sobota, 3 marca 2012

cz. 8 (PART 1) Dance dance little liar


Być może wstawię dzisiaj jeszcze więcej opowiadania jak mi się uda! Miałam pisać dalej, ale zaskoczył mnie nagły nieprzewidziany "problem", także podzielę cz. 8 na part 1 i part 2 :) ZAPRASZAM!!



Andy siedziała na kanapie totalnie zdruzgotana. Splotła dłonie na piersiach i siedziała z zwieszoną głową nie mogąc wydobyć z siebie ani słowa. Sen ją morzył a jednocześnie nie wyobrażała sobie aby mogła teraz pójść spać. Serce miała rozdarte na strzępy, ból zawładną nią tak mocno, że nie mogła powstrzymać cieknących po jej policzkach gorzkich i czarnych od tuszu łez.
 - Andy - szepnęła Melanie przytulając ją do siebie. Łzy wezbrały w jej zaczerwienionych oczach - Andy kocham Cię, nie czuj się winna, wiem, że wiesz że teraz mnie to boli ale wówczas nic między mną a nim nie było. - słowa wyplywały z jej ust tak łagodnie i machinalnie - kocham Cię najbardziej na świecie i nic tego nie zmieni -
Andy mimo wszystko, kurczowo zaciskając pięści na poreczu kanapy, płakała, nie z radości przebaczenia, lecz wciąż z poczucia winy i z ogromnego żalu. Zatraciła się wówczach w Harrym doznała pewnego oczarowania, niebezpiecznego oczarowania, lecz teraz, mogłaby pogrzebać to wszystko żywcem byleby tylko odzyskać swoje dawne życie.
 - Mel - szepnęła w końcu dławiąc się łazami - dlaczego nie może być jak dawniej?
Melanie nic nie odpowiedziała, zapewne z bezsilności. Nie znała odpowiedzi na to pytanie, a jednocześnie nie była na tyle wszechmocna by znaleźć optymalne rozwiązanie dla sytuacji. Przemilczała to po prostu gładząc jej przemoknięte włosy i ocierając łzy z policzka. Czuła wielki ból, pomimo tego że teoretycznie czuć go nie powinna. Nie chciała nic mówić, gdyż słowa, które w tej chwili nasuwały jej się na usta były wciąż przesycone zby wielkimi emocjami, by mogły jakkolwiek pomóc. Dominika bezwiednie przycupnęła na kanapie po drugiej stronie kanapy, odczuwajac pewien rodzaj smutku, dziwny, właściwie zupełnie nie wpsółczujący, bardziej negatywny. Położyła dłoń na ramieniu Andy, wciąż zachodząc w głowę, dlaczego nic nie szło po jej myśli. Przyjechała tutaj by odzyskać swoje Docklands, swoje niepohamowane Docklands a na domiar złego zastała dziwną umoralniającą wszystkich wewnętrznie sytuację. Czuła pewnego rodzaju rozczarowanie, lecz jednocześnie z miłości do swoich sióstr Docklands nie potrafiła otwarcie zmierzyć ku zmianie owego stanu rzeczy. Zdobyła się jedynie na ten lekki, współczujący, teatralny gest, zerwała się w jednej chwili ocierając oczy, udając stan głębokiej konsternacji złapała Zayna Malika, i upewniwszy się, że wszyscy widzą jej złe samopoczucie, pociągnęła go za sobą do sąsiedniego pokoju. Gdy tylko ciemne drzwi się zatrzasnęły a klucz w drzwiach brzęknął obrzydliwie głośno, pocałowała go lekko w nabrzmiałe i miękkie wargi. Ułożyła dłoń na jego rozgrzanym gładkim policzku i przejechała delikatnie po linii ucha i szyi. Zamruczał lekko i wsunął dłonie pod jej bluzkę przejeżdżając palcami po plecach. Rozpuściła długie blond włosy i uśmiechnęła się machinalnie na widok jego dłoni zsuwających jej ramoneskę z ramion.
 - Myślisz, że nie widzę, co czujesz do mojej Mel? - powiedziała cicho unikając jego wzroku. Chciała zaoszczędzić sobie jego zdziwienia i pytających oczu - potrzebujesz teraz tego bardziej niż ja -
Chłopak nie mówiąc nic wpił się w jej bladą szyję i podsadził ją sobie na biodra jednym zwinnym ruchem. Oplotła go kurczowo nogami i ściągnęła z siebie białą koszulkę. Była pod niewymownym wrażeniem, w jaki sposób Zayn sprawiał jej przyjemność, delikatnie pieszcząc jej strefy erogenne, zupełnie jakby ich droga była mu całkowicie znana. Oplatał ją tak mocno, a jednocześnie tak lekko swoim rozgrzanym ciałem. Wplotła dłonie kurczowo w jego ciemne włosy i gwałtownie ugryzła go w ramię, by zatamować krzyk rozkoszy który wręcz cisnął jej się na usta, gdy w głowie Zayna zapadła nieodwołalna decyzja, żałuj za grzechy Zayn, ale nie żałuj za przyjemności.
Melanie oparłwszy się o ścianę znów przyglądała się ciemnemu smolistemu niebu, tym razem z prespektywy ciepłego mieszkania. Poczuła nagle za sobą czyiś oddech. Nie poruszyła się nawet, wolała nie uruchamiać swoich emocji, by później nie żałować swoich słów. Nie płakała, bądź co bądź, stojąc tak, nie uroniła ani łzy, ale w głębi czuła, że potrzebowałaby jedynie drobnego pretekstu, by zacząć żewnie płakać.
 - Kocham Cię - powiedział cicho, tak płynnie, że przez chwilę zdawało jej się że się przesłyszała -
Odwróciła się i ujżała ciemno zielone przeszklone oczy, nabrzmiałę usta pozostające w ciągłym bezruchu, układające się w słowa, których powiedzieć by się nie odważył, a jednak to zrobił. Zatraciła się wtedy w nim po raz kolejny, nieodwracalnie, zupełnie, śmiertelnie.
~~~~~~~~
Poranek był jakiś świeży i dziwnie lekki. Melanie leżała na łóżku z nieobecnym wzrokiem i wpatrywała się w zaśnieżoną i brudną szybę drzwi balkonowych, zasłonietych z lekka falującą od powiewu wiatru śnieżnobiałą firanką. Harry wciąż spał, objąwszy ją od tyły dłonią. Nie ruszała się, chociaż od dawna nie spała, oddychała wręcz płytko by tylko go nie obudzić. Czuła jego dłoń na swoim brzuchu i chwilami lekko nią poruszał, przyprawiając ją o dreszcze. Nasłuchiwała uważnie, czy być może ktoś się nie wstał, by i ona miała pretekst wyślizgnięcia się z objęć Harrego, ale w apartamencie panowała zupełnie martwa cisza. Czuła się wyjątkowo bezradnie, chociaż w zasadzie nie było niczego z czym musiałaby się teraz uporać. Jedynie z własnymi myślami i z bólem który mimo wszystko, falowo rozlewał się w jej głowie i sercu. Mimo to wdzięczna była sobie, że uczucie współczucia wobec Andy jej nie opuszczało, a to znaczyło, ze być może wszystko jest na dobrej drodze. Wplotła swoje palce odważnie w dłoń Harrego i przycisnęła jego nagie ciało bliżej do siebie. Pragnienie wyżerało jej jednak oschłe gardło i dźwignęła się delikatnie z łóżka, sprawiając, że chłopak jedynie lekko zmarszczył czoło i odgarnął machinalnie delikatnie loki, nie odzyskując przy tym świadomości. Uśmiechnęła się pod nosem, założyła koszulkę Harrego i swoje spodnie i poczłapała do kuchni. Na kanapie ujżała śpiącą Andy z szarą, z lekka czarną twarzą, wręcz siną. Koło kanapy leżał Niall z ręką opartą o kanapę, dotykającą jej policzka. Melanie przeszedł ciepły dreszcz a uśmiech mimowolnie nasunął się na jej usta. W pewnej chwili głośno rozbrzmiał telefon. Melanie rzuciła się w pędzi do salonu i porwała go spod stosu opakowań po paluszkach krabowych.
 - Tak słucham?
 - Melanie? - usłyszała głos ojca - Gdzie jesteś? - nie wydawał się ani zły, ani zmartwiony, wręcz obojętny -
 - Niedługo wracamy tato, nie martw się, wszystko w porządku? - odpowiedziała starając się zabrzmień wesoło i spokojnie -
 - Jest z wami Dominika? -
Melanie wzięłą głęboki wdech i westchnęła do słuchawki. -
 - Tak jest tato, nie martw się.
 - Nie martwię się, wiesz co o tym myślę -
 - Tato - zaczęła - nie jestem już tą samą osobą co kiedyś - odparła - i już nigdy nie będę.
 - To dobrze - odpowiedział nieco przyjaźniej -
 - Tato - zaczęła - czy jutro na bankiecie mogłabym wystąpić? - to pytanie wypłynęło jej z ust w dziwnym, pełnym niepewności tonie. Sama nie wiedziała, czemu po tylu latach, znów o to prosi.
 - Na prawdę? - odparł radośnie ojciec -
 - Tak - odpowiedziała niepewnie - mam nadzieję, że będę mogła, do zobaczenia tato - i odłożyła słuchawkę by nie musieć słuchać dalszych koemntarzy a propos jej prośby. Po wczorajszych zdarzeniach, czuła, że być może wstyd i pewnego rodzaju upokorzenie jakie wczoraj odczuła, a którego nie dała po sobie poznać, pozwoliły jej w końcu podjąć tą decyzję. Kiedyś, po odejściu matki, i rocznym pobycie w szpitalu, obiecała sobie, że nigdy już nie będzie śpiewać, że odda wszystko co ma najlepsze, bo nie potrafiła robić czegoś, bez matki, która potrafiła przesiadywać na wytartej kanapie i wsłuchiwać się w głos drobnej i nieśmiałej 14 letniej dziewczyny. Po przeprowadzce tutaj i poznaniu Aarona i Andy, obiecała sobie także od zawsze mówić prawdę, dlatego oni oboje znali jej całą historię, cały ciąg upokorzeń, który przeżyła w ciągu tych paru miesięcy przed przeprowadzką. Wierzyła, że tylko człowek znający prawdę i wciąż nie obawiający się z nią pozostać, mógłby być dla niej kimś bliskim.  Dominika,  która bądź co bądź nie była złą osobą, być może jedynie zatraconą w obszarze niewłaściwych wartości i przekonań, była częścią jej upokarzającego życia, ale mimo wszystko rzucała jakiś wciąż optymistyczny i tęskny ton, zdawała się być jakimś brakującym elementem w życiu Melanie. Co było pewne, a czego nie wiedziała Melanie, to obrzydzenie, które Domi odczuwała każdego dnia, niezmienne, patrząc w lusto i przeszłość i które ukrywała pod zasłoną wulgarnych infantylnych a zarazem bardzo kontrowersyjnych zachowań.
 - Cześć - usłyszała głos Zayna, który wyłonił się zza filaru w samych bokserkach. Spojrzał na nią ciepło i z ogromnym żalem. Melanie posłała mu pojedyńczy uśmiech.
 - Dzień dobry Zayn - odpowiedziała -
Chłopak przysiadł na taborecie i schował twarz w dłoniach. Melanie nie była głupia, a znała swoją kuzynkę wystarczająco dobrze, by bez dopytywania się, wiedzieć, co się wczoraj wydarzyło. Podeszła do niego i położyła swoje chłodne dłonie na jego rozgrzanych i gładkich barkach. Pocałowała go w skroń i pogłaskała po głowie.
 - Nie ma się czym przejmować - odparła -
Spojrzał na nią przeciągle, zupełnie jakby chciał jej powiedziec, że wcale nie przejmuje się Dominiką, raczej pytaniem, które tak bardzo chciałby teraz zadać. "Czy straciłem coś w Twoich oczach po tym wszystkim?"
~~~~~~
Tego wieczora, gdy wszyscy w milczeniu, bez rozmów, wrócili każdy do swoich tymaczowych obowiązków, w domu Docklands rozlewała się rodzinna i ciepła atmosfera. Przesłodzona malinowa, tak uwielbiana przed Cindy galaretka, stosy oreo i mnóstwo szklanek ciepłego mleka. Po pomieszczeniu co chwila nosił się słodki i szczery śmiech, małej, wiecznie nieobecnej dziewczynki. Caroline siedziała na kanapie przykryta ciepłym polarowym kocem, trzymając małą między nogami. Melanie i Andy, wtulone w siebie siedziały zaraz obok wpychając sobie nawzajem do ust orzechowe chrupki. Aaron i pan Docklands, jak zwykle to się działo w nudne i przepełnione rutyną dni w Richmond, eksperymentowali w kuchni, pichcąc coś nad parującą kuchenką. Można było odnieść wrażenie, że nikt o niczym szczególnym nie myślał, że tęsknota nad co objawiało sie tylko chwilami, była zbyt wielka, szczególnie, gdy świadomość utracenia tego wszystkiego w najbliższym czasie była taka wyraźna, wręcz bezczelna. Melanie rzuciła w Caroline chrupką, która uśmiechnęła się życzliwie, wciąż trzymając dłoń na lekko wzdętym brzuchu. Spojrzała na Cindy i przeszło ją dziwne ciepło. Pogłaskała ją i wtuliła mocno do Siebie, zapominając, po prostu o wszystkim zapominając.
 - Panie Docklands - powiedział Aaron - Jest pan wyjątkowo beznadziejny -
Wszyscy zaśmiali się melodyjnie, a swoja drogą, to risotto okazało się być rzeczywiście wyjątkowo beznadziejne.
 - Wiecie co? - powiedziała Melanie - zaśpiewam jutro. Zaśpiewam jak kiedyś. - dodała z przekonaniem -
~~~~~~~~~~
 - Melanie, możesz mi podać tę czerwoną szminkę? -
 - Ja Cię umaluję - odparła jej siostra i podeszła do niej przybliżając się bardzo blisko - Jak tam z Louisem?
Caroline nagle zwiesiła głowę a jej wzrok jakby automatycznie przygasł.
 - Skąd wiesz? - spytała niepewnie, z lekkim przerażeniem -
 - No nie zwieszaj tej głowy, bo będzie krzywo - powiedziała Melanie sięgając po pędzelek. Nałożyła trochę szminki i zabrała się do malowania sisotrze ust, żeby nie mogła nic powiedzieć - Chłopacy nie mają przed sobą tajemnic. Harry najwyraźniej także nie zamierza mieć tajemnic przede mną. Gratuluję.
Caroline spojrzała na nią wnikliwie i tętno nagle jej zwolniło, a ciężki węzeł w gardle się poluzował. Niesamowitą ulgę przyniosła jej świadomość, że Mel nie wiedziała nic więcej prócz tego, że są "razem", czego teoretycznie też by tak nie nazwała. Wciąż czuła, że się gdzieś cofa i chowa i czuła się przerażona, bo mimo wszystko, nie chciała by sprawy szły to drogą. Nie chciała czuć się wyobcowana, nie chciała się alienować od Louisa, któryr robił wszystko by ją wesprzeć, ale nie potrafiła się jakoś przemóc.
 - Zdenerwowana? - spytała Caroline -
 - Trochę - skwitowała Melanie odkładając kosmetyki do szafki - ale już na pewno nie tak bardzo jak kiedyś - dodała po chwili uśmiechając się i wychodząc z toalety.
Andy siedziała w pokoju Melanie i poprawiała swoje i tak idealnie ułożone włosy.
 - To zabawne, że nie chodzicie do fryzjera, tylko wolicie wszystko zrobić same, w ogóle to dziękuję za fryzurę, chyba nie wyglądam najgorzej? - spytała Andy -
 - No nie wyglądasz najgorzej - odparła Mel śmiejąc się -
 - Trochę mi głupio, że Dominika była zmuszona zamieszkać w hotelu -
 - Już to przerabiałyśmy Andy - odparła Mel grzebiąc w szufladzie - to był jej wybór, zawsze woliła ekstrawaganckie rozwiązania - dodała po chwili rozbierając się przy przyjaciółce do naga. Naciągnęła na nogę czarne pończochy z pasem i wciągnęła na siebie czerwoną, satynową sukienkę.
 - Nie zakładasz bielizny? - spytała Andy -
Melanie tylko uśmiechnęła się w odpowiedzi. Wciąż miała pewne objekcje by rozmawiać z Andy na temat Harrego, z ogromnym naciskiem na erotyczne tematy. Szczególnie, że owa sprawa była stosunkowo świeża. Andy zwiesiłą głowę i sięgnęła po wieszak z szafy.
 - Idę do łazienki się przebrać - odparła -
Wstydziła się w tej chwili swojego ciała. Czuła dziwną niechęć do samej siebie. Nie zdołała by się rozebrać, nawet przed Melanie, przed swoją przyjaciółką. Zamknęła drzwi od łazienki i oparła się plecami o ścianę przymykając na chwilę oczy. Czuła jak fale zimna przebiegają jej po plecach, a gorzkie i słone łzy wzbierają do jej oczu. Coś niepokojącego się z nią działo. Coś niepohamowanego i niepokojącego. Jedyne o czym marzyła, to by czasy z wczoraj wróciły.
 - DZIEWCZYYYYNYYY - krzyczał z dołu Andreas - CHYBA NIE CHCECIE SIĘ SPÓŹNIĆ? ED SHEERAN I ARCTIC MONKEYS CZEKAJĄ!
 - JUŻ JUŻ JUŻ -
Gdy wszyscy zeszli na dół ujżeli małą bladą dziewczynkę w różowej pastelowej sukience. Trzymała w rączce małą biało koronkową kopertówkę i ściskała tatę mocno za rękę. Melanie spojrzała na ojca pytająco. Caroline położyła siostrze rękę na ramieniu i Mel odwróciwszy głowę, ujżała porozumiewawcze spojrzenie siostry.
 - Potem niania zabierze ją do domu i położy, myślę, że fajnie że z nami idzie, prawda? -
 - PRAWDA! - krzyknęła głucho Cindy wtulając się w sukienkę Melanie -
Dziewczyna położyła dłonie na jej głowie i poczochrała jej waniliowe loczki.
 - Oczywiście - odparła -
Droga do Londynu była wyjątkowo cicha. Caroline wciąż przekładała nogę na nogę szturając przy tym za każdym razem siedzącą obok Melanie.
 - Możesz się tak nie wiercić? - rzuciła Mel -
Caroline spojrzała na nią błagalnie i ścisnęła mocno usta. Czuła w głębi że zaraz po prostu zwymiotuje, trudno było powiedzieć, czy to z zdenerwowania, czy z tego drugiego wiadomego powodu. Zapowiadało się raczej po prostu na ciążowe mdłości, Caroline nie zwykła się denerwować, wręcz przeciwinie, czuła się jakoś lepiej niż zwykle, gdy mogła skupiać na sobie zbiorowe męskie spojrzenia. Coraz trudniej przychodziło jej ukrywanie tego wszystkiego, cisnęła w sobie tę tajemnicę, lecz ona tak jakby sama odczuwała potrzebę ujrzenia światła dziennego i to w dosłownym znaczeniu. Caroline ciężko przełknęła ślinę i ścisnęła siostrę mocno za rękę, z nadzieją, że Melanie zrozumie.
 - Chyba żartujesz - powiedziała cicho - Tato ile jeszcze? - spytała nachylając się do przedniego siedzenia -
 - No zaraz -
 - To prędzej, bo będzie nieszczęście - odparła Mel odwzajemniając uścisk siostry -
Poprzednia teza Melanie, że Caroline ma bulimię wydała isę być teraz tak absurdalna. Jak mogła ją mieć, skoro zbierało jej się na wymioty zupełnie niespodziewanie? Inną opcją mogło być zatrucie, ale to to widział, żeby to trwało aż tyle czasu? Po głowie kłębiło jej się mnóstwo myśli, nie zdąrzyła jednak wnikliwiej nad wszystkim się zastanowić, gdyż zmuszona była wybiec za siotrą zaraz po tym jak ojciec zaparkował tuż przed budynkiem "Holiday Inn". Caroline dzikim pędem rzuciła się za hotel i dostrzegłwszy ciężkie i rozłożyste drzewa zgieła się w pół jak kotka i zwymiotowała potężnie na trawnik.
 - Caroline na Boga - odparła zdyszana Mel, biegnąc niezdarnie w swoich czarnych szpilkach na koturnie. - Gdy zadarła głowę rozglądając się czy ktoś ich nie zauważył, dostrzegła tylko głuchą ciemność i gwałtowne światła dobiegające z wysoko umieszczonych okien Holiday Inn.
 - Wytłumaczysz mi, co się dzieje? - odparła surowo Melanie pocierając dłońmi ramiona. Zimne powietrze wyjątkowo dawało się we znaki -
 - Jestem w ciąży - odparła bez ogrudek Caroline ocierając lekko usta dłonią by nie zmazać do końca czerwonej szminki. Czuła, że nie zdołałaby zrobić tego inaczej, jak po prostu to z siebie wydusić. Poczuła jak lekko uchodzi z jej ciała napięcie. Melanie wyszczerzyła oczy i stanęła jak wryta wlepiając głucho oczy w siostrę.
 - Z KIM?! -
 - Z LOUISEM.
 - Jakim cudem? Ekspresowe ma te plemniki, na to wygląda -
 - Nie żartuj - powiedziała poważnie Caroline - znaliśmy się już wcześnieJ, spotykaliśmy się -
Melanie wciąż spogoglądała na bladą twarz sisotry z wyjątkowym niedowierzaniem.
 - Wiem, że nie rozumiesz, ale możemy porozmawiać później? - Powiedziała Caroline spoglądając na zbliżającego się do nich ojca -
Melanie skinęła i skierowała się wprost do wejścia biorąc małą Cindy za rączkę.
 - Oj kochanie, świat jesT nienormalny - odparła tak jakby do Siebie -
 - Co? - spytała Cindy -
I wtedy ugryzła się w język z obawą, by nie pękło jej serce.Odpowiedź jaka nasunęła jej się na usta zdała się być tak absurdalna. "Kiedyś zobaczysz" było nad wyraz bezlitosne.
 - MELANIEEEEEEE - usłyszała nagle świergotliwy a zarazem wesoły głos przesycony Polskim, czystym akcentem -
 - O Dominika - westchnęła - miło Cię widzieć - dodała całując ją w policzek -
 - Wyglądasz nieziemsko, dziewczyno - powiedziała kuzynka - nie trudno się dziwić, że to cudo stojące przy szwedzkim stole, w obcisłym czarnym garniaku jest Twoje -
Jej uwaga mimo wszystko zabrzmiała bardzo miło. Melanie uśmiechnęła się i poklępała kuzynkę po pupie.
 - Nie będę już wspominać o Twojej wyzywającej a zarazem eleganckiej drogiej sukience od LV, bardzo ładny odcien indygo, swoją drogą -
 - Nic się nie zmieniło, co? - spytała Dominika - zawsze będziemy takie same -
Melanie skinęła tylko porozumiewawczo głową, nie wiedziała co Dominika miała dokładnie na myśli, lecz mimo wszystko wierzyła, że było to coś czysto pozytywnego szczerego i emocjonalnego, nie związanego z tym z czym próbowała od dawna skończyć. Andy niepewnie dołączyła do dziewczyn i uniosła wysoko głowę czekając, aż ją zauważą.
 - Andy - powiedziała Dominika - pięknie wyglądasz.
Dziewczyna tylko uśmiechnęłą się w odpowiedzi i złapała Melanie za nadgarstek.
 - Nie rozczulajmy się teraz nad sobą, patrzcie jaką w tym roku zrobili bajerancką scenę na inaugarację. Jest o wiele silniejsze nagłośnienie niż zwykle, dobrze będzie słychać giatrę elektryczną, prawda? -
 - Oj tak - odparła Melanie utkwiwszy wzrok w ogromnych głośnikach Marshalla ustawionych przy scenie w odległym kącie gigantycznej sali balowej Holiday Inn. Dziewczyna pomyślała, że być może wypadałoby podejść do chłopaków i się przywitać, lecz poczuła się zbyt zaabsorbowana własnymi odległymi i tak obcymi myślami. Czuła stres, czuła coś czego nie dane jej było czuć od bardzo dawna, a potężny kop adrenaliny zwiększył wytwarzanie Endorfin o 100%.  Potężne kryształowe żyrandole błyszczały w lekkim półmroku. Przy stole dziewczyny ujrzały stojącego i rozmawiającego żywo Eda Sheerana w towarzystwie Harrego i Louisa. Melanie poczuła przypływ budującego podniecenia i zwróciła się w kierunku chłopaków ciągnąc za sobą dyskretnie Andy i Dominikę.
 - Witam - powiedziała podchodząc do Harrego. Chłopak uśmiechnął się, zlustrował ją wzrokiem i złapał w talii przyciągając blisko do Siebie. Pocałował ją delikatnie w usta. W takich chwilach odchodziły od niego wszelkie wątpliwości jakie zwykły często krzątać się mu po głowie. Zawsze gdy ją widział, osbiegały od niego wszelkie wątpliwości. gdy natomiast znajdował się znów sam z całą czwórką i Simonem, gdy był zmuszony dopuszczać do świadomości informacje o wyjeździe, wciąż miotały nim nieprzyjemne myśli. Ciągle czuł dziwną niepewność, po tym co odważył się jej wczoraj powiedzieć.
 - Ed, to jest moja dziewczyna Melanie -
 - Oczywiście, że wiem, kto to, miło Cię w końcu poznać Melanie - odparł podając dziewczynie dłoń. Ucałował delikatnie jej wierzch i spojrzał na nią przeciągle - zdenerwowana dzisiejszym występem?
 - Bynajmniej - odpowiedziała szybko Melanie - Myślę, że to już będzie czas najwyższy -
 - Zupełnie się zgadzam - odparł Ed podnosząc do ust szklankę szampana w geście toastu -
A ta urocza pani obok Andy to?
 - Oh, Dominika Docklands - odparła także podając mu dłoń - kuzynka - dodała po chwili -
Harry i Louis zdawali się tkwić w głębokiej konsternacji.
 - Już wyjaśniam - powiedziała Melanie, łapiąc Harrego niezauważalnie za jędrny tyłek - Kiedyś dużo w Polsce śpiewałam i występowałam, Ed jest stałym bywalcem owego bankietu, jako że jesteście tu pierwszy raz, nie możecie wiedzieć, że Ed jest odkrywcą moich ukrytych kaset. I nie wiem jakim cudem, słyszał o mnie w Polsce - dodała po chwili - i tak się oto znamy -
Harry rozchylił lekko usta, jakby jej odpowiedź zdała się go w ogóle nie obchodzić. Przycisnął ją do siebie jeszcze silniej wpijajając lekko palce tuż nad miednicą.
 - Rozumiem, spoglądajac na grafik, występujesz jako pierwsza? - powiedział Ed -
 Melanie lekko zmarszczyła brwi. Wzięła od chłopaka kartkę i prześledziła ją uważnie wzrokiem. Nie zdążyła nic odpowiedzieć, gdy ujrzała wystającą zza filaru Caroline usilnie próbującą zwrócić jej uwagę. Machała do niej żywnie ręką. Melanie przeprosiwszy wszystkich podeszła do niej.
 - Co Ty wyprawiasz?
 - CHODŹ SIĘ PRZYGOTOWAĆ DO WYJŚCIA, OJCIEC UZNAŁ ŻE MASZ PRZYWITAĆ WSZYSTKICH GOŚCI.
 - SŁUCHAM?!
Twarz nabiegła jej gorącym rumieńcem i złożyła dłonie na piersi. Czerwone sukienka lekko jej się osunęła z piersi.
 - Zakryj te cycki i chodź za mną - powiedziała Caroline - NO JUŻ!! -
Wyszły z sali balowej i udały się w lewo. Weszły do pierwszych drzwi prowadzących do ubogiego pokoiku, z ciemną kanapą ciepmnym stołem, paroma krzesłami i mnóstwem jakichś bliżej nieokreślonego pochodzenia gratów.
 - Uroczo, jak na 5 gwiazdkowy hotel - odparła Melanie -
 - Kochanie, dobrze wiem że dasz sobie radę, nie miewasz kłopotów z występami publicznymi -
 - Dlaczego nie możesz Ty jak zwykle wszystkiego rozpocząć? - odparła pretensjonalnie -
 - Kochanie, to jest moja prośba w zamian, za to - odparł ojciec odsuwając się delikatnie na bok, ukazując dziewczynie widok, który nie tylko wprawił ją w osłupienie, ale w stan zbyt szczęśliwy, by jedna osoba mogła pomieścić w sobie tyle euforii.

1 komentarz:

  1. Dominika to niezła suka a Melanie to moja ulubiona bohaterka!
    ZAJEBISTE OPOWIADANIE DAWAJ NASTĘPNE CZĘSCI :***********

    OdpowiedzUsuń