobietą, którą zwykł nazywać swoją.
Harry zdawał się dziwnie garbić, lecz jego postura wciąż pozostawała jak rzeźbiona z marmuru, twarda, zachwycająca i budząca niewyobrażalny podziw. W świetle jarzącego półksiężyca zarys jego ciała wydawał się być tak idealny i rzeczywisty. Skrupulatnie wypracowane mięśnie kontrastowały jednocześnie z czymś, co rozkochiwało go w Tobie każdego dnia coraz bardziej. Jego szeroki i pełen ciepła uśmiech zagłębiający się w promiennych dołeczkach. I ten głos z każdą oktawą pochłaniający coraz większą cząstkę Ciebie.
- Wiesz, że do Ciebie należę? - krzyczałaś ze środka jeziora, gdy chłodne fale jeziora delikatnie muskały Twoje nagie biodra.
- Co mówisz? - odpowiedział Ci Harry, który wciąż stał na brzegu i podziwiał zarys Twojego ciała na tle zupełnej ciemności. Uwielbiał Twoje piersi. Idealnie wpasowywały się w jego ogromne dłonie, które zwykły z niezwykłą gorliwością oplatać Cię co wieczora. Aż do dnia dzisiejszego.
- Podejdź do mnie Harry, chodź do mnie, proszę - krzyknęłaś, a po karku przebiegła Ci gęsia skórka. Dziwne ciepło oblało Twoje ciało gdy ujrzałaś wzburzoną taflę jeziora pod wpływem jego gwałtownych ruchów. Zwolnił wtem, będąc już w wystarczającej odległości by ujrzeć i chłonąć Twą nagość w całej okazałości.
- Wiesz, że do Ciebie należę? - spytałaś - Byłabym głupia, gdybym spytała, czy możesz mnie zabrać ze sobą? Uśmiechnął się, po czym podszedł do Ciebie i położyć swoje ogromne, skamieniałe od zimna dłonie na Twoich ramionach. Mimo wszystko poczułaś wrzące gorąco.
- To nie wycieczka (T/I), na którą mogę Cię po prostu zabrać. To dłuższa podróż do celu, do którego wciąż Ci daleko kochanie.
Przymknęłaś oczy i starałaś się powstrzymać falę gryzących łez cisnących się do oczu, Przełknęłaś gorzko ślinę i zacisnęłaś wargi.
- Pragnę Cię dotykać - szepnął - dotykać tak, jakbym wcale się nie wzbraniał przed tym co nieuniknione. Chciałbym - dodał po chwili, wodząc palcem po Twojej bladej skórze przedramienia - chciałbym byś znów poczuła się przeze mnie pożądana.
- Słońcu ani śmierci nie można patrzeć prosto w oczy - odparłaś kierując jego dłoń prosto na Twoje piersi. Złapał za nie delikatnie nachylając się i całując wgłębienie w Twoim mostku swoimi rozpalonymi wargami. - Zapomnij i kochaj mnie tak, jak kochałeś mnie każdego dnia powszedniego -
A żyć możesz tylko dzięki temu, za co mógłbyś umrzeć. Tę maksymę powtarzałaś sobie w głowie i pielęgnowałaś w umyśle każdego dnia aż do obecnego sądnego wieczoru. Harry dźwignął głowę wznosząc się nieco nad Tobą i spoglądając Ci prosto w oczy. Płonęłaś żywym ogniem, czując na swojej szyi dotyk jego dłoni. Zbliżył swoje usta do twoich i złożył na nich delikatny pocałunek, tak nieśmiały jakby się obawiał, że mogłabyś zwątpić. Ujęłaś jego twarz w swoje drobne dłonie i przygryzłaś jego dolną wargę, następnie muskając językiem górną. Oderwałaś się od niego na ułamek sekundy i zwiesiłaś głowę pozostając w niemym bezruchu. Utknęłaś gdzieś między myślami w czasoprzestrzeni tak realistycznej, podpowiadającej Ci mizernie tkaną prawdę, która wciąż jednak zdawała się być kłamstwem, perfidnym nieprawdopodobnym kłamstwem.
- Strata czasu jest, podobnie do śmierci, nieodwracalna. Więc na co czekać (T/I) ? -
Kochaj mnie, powtarzałaś sobie w myślach gdy czułaś jego dłonie tak żarliwie i bezpiecznie poruszające się po Twoim płynnym ciele. Kochaj mnie, przewijałaś owe słowa bezskutecznie w swojej głowie, zaciskając gwałtownie palce na plecach Harrego gdy jego błądzące zachłannie usta biegły namiętne po Twojej szyi i obojczykach.
- Kochaj mnie - wyszeptałaś w końcu ledwo dosłyszalnie -
Wtem chłopak zastygł. Jak żarząca pochodnia płonął, lecz pozostawał w ryzach podnosząc swój wzrok na Ciebie - Wszedł w Ciebie delikatnie i z satysfakcją spojrzał na Twoje rozchylone usta.
- Byłem Twoim najlepszym kochankiem, Twoim największym spełnieniem, Ucieleśnieniem Twoich potrzeb, grabarzem Twoich zmartwień, a Ty od dzisiaj pozostaniesz strażnikiem prosektorium mojej duszy -
Przemawiał do Ciebie a jego głos niósł się po szuwarach i spowitym gęstą mgłą lesie. Trzcina drżała od powiewu wiatru przecinając panującą wokół was ciszę. Harry obiecał Ci właśnie, że chociaż nie jesteś w stanie zatrzymać rzeczy materialnej, podlegającej rozkładowi w naturalnym biosystemie, otrzymasz coś o wiele cenniejszego, coś nieśmiertelnego.
Twoje głośne westchnienia, nieco stłumione przez obezwładniające zimno, przyprawiały chłopaka o dreszcze. Całował delikatnie Twoje usta pieszcząc je językiem. Jego ciepły oddech muskał Twoją twarz. Gdy Twoje ciało pogrążone w mocnych konwulsjach rozkoszy bezwładnie opadło w jego ramiona, poczułaś dziwny spokój, jakby zaspokojoną tęsknotę.
- Co będę robić za jakiś czas, gdy będzie już po wszystkim? - spytałaś niewyraźnym, nieco rozpływającym się głosem -
Chłopak wziął Cię na ręce i przycisnął kurczowo do swojej piersi, oplatając Twoje biodra dłońmi.
- Wstaniesz rano i zaparzysz sobie ciemnej Dallmayr Prodomo. Ułożysz włosy, tak jak zawsze, w niedbały kucyk i usiądziesz na krześle na przeciwko mikrofalówki i będziesz obserwować jak talerz z goframi obraca się wokół własnej osi - szeptał Ci do ucha próbując zwolnić przyspieszony oddech - a potem będziesz o mnie pamiętać, po prostu będziesz o mnie pamiętać.
Świat zamigotał Ci przed oczyma a poranna rosa zmierzwiła i poplątała Ci włosy. Otworzyłaś delikatnie powieki i poczułaś świeży zapach czarnej, intensywnie parzonej kawy. Pragnęłaś pozostać tak w niebycie, lecz czułaś nad sobą czyjąś obecność i skoncentrowany wzrok.
- (T/I)? Obudź się proszę -
Spod ociężałych powiek ujrzałaś wysokie postawnego chłopaka z krótko ściętymi włosami który trzymał w dłoniach błękitny kubek.
- Liam - wyszeptałaś oniemiale dźwignąwszy się z kanapy -
- Karetka już go zabrała do szpitala. Prosił, żeby Cię nie budzić - odparł chłopak.
Chłopak usiadł obok Ciebie obejmując się delikatnym ciężkim ramieniem. Wciąż wpatrywałaś się niemo w plamę po herbacie na śnieżnobiałym obrusie i nie zaszczyciłaś Liama nawet obojętnym spojrzeniem.
- Jeżeli to Ci przeszkadza .... - zaczął, lecz uniosłaś dłoń i ułożyłaś swój palec na jego ustach.
- Liam, będę niezmiernie szczęśliwa, żyjąc z świadomością, że mężczyzna którego kocham oddaje Ci pośmiertnie nerkę.
Chłopak zmrużył brwi lecz pokusił się na delikatny, bezpieczny uśmiech.
- Kawałek jego - wyszeptałaś, kładąc chłopakowi dłoń na brzuchu - będzie żyła w Tobie i ułatwi Ci życie.
Po policzkach Liama pobiegły chłodne łzy, a jego usta wykrzywiły się w nieprzyjemnym grymasie. Otarł szybko policzki wierzchem dłoni i spojrzał na Melanie, które kamienna, blada twarz tkwiła w jakimś niebycie.
- Nie płacz Liam, to Twój przyjaciel, Twój brat. Na pewno by chciał żebyś się cieszył.
Nie brzmiałaś sztucznie. Harry nauczył Cię, że niebywałą zdolnością człowieka kochającego życie, jest umiejętność godzenia się z jego nietrwałością. Na zegarze wybiła 9 godzina, gdzie Harry zawsze budził Cię wsuwając swoje rozgrzane opuszki palców pod zapięcie od stanika i łechtał Twoje czułe punkty na karku. Zdawało się to być ordynarne, monotonne wspomnienie lecz wciąż mające ogromne znaczenie. Spojrzałaś na schody, spodziewając się ujrzeć go schodzącego, lecz świszczący jesienny wiatr jedynie przedzierał się bezczelnie przez uchylone okno.
- Teraz czas napić się kawy Liam, najwyższy czas, usiąść do stołu i po prostu o wszystkim pamiętać - odparłaś, siadając na twardym krześle na przeciwko mikrofalówki.
- Dzisiaj od 11 można go będzie odwiedzić w szpitalu -
- Oczywiście - szepnęłaś tak brutalnie odczuwając uciekający, ulotny czas. Tydzień zdawał się być sekundą, a słona kropla leniwie spływająca po policzku, która wylądowała w Twoim kubku z kawą, zdawała się być tylko kroplą w morzu zapowiedzianych łez.
PS. I love you all, no matter what. Your Melanie.
![]() |
| Baby join me in death. |


to jest piękne, niesamowite, nie ma słów żeby to opisać! jesteś genialna !
OdpowiedzUsuńubóstwiam twój styl pisania . masz niesamowicie wyszukane słownictwo. wspaniały imagine . można odczuć samemu uczucia, które towarzyszyły im . uwielbiam < 3
OdpowiedzUsuńdziekuję dziękuję, staram się jak mogę, robię po prostu to co kocham xx
UsuńPo raz kolejny czytając twoje opowiadanie pobeczałam się. Nie wiem co zrobię jak przestaniesz pisać imagine. Cudowne. <3
OdpowiedzUsuńkocham kocham kocham :) dałaś mi wenę,słońce :)
OdpowiedzUsuńKiedy rano obudzę się, a na policzkach zostaną już tylko zaschnięte stróżki łez uśmiechnę się wesoło, wiedząc że przeczytałam najlepsze opowiadanie jakie w życiu mogłam przeczytać. Dziękuję.
OdpowiedzUsuń~MrsWika
Nie no kochaaaam Cię <3
OdpowiedzUsuńTo jest takie smutne, a zarazem piękne. Idealnie dobrane słowa i uczucia. Miejsce romantyczne, a zarazem idealne dla nastolatków. Jesteś po prostu wspaniała i mam nadzieję, że masz tego świadomość. Masz wspaniały talent i nie zmarnuj tego. Pozdrawiam ;*** / Julia xx. z One Direction imaginy pl .
jesteś najlepsza! tyle mogę powiedzieć na ten temat! ;* xx
OdpowiedzUsuńBoże popłakałam się.... a uwierz nie zdarza mi się to często. Kocham twoje opowiadania <3
OdpowiedzUsuń