środa, 21 marca 2012
ROZDZIAŁ 14,5 - DOPEŁNIENIE ROZDZIAŁU 14. "You're my personal Jesus"
Idealnie poukładane stoły, nakryte nienagannymi obrusami, spływająca po tacach czekolada i owoce, mnóstwo butelek Moet & Chandon Brut Imperial AOC Champagne, zlewały się w jedną przyjemną całość z złoto zdobionymi krzesłami i mnóstwem mężczyzn mijających się w czarnych i jednakowych drogich garniturach. I ona, stała tak na wyodrębnionej czarną satyną scenie, w opinającej czerwonej sukni, czarnej woalce zdobionej delikatnym kwiatem i fryzurą w stylu Dity von Teese. Przez cały ten czas powstrzymywała się, by nie przygryzać swoich krwisto czerwonych ust. Trzymała kurczowo mikrofon, wyduszając z siebie najwyższe noty podczas Whitney Houston i starając się łamać swój ochrypły głos podczas Everybodys Changing. A mimo wszystko czuła się jak zakurzona szafa grająca, przyciągająca sporadyczne spojrzenia zaabsorbowanych rozmowami i podziwianiem własnego przepychu mężczyzn. Niektórzy tylko, ostentacyjnie wlepiając w nią swoje tłuste oczy, lustrowali ją wzrokiem. Dla nich była po prostu jakimś urozamiceniem wieczoru, niekoniecznie takim, jakim chciała być. Wyglądała pięknie, a ścięgna na jej szyi mocno napinały się, sprawiając, że wyglądała po prostu seksownie, nieziemsko. Gdy skończyła śpiewać, dobiegły ją jedynie pojedyncze oklaski. Zeszla z sceny, by przygotować miejsce na mównicy, dla jednego z pierwszych przemawiajacych i powolnie, wpijając dłonie w zmarszczoną suknię, podeszła do jednego wyodrębnionych stolików przy którym siedział James, najpewniej zgubiwszy gdzieś Dominikę.
- Kochanie, wyglądałaś wspaniale - powiedział wstając, by odsunąć jej krzesło -
Melanie usiadła posłusznie i sięgnęła po przygotowany dla niej kieliszek z szampanem. Wzięła skromny łyk i odstawiła spowrotem na miejsce, zdejmując z włosów upięcie od czarnej woalki.
- Faktycznie, brzmiałaś wspaniale, mogę się dosiąść? - dosłyszała nagle donośny, męski głos-
- Zależy, czy ma pan jakąś ważną sprawę, panie Cowell - odparł James, prostując się na krześle -
- Spokojnie młodzieńcze - skwitował Simon, zajmując miejsce na krześle Dominiki -
Melanie zmarszczyła brwi, lecz trzymała głowę wciąż wysoko zachowując spokojny wzrok. Nie obawiała sięjuż go, w najmniejszym stopniu.
- Harry nie wspominał mi, że tak pięknie śpiewasz - odparł w koncu, częstując się nieruszonym profiteroles z talerza Dominiki -
Przełknęła ślinę i położyła dłonie na stole.
- Bo go o to prosiłam - odpowiedziała, spostrzegłwszy zaniepokojony, jednak cierpliwy wyraz twarzy Jamesa -
Coś w niej wówczas pękło.
- No tak, Harry zawsze dotrzymuje danego słowa, mimo wszystko, nie zastanawiałaś się może czy by nie zainwestować jakoś poważniej? Chyba, że śpiewanie do kotleta Ci wystarcza?
- Co masz na myśli? - spytała zaskoczona -
- Od kiedy jesteśmy na Ty? -
- Od kiedy dobrze wychowani ludzie jedzą palcami z cudzego talerza? -
- Cóż - westchnął Simon - myślę, że mogę Cię wypromować - dodał rzuciwszy mimo uszu jej uwagę -
- A skąd pan wie, że ona tego chce? - wtrącił James zdenerwowanym i pełnym goryczy tonem -
- Myślę kochany, że nie muszę Ci odpowiadać na to retoryczne pytanie -
Chłopak zerwał się z krzesła i ruszył pospiesznym krokiem w kierunku wyjścia trącając jakiegoś mężczyznę w kusym, ledwo dopinającym się szarym garniturze. Mężczyzna spojrzał na stolik, przy którym siedziała Melanie i wpatrując się w nią głucho przez dobre parę sekund, rzuciwszy Simonowi porozumiewacze spojrzenie wyszedł na zewnątrz zaraz za Jamesem.
- To jak? -
- Nie - odpowiedziała krótko i rzeczowo -
- Nie chciałabyś wrócić do dawnego życia? -
- Idź do diabła - odpowiedziała wylewając mu na spodnie szampana z swojego kieliszka -
Simon nawet nie drgnął, uśmiechnął się syzderczo i spojrzał jej prosto w oczy. Jego obrzydliwie tłuste dłonie spoczęły na jej ramieniu, a swój przekrwiony szary wzrok wtopił się w jej usta.
- Nigdy się nie nauczysz podejmować dobrych decyzji - odparł w końcu - I uważaj, widziałem przed teatrem sporą grupkę ciekawskich mediów, chyba nawet już ich słyszę -
Melanie, wyrwawszy ramię spod jego ręki, wstała gwałtownie i ujrzała przed teatrem mnóstwo fotoreporterów, przebijających się przez uginające się ramiona ochrony. Stanęła jak wryta, słysząc jedynie wzburzone głosy członków bankietu.
- Kto ich tu wpuścił, na Boga, to przez tą dziewczynę? -
- Chodź ze mną - usłyszała nagle głos Jamesa, lecz nie zdążyła złapać go nawet za rękę, gdy dopadła do nich pierwsza fala dziennikarskich pytań i mnóstwo oślepiającyh fleszy.
- WYSZŁA PANI DZISIAJ Z SZPITALA? WIDZIAŁA SIĘ JUŻ PANI Z HARRYM STYLESEM Z ONE DIRECTION? WIE PANI, ŻE JEST W RESTAURACJI PO DRUGIEJ STRONIE?
- KOCHA GO PANI NADAL?
Kocha go pani nadal?
~~~~
- I wyobrażacie sobie? Potem, Louis isę nachyla nad Liamem i robi mu tą malinkę i wchodzi Danielle i z takim dziwnym wyrazem twarzy " CO SIĘ DZIEJE?"
- To obrzydliwe - zaśmiała się Monice i posłała Harremu przyjazne spojrzenie -
Znów cisza. Zayn siedzący na przeciwko przyjaciela, wciąż rzucał mu porozumiewawcze spojrzenia, jednak Harry starał się go ignorować, na siłę tocząc indywdualne rozmowy z Monice.
- Oj Harry co wy tam tak w kółko szepczecie? - spytała Anne Cox, spoglądając na syna - Daj mi z nią trochę porozmawiać!
- Albo pamiętam jak piekliśmy pianki na ognisku w Richmond... - przerwał przerażony Niall i wpakował sobie do ust pełną łyzkę zupy - albo coś mi się pomyliło - powiedział po chwili upijając łyk wody sodowej -
-Co w Richmond? - dopytywała się uśmiechnięta Monice łapiąc Harrego za kolano - Kochanie?
Zayn przewrócił oczami i zerwał się z krzesła przepraszając wszystkich.
- Pójdę do toalety - szepnęła Monice zuaważając dziwny nastrój i ścisnąwszy chłopaka za udo -
Cisza. Było słychać jedynie prace szczęki Nialla, usilnie próbującego przeżuć przypadkowo połknięty ogonek krewetki.
- Kochanie, mam nadzieję, że już wszystko w porządku? Sprawa przycichła.
- Ona wróciła mamo - powiedział Harry - jest obecnie w budynku na przeciwko -
- oh - westchnęła Anne przybliżając się do syna -
- Ale obiecałem, więc będę się trzymał.
- Jak będziesz mnie jeszcze do czegoś potrzebował, to mów- dodała po chwili gładząc go po policzku -
- Myślę, że teraz już sobie poradzi sama, ale dziękuję za to wszystko co robiłaś przez te 5 miesięcy -
Anne uśmiechnęła się blado i wyprostowała się na swoim krześle siegając po lampkę z winem. Upiła delikatny łyk, lecz nie zdążyła nawet przełknąć, gdy z ulicy dało się słyszeć piski krzyki i wrzaski. Klaksony samochodowe sprowokowały wszystkich do oderwania się od swoich posiłków i rozmów. Harry zerwał się z krzesłą i podbiegł do przeszklonego wielkiego okna. Ujrzał stado paparazzich zgromadzonych przed teatrem i sporą grupkę nastolatek, chowających się za samochodami i wtopionych w tłum by nie wzbudzać zbyt wielkich podejrzeń. Wszyscy zerwali się z krzeseł i dołączyli do Harrego.
- Jasna cholera - szepnął Louis, gdy oczom ich wszystkich ukazało się dwóch ochroniarzy wyprowadzających Melanie i Dominikę z budynku. Jej fryzura, skrzętnie układana przez teatralną fryzjerkę, rozpłynęła się w niebyt, a jej rozwichrzone włosy opadały na zdezorientowaną twarz. Na ramionach miała marynarkę Jamesa a po jej policzkach spływały smugi ciemnych łez. Podniosła wtem głowę, gdy drzwi czarnego mustanga otworzyły się przed nią na ościerz i ujrzała go, z twarzą oniemale wlepioną w szybę. Nie odwrócił wzroku, tak bardzo chciał unieśc dłoń i chociażby jej pomachać, lecz machinalnie cofnął się i wymijających gapiów oblegających wyjście, wybiegł za zewnątrz odnajdując w tłumie Zayna.
- OSZALELIŚCIE, WRACAJCIE DO ŚRODKA NATYCHMIAST! - dało się słyszeć głoc Caroline która wybiegła zaraz za nimi - CHCECIE ŻEBY WAS TEŻ DOPADLI? -
Dziewczyna przystanęła obok czarnego Range rovera i kładąc dłoń na brzuchu zaczęła ciężko oddychać.
- DO ŚRODKA, BO URODZĘ! - krzyczała -
Wstyd jej było, że znów posługuje się swoim stanem, by wymusić coś na drugiej osobie, ale wówczas nie miała wyjścia. Widziała, jak Melanie wsiadłwszy w końcu do auta, próbowała się uspokoić, a James odpalając stacyjkę trąbił zaciekle starając się odgonić dziki tłum. Wiedziała, że uwaga dziennikarzy zwróci się za chwilę w kierunku jej i chłopaków. Swoją drogą, rzeczywiście, w nerwowych sytuacjach zdarzały się mocne skurcze, których wolałaby jednak uniknąć.
- Proszę - powiedziała odprowadzając wzrokiem odjeżdżający samochód -
Harry wciąż tak stał i zastanawiał się, czy jeżeli to jest ta cena, którą będzie musiała tak długo spłacać za to, że 8 miesięcy temu przyjechał do niej do Richmond, żeby znów ją przeprosić i zbliżyć do Siebie, czy nie powinien zrobić czegoś, by było warto?
- Harry - usłyszał nagle za sobą głos Monice - nie warz się nawet - mówiła jakby przez łzy -
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
o mój Panie, tlenu, wody...! dosłownie zwaliłaś mnie z nóg ostatnim akapitem. czy Ty musisz tak szarpać emocjami? widzę, że doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, jak Twoje słowa działają na odbiorcę. kobieto! tworzysz tu taki klimat, ze ja nie wiem jak się nazywam. Jest pięknie., nie to nie jest piękne, bo pięknym tego nazwać nie można, ale jest niezwykłe, wyjątkowe. ich relacje, emocje, uczucia... magia. dziękuję Ci. :*
OdpowiedzUsuńNienawidzę Cię za kilka rzeczy.
OdpowiedzUsuńPo pierwsze, drugie i trzecie za to, że tak pięknie piszesz i potrafisz przekazać tyle emocji, od których aż ściska w środku. Mam wrażenie, jakbym czuła dokładnie wszystko co oni, znała uczucia każdego bohatera i jakbym siedziała im w głowach. Depresyjne, ale niepowtarzalnie hipnotyzujące. <3
No a poza tym to miałam nadzieję, że chociaż przez chwilę będę mogła być z nim szczęśliwa. ;c
a kto powiedział, że nie będziesz misiu? you'll see! <333
UsuńJak się raz kogoś kochało, to się nigdy nie przestanie.
OdpowiedzUsuńKażde zdanie tego tekstu o tym świadczy najlepiej. ^^
NIE BĘDĘ SPOJLEROWAĆ KICIA
UsuńKocham cię :* Jestem uzależniona od tego co piszesz i cieszę się z tego :D
OdpowiedzUsuństaraam się :*
Usuńspokojnie moglabys ...napisać wspaniałą książkę
OdpowiedzUsuńdziekuję dziękuję :)
Usuń