środa, 4 kwietnia 2012

CZ. 20 " I got the sun to set you know I always got so vain" **


W obliczu szacunku wobec tak ważnego dnia i samej placówki Kościoła, przed budynkiem nie dało się zauważyć, żadnego kobiecego szału czy masy fotoreporterów próbując przedrzeć się niezauważenie między przybyłymi już gośćmi, a wielebnym Antonim, rzucającym groźne spojrzenia na kręcących się wokół gości. Czuł się być może odrobinę obrzydzony roznegliżowaniem kobiet, lub też przytłoczony przepychem, jaki zafundowała nam wszystkim wyobraźnia Caroline i całodobowe wsparcie Jay Tomlinson, wiszącej godzinami na telefonie i próbującej wynegocjować lepsze stawki za bukiety białych i herbacianych róż, oraz różowe wiązanki dla pięciu sióstr Louisa, pełniących rolę małych słodkich druhen, żwawo przebierających nogami na tyle czarnej, blłyszczącej w sierpniowym słońcu limuzyny. Spojrzawszy na przyjazną twarz Marka Tomlinsona, ściskającego kurczowo swoją żonę za delikatną dłoń, przyszła Melanie do głowy przykra i krepująca wręcz myśl. Odgoniła ją w niebyt, znając prawdę o losie skrzywdzonego, opuszczone mężczyzny. Z wszystkich decyzji, jakie podjęła, wydających się jej być heroicznie wzniosłymi, to co zrobiła własnemu ojcu, napawało same jej myśli gęstym strachem.
 - Gotowa, na największe wyzwanie swojego życia? - spytała Andy, posyłając jej przyjazne i pełne radości spojrzenie - Jack?
Mały chłopiec wciąż siedział w aucie spoglądając z strachem na wznoszący za wysokim drzewem Kościół, w którego wierzy głośno dźwięczała melodia ciężkiego dzwonu.
 - Jack,idziesz? - spytała Phoebe Tomlinson, trzymając swoją siostrę za drobną rączkę, owiniętą różaną bandamką -
Chłopiec ocknął się wtem, ujrzawszy ciepłe spojrzenie drobnej blondynki i lekko speszony wyszedł z samochodu, nie spuszczając z niej wzroku.
 - To takie słodkie i niewinne - szepnęła Melanie -
 - Z dziećmi zawsze tak bywa, Mel - skomentowała Andy -
 - Niekoniecznie o tym mówię - odparła po chwili - Spójrz. Dziwne moralne mają anglicy. Słyszałaś o czymś pdoobnym w Polsce? O taki wsparciu, akceptacji trudności życiowych, jak pięknie mogą wyglądać z pozoru tragiczne chwile -
 - O czym mówisz? - dopytywała się Andy, lecz w głębi duszy czuła, co przyjaciółką mogła mieć na myśli. Zmarszczyła czoło i złapała ją pod ręke -
 - Nie możesz tego wiedzieć, ale w Polsce, Caroline zapewne nie doczekałaby się tak ciepłego przyjęcia, co tym bardziej sprawia, że obawiam się... - urwała, szukajac przez dobra minutę jakiejś senswonej odpowiedzi w głowie -
Andy zatkała jej usta palcem i wskazała dłonią na charakterystycznie odznaczającą się męską postać, wspartą o ciężkie dębowe drzwi przy wejściu do kaplicy. Dziewczyna posłała Zaynowi porozumiewawcze spojrzenie i wtem ujrzała także dwie nieśmiałe postaci stojące nieopodal, pogrążone w żywej rozmowie. Lekko posiwiały mężczyzna, zgarbiony i zmęczony prostą urzędniczą pracą i kobieta, w żakiecie o gryzącym liliowym kolorze. Zayn przyglądał im się niepewnie, lecz uśmiechał się żywo, odwróciwszy nagle wzrok w kierunku jezdni. Sprowkowana Melanie podniosła głowę i ujrzała białą limuzynę pary młodej, jadącą powoli, płynnie wzdłuż wysokiego krawężnika. Rozległy się brawa i pogwizdywania zebranych przed świątynią gości. Melanie uśmiechnęła się szeroko, gdy ujżała Caroline, jak jej skromna, lekko falująca długa, lejąca się białą suknia z ciasnym gorsetem, rozbłysła rażącą przyjemnie bielą w letnim, chylącym się ku zachodowi słońcu. Ujrzała ją jak za lat młodości, kiedy pewnego dnia jako 16-to latka została twarzą magazynu weselnego. Młoda, o jasnych podpalanych blond włosach, z delikatnym i kobiecym makijażem i skromną sukienką. Louis trzymał ją kurczowo za dłoń, pomagając wysiąść z samochodu. Promieniował szczęściem, tak zaraźliwym, wręcz wzruszającym. W czarnym, klasycznym garniturze, i bordowej muszce prezentował się wręcz seksownie. Oboje wpatrywali w siebie swoje mleczne oczy. Melanie uśmiechnęła się szeroko, poprawiając rękawy swojej marynarki, gdy ujrzała Harrego, pomagającego Dominice z wózkiem. Odgarnął falę błyszczących i zadbanych loków i posłał Jackowi i Mel wesołe, pełne miłości spojrzenie.
 - Cześć kochanie moje najpiękniejsze - szepnął Niall, prowadząc przed soba bliźniaczy wózek
 - Tym razem do mnie mówisz? - odpowiedziała z przekąsem Andy -
 - Widzisz tu jeszcze kogoś pięknego? - spytał Niall, starając się zabrzmieć szarmancko -
 - Bolało Cię jak spadłeś z nieba? Takim tekstem trzeba było od razu zarzucić, byłabym Twoja - odparła, po czym odwrociła się na pięcie i pomaszerowała w kierunku Dominiki.
 - To z miłości - powiedziała Melanie, muskając palcem nosek Harrego juniora - Zrób jej takie, będziesz miał z głowy - rzuciła na odchodnym -

*I just hate you, not because you're rude, It's just because you exist*
 - Wiesz, mogłabyś tu kiedyś posprzatać - rzuciła Mel, przewalając kupy ubrań Dominiki z jednego kąta do drugiego, w poszukiwaniu pilota do małej kilku calowej plazmy, zawieszonej na poplamionej butelkowo zielonej ścianie w jej pokoju.
 - Po co? Ja tam wiem gdzie co leży - 
 - To jak jesteś taka mądra, to znajdź mi pilota - 
Milczała. Spojrzała na swoje blade odbicie w lustrze, szare podkrążone oczy i nabrzmiałe popękane usta. Mróz. Tłumaczyła to wszystko Melanie szczypiącym mrozem. W takie dni często pękały usta. Ujrzała wtem odbijającą się w oknie twarz swojego ojca, stojącego tuż przy drzwiach wejściowych do jej pokoju. Wpatrywał się w nią przez chwilę, unosząc w górę dłoń z dużąsportową torbą. Pustą.
 - Masz 20 minut, żeby się spakować - powiedział spokojnie, zupełnie tak, jakby wcześniej ćwiczył wielokrotnie w jaki sposób się odezwać. Wypuścił z płuc powietrze, dajać ujście swojemu wewnętrznemu napięciu.
 - O czym Ty mówisz? - szepnęła Dominika, sięgając do tylnej kieszeni po pomadkę - 
 - Nie lekceważ tego co do Ciebie mówię, 20 minut i ma Cię tu nie być - zagrzmiał - 
Zza jego szerokich ramion wysunęła się drobna głowa, okalona prostą blond grzywką, wciąż młoda, lecz jakby zgaszona, z oczami nabiegłymi łzami. Milczała. Dominika spojrzała na ojca, rozchylając z oniemienia usta. Zaczynała jakby rozumieć, pojmować, gdyż zmarszczki zdziwienia na jej czole lekko się wygładziły.
 - Na patrz tak na mnie, zupełnie jakbyś nie wróciła zeszłej nocy naćpana jak dziwka, co, może ten chłopak który Cię pobił, może jeszcze dałaś mu dupy? - 
 - Nikt mnie nie pobił - skwitowała tylko, wciąż stojąc w jednym miejscu - 
 - ZBIERAJ SIĘ STĄD DZIWKO I ŻEBYM WIĘCEJ CIĘ TU NIE WIDZIAŁ, CIEBIE, TWOICH ZAKAŻONYCH STRZYKAWEK I POKŁUTYCH, ZAROPIAŁYCH ŻYŁ. Nigdy więcej, więcej nie pozwolę Ci niszczyć życia mojego i matki. 
Nie chciał jej w ten sposób dotknąć i skrzywdzić. Czuła to. Z tą myślą spakowała się pośpiechu podręczne rzeczy, nie dbając o próbującą załagodzić sprawę Mel, starającą się nawiązać z jej rodzicami i z nią jakąkolwiek rozmowę. Dominika zarzuciłą torbę przez ramię i mijając w pośpiechu znajomy jej korytarz, zgarniała po drodze w amoku wszystkie rzeczy jakie mogły jej się przydać. Trudno było określić jakieś sprecyzowane uczucia jakie nią wtedy władały. Na pewno był to gniew, olbrzymi przesycony jadem gniew a mimo wszystko po jej policzkach spływały mdłe łzy. Nie wiedziała nawet o ich istnieniu. Mijając wąski przejściowy korytarz prowadzący do drzwi frontowych ich nowobogackiego domu, dostrzegła matkę, stojącą z skrępowanymi na piersiach dłońmi. Nie spoglądała na nią, wtapiała swój stary, zmęczony wzrok w podłogę, jednak mimo wszystko, zmusiła córkę by na chwilę przystanęła.
 - Przelałam Ci na konto wszystkie moje oszczędności, 200 000 funtów. 
Dominika prychnęła arogancko, po czym z impetem szarpnęła za metalową klamkę.
 - Kto Ci to zrobił Dominika, nie pozwól mu tego zrobić znów - krzyczała za nią - 
 - NIE CHCIAŁ TEGO, ROZUMIESZ? KOCHA MNIE, NIE CHCIAŁ MNIE W TEN SPOSÓB POTRAKTOWAĆ, NIE CHCIAŁ, JESZCZE ZOBACZYSZ, TATA JESZCZE ZOBACZY....
 - Jak ktoś może Cię kochać, jak sama siebie nie szanujesz, dziewczyno? - spytała dziwnym, obojętnym, pełnym odrazy i chłodu tonem - 
 - Jeżeli mówisz o sobie - syknęła z przez zęby - to zgiń u boku ojca, nigdy nie walcz o własne życie. ZGIŃ, ROZUMIESZ? DAJ SIĘ ZATŁUC PRZEZ TE JEGO CHOLERNE MĘSKIE POCZUCIE WYŻSZOŚCI. 
~~~~
  - Nie, nie, błagam - krzyczała Dominika zanosząc się płaczem. Zaciskała spocone dłonie na białej ślubnej sukience - błagam, to się nie dzieje...
Melanie stała na przeciwko niej, uśmiechając się dziwnie, z pewnością siebie położyła swoją dłoń na jej ramieniu.
 - Kochanie - szepnęła do niej unosząc jej twarz kciukiem - Spójrz na drzwi -
Dziewczyna odsunęła się z jej pola widzenia, podobnie jak Danielle i Andy, próbujące powstrzymać cisnące się do oczu łzy. Nad kobiecą wrażliwością górę brały wówczas czysto personalne emocje. Uruchamiała się pewien analogiczny cią osobistych przeżyć. Dominika podniosła niepewnie głowę, i ujrzała Zayna stojącego nieśmiało w drzwiach. Uśmiechał się do niej z dziwnym przerażeniem, jakby się obawiał, że nie odwzajemni mu tego najmniejszym pozytywnym gestem. Łzy dziwnie ciekły jej po twarzy, nie przestając, wciąż wzbierając, pomimo tego że usta jej i oczy wciąż tkwiły nieruchomo niewzruszenie. Zupełnie, jakby w jej głowie przewijały się jakieś wspomnienia.
 - Czy Ty wiesz, co Ty chcesz zrobić? - spytała na głos, lecz dziwnie cicho, jakby sama do Siebie -
 - Wiem - odpowiedział Zayn, podchodząc do niej i ściągając z niej kremową marynarkę. Rozpiął zapięcie jej sukienki i zsunął jej ramiączko, całując ja w zagłębie obojczyka. Ukucnął, ściskając jej dłoń. Skinął głową na dziewczyny, które zastygłe stały wciąż, starając się opanować wzbierające emocje. Wyszły.
 - Nie wiesz - stwierdziła po chwili, wcale nie opierając się jego dłoniom. Sciągnął z niej sukienkę zupełnie, pozostawiając ją w bieliźnie. Nie poruszała się , w dziwnim amoku wertowała swoje myśli, wygrzebując je z zakurzonych, dawno nie odwiedzanych zakamarków.

*Let me be myself*
 - Słucham? - Dominika odebrała pospiesznie telefon, siłując się równocześnie z lecącym jej przez palce paszportem podczas odprawy na lotnisku. Celnik wyglądał na wyjątkowo zniecierpliwionego, jakby zaraz miał wyrwać jej komórkę i rzucić z całej siły o kafelki.
Coś dziwnie huczało w słuchawce, jakby czyiś zdyszany, przerażony głos próbował się zrównoważyć i uspokoić. Wtem, gdy dziewczyna odeszła do okienka i przystanęła na uboczu, ciągnąc za soba ciężką walizkę zawierającą jej cały dobytek. Wszystko co miała, co było jej, dosłownie. 
 - Dominika - 
 - Mamo? - odpowiedziała, w odpowiedzi na dźwięk swojego imienia - 
Zamarła, lecz zdobyła się na odwagę, nadając swojej wypowiedzi obojętny, ironiczny ton.
 - Czego chcesz? - 
Znów chwila ciszy, przeplatanej niosącym się po domu echem głosu ojca.
 - Jak się miewasz? - spytała, tak cicho, prawie niedosłyszalnie - 
 - Lecę do Londynu, do Mel - odpowiedziała rzeczowo - 
 - DAŁAŚ JEJ TE PIENIĄDZE PRAWDA? DAŁAŚ TEJ DZIWCE PIENIĄDZE? SKĄD MIAŁAŚ? ODPOWIADAJ... - Dominika poczuła się obrzydzona, słysząc te prostolinijne i prostacie słowa.
 - BIIIIIIIIIPPPP - rozległo się w słuchawce. Głośne, bezczelne piszczenie - 
Najgorsze uczucie, jakie może zrodzić się w sercu człowieka. Współczucie, któremu nie można zaradzić. Pomoc, której nie można udzielić. Obrzydzenie do drugiego człowieka, które nigdy nie powinno było się zrodzić. 

~~~
Zayn dopiął zamek sukienki i stanął przed nią, wpatrując się w jej nieme oczy.
 - Nie cierpię litości, Zayn - powiedziała po chwili, przerywając milczenie - Nie cierpię litości - powtórzyła -
 - Gdybym się nad Tobą litował, nie robił bym niczego z własnej inicjatywy, by Cię uszczęśliwić. I siebie. Zlitowałbym się, gdybyś Ty tego chciała wcześniej, a ja nie byłbym przekonany.
Zwiesiła głowę.
 - Wiem - szepnął po chwili, znów koło niej kucając - Wiem, że tak trudno Ci uwierzyć, że mógłym tego chcieć, bo czasem odnoszę wrażenie, że nienawidzisz samą siebie, ale ja Ciebie kocham i wybacz, ale chyba nie dam Ci wyboru.
 - A Twoi rodzice? - spytała spoglądając na swoje bezwładne nogi, oplecione białą, lśniącą, tak piękną tkaniną - Jestem pewna, że nie chcieliby takiej przyszłości dla swojego syna.
Zayn zaśmiał się serdecznie, kładąc jej dłonie na chudych nadgarstkach. Wyciągnął z kieszeni małe czerwone pudełko, otworzył je delikatnie, a przed jej oczyma ukazał się skromny pierścionek, z białego, czystego złota z drobnym brylantem, dwojącym się w jej oczach spowodu wzbierających łez.
 - Moja mama wybierała - szepnął - wyjdziesz za mnie?
Chwila milczenia. Kolejne wspomnienia. Wspomnienia osoby jaką nie była. Fakt faktem, czuła się czyściej i lepiej z myślą, że się zmieniła, nabrała innych ambicji. Pomimo wszystko, czuła się w swoim ciele obca. Nie było już tej pewności siebie ani emanującego piękna. Nie miała ochoty na siebie patrzeć. Zdarzało się, że myślała o swoim ciele i wyglądzie w samych superlatywach, zataczając błęktne koła wokół samouwielbienia, lecz taką właśnie, chciała siebie widzieć u jego boku.
 - Nie, Zayn - powiedziała dosadnie -To nie ja, Dominika, która by się zgodziła.
~~~~

Tak ubustwiany przez nią zapach kościelnych kadzideł, unoszący się i wirujący nad głowami, tłamszony z lekka sporą dawką drogich perfum. Pięć drobnych dziewczynek, powoli drepczących po czerwonym dywanie, rzucających świeże płatki róż pod nogi, usmiechających się i emanujących dziecięcym szczęściem zmierzało w kierunku ołtarza. Melanie stała tuż przy wyjściu z kaplicy trzymając w spoconych z zdenerwowania dłoniach bukiet białych, drobnych i pachnących róż. Spojrzała na stojącego po drugiej stronie Harrego, kurczowo obracającego w dłoniach złote obrączki. 4 obrączki. Świat dziwnie zwolnił swoje tępo, zlewających wszystkich gości w jedno westchnienie zachwytu, a rozbrzmiewające organy niosły się melodyjnie po kaplicy. Nadrealizm. Tnące uczucie dziwnego błogostanu opanowało jej myśli, gdy prowadząc Dominikę na wózku, spojrzała na twarz Zayna i Louisa, stojących ramię w ramię. Rozbrzmiewające słowa przysięgi, szorstki głos kapłana, wiąrzący i poważny, zdawał się łączyć w końcu pewne rzeczy w całość. To, co było od początku przeznaczone, trwać miało na wieki.
 - Ja, Louis Tomlinson, biorę sobie Ciebie.... -
To dziwne. Umierać z dnia na dzień coraz bardziej, czuć się z sobą tak niepewnie, nie wierzyć w to, że można być kochanym szczerą, pokrytą licznymi bliznami miłością. Trwałą.
 - ...i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską ... -
Rozbrzmiały te słowa wyjątkowo głośno, jakby ktoś rozbił szklany wazon o marmurową posadzkę. Echo niosło się przez chwilę, rozbijając ciszę. Wtem Melanie spojrzała na Harrego uśmiechając się szczerze i wtem zwiesiła głowę, jakby z wstydu, słysząc ostatnie słowa przysięgi, kumulujące w sobie całe wyrządzone przez nią zło. Jej myśli zdawały się nie dosłyszeć, gdy po zakończonej ceremonii, stanąwszy z Harrym ramię w ramię, poczuła jego ciepło, oplatające jej ramię.
 - ...oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci - szepnął do jej ucha, muskając je lekko ustami -
~~~~
 - Zaprowadziłeś dzieci do pokoju hotelowego? NIania została z nimi? - dopytywała się Caroline, wiercąc się nieprzyzwoicie na wielkim, obitym drogim suknem krześle - jakie to do cholery niewygodne - powiedziała jakby do Siebie -
 - Dupa Ci urosła, od tej całej ciąży - powiedział Louis, śmiejąc się serdecznie -
 - Jeszcze jedno słowo - powiedziała w odwecie Caroline, sycząc prawie że prosto w jego twarz - Teraz będzie Twój tydzień na wtsawanie w nocy do tych małych obsranych dupek, dopilnuję, żeby Harry dużo jadł przed snem - odparła -
Niall zaśmiał się i omiótł wzrokiem całą salę. Większości zgromadzonych tu osób prawie nie znał, rozpaznawał tylko sporadyczne twarze, nie potrafiąc sobie przypomnieć, skąd mógłby je kojarzyć.
 - Kto to są Ci wszyscy ludzie? - spytał po chwili, nachylając się nad Caroline -
 - Mnie Ty się pytasz? Jacyś "ważni ludzie" "znajomi" "dużo im zawdzięczam" - odpowiedziała po chwili udając kobiecy ton głosu Louisa -
Dominika siedziała nieruchomo, co chwila rzucając Zaynowi porozumiewawcze spojrzenia. Karciła się w duchu za swoje słowa, ale jej sumienie nie pozwoliło jej się zgodzić. Jakże mogłaby to zrobić, wiedząc, tak dobrze zdając sobie sprawę, że miłość czasem nie wystarczy? Człowiek bywa tak omotany miłością, tak bardzo ją pragnąc, że nie myśli o tym, w jaki sposób przeżyje wobec samej, bezlitosnej i dwulicowej namiętności i pośpiechu? Odpowiedź jest prosta. Nie przeżyje wcale.
 - Rozumiem - odpowiedział jej wtedy, wstając - będę go trzymał przy sobie.
Wtem po wielkiej, monumentalnej, ekstrawagancko przystrojonej złotem i błękitem sali balowej Royal London Hotel, rozległo się ciche, lecz dosłyszalne dla wszystkich stukanie łyżeszki o kant kieliszka do koniaku. Zapadło milczenie.
 - Proszę państwa - rozległ się słodki, lekko otumaniony alkoholem głos - Chciałbym, jeżeli zechcecie mnie wysłuchać, powiedzieć parę słów o siostrach Docklands.
"Harry, opanuj swoje myśli i zachowaj odrobinę przyzwoitości" - pomyślała Melanie, spoglądając na jego rumianą, przyozdobioną malinowymi ustami twarz.
 - Wiele się w życiu zmienia, ale jedno, na zawsze, jeżeli oczywiście było prawidzwe, pozostaje niezmienne. Jeżeli się kogoś pokocha, to pomimo wszystko, już na zawsze. Przeciwko ogólnie mniemanym przeciwnościom, podarunkom losu i tragediom. Na zawsze, z dnia na dzień, coraz pożądliwiej i mocniej. Odwołując się do pożądliwiej, mamy tutaj jednoznaczy dowód. Harry junior i Louisa.
Po sali rozległ się donośny, przerywany dwuznacznymi kaszlnięciami śmiech. Louis zwiesił głowę, a Caroline spojrzała na Harrego wymownie, próbując wymusić na nim milczenie, trzaskając wzrokiem, jak ostrymi płomieniami. Słowa. Jakiś szum przedzierał się przez świadomość Melanie, pozostawiajac tylko uśmiech chłopaka, w trwałym odbiciu na jej źrenicach. Usmiechała się, serdecznie, sama do siebie. Spojrzała na dloń Zayna, trzymającą kurczowo nadgarstek Dominiki. Poczuła ulgę, jak nigdy wcześniej, czuła też dumę. Dominika asertywnie stanęła w obronie kolei rzeczy, przeciwstawiła się porywczej miłości, która raz już dotkliwie ją zgubiła. Melanie stała tak, nerwowo obracając w dłoniach białą serwetkę. Ręce pociły się jej, jak zagubionej nastolatce. Podniosła głowę wysoko, gdy po sali rozległy się głuche oklaski, przeplatane śmiechem Louisa i charakterystycznym, sarkastycznym tonem Caroline.
 - Teraz - szepnęła Melanie, ściskając Harrego usilnie za mankiet marynarki -
 - Co teraz? - spytał, z trudem tłumiąc śmiech. Jego policzki zapadły się w dołeczkach odsłaniając rządek białych zebów -
 - Nie to nie - szepnęła zapobiegawczo, kierując się spowrotem w kierunku swojego stolika -
 - Chyba żartujesz - powiedział stosunkowo ostro, łapiąc ją gwałtownie w pasie i łapczywie wbiając wzrok w jej usta - mam już dość Twojej dziwnej uległości -
Wdepnęła z impetem w ogromny karton, brnąc po uda w folii bombelkowej. Ktoś zapragnął sprezentować państwu młodym 78 calową plazmę. Oparła swoje nagie, zaczerwienione od zadrapań plecy o tynkową, nie obrobioną betonową ścianę. Poczuła nieprzyjemny chłód i chropwata powierzchnia gwałtownie otarła się o jej ciało. Harry wbijał swoje spragnione i twarde palce w jej nagie uda, unosząc jej ciało prawie bez wysiłku ku górze. Krzyknęła, głośno, zupełnie niezamierzenie, a jej krótkie słowa potoczyły się echem bo nieumeblowanym, chłodnym i wilgotnym pomieszczeniu.
 - Błagam, teraz..................... -
Wygięła się, obnarzając przed nim swoje nagie piersi i nabrzmiałe z podniecenia i zimna sutki. Nagły huk walających się na siebie kartonów, jej donośny krzyk rozkoszy, przeplatany wiązanką mało wyszukanych polskich przekleństw, pełnych braku spełnienia i niedosytu. Wpił swoje usta w jej zaczerwioną szyję i starał się melodyjnie, bezdźwięcznie, jednostajnie, wchodzić w nią, lecz za każdym kolejnym razem, coraz brutalniej, wpychając swoje palce, zdawał się nie dbać zupełnie o niepokojące pukanie do drzwi. Jej nagie pośladki, oplecione wokół jego wystających kości miednicy, błyszczaly ordynarnie w rażącym świetle pojedynczej, zawieszonej na gołym suficie żarówki. Oplatał ją swymi dłońmi dość chaotycznie, biegnąc od liniii napiętego brzucha, przez jędrne piersi, wzdłuż krtani i napiętych ścięgien, wodząc językiem wokół małżowny usznej. Spowalniał ruchy swych bioder, coraz wolniej i wolniej , czując gwałtownie i promieniście rozchodzące się uczucie. Przylgnął do niej kurczowo, zasłaniając jej twarz dłonią, próbując tłumić jej niemy krzyk. Nie czuł się tak od dawnych dni, gdy nieskrępowanie uprawiali odrynarny, wręcz absurdalnie obrzydliwy seks w jej pokoju, w hotelu czy w każdym innym, potencjalnie nadającym się do tego miejscu. Wciąż przed oczami czuł, wręcz odbierał wonne przesłanki jej oddechu i parującego z rozkoszy ciała. Dotykał w myślach jej bezwstydnego, należącego do niego ciała. Chłonął każde jej westchnienie, a jej piersi, niezmiennie utrwalone w jego pamięci stanowiły najwyższą, horacjańską prawdę. Podstawową, hedonistyczną, także prostacko-męską chęć seksu. Pragnął jej ciała bardziej niż czegokolwiek, wciąż tkwił w niej nieruchomo, czując jej drżące dłonie i pulsujące podbrzusze. Spojrzał w jej przekrwione, szkliste i błętkitne oczy, pełne dziwnego obłędu, a zarazem spokoju. Dotknął dłonią jej nagich piersi, nie odrywając jednocześnie wzroku od jej twarzy. Melanie przejechała dłońmi po charakterystycznych zarysowaniach jego torsu, składając delikatny, ssący pocałunek na jego lewym sutku.
 - Żałuj za grzechy -  dało się słyszeć głos wielebnego Antoniego dochodzący z sali balowej  -
Wszystko odpłynęło.

________________

** Tytuł pochodzi z mojej ulubionej ja zawsze piosenki Simian Mobile Disco - Audacity of huge
komentujcie misie, postaram się dodać kolejny rozdział jak najszybciej. xx
wbijać misie, zapewniam, że zajebisty blog, bo jestem VIPEM i czytałam go do przodu!
http://ibelieveyesido.blogspot.com/

6 komentarzy:

  1. wielebny Antoni mnie rozwalił

    perełka <3
    tu jest wszystko, humor, uczucie, pożądanie, psychologia...
    czarujesz słowem, wiesz?

    OdpowiedzUsuń
  2. o ja pier**le!!!! to jest genialne!!!!! <3

    OdpowiedzUsuń
  3. od wczoraj wielebny Antoni jest moim lubionym bohaterem. <3 oł jee chce Ci powiedzieć: aj low ju, aj low ju, aj low ju, aj low ju.!

    OdpowiedzUsuń
  4. Masz talent - tego jestem pewna :D


    PS: przeczytaj, jeśli chcesz, wypowiedz się na temat tego: http://infernalsounds.blogspot.com/2012/04/czyzby-9.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Ona jest głupia, jak można się nie zgodzić?! No proszę Cię Mel, no Ona musi się zgodzić ! Wgl czy mi się wydaje, czy Nialler zakochał się w tych bliżniakach i taki zrobił się wujowy ? haha xd :D jakie określenie xd
    CZEKAM NA NN ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. + no tak zapomniałam skomentować ten sex ! ->
      O.O
      tylko tyle z mojej strony xd

      Usuń