~~~
Dominika siedziała na wózku w wspólnym mieszkaniu chłopaków w centrum Londynu i wpatrywała się w plastikową barierkę przymocowaną sztywno do ściany w pokoju Zayna. Podjechała bliżej, ściągając rękawiczki ochronne i przymykając oczy, próbowała przywołać obraz Taylora, rehabilitanta, który łagodnym i cierpliwym tonem za każdym razem, próbując złagodzić jej pulsujące nerwy, zmuszał ją do wykonywania wszystkich ćwiczeń, nawet tych, którym emocjonalnie nie potrafiła podołać. Złapała z całych sił za stabilną barierkę i zaciskając zęby, próbowała dźwignąć się na swoich drżących ramionach. Przymknęła powieki, skupiła się słodkim zapachu chłopaka unoszącym się w pomieszczeniu. Łzy delikatnie pociekły jej po policzkach, gdy bezwładne nogi zawisły obciążając jej ciało. Upadła, uderzając głową z głośnym hukiem o kant łóżka,
- Co się stało? - powiedział Zayn wparowując do pokoju. Podbiegł do niej momentalne, wsuwając swoje dłonie pod jej pachy. Wyrwała się gwałtownie -
- Wstanę sama - zagrzmiała, próbując jednak nie podnosić głosu -
Zayn odsunął się, by dać jej odrobinę przestrzeni i spojrzał na nią, jak wciąga się na łóżku i kładzie się, wtulając swoją głowę w jego wczorajszą bluzę.
- Nie chcesz tego wąchać - powiedział, uśmiechając się delikatnie -
- A właśnie, że chcę. - odparła wciskając swój drobny nosek w rękaw bejsbolówki -
Chłopak uśmiechnął się i położył obok niej.
Dominika, śniła, dziś w nocy, tuląc się do tej bluzy, że chodzi, że dzięki swojej determinacji znów chodzi i gdy dzisiaj rano, budząc się z snu, odczuła dziwne mrowienie w swoich stopach, pierwszy raz od minionych dwóch tygodni, uśmiechnęła się sama do Siebie, w odpowiedzi na własne myśli. Tkwiła tak więc teraz, przylgnąwszy kurczowo do łóżka i spojrzała mu w oczy.
- Jesteś taki piękny, i ciągle mnie chcesz - powiedziała jakby do Siebie - masz takie zabawne oczy, czasami są piwne, czasem bardziej czekoladowe, a tak w ogóle, dzisiaj w nocy spełniłam mój misterny plan.
Zaśmiał się i pogładził ją po policzku.
- O czym mówisz kocie? -
- Zgoliłam Ci własnoręcznie ten mech spod nosa, w nocy -
Zayn w jednej chwili zmarszczył czoło i sięgnął machinalnie dłonią do ust.
- Nie rób takiej miny, wyglądałeś jak arab, albo meksykanin -
- PRZEPRASZAM BARDZO, CZY JA MOGĘ PROSIĆ PANIĄ ŚWIADKOWĄ O RUSZENIE TEJ TŁUSTEJ DUPY Z ŁÓŻKA? -
- Danielle, nie krzycz na mnie, ja...
- Nie chcesz słyszeć żadnych tekstów o tym, że jesteś jak koń z porażeniem mózgowym, że jesteś jak meduza i musisz ciągnąć swoje odwłoki, albo że masz syndrom żuka bezkręgowca i że powinnaś mieć legitymację kombatancką, bo mnie tym nie przekonasz do nie podjęcia próby założenia tej sukienki na to Twoje dupsko -
- Może mam jeszcze założyć szpilki, żeby moje nogi ładnie wyglądały? -
- JESZCZE JEDNO SŁOWO I IDĘ PO CIEBIE I ZAYN CI NAWET NIE POMOŻE -
- Już już IDĘ - zamruczała pod nosem, uniosłwszy się na łokciach! - JUŻ JADĘ SOBIE SPOKOJNIE DO ŁAZIENKI -
Dominika wyminęła wściekłą Danielle, i popędziła w kierunku toalety wjeżdżając zapewne po drodze Niallowi na stopy.
- DOMINIKA do cholery, to już 5 raz dzisiaj - krzyknął, krztusząc się kanapką -
- Zdenerwowany? - spytała Danielle, rzucając Zaynowi pełne radości spojrzenie. Uśmiechnęła się delikatnie i usiadła obok niego na łóżku. - Andy czeka na Ciebie na dole w samochodzie, zbieraj się na lotnisko -
Chłopak zasłonił swoje spojrzenie pod wachlarzem długich rzęs, po czym podniósł głowę i spojrzał dziewczynie prosto w oczy.
- Jestem pewien, jak nigdy wcześniej w życiu - westchnął i narzucił na ramiona swoją skórzaną kurtkę -tylko nie wiem, co ona na to powie, jak się dowie
~~~~
- Celine Dion to zdecydowanie dobry materiał dla Twojego głosu - stwierdził Harry siedzący na wielkim głośniku w rogu sceny Docklands Areny -
Melanie zwiesiła głowę nie odpowiadając na jego komentarz. Wzięła łyk wody z cytryną i wyciągnęła się wysoko, gdy wtem poczuła ogromny ból w ramieniu, który przebiegł promieniście wzdłuż klatki piersiowej. Skuliła się na moment, zaciskając powieki, po czym znów wzięła głęboki wdech i dała znak Andyemu, by odpalił jeszcze raz Celine.
- Może chcesz odpocząć Mel? - spytał jednak chłopak, wzruszając ramionami - Jest już perfekcyjnie, słyszałem, że macie jeszcze mnóstwo rzeczy do załatwienia przed dzisiejszym weselem a jest już 10!
- Kochanie - szepnął Harry podchodząc do niej. Spojrzał jej w twarz. Dziewczyna jakby objęła go wzrokiem i uśmiechnęła się momentalnie, dostrzegłwszy jego zapadające się w policzkach dołeczki.
- To były ciężkie dwa tygodnie, obiecałem o tym nie rozmawiać, więc chodźmy już do szpitala po Jacka -
Melanie skinęła i ująwszy jego dłoń, musnęła dolną wargę Harrego, czując w nozdrzach jego wyraźny zapach. W ostatnim czasie, wyzbyła się swojej upartości i zażartości. Robiła wszystko pod kątem Harrego, by dać mu to na co zasłużył. Wchłaniała każde wypowiedziane przez niego słowo, obdarowując go stokroć dłuższym i piękniejszym, kodowała wszystkie jego gesty, odwzajemniając mu swoją obecnością. Dopiero co wyszła z szpitala odwykowego, a znów uzależniła swoje zmysły od jego zapachu i jego ust.
- To co Andy? Widzimy się o 16 pod kościołem? - zagadnął Harry, prowadząc Melanie w kierunku wyjścia -
- Pozamykam wszystko, przygotuję dokumentację na Lennego Kravitza, jak prosiłaś, i dołączam do was później. Nigdy bym nie przegapił takiego wydarzenia -
Przed halą czekała dość spora grupka dziewczyn z transparentami, odgrodzona od wąskiego przejścia prowadzącego na parking, wysokim metalowym ogrodzeniem. Na ich widok, Melanie zawsze zwieszała wzrok, starając się udawać osobę zupełnie obojętną. Po ostatnich odwiedzinach na twitterze i przejrzeniu wszystkich portali społecznościowych, wnikliwie dochodzących prawd jej życia w sposób dedukcyjny, doszła do wniosku, że nienawiść jaką większość ludzi do niej żywiła, była zbyt obsesyjna i zaawansowana. Harry wplótł swoją dłoń między jej palce i pocałował ją w czoło. Afiszował na każdym kroku, że jest z tą kobietą czysto i wyłącznie z miłości.
- Melanie, kochamy Cię i wspieramy!!!!!!!!! - dało się słyszeć pojedyncze, wciąż przebijające się przez tłum krzyki. Dziewczyna podniosła głowę i odgarniając swoje brązowe kręcone włosy, pomachała niepewnie w odpowiedzi. Poczuła dziwne przerażające ciepło, po czym posłusznie wsiadła na miejsce pasażera i wlepiła wzrok w lepką od coli tapicerkę. Harry wsiadł za kierownicę, uśmiechając się , lecz nie odezwał się słowem. Położył jej tylko rękę na kolanie, a ona spoglądała tylko jak jego kciuk delikatnie głaszcze jej pomięty jeansowy materiał.
Stanęli ukradkiem, w cieniu, na szpitalnym parkingu. Przed wejściem, stała stara, pedancko ubrana pielęgniarka, ściskająca w dłoni plecaczek "The cars", który Melanie sprezentowała Jackowi dwa dni temu. Chłopiec natomiast, zakrywając rączką oczy przed oślepiającym słońcem, trzymał kurczowo pomarszczoną dłoń pielęgniarki.
- Cześć młody, gotowy na imprezę? - wykrzyknęła Melanie, wyskakując z samochodu. Chłopiec rozbiegł się i wtulił się kurczowo w jej uda. Dziewczyna poczochrała 6-cio latka po blond włoskach i skierowała swój wzrok na człapiącą w korkach pielęgniarkę.
- Dołączam rozpiskę leków, które musi dzisiaj przyjąć, mam nadzieję, że pamięta pani o wszystkich zaleceniach i o zobowiązującej państwa umowę. Niechętnie pozwalamy mu z panią iść -
- A jednak idę - szepnął mały, zadzierając główkę w kierunku słońca -
- To tylko dlatego - ciągnęła dalej - że dzięki pani chłopak wyraża chęć rozmawiania i dr. Westright, nasz psycholog, twierdzi, że ma pani na niego pozytywny wpływ.
Melanie posłała jej życzliwe spojrzenie, mimo tego, że nie żywiła do pielęgniarki zbyt wielkiej sympatii. Wzięła z jej dłoni plecaczek i prowadząc Jacka do samochodu, wpakowała go to tyłu na siedzenie, zapinając pasem.
- Usiądziesz obok mnie ? - spytał niepewnie chłopczyk, zaciskając swoją drobną rączkę na nadgarstku Melanie -
- Pewnie młody, mam nadzieję że Harry nie będzie zazdrosny - powiedziała pakując się na siedzenie. Posłała im obu pytające spojrzenia, i zaśmiała się serdecznie.
- Zawsze wiedziałem - powiedział Harry odwracając się do małego i wręczając mu paczkę Skittlesów - że nie mam z Tobą szans -
Uśmiech. Jack tak często się uśmiechał, wyszczerzając swoje śnieżno białe mlecznie ząbki. Melanie wciąż słyszała gryzące jej serce słowa Monice " (...) ten chłopiec, który wie, że niedługo umrze, a mimo wszystko wszyscy wciąż mu powtarzają, że będzie dobrze". Za każdym razem, gdy jego drobne paluszki, trzymające kurczowo jej nadgarstek, zdawały się być tak mocne w uścisku, jak łańcuchy, jej oczy szkliły się, roztrzaskując jej duszę na drobne kawałeczki. Pielęgniarka bez ogródek ścisnęła krótkie życia Jacka w 2minutowy monolog. Począwszy od dnia, w którym jego matka dowiedziawszy się o jego chorobie postanowiła go zostawić, do dnia, w którym nie dano mu nadziei na przeżycie, a tym bardziej, na odnalezienia rodziny, bądź kogokolwiek bliskiego. Bynajmniej, miało to związek z tym, że nikt nie byłby w stanie go pokochać. Nikt nie byłby w stanie w pełni go kochać, z świadomością, że będzie musiał go niedługo stracić. Melanie potrafiła. Wiedziała to od dnia, w którym to właśnie on, uratował jej życie.
- Nie Jack, ta śmieszna pani co w kółko coś je nie bierze dzisiaj ślubu, mimo tego, że wszyscy myślą, że tak, ale ćśś nie możesz się wygadać! Bo nie będzie niespodzianki!
Chłopiec wygrzebywał z paczuszki fioletowe cukierki i podawał po kolei prowadzącemu samochód Harremu.
- Dlaczego oddajesz mu fioletowe skittlesy, Jack? - spytała Melanie -
- A bo mamy umówę - powiedział Harry i wpakował sobie do ust parę cukierków, mlaszcząc obcesowo - on mi odda wszystkie fioletowe, a w zamian za to zgodziłem się, żeby mi w czymś pomógł -
- Właśnie - powiedział mały, uśmiechając się niepewnie pod żaluzją lśniących miodem blond włosów -
- To jest raczej wyzysk -skwitowała Mel -
Harry zaparkował samochód wjechawszy na posesję i wysiadł pospiesznie, porywając Jacka na swoje ramiona.
- Ej no powiedzcie mi jaka to umowa! - dopytywała się Melanie, biegnąc za nimi po marmurowych schodach -
Chłopcy zignorowali jej wołanie i wparowali do domu. Zza dźwiękoszczelnych drzwi uderzyły w nich głośne rytmy Danza Cuduro. Anne krzątała się po mieszkaniu ustawiając na stole kawę i ciastka, próbując ignorować porywającego ją do tańca Liama i Nialla tańczącego z 3 tygodniowym niemowlakiem w rękach. Mimo głośnej muzyki, krzyków, dźwięków bitego szkła i wrzasków Dominiki z łazienki, próbującej zmusić Danielle do zaprzestania kosmetycznych prób na jej twarzy, Louisa posłusznie leżała w rękach Nialla. Chłopak co chwilę głaskał małą po nosie palcem.
- Ja będę pierwszą osobą, do której się uśmiechniesz, prawda? Powiedz W U J E K, no współpracuj szkrabie -
Nagle, zza potężnego stołu, wytoczyła się Dominika, zapewne przed czymś uciekając.
- Jack, powiedz cioci Danielle, że ja już nie chcę.
- Ej, ładny ten makijaż - powiedziała Melanie nachylając się do przyjaciółki - perfekcyjny. Co Ty chcesz?
- Szkoda, że to 21 próba, którą na mnie dzisiaj wykonano. Wręcz czuję, jak moje pory wołają o pomstę do nieba. I wciąż nie rozumiem, dlaczego na mnie, co wam takiego zrobiłam?
Wszyscy spojrzeli po sobie znacząco, po czym wrócili z powrotem do swoich codziennych czynności. Melanie poczłapała do pokoju Harrego i wyjęła z szafy trzy olbrzymie wieszaki przykryte szczelnie czarnymi pokrowcami. Uśmiechnęła się znacząco sama do Siebie i wychyliła głowę za framugę.
- A TAK W OGÓLE, GDZIE JEST CAROLINE I LOU? - rzuciła w tłum -
- A bo ja wiem? - powiedział Niall całując Louisę w czoło i zatapiając w niej oczy - ważne, że mamusia będzie dzisiaj ładnie wyglądała, prawda Ty mała słodka...
- Weź, bo się wyrzygam - przerwała mu Melanie. Rozejrzała się po pomieszczeniu i dostrzegłwszy mamę Harrego, krzyknęła głośno.
- Jack, Anne, możecie do mnie tu pozwolić? Liam, zostaw to biedne dziecko - dodała po chwili, machając energicznie ręką -
Ujrzawszy małego chłopca biegnącego żwawo w jej kierunku, rozpromieniła się, a policzki jej nabiegły ciepłym rumieńcem. Schowała się za drzwiami szafy i zrzucając z siebie wytarte jeansy, wcisnęła się w obcisłą, satynową granatową sukienkę na grubych ramiączkach, z stabilnym, plecionych gorsetem, nadającym jej sylwetce opływowy, wręcz idealny kształt.
- I jak? - spytała wychylając się zza dębowych drzwiczek. Okręciła się dwukrotnie po czym spojrzała na małego, wpatrującego w nią swoje mleczne oczy. Nie zauważyła nawet, kiedy w przeciągu tych trzech tygodni stał się dla niej logiczną codziennością, a sam Jack, wyzbywszy się wstydu i skrępowania, odżył w jej oczach, z obcej istoty, stał się częścią jej serca i myśli. Czasem, gdy spoglądała na jego zmęczoną twarz, miała wrażenie, że dostrzega starego człowieka, zmęczonego życiem. Jack, było to doprawdy poważne imię.
- Śliczna - powiedział, sepleniąc z lekka -
- Jesteś piękną kobietą - powiedziała Anne - jako świadek, nie powinnaś przyćmiewać panny młodej -
- Myślę, że zainteresowanie jej osobą, po tym jak się dowie co wymyśliliśmy, przerosłoby mnie, nawet, gdybym przyszła tam nago -
- Tego się właśnie obawiam - zaśmiała się Anne, po czym poczochrała małego chłopca po główce i zaprowadziła go do gościnnego pokoju, by dopasować mu garniturek. Gdy mijali drzwi, odwróciła się na chwilę, jakby myśl, która przyszła jej do głowy nie mogła poczekać. Zaśmiała się przeciągle. - weź pod uwagę, że przynajmniej nie ucieknie, chyba, że zamontowałaby sobie silniczek. I podziwiam Cię - dodała po chwili skinąwszy na Jacka głową - na prawdę, podziwiam, z dnia na dzień, coraz bardziej.
W następnym rozdziale, kulminacja mojej wyobraźni, także zapraszam, prawdopodobnie, już jutro! :)Przepraszam, że czcionka w połowie się zmieniła, ale coś się dzieje niedobrego z blogspotem i nie potrafię tego na chwilę obecną zmienić :( Przepraszam, że taki mało emocjonujący rozdział, ale nie miałam siły przejść w nim do sedna, ale w 20 rozdziale już nie będę ograniczała swojej wyobraźni. buzi xx
- Może chcesz odpocząć Mel? - spytał jednak chłopak, wzruszając ramionami - Jest już perfekcyjnie, słyszałem, że macie jeszcze mnóstwo rzeczy do załatwienia przed dzisiejszym weselem a jest już 10!
- Kochanie - szepnął Harry podchodząc do niej. Spojrzał jej w twarz. Dziewczyna jakby objęła go wzrokiem i uśmiechnęła się momentalnie, dostrzegłwszy jego zapadające się w policzkach dołeczki.
- To były ciężkie dwa tygodnie, obiecałem o tym nie rozmawiać, więc chodźmy już do szpitala po Jacka -
Melanie skinęła i ująwszy jego dłoń, musnęła dolną wargę Harrego, czując w nozdrzach jego wyraźny zapach. W ostatnim czasie, wyzbyła się swojej upartości i zażartości. Robiła wszystko pod kątem Harrego, by dać mu to na co zasłużył. Wchłaniała każde wypowiedziane przez niego słowo, obdarowując go stokroć dłuższym i piękniejszym, kodowała wszystkie jego gesty, odwzajemniając mu swoją obecnością. Dopiero co wyszła z szpitala odwykowego, a znów uzależniła swoje zmysły od jego zapachu i jego ust.
- To co Andy? Widzimy się o 16 pod kościołem? - zagadnął Harry, prowadząc Melanie w kierunku wyjścia -
- Pozamykam wszystko, przygotuję dokumentację na Lennego Kravitza, jak prosiłaś, i dołączam do was później. Nigdy bym nie przegapił takiego wydarzenia -
Przed halą czekała dość spora grupka dziewczyn z transparentami, odgrodzona od wąskiego przejścia prowadzącego na parking, wysokim metalowym ogrodzeniem. Na ich widok, Melanie zawsze zwieszała wzrok, starając się udawać osobę zupełnie obojętną. Po ostatnich odwiedzinach na twitterze i przejrzeniu wszystkich portali społecznościowych, wnikliwie dochodzących prawd jej życia w sposób dedukcyjny, doszła do wniosku, że nienawiść jaką większość ludzi do niej żywiła, była zbyt obsesyjna i zaawansowana. Harry wplótł swoją dłoń między jej palce i pocałował ją w czoło. Afiszował na każdym kroku, że jest z tą kobietą czysto i wyłącznie z miłości.
- Melanie, kochamy Cię i wspieramy!!!!!!!!! - dało się słyszeć pojedyncze, wciąż przebijające się przez tłum krzyki. Dziewczyna podniosła głowę i odgarniając swoje brązowe kręcone włosy, pomachała niepewnie w odpowiedzi. Poczuła dziwne przerażające ciepło, po czym posłusznie wsiadła na miejsce pasażera i wlepiła wzrok w lepką od coli tapicerkę. Harry wsiadł za kierownicę, uśmiechając się , lecz nie odezwał się słowem. Położył jej tylko rękę na kolanie, a ona spoglądała tylko jak jego kciuk delikatnie głaszcze jej pomięty jeansowy materiał.
Stanęli ukradkiem, w cieniu, na szpitalnym parkingu. Przed wejściem, stała stara, pedancko ubrana pielęgniarka, ściskająca w dłoni plecaczek "The cars", który Melanie sprezentowała Jackowi dwa dni temu. Chłopiec natomiast, zakrywając rączką oczy przed oślepiającym słońcem, trzymał kurczowo pomarszczoną dłoń pielęgniarki.
- Cześć młody, gotowy na imprezę? - wykrzyknęła Melanie, wyskakując z samochodu. Chłopiec rozbiegł się i wtulił się kurczowo w jej uda. Dziewczyna poczochrała 6-cio latka po blond włoskach i skierowała swój wzrok na człapiącą w korkach pielęgniarkę.
- Dołączam rozpiskę leków, które musi dzisiaj przyjąć, mam nadzieję, że pamięta pani o wszystkich zaleceniach i o zobowiązującej państwa umowę. Niechętnie pozwalamy mu z panią iść -
- A jednak idę - szepnął mały, zadzierając główkę w kierunku słońca -
- To tylko dlatego - ciągnęła dalej - że dzięki pani chłopak wyraża chęć rozmawiania i dr. Westright, nasz psycholog, twierdzi, że ma pani na niego pozytywny wpływ.
Melanie posłała jej życzliwe spojrzenie, mimo tego, że nie żywiła do pielęgniarki zbyt wielkiej sympatii. Wzięła z jej dłoni plecaczek i prowadząc Jacka do samochodu, wpakowała go to tyłu na siedzenie, zapinając pasem.
- Usiądziesz obok mnie ? - spytał niepewnie chłopczyk, zaciskając swoją drobną rączkę na nadgarstku Melanie -
- Pewnie młody, mam nadzieję że Harry nie będzie zazdrosny - powiedziała pakując się na siedzenie. Posłała im obu pytające spojrzenia, i zaśmiała się serdecznie.
- Zawsze wiedziałem - powiedział Harry odwracając się do małego i wręczając mu paczkę Skittlesów - że nie mam z Tobą szans -
Uśmiech. Jack tak często się uśmiechał, wyszczerzając swoje śnieżno białe mlecznie ząbki. Melanie wciąż słyszała gryzące jej serce słowa Monice " (...) ten chłopiec, który wie, że niedługo umrze, a mimo wszystko wszyscy wciąż mu powtarzają, że będzie dobrze". Za każdym razem, gdy jego drobne paluszki, trzymające kurczowo jej nadgarstek, zdawały się być tak mocne w uścisku, jak łańcuchy, jej oczy szkliły się, roztrzaskując jej duszę na drobne kawałeczki. Pielęgniarka bez ogródek ścisnęła krótkie życia Jacka w 2minutowy monolog. Począwszy od dnia, w którym jego matka dowiedziawszy się o jego chorobie postanowiła go zostawić, do dnia, w którym nie dano mu nadziei na przeżycie, a tym bardziej, na odnalezienia rodziny, bądź kogokolwiek bliskiego. Bynajmniej, miało to związek z tym, że nikt nie byłby w stanie go pokochać. Nikt nie byłby w stanie w pełni go kochać, z świadomością, że będzie musiał go niedługo stracić. Melanie potrafiła. Wiedziała to od dnia, w którym to właśnie on, uratował jej życie.
- Nie Jack, ta śmieszna pani co w kółko coś je nie bierze dzisiaj ślubu, mimo tego, że wszyscy myślą, że tak, ale ćśś nie możesz się wygadać! Bo nie będzie niespodzianki!
Chłopiec wygrzebywał z paczuszki fioletowe cukierki i podawał po kolei prowadzącemu samochód Harremu.
- Dlaczego oddajesz mu fioletowe skittlesy, Jack? - spytała Melanie -
- A bo mamy umówę - powiedział Harry i wpakował sobie do ust parę cukierków, mlaszcząc obcesowo - on mi odda wszystkie fioletowe, a w zamian za to zgodziłem się, żeby mi w czymś pomógł -
- Właśnie - powiedział mały, uśmiechając się niepewnie pod żaluzją lśniących miodem blond włosów -
- To jest raczej wyzysk -skwitowała Mel -
Harry zaparkował samochód wjechawszy na posesję i wysiadł pospiesznie, porywając Jacka na swoje ramiona.
- Ej no powiedzcie mi jaka to umowa! - dopytywała się Melanie, biegnąc za nimi po marmurowych schodach -
Chłopcy zignorowali jej wołanie i wparowali do domu. Zza dźwiękoszczelnych drzwi uderzyły w nich głośne rytmy Danza Cuduro. Anne krzątała się po mieszkaniu ustawiając na stole kawę i ciastka, próbując ignorować porywającego ją do tańca Liama i Nialla tańczącego z 3 tygodniowym niemowlakiem w rękach. Mimo głośnej muzyki, krzyków, dźwięków bitego szkła i wrzasków Dominiki z łazienki, próbującej zmusić Danielle do zaprzestania kosmetycznych prób na jej twarzy, Louisa posłusznie leżała w rękach Nialla. Chłopak co chwilę głaskał małą po nosie palcem.
- Ja będę pierwszą osobą, do której się uśmiechniesz, prawda? Powiedz W U J E K, no współpracuj szkrabie -
Nagle, zza potężnego stołu, wytoczyła się Dominika, zapewne przed czymś uciekając.
- Jack, powiedz cioci Danielle, że ja już nie chcę.
- Ej, ładny ten makijaż - powiedziała Melanie nachylając się do przyjaciółki - perfekcyjny. Co Ty chcesz?
- Szkoda, że to 21 próba, którą na mnie dzisiaj wykonano. Wręcz czuję, jak moje pory wołają o pomstę do nieba. I wciąż nie rozumiem, dlaczego na mnie, co wam takiego zrobiłam?
Wszyscy spojrzeli po sobie znacząco, po czym wrócili z powrotem do swoich codziennych czynności. Melanie poczłapała do pokoju Harrego i wyjęła z szafy trzy olbrzymie wieszaki przykryte szczelnie czarnymi pokrowcami. Uśmiechnęła się znacząco sama do Siebie i wychyliła głowę za framugę.
- A TAK W OGÓLE, GDZIE JEST CAROLINE I LOU? - rzuciła w tłum -
- A bo ja wiem? - powiedział Niall całując Louisę w czoło i zatapiając w niej oczy - ważne, że mamusia będzie dzisiaj ładnie wyglądała, prawda Ty mała słodka...
- Weź, bo się wyrzygam - przerwała mu Melanie. Rozejrzała się po pomieszczeniu i dostrzegłwszy mamę Harrego, krzyknęła głośno.
- Jack, Anne, możecie do mnie tu pozwolić? Liam, zostaw to biedne dziecko - dodała po chwili, machając energicznie ręką -
Ujrzawszy małego chłopca biegnącego żwawo w jej kierunku, rozpromieniła się, a policzki jej nabiegły ciepłym rumieńcem. Schowała się za drzwiami szafy i zrzucając z siebie wytarte jeansy, wcisnęła się w obcisłą, satynową granatową sukienkę na grubych ramiączkach, z stabilnym, plecionych gorsetem, nadającym jej sylwetce opływowy, wręcz idealny kształt.
- I jak? - spytała wychylając się zza dębowych drzwiczek. Okręciła się dwukrotnie po czym spojrzała na małego, wpatrującego w nią swoje mleczne oczy. Nie zauważyła nawet, kiedy w przeciągu tych trzech tygodni stał się dla niej logiczną codziennością, a sam Jack, wyzbywszy się wstydu i skrępowania, odżył w jej oczach, z obcej istoty, stał się częścią jej serca i myśli. Czasem, gdy spoglądała na jego zmęczoną twarz, miała wrażenie, że dostrzega starego człowieka, zmęczonego życiem. Jack, było to doprawdy poważne imię.
- Śliczna - powiedział, sepleniąc z lekka -
- Jesteś piękną kobietą - powiedziała Anne - jako świadek, nie powinnaś przyćmiewać panny młodej -
- Myślę, że zainteresowanie jej osobą, po tym jak się dowie co wymyśliliśmy, przerosłoby mnie, nawet, gdybym przyszła tam nago -
- Tego się właśnie obawiam - zaśmiała się Anne, po czym poczochrała małego chłopca po główce i zaprowadziła go do gościnnego pokoju, by dopasować mu garniturek. Gdy mijali drzwi, odwróciła się na chwilę, jakby myśl, która przyszła jej do głowy nie mogła poczekać. Zaśmiała się przeciągle. - weź pod uwagę, że przynajmniej nie ucieknie, chyba, że zamontowałaby sobie silniczek. I podziwiam Cię - dodała po chwili skinąwszy na Jacka głową - na prawdę, podziwiam, z dnia na dzień, coraz bardziej.
W następnym rozdziale, kulminacja mojej wyobraźni, także zapraszam, prawdopodobnie, już jutro! :)Przepraszam, że czcionka w połowie się zmieniła, ale coś się dzieje niedobrego z blogspotem i nie potrafię tego na chwilę obecną zmienić :( Przepraszam, że taki mało emocjonujący rozdział, ale nie miałam siły przejść w nim do sedna, ale w 20 rozdziale już nie będę ograniczała swojej wyobraźni. buzi xx
fajny rozdział,mniej ekscytujący niż poprzednie ale fajnie się czytaa...już czekam na ten 20 rozdział ; D
OdpowiedzUsuńNawet jeślibym chciała, to nie mogę powiedzieć złego słowa o twoim blogu. Widać, że wkładasz serce w każdy rozdział. Naprawdę, czytam to któryś raz i z niecierpliwością czekam na kontynuację. ;*
OdpowiedzUsuń