piątek, 16 marca 2012

cz. 13 " The definition of happiness"

Ciężkie gałęzie biły go po twarzy niczym baty, jednak nie biegł. Szedł zdecydowanym krokiem nie zważając na trącających go ludzi. Łzy cisnęły mu się do oczu jak gorzkie i palące krople kwasu. Maszerował, coraz szybciej i gwałtowniej odgarniając tnące konary.
 - Niall, kurwa!!!!!!! - dało się słyszeć głos Zayna -
Chłopak słyszał także ciche kobiece pochlipywanie, bezradne i tak delikatne, którego w zasadzie nie miał prawa słyszeć. Spojrzał się za siebie, ukrywszy swoją sylwetkę za pniem i spojrzał na jej zrezygnowaną, nabiegłą czerwonymi rumieńcami twarz. Chaotycznie odgarniała włosy, które wciąż i wciąż spadały na jej lepką od łez twarz. Andy brnęła w klapkach po rozpacianym od wilgoci podłożu i grzęznąć w gęstym podłożu, wciąż zatrzymywała się, chowając twarz w dłoniach, by znów za chwilę, unieść głowę wysoko i iść dalej, mimo chłodu.
 - To jest jakiś pierdolony horror! Niall, jeżeli tam jesteś, błagam odezwij się do mnie! - Złość i agresja wzbierały w jego głosie, spowodowane zupełnym ogłupieniem i zatraceniem. Jakże własne problemy potrafią być absorbujące i oślepiające. Zayn zatrzymał się na chwilę i oparł się o drzewo cięzko dysząc. Przed jego oczyma rozpostarł się cienki i ledwo widoczny obraz autostrady i mknących, szumiących z lekka samochodów.
 - Brzydzę się sobą - powiedział nagle, wyrywając Andy z osłupienia - Przepraszam Andy - powiedział po chwili przeczesując palcami włosy - wracaj proszę do domu, pamiętaj zawsze możesz na mnie liczyć.
Po tych słowach odwrócił się do niej plecami i zniknął za gęstą warstwą mgły unoszącą się za parującym przyjemnym ciepłem lasem. Stała tak przez chwilę, bez bielizny, z rozdartą bluzką i założonym niedbale długim beżowym paltem. Jej stopy zrobiły się przeraźliwie blade i skostniałe, wręcz sine. Nie obeszło ją to i zwracając się po chwili w przeciwnym kierunku do tego w którym zmierzył Zayn, ubitą ścieżką skierowała się w kierunku swojego domu. Dziwną zagadką, zdawała się być dla niej jej własna egzystencja. Nie odczuwała najmniejszych potrzeb, a jej bezmyślność spowodowana zrezygnowaniem, górowała nad zdrowym rozsądkiem który zwykła mieć. Jej matka wyjechała w delegację, jak zwykle pozostawiając ją z chorą babcią, wyciskającą z swoim astygmatycznych dłoni ostatnie siły, by tylko dogodzić wnuczce. Wdzięczność, której Andy tak często brakowało, zawstydzała ją. A mimo wszystko, nie potrafiła nic zmienić. Została z niczym, absolutnie niczym, otoczona ludźmi szukającymi odpowiedzi na pytania, na które wiedziała, że nie będzie potrafiła udzielić żadnej odpowiedzi. Mimo wszystko przyjmowała ich do Siebie, tak jak niepotrzebnie przyjęła dzisiaj Zayna. Od dawna bolało ją to, że zawsze była tą "drugą" w obliczu rozpływającego się w świadomości obrazu przyjaciółki. Lecz nigdy nie traciła szacunku do Siebie, przez to, że starała się być pierwsza. Nie przeszkadzało jej nigdy bycie drugą. Do chwili, w której nie z własnej woli została tą pierwsza, bądź co bądź, niestety tym samym jedyną. Andy doszedłwszy do ledwo wiszącej na zawiasach bramy, poczłapała do frontowych drzwi, starając się je otworzyć jak najciszej. Nacisnęła delikatnie klamkę i pchnęła dębowe drzwi. Ujrzała babcię, siedzącą bez ruchu na skórzanej kanapie, niewzruszenie oglądającej jakiś serial. Nie odezwała się, nie spojrzała nawet na wnuczkę, wydając tylko z siebie ciche sapnięcie. Andy odczuła tą reakcję o wiele głebiej i boleśniej niż jakąkolwiek uwagę bądź krytykę. Wiedziała, że gdy człowiek nie ma nic do powiedzenia, zazwyczaj jest to zbyt bolesne, by móc chociażby o tym pomyśleć. Zsunęła z swoich podrapanych ramion brudne palto i ruszyła na górę, dotykając swojej twarzy. Na jej opuszkach pojawiły się czarne smugi od tuszu do rzęs i błota. Wytarła je o spodnie i ruszyła w kierunku swojego pokoju, lecz drzwi do niego były otwarte. Na niepościelonym, wciąż pachnącym ostatnimi wydarzeniami łóżku, siedział niewysoki blondyn, z roztrzepanymi włosami, w czerwonym polo i oczami koloru wzburzonego morza. Spojrzał na nią obracając w dłoniach mały srebrny medalik. Medalik Harrego.
 - Gdybym ich nie znał Andy, pewnie teraz byłbym zły - odparł o nic nie pytany - Ale znam ich Andy, wiem gdzie teraz jest Harry, wiem, dlaczego był tu Zayn i wiem, że wcale tego nie chciałaś -
Istotnie, nie chciała. Spojrzała na niego współczująco i nie ruszywszy się z miejsca, powiedziała.
 - Daj spokój Niall, na niczym mi nie zależy, niepotrzebne mi są Twoje umoralniające gadki - powiedziała zrzucając się z siebie porwaną bluzkę i naciągając przewieszoną przez ramię fotela dużą bluzę.
 - Będziesz tak udawać? -
 - A mam jakieś wyjście? -
 - Masz - odpowiedział -
 - Nie brzydzisz się mną? - spytała wprost spoglądając na niego -
 - Nie - odparł - Czego miałbym się brzydzić?
Nie rozumiała. Pochyliła się i podniosła z ziemi ciepły koc. Usiadła obok chłopaka i opatuliła się nim szczelnie. Objął ją lekko jak porcelanową lalkę. Nie potrafił inaczej.
 - Oni wszyscy są dla mnie jak rodzina. To się wszystko rozbija nie radzę sobie z tym. Im Mel się od nas bardziej oddala, tym jest gorzej.
Westchnęła głośno.
 - Ona gdzieś tam jest i zapewne cierpi, a ja bardziej, bo być bez niej to jak żyć bez powietrza. Trudno się oddycha. Ona jest uzależniająca, w ten dobry, ale niezdrowy sposób. I nie zaprzeczaj, obrzydzam Cię. Obrzydzam samą siebie.

~~~~
Słońce rozgrzało granatową pościel, więc Mel odkryła się praktycznie zupełnie, wystawiając swoje nagie piersi na promienie słoneczne. Leżała tak wpatrując się w unoszącą się i opadającą klatkę piersiową Harrego. "Gdybyś tak nagle zniknął, czy byłoby mi łatwiej z świadomością, że nie mam do kogo wracać?"Stukała kciukiem w milczący wyświetlacz telefonu praktycznie o niczym więcej nie myśląc. Tkwiła w jakimś nieprzyjemnym otępieniu. Harry wciąż spał, zmęczony zmartwieniami i bezsennymi nocami, jakby wreszcie zaznał ulgi. Zdawało się, że spokojny sen zmorzył go wyjątkowo mocno, lecz gdy Melanie tylko poruszyła się by wyślizgnąć się z jego objęć, zacisnął dłonie silniej wokół jej talii i powiedział łagodnie i melodyjnie :
 - Dokąd się wybierasz, Mel? -słońce oślepiło go, gdy uniósł się na łokciu i zmrużył oczy poprawiając rozwichrzone i kręcone włosy.
 - Jesteś piękny - powiedziała dziewczyna, kładąc się na plecach. jej nagie blade piersi zalśniły mocno, kontrastując z ciemną i matową pościelą.
 - To taki synonim dla "kocham Cie?" - spytał całując ją w skroń - jeżeli tak, to w takim razie też jesteś piękna - odparł po chwili zerwawszy się z łóżka. - Ubieraj się kochanie, mam pomysł.
Stanął zupełnie nagi i wyciągnął się, a jego kości miednicze seksownie wysunęły się na wierzch.
Mel przycupnęła na skraju łóżka i posłusznie naciągnęła wygrzebaną z torby bieliznę. Przejrzała jej zawartość i wśród jednakowej czarnej odzieży, dostrzegła parę swoich ciemnych jeansów i błękitną koszulkę z psem Husky, która miała na sobie zarówno tego dnia, gdy spotkała Harrego po raz drugi w Richmond przy pralni, jak i tego dnia gdy z nienawiści i bezsilności, spakowawszy parę przypadkowych ubrań, wsiadła do czarnego, zniszczonego Mustanga. Sojrzała na swoje odbicie w zawieszonym w łazience lustrze i pozwoliła Harremu zrobić sobie warkocza. W skupieniu rozczesywał jej miękkie, brązowe włosy, przejeżdżając wzdłuż nich palcami. Melanie, mimo przyjemności i błogości jaka ją ogarniała od pierwszego momentu, gdy ujrzała zeszłej nocy czarnego Range Rovera, czuła się przestraszona. Nieodpowiedzialna. Lekkomyślna. Niesłowna.
 - Myślisz, że Dominika jest u chłopaków? - rzuciła w końcu na głos, jakby wcale nie pytając, tylko układając sobie w głowie pewne fakty -
 - Nie wiem - odparł całując ją miękkimi ustami w kark - Najprawdopodobniej -
 - Będę musiała do nich pójść i z nimi porozmawiać -
 - Mel - szepnął błagalnie Harry - proszę Cię.
 - O co? - spytała donośnie, a jej głos nieprzyjemnie obił się głuchym echem po toalecie -
Nie wiedział o co prosi, miał w głowie wizję życia, jakie sobie wymarzył. Nie było bynajmniej wymagające, było niedorzecznie szczęśliwe. Dlatego nie miało prawa bytu.
 - Chciałbyś, żebym to wszystko rzuciła? - spytała, zwracając twarz ku niemu -
 - A jak inaczej to sobie teraz wyobrażasz? - spytał -
 - Jak ja mam teraz to wszystko zostawić? Powinnam się była stosować do postanowień, co tu w ogóle robisz? Skąd wiedziałeś gdzie jestem?
 - A to ma jakieś znaczenie?
 - Ma, istotnie, ma, bo nie powinno Cię tu być!!! kurwa - szepnęła sama do Siebie opierając dłonie na umywalce -
Ogarnęła ją nagła frustracja, a nogi trzęsły jej się niemiłosiernie. Harry w szoku stał tak osłupiały, wciąż trzymając w dłoni jej szczotkę do włosów.
 - Dlaczego wszystko nie może być tak jak było na początku, jak się poznaliśmy? -
Pytanie to zabrzmiało bardziej niedorzecznie, niż mógłby sobie tego życzyć. Po kilkusekundowym grobowym milczeniu, Melanie podniosła się znad umywalki.
 - Bo jestem uzależniona. Bo Cindy zmarła, mój ojciec wyjechał, wyparłam się go, chociaż miałam być jak matka, od zawsze starałam się być jak ona. Bo moja siostra jest w ciąży i jest szczęśliwa i nie mogę jej nawet nic powiedzieć.
 - Myślisz, że jest szczęśliwa? -
 - No właśnie! Harry! Pojawiając się wciąż i znikając nie naprawię niczego, co zrobiłam źle. Straciłam jedyną małą istotę jaką miałam i wyparłam się wszystkiego, co było z nią związane.
 - Mogę Ci ją z powrotem dać - odpowiedział stanowczo - Mogę dać Ci wszystko co mam, dać Ci drugą małą Cindy, jeżeli tego zapragniesz.
Zamilkła na parę chwil i wciąż w osłupieniu patrząc na jego trzęsące się dłonie wybiegła z łaznieki.
 - Na Boga, o czym Ty do cholery mówisz? Co to za sielanka? Kochamy się całą noc, zupełnie jakbyśmy się dopiero w sobie zakochali, jak to się kurwa dzieje, że jestem z dnia na dzień coraz głupsza? Przyjeżdżasz tu, gdy jestem absolutnie naćpana i znów zabierasz mnie tam, gdzie nie potrzebowałam sprawiać sobie bólu, ale wybrałam tamto życie, kurwa -
Wytarła spocone dłonie w koszulkę i spojrzała na niego bladym z przerażenia i szaleńczym wzrokiem. Dotykała chaotycznie swojej nabiegłej potem twarzy i próbowałam się uspokoić.
 - Co się z Tobą dzieję, Mel? - spytał Harry próbując do niej podejść, lecz ona wyminęła go i rzuciła się do wyjścia, narzucając na ramiona swoją przesiąkniętą zapachem piwa i papierosów kurtkę. Łzy momentalnie pociekły jej po twarzy, gdy uderzył ją nieprzyjemny zapach klimatyzacji dobiegający z korytarza.
 - MELANIE! - krzyczał za nią Harry porywając swoje rzeczy i pakując do torby - Cokolwiek to jest, pomogę Ci z tym - krzyczał coraz głośniej, a jego głos odbijał się donośnym echem po długim korytarzu -
 - Obiecałam, że to nie będziesz Ty - odparła, zatrzymując się na chwilę, lecz jakaś ciemna sylwetka, zakryła jej zupełną widoczność. Nad jej posturą unosił się ostry zapach drogiej wody kolońskiej i mentholowych papierosów.
 - Dokładnie, obiecała - odparł Simon stając przed nią dumnie w towarzystwie Zayna - wiedziałem, że Cię tu znajdę, Harry - dodał po chwili zwracając się w kierunku zdezorientowanego chłopaka. -
Zayn spojrzał żałośnie na Melanie i pomimo wymownej twarzy Simona, przytulił ją mocno, wtulając na ułamek sekundy nos w jej charakterystycznie pachnące włosy. Znów wyglądała znajomo, znów było dla niego za późno by zapanować nad zdrowym rozsądkiem. Spojrzał głęboko w jej niebieskie oczy.
 - Policjanci znaleźli w lesie naćpaną Dominikę. Ludzie z sąsiedztwa skarżyli się na głośne śpiewy jakiejś kobiety dochodzę z lasu, żyje, ale... -
 - Empatia - przerwał Simon - szlachetne uczucie Zayn, a może to coś innego? Nie mieliśmy się jeszcze okazji spotkać w trójkę, więc postawię sprawę jasno. Pracuję dla was tak ciężko jak to możliwe, nie wiem czy tak dużo wymagam, odrobiny szacunku dla mojej pracy. A wy zakochujecie się w wariatce, ćpunce i alkoholiczce, która prawie was rozbiła i wciąż najwyraźniej to robi, CHOCIAŻ - zaakcentował zbliżając się bardzo blisko do jej skamieniałej twarzy - CHOCIAŻ OBIECAŁA MI, ŻE ROBIĆ TEGO JUŻ WIĘCEJ NIE BĘDZIE.
Korytarz, wypełniony mnóstwem wystających zza drzwi apartamentów ciekawskich głów, przerodził się w przestrzeń pełną kwaśnych i żrących oddechów i spojrzeń pełnych żalu i niezrozumienia. Nienawiści. Melanie spojrzała błagalnie na Harrego, lecz nie dostrzegła w jego oczach niczego, prócz dziwnie palącego ognia. Zayn stał wciąż blisko niej, chłonąc każdą komórką jej obecność.
 - Trzeba to w takim razie załatwić inaczej, i sprawa sama się rozwiązała, przynajmniej będziesz mogła sobie w końcu pomóc i zdasz sobie sprawę, gdzie Twoje miejsce. Policja zabierze Cię na badania toksykologiczne. Myślę, że odwyk nie byłby złym rozwiązaniem. Szpital St. August coś Ci mówi? Już tam byłaś prawda? Miałaś uciekać od przeszłości, nie chciałaś, to proszę bardzo, przeszłość do Ciebie wróciła.  I szybko nie odejdzie.
Harrego bolało, niemiłosiernie bolało i dusiło w gardle, że tak małe miał pojęcie, o czym rozmawiają. Czas jakoś dziwnie biegł, w zwolnionym tempie, słowa przelewały mu się w głowie jak przez sito, a jedyny odruch warunkowy, na jaki sobie pozwolił, to zrobienie miejsca dla funkcjonariuszy policji wyprowadzających Melanie na zewnątrz. Ściskając boleśnie jej ramiona, nie pozwalając się nawet odwrócić.
~~~~~
 - Kochanie, postawisz to tutaj na stół? - spytała Caroline, poprawiając swoją wrzosową bluzkę -
Louis sięgnął po półmisek pełen karmelizowanych owoców -
Wyobraziła sobie szczęście, bardziej niepokojące, niż przynoszące radość. Gdy usłyszała potężny trzask zamykanego garażu i mnóstwo par nóg, odbijających się głuchym echem od posadzki, zrozumiała, że niepotrzebnie próbowała ułożyć życie według własnego schematu. Nie miała spoiwa, by utrzymać go w całości. Przez cały dzień, karmiła się słodkim kłamstwem. Przez całe życie, jak wróżka, potrafiła z własnego samopoczucia czytać jak z tarota, co się działo z Melanie? W niewyjaśnionych okolicznościach, doszła dzisiaj rano do wniosku, że dzisiejszy wieczór spędzą wszyscy razem, niekoniecznie w atmosferze, jakiej mogła sobie życzyć. Wtem, z przemyśleń wyrwało ją głośne chrząknięcie najbardziej, po siostrze, znienawidzonej przez siebie osoby, Simona. Nie można było czystej człowieczej nienawiści przyrównać to frustracji, lecz mniej więcej tak hierarchizowały się jej uczucia obecnie. Nienawiść, tak, to było absolutnie dobre określenie.
 - No to się doczekaliśmy rozwiązania sytuacji, Twoja siostra wróci do tego szpitala, może to pomoże jej się trochę ogarnąć z swoim życiem -
 - Wielkoduszne - szepnęła Caroline -
Zapadła chwila ciszy. Harry zrzucił z nóg przemoczone obuwie i podszedł bliżej Caroline. Spojrzał w jej równie intensywne niebieskie oczy.
 - Co mówiła ?
 - Obiecała mi - odparł gładząc ją po brzuchu - że będę najszczęśliwszym wujkiem na świecie -
Harry zdawał się zgubić gdzieś swoją impulsywność i zapał do buntu. Nie było już teraz przeciwko czemu się buntować.
 - A ja obiecałem, że zwrócę jej małą Cindy - szepnął, jakby do Siebie -
Harry, Zayn, Niall, Louis, Liam, tylko to się układało w głowie Caroline w całość z nierozerwalnym spoiwem. Tak teraz stali przed nią, rozdarci, lecz wciąż razem.

Zapraszam do komentowania :)


7 komentarzy:

  1. to pojechałaś ze wszystkim po bandzie, ostro się zrobiło. ale przeczuwam jeszcze więcej tego typu akcji, za dobrze Cię znam. ;D szkoda mi tylko, że oni wszyscy tak cierpią, no ale bez tego nie ma tych ciarek na plecach jak się czyta to opowiadanie <3 good job, keep going / m

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jakoś nie umiem wprowadzić teraz jakiegoś wesołego wątku ahhahaha, ale teraz będzie już coś w stylu "parę miesięcy później"

      Usuń
  2. Niech Harry bd z Melanie. Ale dzieje sie. Kocham czytac twojego bloga :** dawaj nastpeny : )))

    OdpowiedzUsuń
  3. błagam Cię zrób tak, żeby już w następnym rozdziale melanie była z harrym. Od ostatnich rozdziałow caly czas płaczę, nie chcę żeby mama o tym wiedziała.twój blog jest świetny, jestem od niego uzależniona. czekam na następny rozdział

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kurde, nie wiem czy dobrze zrobię, jak powiem "dziękuję", bo nie chcę, żebyś tak płakała :( i niestety nie mogę Ci obiecać, że będą razem :( ale bądź cierpliwa!

      Usuń
  4. Laska Ty mi banie psujesz ! Melanie na odwyku i ten odruch Hazz'y co to wgl było ?! nie, nie nakopie mu kiedyś ! jak tylko go spotkam ! ahahah i jak nie moglaś powiedzieć Mi o nowym rozdziale ?! słucham.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zapomniałam kiciu :( ciesze, że Ci sie podoba a ja czekam u Ciebie na nowy rozdział!!!!!!!!!!

      Usuń