niedziela, 25 marca 2012

cz. 15 "you're my soulmate, the missing half"

 - WYSIADAJ, TERAZ! - rozkazała Dominika wypychając przyjaciółkę z samochodu, tuż za ciemnym ogrodzeniem jakiegoś obcego domu. Pokaźny tłum dziennikarzy błyskał nieopodal nich, stojąc jedną nogą na posesji Docklands. Melanie pobiegła dyskretnie na tyły domu, błogosławiąc lekceważących bezpieczeństwo sąsiadów, zostawiających otwarte furtki i nieszczelne ogrodzenia. Wślizgnęła się do mieszkania, zatrzaskując z impetem drzwi i oparłwszy się o ścianę, osunęła się na ciepły czekoladowy dywan. Wzięła parę głębokich wdechów i otarła zaschnięte, lepkie ślady po łzach. Obiecała sobie, że nie będzie płakać.W żadnych okolicznościach, przez nikogo, już nigdy, nie uroni ani jednej łzy. Była wręcz zła na siebie, że dopuściła się do takiego stanu. To był pierwszy dzień, reszty jej życia, który wyjątkowo absurdalnie uświadomił ją w tym, jak to będzie teraz wyglądać. Tłumaczyła sobie swoje łzy, zaskoczeniem, szokiem, natłokiem nowych zdarzeń. Zobaczyła go, pierwszy raz od pięciu miesięcy, zobaczyła go żywego. Nie na okładce śmierdzącego tuszem magazynu, ani na ekranie telewizora. Stał tak, z krwi i kości, oddychając tym samym powietrzem i z tym samym przyspieszonym tętnem i krwią buzującą w skroniach.
 - Wszystko w porządku kochanie? - dało się słyszeć głos Jamesa wparowującego przez drzwi werandy do domu. Dominika wyminęła go i stanąwszy jak wryta w przedsionku, przyjrzała się Melanie jedzącą kanapkę przy stole.
 - Tak, wszystko w jak najlepszym - odpowiedziała, starając się zachować spokojny ton -
Z głośników dało się słyszeć The kooks-always where I need to be. Melanie siedziała i kiwała się do muzyki.
 - Wbrew wszystkiemu, co myślicie, spodziewałam się, że stanę się teraz osobą"publiczną" - odparła usilnie akcentując ostatnie słowo - więc ten "pierwszy raz", to była tylko kwestia czasu.
Dominika podeszła do przyjaciółki i zajęła miejsce obok. Pocałowała ją w skroń i skinęła głową w kierunku drzwi wyjściowych.
 - Wezwałaś policję? - spytała spoglądając na nią pytająco - 
 - Nie - odparła Melanie przeżuwając kawałek kanapki -
 - Cóż, przyszli gliniarze i rozgromili dziki tłum, dzięki temu weszliśmy -
 - Chcesz gryza? - spytała Mel wyciągając tłustą, napakowaną majonezem kanapkę w stronę przyjaciółki -
 - Mela, do cholery, mogłabyś się zachowywać jakoś poważniej? - powiedziała do niej po angielsku -
 - A co, chcesz mi coś powiedzieć, czego James nie może słyszeć? - zapytała drwiąco odstawiając to co miała w ręku, na talerz -
 - Miałam się dzisiaj spotkać z Zaynem -
  -Po cóż to? - spytała lekceważącym tonem -
 - Powiedział mi, że mnie kocha -
 - Harry tez mi to mówił - powiedziała przyglądając się Jamesowi, którego twarz nabrała smutnego i rozgoryczonego wyrazu. Oczywistym było, że nie rozumiał większości słów, lecz zapewne z ogromną dokładnością wyłapywał imiona, które podały w rozmowie. - wybacz, nie będę o tym rozmawiała. Nie przy Jamesie.
Dominika posłała jej pełne bólu i rozgoryczenia spojrzenie. Opadła na kanapę i oparła głowę o kupę poduszek. Wtem usłyszała, jak Melanie zerwawszy się z krzesła wbiega na górę.
 - Co jej powiedziałaś? - spytał James -
Dominika milczała, skubiąc skórkę od swojego paznokcia.
 - To jest nie w porządku, wiesz, że ją kocham i zrobiłbym dla niej wszystko, nie ukrywajcie niczego przede mną.
 - Wszystko? - przerwała mu dziewczyna, dźwignąwszy się ramieniu -
 - Wszystko. -
Rozpłakała się. Opadła znów na kanapę i otarła swoje łzy rogiem narzuty na skórzanej kanapie. Zrobiłby dla niej wszystko. Nie wiedziała, czy bolą ją te słowa same w sobie czy to, że jedyna osoba, która kiedykolwiek jej to powiedziała, odgrodzona była od niej twardym, niemożliwym do przebicia murem. Odczuwała wszystko z goła personalnie, bolało ją niezmiernie, że musi wyrzucić z Siebie to, czego obiecała się nigdy nie mówić.
 - Jesteś teraz, jedynym problemem James - wykrztusiła z Siebie -
 - Co się stało? Dlaczego płaczesz? - spytał, przybliżając się do niej, jakby puszczając jej słowa mimo uszu
 - Nie karz mi tego powtarzać, co powiedziałam przed chwilą - powiedziała zdecydowanie i szorstko -
James zmarszczył brwi stanął na równe nogi i prychnął z aprobatą.
 - Ja jestem problemem? To Ty co chwilę wracasz do tego co było - powiedział zdecydowanie kierując się w stronę kuchni -
 - A Ty zmuszasz ją każdego dnia do poświęceń, wyrzeczeń i do cierpienia, nie widzisz tego? Na prawdę? Powiedz mi James - dodała po chwili, lekko sarkastycznie, siadając na stołku w kuchni - jak to jest być z kimś kto kocha inną osobę?
 - Kocham ją -
Dominika spuściła wzrok i zaśmiała się. Odchyliła się nieco w tył i opróżniła do połowy butelkę piwa, którą James otworzył i postawił przed nią na stole.
 - Ja też kogoś kocham, a nie robię nic, bo moja najlepsza przyjaciółka, w myśl tych pierdolonych i bezsensownych zasad z tego chorego szpitala, stara się prowadzić nowe życie, zamiast walczyć. Pieprzona stagnacja, jak to jest sposób na życie, to nie warto chyba dalej żyć.
James wpatrywał się głucho w Dominikę i opadł na krześle na przeciwko. Poczuła współczucie, jakąś dziwną bezradność, jednak zamknęła oczy starając się zdusić w sobie rozprzestrzeniające się uczucia.
 - Szanuję decyzję Melanie. Ale ona nie zdaje sobie sprawy, dlatego przemyśl proszę. I pamiętaj, cokolwiek zrobisz, kocham ją i pomogę jej.
 - Nie odejdę od niej. Nie mam niczego innego na świecie - odparł biorąc porządny łyk piwa - Sama powiedziałaś. Stagnacja nie jest sposobem, będę walczył.
Skrzywiła twarz usłyszawszy jak obraca jej słowa na swoją korzyść. Zwiesiła głowę i spojrzała na niego przeszklonym wzrokiem.
 - Wobec tego, ja się zbieram James, powiem mu to dzisiaj.
 - Zaynowi? - spytał, a echo jego imienia głucho odbiło się w połowie pustym salonie -
Przytaknęła, wsunęła nogi w zniszczone vansy i zanim wyszła odwróciła się jeszcze do chłopaka.
 - Nie bądźmy egoistami.
~~~~~
Melanie stała tak przed podrapanymi drzwiami swojego pokoju, pełna przerażenia zakurzonych półek, spłowiałej narzuty i zbyt wielu nacechowanych emocjonalnie przedmiotów, otaczających ją zewsząd. Położyła jednak rękę na klamkę i pchnęła je. Stanęła jak wryta, jej dłonie rozluźniły uścisk i ciężka torba spadła z hukiem na drewniany parkiet. Po chwili dało się słyszeć ciężkie kroki Jamesa wbiegającego na górę.
 - Kochanie, coś się stało? -
Melanie uśmiechnęła się machinalnie wciąż nie odrywając wzroku od zawieszonej na suficie kremowej moskitiery, jej gitary i głośników, lśniących, ustawionych w rogu pokoju. Na stole stał bukiet świeżych herbacianych róż a w pokoju unosił się tak przez nią znienawidzony zapach leśnego odświeżacza do powietrza.  Na nocnym stoliku, zaraz obok róż stała malutka urodzinowa torebeczka z karteczką. Wyjęła jej zawartość, i uśmiechnęła się a do jej ust wpłynęła pojedyncza słona łza. Różowe gumki z hellokitty. "nie było żółtych, wszystkiego najlepszego"
 - Od kogo to? - spytał -
 - Nie wiem - odpowiedziała, zaciskając powieki, by znów się nie rozpłakać. Obiecała sobie. Powinna być zła, wściekła, rozgoryczona, że on wciąż daje znaki życia, że codziennie, w niewielkich ilościach, pojawia się w je życiu. James zmarszczył brwi i objął ją ramieniem. Mel nie poruszyła się.
 - A co to za lalka barbie, ta którą wciąż trzymasz w torebce? Myślałem, że już wyrosłaś z takich rzeczy słońce. -
Zachowywał się absurdalnie. Budował słowami wokół siebie obraz ideału, który powoli rozsypywał się i przelatywał mu między palcami. Jednak starał się, robił co mógł by udawać, że nie widzi tego co oczywiste.
 - Mógłbyś na chwilę wyjść? Chciałabym się przebrać -
Wyszedł. O nic nie pytał, zawsze robił to czego chciała. To by znacznie wyjaśniało, jak łatwo owinęła go sobie wokół palca. Jej moralność poluźniła się, szacunek miejscami gdzieś uchodził, powoli znikał, by potem znów się pojawić w postaci współczucia i poczucia winy, na widok bezradnego Jamesa z miną zbitego psa. To nie był sposób. James stanął tuż przy wyjściu, paląc powoli na werandzie jointa. Gniew. Rozgoryczenie. Wciąż przewijały się w głowie myśli, miliony niemożliwych rozwiązań. Gdyby mógł, pozbyłby się go, jednak wciąż nie wiedział jak. Zaciągał się głęboko i trzymał dym, dopóki ból nie był zbyt mocny. Nagle zaważył, parkującego w krzakach czarnego range rovera. Stał tak przez chwilę oniemiały, po czym rzucił niedopałek na ziemię, i pewnym krokiem ruszył w kierunku samochodu. Wezbrała w nim adrenalina i nieopisany gniew. Krew pulsowała mu na skroni a jego ciało oblało nieprzyjemne gorąco. Gdy zbliżył się do samochodu od razu ruszył do drzwi kierowcy i stanął w odległości niecałego metra do drzwi. Harry nieświadom niczego, wysiadł swobodnie z auta, i wnet leżał na ziemi, porażony wyjątkowo mocnym ciosem. Krew trysnęła z jego nosa opryskując całą koszulkę i beżowe trampki Jamesa. Poczuł, jak dziwne triumfalne uczucie zalewa jego świadomość. Racjonalne myślenie odpłynęło gdzieś w niebyt, a on sam, jak maszyna, wciąż pragnął więcej. Zamachnął się z całej siły i wycelował potężny kop w żołądek chłopaka, powtarzając go dwukrotnie. Uszom ich obu dobiegł trzask łamanych żeber. Wtem James poczuł czyiś potężny uścisk, odciągający go od Harrego i powalający na ziemię.
 - Oszalałeś już do reszty - zagrzmiał Liam - O co Ci kurwa chodzi - dodał po chwili celując słowa prosto w jego zdezorientowaną twarz.
James się nie poruszył. Leżał tak, patrząc jak Harry ciężko oddycha i powoli podnosi się wspierając się o ramię Liama. Harry podniósł zakrwawioną twarz i otarł nos, uśmiechając się w stronę Jamesa.
 - Naćpałeś się czy co? - powiedział przez zęby - no tak - dodał po chwili patrząc mu w oczy - głupio pytam.
James zerwał się z ziemi i ruszył znów na Harrego wyciągając ściśnięte pięści, lecz Liam go uprzedził celując wprost w żołądek. James zwinął się z bólu i przeklinając pod nosem cofnął się o kilka kroków.
 - Po co przyjechaliście - spytał w końcu James, podnosząc głowę -
 - Nie można tak kurwa było od razu? - spytał Harry - nie przyjechałem mieszać Ci w życiu, przyjechałem spytać, jakim cudem puściliście pijaną Dominikę samochodem na autostradę - dodał, podnosząc głos.
James oniemiał. Zmarszczył czoło, próbując przypomnieć sobie ostatnie 20 minut, i złapał się za głowę, wypuszczając z ust wiązankę polskich przekleństw.
 - Rozumiem, że to Twoja wina? Miała wypadek, podała numer kontaktowy do mnie, nie wiedząc czemu. - odparł ocierając nos koszulką - jednak chyba zaczynam się domyślać. - dodał po chwili - nie chciałem tego, ale poprosił mnie, bym przyjechał po Melanie -
 - Kto? -
 - Zayn - odparł Liam - nie ma czasu na rozmowy, gdzie ona jest?
 - Nie puszczę ją z wami - odparł stanowczo James -
 - Lepiej, żeby nie wiedziała, że wypuściłeś ją w takim stanie pijaną mhm? - powiedział Liam - z resztą, nie Ty o tym decydujesz.
Wtem Melanie, zauważywszy ich w ognie, porwała swoją kurtkę z łóżka, naciągnęła buty na nogi i wybiegła z mieszkania, zatrzymując się jednak w połowie drogi, ujrzawszy oświetloną przez uliczną latarnię twarz Harrego. Spojrzał na nią swoimi zielonymi oczami, a pod nosem miał mnóstwo wciąż spływającej mu po ustach jasno czerwonej krwi. Przełknęła głośno ślinę i przymknęła na ułamek sekundy uczy, próbując opanować się, tak jak zmuszona była to robić każdego dnia. lecz dopadła ją jakaś dziwna bezsilność. Nie potrafiła już dłużej. Rozbiegła się, nie myśląc o niczym i podbiegła do Harrego, obejmując chaotycznie dłońmi jego twarz. Wycierała mu cieknącą po ustach krew i nie wiedząc, co robi, próbowała opanować swoje myśli. Harry złapał ją w tali o odsunął delikatnie od Siebie. Spojrzała wtem na Jamesa, który z zwieszoną głową przygotowywał się by przyjąć na siebie teraz wszystko, czego tak bardzo bał się od nie usłyszeć przez ostatnie 5 miesięcy.
 - Ty mu to zrobiłes? - spytała -
Zabolały ją dłonie Harrego odsuwające ją na bok. Spojrzała na swoje brudne od krwi palce i z wszystkich rzeczy, jakie kiedykolwiek doświadczyła, te odpychające ją dłonie były chyba jedną z najgorszych. Nogi się pod nią ugięły. Zacisnęła usta, by nie powiedzieć zbyt wiele i z wstydem spojrzała na obserwującego całą sytuację Liama.
 - Dominika miała wypadek, podwieziemy Cię do szpitala - odparł życzliwie i ciepło -
Jej oczy rozszerzyły się do granic możliwości. Wciąż trzymała sztywno ręce, a krew na nich powoli krzepła.
Nie powiedziała wówczas nic, tylko wsiadła w milczeniu do samochodu, zostawiając za sobą sparaliżowanego Jamesa. Nie spojrzała nań nawet, tylko położyła delikatnie dłonie na swoich kolanach, przyglądając się wciąż bordowej krwi. Liam, wsiadł za kółko, a Harry usiadł na drugim końcu obok niej wepchnąwszy sobie chusteczki do nosa, po czym wyjął kolejne dwie i sięgnął po dłonie Melanie. Zaczął powoli je czyścić z już bordowej, kruszącej się krwi. Serce podeszło jej do gardła a po każdym przełknięciu śliny czuła jakby małe szpilki boleśnie wbijały się jej w klatkę piersiową. Wnioskowała, że do tej pory trzyma się jeszcze w kupie, bo to co się działo, przewyższało ją swoją niedorzecznością. Szok był zbyt wielki, by mogła jakoś zareagować na tę sytucję. Siedziała tak tylko, wlepiając wzrok w szybę.
~~~
 - pani Melanie Docklans - spytał niepewnie siwy lekarz - mam wrażenie jakbym panią znał -
 - Jestem stałym bywalcem takich miejsc. Kostnic, kościołów, szpitali odwykowych i tym podobnych.
Lekarz zmarszczył brwi i uśmiechnął się porozumiewawczo. Wziął to najwyraźniej za żart, lecz Melanie postanowiła odwzajemnić mu szeroki uśmiech.
  -Zapraszam tędy, myślę, że będziemy mogli teraz wspólnie porozmawiać -
Siwy mężczyzna zaprowadził Melanie, Harrego oraz Liama do jasno oświetlonego szpitalnymi jarzeniówkami pomieszczenia. Dominika leżała tam, z wzrokiem wpatrzonym w Zayna wciąż trzymającego dziewczynę za rękę. Chłopak, ujrzawszy całą trójkę, zerwał się z jedynego obecnego tu krzesła i podszedł do Melanie, wskazując jej, by usiadła.
 - Proszę - odparł -
Melanie uśmiechnęła się i pogłaskała go machinalnie po przedramieniu. Dominika złapała przyjaciółkę kurczowo za nadgarstek i ścisnęła z całej siły, jakby chciała jej w ten sposób coś powiedzieć. Zacisnęła powieki, a po jej policzku spłynęła niewielka łza.
 - Dominika doznała poważnego uszkodzenia kręgosłupa, jednak naszym zdaniem, niekoniecznie trwałego -
 - To znaczy? - powiedziała Mel, marszcząc brwi -
 - Rehabilitacja powinna jej pomóc by chociaż w części odzyskać sprawność w nogach -
 - Chcę pan mi powiedzieć - odparła zwieszając na ułamek sekundy głowę - chce pan powiedzieć, że będzie jeździła na wózku?
Dominika leżała wciąż nieruchomo wbijając wzrok w biały sufit. Nie czuła smutku, nie czuła się nawet rozgoryczona. Spojrzała na czubki swoich palców odznaczających się na pościeli. Chociaż próbowała, one wciąż tkwiły nieruchomo. Przyjaciółką spojrzała na nią wymownie, jednak Dominika nie odwróciła nawet wzroku.
 - Czy moglibyście na chwilę wyjść i zostawić mnie z nią samą? - spytała Melanie zaciskając pięści -
Nikt nic nie odparł. Minęła chwila, gdy białe szpitalne drzwi zatrzasnęły się za Zaynem, najwyraźniej odwlekającym tę chwilę.Obie milczały. Dominika spojrzała jednak na oniemiałą, tkwiąca w bezruchu przyjaciółkę i ujrzała resztki zaschniętej krwi widoczne na rękawie jej kurtki.
 - Melanie, co to? - spytała wskazując na jej dłoń -
 - Jesteś niepełnosprawna - powiedziała wtem, jakby do siebie. Jej wzrok wciąż był utkwiony nieruchomo -
 - Melanie... - szepnęła Dominika, a po jej policzku spłynęły łzy -
 -  Najpierw moja matka, potem moja siostra, teraz ta krew na moich dłoniach. I pomyśleć, że to wszystko ma bezpośredni związek ze mną -
Znów milczenie przerywane jedynie łkaniem, drobnej, zapadniętej w szpitalnym materacu blondynki. Melanie dźwignęła się z krzesła i wybiegła z impetem z obrzydliwie cuchnącego szpitalnego pomieszczenia. Skierowała się w lewo, idąc pewnym krokiem w kierunku cichego odgłosu płaczących dzieci. Oddział położniczy rozlał się przed nią ciepłym różowo błękitnym kolorytem i mnóstwem drepczących wokół łóżeczek pielęgniarek. Spojrzała na swoje brudne dłonie i niechlujnie związane włosy i cofnęła się lekko, by nie wzbudzać podejrzeń, jednak nagle ktoś odciągnął ją na bok i wpił w nią swoje usta, które miały przyjemny krwisto metaliczny posmak.






7 komentarzy:

  1. jak zawsze. cudownie, pięknie, wspaniale. więcej Zayna! i czemu masakrujesz Hazze? biedna Dominika. oh, ah, ah, zachwycam się. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zayn powróci, własnie teraz, na stałe huhu

      Usuń
    2. nie mogę się już doczekać. tęskniłam.

      Usuń
  2. błagam niech harry będzie z melanie, to on się z nią całuję na końcu rozdzialu prawda
    ania

    OdpowiedzUsuń
  3. Dlaczego niepełnosprawna? Ale przynajmniej akcja się rozwija. Oby więcej takich pomysłów ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to co się stało będzie zasadnczym spoiwem, które utrzyma ich wszystkich razem, biorąc pod uwagę, ile można pisać o cierpieniu haha, plus do tego, jak się domyślasz zapewne, jej "niepełnosprawność" bądź co bądź to nie był wypadek ;p

      Usuń