niedziela, 11 marca 2012

cz. 12 "Time has taken all t's toll"





Sex. Stan absolutnego zapomnienia, gdzie potęgujące się uczucia i żądze w niebywały i niezrozumiały sposób, czynią człowieka głupim. Tak, istotnie, głupim.  Ludzie, będący absolutnie ograniczeni moralnie źle pojmują samo przeznaczenie sexu, bo czy pomylę się, gdy powiem, że istnieje zasadnicza różnica, między tak zwanym "puszczaniem się" i uprawianiem nierządu, a faktycznym oddawaniu upustu swoim rządzom z osobą, którę na prawdę daży się uczuciem? I czy ma wtedy jakieś znaczenie, czy robimy to często, intensywnie, w miejscach publicznych, bardziej intymnie, po roztsaniu czy też nie? Cóż, punktem zwrotnym może być moment, gdy dziwka uzna, że kocha wszystkich swoich klientów. I zabrzmiałoby to zapewne tak samo absurdalnie, jak to, że samica Tygrzyka paskowanego zjada swojego ukochanego po stosunku. Brzmi dziwnie, ale takie są prawada natury i świat nie dzieli ludzi na prawych  i tych bardziej zdeprawowanych. Świat się dzieli na silnych i słabszych. Bo ten kto potrafi oprzeć się pokusie i rządzy wobec drugiego człowieka, posiada ogromną kontrolę nad swoim życiem. Gdyby Kain tak bardzo nie pragnął być w centrum uznania Boga, zabiłby Abla? Właśnie.
Dominika wyszedłwszy z pokoju, zamknęła za soba drzwi i stanęła przed roztrzęsionym i niespokojnym Harrym.
 - Ciągle masz wrażenie, jakby to nie był dobry pomysł, prawda? -
Nie odpowiedział. Chociaż sprawiał wiecznie wrażenie skromnego i romantycznego faceta, którym prawdopodobnie w istocie był, promieniowało od niego przyjemne, ostre wrażenie, że w istocie rzeczy, jest niegrzecznym i świadomym swojej wartości mężczyzną.
 - Niestety nic Ci nie doradzę Hazza - powiedziała spokojnie przyglądając mu się obojętnym i pijanym wzrokiem - Pójdę się przejść, tu masz klucze - odparła wyciągając dłoń w jego kierunku -
 - Wydawało mi się, że ostatnią rzeczą jakiej byś chciała, było to bym znów ją zobaczył i zepsuł wam to co macie -
Dominika zaśmiała się przeciągle i oparła głowę o wyłożoną fioletową tapetą ścianę. Co tak właściwie mieli? Takie pytania z reguły nie posiadają kalrownej odpowiedzi, a mimo wszystko zawsze wiadomo kiedy jest dobrze, a kiedy źle pomimo tego, że nie jest idealnie.
 - Harry - powiedziała Dominika - Nie chcę wzburzać w Tobie wątpliwości, ale powinieneś raczej powiedzieć " zepsuć to co masz". Bo to jedyne co mam ja. Ona ma o wiele więcej, jak widzę - dodała po chwili spoglądając w prost na niego.
Istotnie tak było. W obliczu swojego nędznego życia i głupiego pragnienia przeżycia go na swój własny sposób, człowiek zawsze zapomina wówczas o cenie jaką musi zapłacić za tak u gruntu Machiawelistyczną postawę "po trupach do celu". W tej sytuacji, brzmiało to nad wyraz dosłownie.
 - Daruj sobie współczucie - odparła uśmiechając się blado - sama sobie na to wszystko zapracowałam -
Oderwała powoli plecy od ściany i odwróciwszy się do niego plecami ruszyła korytarzem w kierunku schodów. Nie odważyła się odwrócić, nie powstrzymałaby łez, tak rzadko zdarzało jej się płakać.
Harry stał tak przez chwilę spogladając na drewniane drzwi i wsłuchiwał się w głuchą ciszę przerywaną pojedynczymi odgłosami otwieranych i zamykanych okien. Gdy dosłyszał pojedynczy szmer dochodzący z pokoju, serce stanęło mu w gardle. W głowie przypominał sobie biegającą po domu Mel rzucającą w niego kukurydzą z puszki i Louisa próbującego wówczas założyć na głowę prezerwatywę i krzyczącego, że jest porem. Godzinne leżenie na trawniku i spoglądanie na siebie nawzajem w totalnym milczeniu, połączone z późniejszym godzinnym siedzeniem w łazience spędzonym na próbie doszorowaniu zielonych plam. Sex w wannie pełnej proszku do prania w ubraniach i niezliczone godziny smarowania się nawzajem maścią łagodzącą z pantenolem na wysypkę. Dlaczego wszystko tak absurdalnie układało się w głowie w splot niewłaściwych decyzji? Dlaczego wszystko co robili, najgłupsze codziennie rytunowe rzeczy, zawsze musiały kończyć się źle, tak nieodpowiednio? Poczuł złość, która skumulowana od tak długiego czasu zaczeła pulsowac mu w skroniach. Oddał jej swoje życie i nie zamierzał rezygnować.  Odnalazł swoją rodzinę, i z niewiadomych powodów poczuł nagłą odwagę a w jego głowie huczało "Co Bóg złączył, niech człowiek nie rozłącza".
Otworzyl zdecydowanie drzwi, bez uprzedniego pukania i zastał Melanie wpatrującą się w okno, stojącą do niego tyłem. Jej ciało nawet nie drgnęło, a białe nagie pośladki w równej lini z nabiegłymi gęsią skórką udami zdawały się tkwić nieruchomo i stale w jego pamięci. Miała na sobie czarną koszulkę z krótkim rękawkiem i wciąż uparcie wpatrywała się w okno.
 - Widzę Twój samochód - odparła po chwili milczenia -
Słyszała jego wywarzone kroki i skrzypiącą podłogę. Przełknęła ślinę i odwróciła się do niego momentalnie, stając z nim twarzą w twarz. Wpatrywali się w siebie tak przez chwilę, gdy jej dłoń, zupełnie automatycznie sięgnęła do jego policzka. Uśmiechnęła się a jej ciało ogarnęła niewymowna euforia. Dotykali się nawzajem, jakby zmuszeni byli poznawać się znów od nowa. Ta nieznośnie nieprzyjemna świadomość, gdy w głowie uruchamia się blokada. Gdzie wiesz, że tak bardzo tego chcesz, a nie możesz. Myśli powoli przekształcały się w "nie powinnaś" poprzestając na "to Twój wybór".
  - NIe mogę - zdawała się go właśne podjąć - Harry....
 - Nie możesz, czy nie chcesz? - uderzył w nią swoim słodkim oddechem -
 - Nie musze chyba odpowiadać - odparła zciszonym głosem -
 - Znów Cię mam, znów Cię widzę, znów Cię dotykam, nie zabieraj mi tego, Mel - odparł -
 - Nie ja Ci to odbieram - skwitowała kładąc dłonie na jego torsie -
- Zabrałaś mi wszystko - odparł i pocałował ją, nie pozwalając jej powiedzieć już nic więcej -
Tak, Melanie była słaba, co smutne, świadoma swojej słabości. Wiedząc jak wielki błąd popełnia, jej dłonie mimo wszystko, wplecione w jego włosy ani nie myślały przestać pragnąć. łaknąć. chcieć. wręcz wymagać. Przysłoniła zwinnie ręką żałuzje w oknie i zrzuciła z siebie zwiewny czarny podkoszulek, ukazując swoje blade i porcelanowe ciało. Sojrzał na nią delikatnie i odsuwając się na ułamek sekundy kawałek dalej, zdawał się podziwiać ją, adorować spojrzeniem. Zsunął z ramion czarną marynarkę, odsłaniając naciągnięte ściegna przedramion i zarysowanie barki. Podeszła do niego i wkładając palce w szlufki od spodni, przyciagnęła go do siebie, wsuwając drugą dłoń na jego lędźwia. Rozpięła powoli pasek jego spodni i rozpinając guzik, uruchomiła dobrze naoliwiony mechanizm, którzy tworzyli wspólnie od pierwszego dnia, gdy spojrzał na nią w ten sposób, w który zwykł patrzeć na nią w myślach, codziennie, od 65 dni.
Ciemność rozlewała się wokół okrążającyh hotel drzew i niewielkich budynków. Dominika krążyła w zapomnieniu, rozpuszczając w sobie najgrosze słowa, jakie kiedykolwiek wypłyneły z jej ust. " Nie możesz kochać kogoś, kto Cię nawet nie szanuje, Zayn"
~~~
 - Jakieś wieści ? Od Zayna, Harrego? Kogokolwiek? - spytał Louis wchodząc do swojej sypialni -
Caroline siedziała na łóżku w krótkich błękitnych sopodenkach od piżamy i samym staniku. Smarowała kremem swój lekko zaokrąglony brzuszek.
 - Męczy mnie to Lou - powiedziała w końcu, odkładając tubkę z kremem na nocny stolik - Musze podjąć decyzję, w którą stronę chcę pójść. Nie mogę wiecznie wierzyć, że wróci, że wcale mnie nie zostawiła. Uwierzyłam w to i chcę pójść do przodu. Teraz... - odparła, urywając - .. to jest tylko i wyłącznie osobista sprawa Harrego -
Louis spojrzał na nią i podszedł powoli do łóżka klęcząc tuż prze dnią. Miał na sobie tylko czarne bokserki. Jego idealnie zarysowane i ciepłe ciało przylgnęło do jej zimnych kolach. Pocałował ją  delikatnie w udo, łapiąc ją za dłoń. Przyłożył usta do każdego z jej kłykci z osobna, jakby zyskując w zadumie. Rzeczywiście, myślał. Usilnie, gdyż w tej sytuacji nie było "tego co słuszne", ani tego czego robić się nie powinno. Każde rozwiązanie zdawało mijać się z celem, prócz jednej, naciskającej na jego kręgosłup moralny rzeczy. Serce biło mu niewiarygodnie szybko, gdy oderwawszy usta od jej gładkiej dłoni, zmuszony był spojrzeć jej prosto w oczy.
 - Wyglądasz kochanie jakbyś coś ode mnie chciał? - spytała lekko rozmażonym wzrokiem kładąc dłoń w zagłębieniu jego obojczyka -
 - Wyjdziesz za mnie? -
~~
Niall stał nieruchomo, zapatrzony w wybudowany w włoskim stylu dom z gotyckimi okiennicami. Zupełnie pusty i głuchy i na cztery, niewyraźne drzewa ustawione w jednym równym rzędzie. Z otwartego okna wystawał jedynie kawałek białej koronkowej firanki, który falował na lekkim marcowym wietrze. Chłopak, odgarnąwszy swoje roztrzepane blond włosy, spojrzał na lewo, na rozświetlony światłem dom o błęktinych ścianach i zwrócił się w ich kierunku. Skręcił w lekko uchylone drewniane drzwiczki od ogrodzenia i kierując się krętą ścieżką dotarł do wejściowych białych drzwi. Co tu robił? Być może umykało to ludziom, ale gdzie miał się podziać, gdy w głowach wszystkich toczyła się historia, która go w zasadzie nie dotyczyła? Gdzie miał oparcie, gdzie mój ulukować swoje myśli? W jego głowie nie było już zdecydowanie na to miejsca. Zapukał zdecydowanie poprawiając kołnierzyk swojego czerwonego polo. Otworzyła mu jakaś starsza kobieta.
 - W czym mogę Ci pomóc? - spytałam nad wyraz życzliwie, opatulając się szczelniej wełnianym swetrem -
 - Czy zastałem być może Andy?- spytał niepewnie -
 - Ależ tak, jest dość późno, ale myślę, że się ucieszy z kolejnego meskiego gościa, jest na górze, wejdź proszę - odpowiedziała ciepło puszczając go przed sobą w drzwiach -
Niall zaskoczony jej życzliwością, wszedł rozgladająć się rozważnie po domu. Po wielkim salonie rozlegał się tylko cichutki dźwięk telewizora emtującego powtórki jakiegoś serialu i przyjemny owocowy zapach. NIe dostrzeł nikogo więcej. Poczuł się dziwnie, gdyż spodziewał się wesołej rodziny krojonej na miarę Richmond a ujżał pełną ciszy rodzinną pustkę.
 - Pozwól, że zrobię Ci herbaty, zszedłbyś proszę po nią, kiedy Cię zawołam? Nogi już nie te, żebym tak chodziła... -
 - Oczywiście - przerwał jej uśmiechając się szeroko -
 - Śliczny masz uśmiech chłopcze, wyjątkowo do twarzy Ci w aparacie - odparła, odgarniając poczciwe siwe włosy z zmarszczonego czoła - na górę i pierwsze drzwi na lewo -
  - Na imię mi NIall, proszę pani - odparł - i dziękuję bardzo - dodał sucho, recz życzliwie -
Kobieta skinęła tylko głową i skierowała się w stronę kuchni.
Pokonywał wszystkie stopnie w jakby zwolnionym tempie, poczuł nagle narastający wewnątrz smutek. Widząc ją codzień, wyraźnie dostrzegał jak cierpi, lecz pomimo chęci, niepotrafił jej pomóc, objąć ramieniem w tej jeden wyjątkowo, łagądzący sposób. Czuł się sparaliżowany natłokiem serwowanych mu codziennie emocji. Bliski był wycofania się, zawrócenia z schodów i wybiegniecia z domu, lecz ujrzawszy staruszkę z astygmatyzmem, usilnie starającą się przygotować dla niego herbatę, po prostu nie potrafił. Nie zwykł okazywać przypadkowego współczucia, lecz czuł się współwinowajcą, chociaż widział tę kobietę dziś po raz pierwszy w swoim życiu. Stanął sztywno przed drzwiami jej pokoju i zapukał nieśmiało raz i kolejny nie otrzymując odpowiedzi. Położył dłoń na klamce i niepewnie pchnął je do przodu, pozostając w zupełnym osłupieniu z powodu zaserwowanego mu widoku. Tak dobrze znane mu ciemne włosy i charakterystyczne tatuaże migały mu przed oczami, gdy oboje wciąż nieświadomi jego obecności, nie zaprzestali robienia tego czego robić nie powinni. Samica pająka pożera swoja partnera po stosunku, uwidaczniając w ten sposób nieczłowieczą przedmiotowość. Niall stał tak przez chwilę nie wydając z Siebie głosu, pierwszy raz czując, że stał się cześcią rozpadającej się bezpowrotnie całości.
 - Niall, zejdziesz po herbatkę? - dało się słyszeć sfatygowany głos starszej kobiety -

+bardzo proszę o obiektywne komentarze :) Ich ilość zaważy na tym jak szybko pojawi się 13 część :D

2 komentarze:

  1. 'czy wyjdziesz za mnie?' ' ależ oczywiście Louis!' Hahahah ja i te moje pomysły. Biedny Niall... nie rób mu tegoo ! ahh Hazza i Mel. omomo <3. chce NN nie wiem jak ty to zrobisz, ale ma pojawić się jak najszybciej <3

    OdpowiedzUsuń
  2. uhuhuhuhuu, jesteś okrutna, naprawdę. biedny Niall... ;c / m

    OdpowiedzUsuń