piątek, 24 lutego 2012
cz. 4 It's just the beginnig of our sex romance, just be patient sweety
" Nie wiem jak dziwnie musieliśmy wyglądać w tych ciężkich balowych sukniach i garniakach na pełnym wyposażeniu, ale na pewno wzbudzaliśmy spore zainteresowanie. W moim przypadku, gdy byłam pijana sytuacja lubiła wymykać się spod kanonów opamiętania. Stanęłam na środku baru i jak w transie zaczęłam się poruszać do wolnego i zmysłowego Gotye. Zamknęłam oczy i zaczęłam przejeżdzać palcami po karku oplatając dłonie wokół szyi i wijąc się w własnym objęciu. Światła lekko przygasłe krążyły wokół tak lekko i ociężale, pozostawiając mnie na pojedyncze momemty w ciemności. Czułam wiele par oczu wędrujących za moimi dłońmi, wiele słów i okropny ból głowy. Marszczyłam brwi i podnosiłam głowę ku światłu, nie nosiłam żadnego ciężaru, mogłam swobodnie wystawiać dłonie, wyzbywać się siebie. Czymże byli ludzie jak nie ludźmi? Nie dbałam na zgłodniałe kobiety patrzące na mnie i chłopaków jak na obiekty zaszufladkowane pod wyższą kategorię społeczną. Kimże byliśmy, jak nie ludźmi? Po prostu, zwyczajnie, ordynarnie nikim. Sama w sobie nie mogłam odnaleźć żadnego uczucia majestatu, które wobec innych rozsiewała cała ich piątka. Kiedy ludzie stawali się sobie ludźmi budziły się ich dzikie prymitywne rządze. Pragnienie dłoni, największe pragnienie jakie mogłaby mieć kobieta. Może nie zdaje sobie z tego sprawy, ale pragnie dłoni ponad wszystko. A gdy wyciągając się ku światłu poczuje lekkie, odarte z brutalności obce dłonie poruszające się w ślad za jej własnymi, czuje ulgę, jakby ktoś ją wyręczał z pracy, wyładowywał z złej potężnej energii. Gdy on opiera swoją głowę na jej ramieniu i unosi jej dłonie wysoko w górę, by potem wzdłuż nadgarstka ostrym i parzącym dotykiem zjechać spowrotem w dół, rozdzierając to co w całości na pół. Potem, gdy otwiera znów oczy i spojrzy w puste zastygłe twarze , w szklanym odbiciu dostrzega pustą rządzę,u innych podziw, zazdrość, lub nienawiść. Gdy natomiast odwróci wzrok i przebrnie przed ostre światła, dojrzy wzrok porzadanych dłoni i nie zobaczy nic innego, prócz ciepła i bezwładu, byż może odrobiny otępienia. "
Gdy następnego ranka otworzyłam oczy nie mogłam odwarzyć się obrócić na drugi bok. Brałam głębokie wdechy i czułam w ustach jedynie gęsty ciapkowaty posmak. Obróciłam się dyskretnie na plecy i ujżałam kremowy sufit malowany w różne motywy anielskie i boskie. Zamknęłam spowrotem oczy modląc się, że to nowa architektoniczna niespodzianka taty w moim pokoju, jednak wciąż gdy otwierałam je spowrotem wielki kryształowy zyrandol zdawał się byc zbyt wielki jak na mój pokój, podobnie jak i ręka osoby leżącej obok nie sprawiała wrażenia kobiecej ani tym bardziej nie przypominała rączki małej 5letniej dziewczynki, która zwykła mnie budzić każdego dnia z samego rana na powtórki spongeboba. Przekręciłam głowę i ujrzałam ciemne czarne włosy, lekko poczochrane w różnych kierunkach, a następnie jakąś dłoń wystającą spod poduszki z drugiej strony. Oczy praktycznie wyszły mi z orbit gdy po tym jak dźwignełam się na łokciach ujżałam dwóch praktycznie nagich facetów leżących obok siebie. Zayn lekko się poruszył, zupełnie jakby poczuł mój pełen rozpalenia i konsternacji wzrok. Liam natomiast, z swoim idealnym ciałem atlety i blond delikatnie pokręconymi włosami, spał dosłownie rzecz ujmując, jak aniołek. Szybko spojrzałam na Siebie z niepewnością, obawiając się braku bielizny albo wierzchniego odzienia, ale zauważyłam coś o wiele gorszego. Miałam na sobie fioletową bluzę z kapturem Jacka Willisa oraz czyjeś wyjątkowo szerokie bokserki. Całe szczęscie wyczuwałam pod placami własną bieliznę, ale nie mogłam sobie przypomnieć, bym istotnie się wczoraj przebierała. Pierwszą myślą, jaka przebiegła mi przez głowę, była nieodparta chęć wizyty w toalecie. Pęcherz latał mi za każdym razem gry próbowałam się choćby ruszyć, więc uznałam, że szybki bieg do łazienki będzie najlepszym rozwiązaniem. Gdy przebiegałam przez sąsiadujące pomieszczenie w poszukiwaniu najbliższego WC ujrzałam Harrego i Andy leżących na jednej kanapie w delikatnym objęciu. Stanęłam przez chwilę jak wryta, zatapiając głuchy wzrok w ich rozświetlone słońcem twarze. Doprawdy romantyczny i odrażający widok. Wsparłam się o ścianę i pobiegłam szybko do łazienki w obawie o to, że w końcu narobię na drogą włoską wykładzinę. Usiadłam na toalecie i schowałam twarz w dłoniach. Do kogo miałam żal? Dziwne nieprzyjemne ciepło przebiegło mi po plecach wzdłuż i zatrzymało akcję serca na jakieś parę milisekund. Nie znaliśmy się w ogóle, a dziwne uczucie smutku i żalu sparaliżowało moje ruchy warunkowe na dobre 10 minut. W końcu wyszłam z toalety i poczłapałam spowrotem do pokoju. Przycupnęłam przy stoliku i sięgnełam po jedną z darmowych butelek z wodą i pociągnełam porządny łyk.
- Już nie śpisz? - spytał Zayn podnosząc się na łokciach -
- Zayn czy... - zaczęłam lekko niepewnie -
- Nie, co Ty, tak tylko nie było gdzie spać, to się tak położyliśmy, spokojnie -
Uśmiechnęłam się blado i przygryzłam dolną wargę.
- Ja Cię przebrałem, ale chyba nie masz nic przeciwko? Masz na sobie gorset więc praktycznie nie byłaś nago, poluźniłem go trochę i naciągnąłem Ci bluzę Harrego.
Naciągnęłam kurczowo rękawy na dłonie.
- Nie szkodzi, nic się nie stało, dzięki - odparłam pospiesznie -
Zayn uśmiechnął się szczerze i naciągnął na siebie leżącą obok łóżka koszulkę.
- Brakowało mi takiej imprezy z znajomymi, wiesz, Harry mówił że w Richmond jest na prawdę spokojnie i że możemy w konspiracji wybrac się tam i zrobić ognisko, co myslisz?
Za dużo słów, za dużo propozycji. Pokiwałam jedynie twierdząco głową i wciąż przetwarzałam informajcę, że siedzę w bluzie Harrego. Poczułam dziwne piętno, jakbym wciąż, wciąż za coś płaciła, drobnymi zaliczkami.
- Wiesz, Harry i Andy chyba trochę zaszaleli wczoraj, ale nie wiem, zasnąłem - powiedział po chwili Liam zrywając się z łóżka - dzień dobry tancerko! - zwrócił się do mnie.
Dystans? Czymże był dystans do Siebie? To co zapewne powstało w mojej głowie w związku z Harrym było zwykłym pragnieniem, niczym rzeczywistym, zatem jak mogłam czuć się teraz tak źle? Wstałam i podciągnełam rękawy do łokci. Znów byłam słaba, znów poległam przed własnymi myślami i pragnieniami.
- Dawaj Liam, trzeba wszystkich obudzić, puść mi Dawida z Getta!
- A w ogóle gdzie jest Niall?
Zaśmialiśmy się wszyscy w głos, gdy z przedpokoju ogromnego apartamentu dobiegł dziwny, stłumiony jęk. Liam wsadził kompakt rihanny z 2009 roku i puścił mi jakiś jamajski cover pon de replay.
~~~
- Masz coś jeszcze tutaj - powiedział harry grzebiąc mi upacianymi od pasty do zębów palcami w włosach - piórko - odparł po chwili machając mi małym białym puszkiem przed oczami.
- Oj nie dotykaj mnie - powiedziałam obojętnie wracając do płukania ust rozcieńczoną wodą z pastą do zębów -
- Może mam Ci pożyczyć moją szczoteczkę? - spytał -
- Nie będzie chyba takiej potrzeby.
Zaśmiał się jak mały chłopczyk. Jego głos, cokolwiek mówił, zawsze brzmiał młodo i lecz dość poważnie z dozą naturalnego brytyjskiego akcentu. Był przyjemny, wyjątkowo przyjemny.
- Nie masz widzę dobrego humoru, rano wydawało się, że jest inaczej. - powiedział kiwając się w prawo i w lewo utkwiwszy wzrok w moim lustrzanym odbiciu. Oparłam ręce o umywalkę i wyplułam zawartość rozwdonionej pasty do zębów do umywalki. Nabrałam wody i wypłukałam pożądnie usta.
- Osad nazębny wciąż czuwa! - powiedział przyciskając mnie swoim ciałem do wielkiej porcelanowej umywalki -
Najwyraźniej starał się być zabawny. Po dzisiejszym poranku jego mało wyszukane poczucie humoru napawało mnie jeszczym większym obrzydzeniem i napędzało moją wyobraźnię, która kreowała dziwne i zniekształcone obrazy co do wczorajszej nocy. Jego i Andy. Moja przyjaciółka wciąż jeszcze leżała bezwiednie na kanapie, próbując doprowadzić się do porządku. Westchnęłam głośno i przecisnęłam się bokiem w kierunku wyjścia z toalety.
- Wczoraj było tak fajnie, o co chodzi? - spytał w końcu trochę poważniej z dozą lekkiego zmartwienia podąrzając za mną w kierunku sypialni - Pożyczyłaś sobie nawet moją bluzkę, nie możesz aż tak bardzo mnie nie lubić - dodał po chwili siadając obok mnie na łóżku, gdy grzebałam w pościeli w poszukiwaniu gumki do włosów. Uśmiechał się lekko w moim kierunku jakby próbował ponaglić mnie w odpowiedzi. Siedział luźno i sięgając ręką do kieszeni wyjął z niej moją czarną gumkę do włosów.
- Proszę, zdjąłem Ci ją wczoraj w barze - odparł kucając za mną -
Zebrał moje rozczochrane kudły w zgrabny wysoki kok i upiął je stabilnie gumką.
- Zayn ubrał mi Twoją bluzę, nie wiedziałam, że jest Twoja - odparłam po chwili -
- Ah ubrał Ci? - odparł Harry siadając spowrotem obok mnie i podając mi butelkę wody -
Westchnęłam teatralnie i wyrwałam mu wodę z rąk.
- Wiem o co Ci chodzi Mel ale zastanawia mnie skąd ta złość -
Miał szczęście, że nie używał swojego przebiegłego i cwaniakowatego tonu. Być może wcale takiego nie miał, może to tylko moja podświadomość wykreowała go takim jaki był? Nie wiedziałam w zasadzie o co mam zapytać. Nie mogłam zrobić tego wprost, za bardzo bałam się odpowiedzi.
- Spaliście tutaj w trójkę na łóżku długo przed tym jak ja i Andy zasnęliśmy. Siedziliśmy tutaj chyba godzinę, na tych krzesłach na przeciwko łóżka i padaliśmy z śmiechu z waszej trójki. Najpierw spałaś z Zaynem wtulona w niego jak mała koala, a na domiar złego Liam był do tyłu wtulony w jego plecy. - zaśmiał się przeciągle i spojrzał spowrotem na mnie kontynuując swoją wypowiedź - rozmawialiśmy o was sporo czasu, Andy opowiadała mi o sobie, ja opowiadałem jej o Zaynie i reszcie. Andy chciała się położyć do was ale chyba ne mogła się na to zebrać - tu znów się zaśmiał. Zachowywał się, jakby opowiadał mi jakąś słodką i zabawną historyjkę, w której nie można się doczekać aż dojdzie się do punktu kulminacyjnego całej akcji - więc poszliśmy do dużego pokoju. Położyłem się na tej wielkiej kanapie i przykryłem się kocem, a Andy położyła się obok. Fakt, pocałowała mnie. - tu zrobił lekką przerwą nie zrywając jednak z twarzy niewinnego i spokojnego uśmiechu. Nadawał swojej opowieści charakter czegoś zupełnie nierealnego, a mimo wszystko siedział tu i tłumaczył się przede mną chociaż mógł zamknąć swoją wypowiedź w jednym lub dwóch bezokolicznikowych zdaniach. - Potem od razu zasnęła chyba zbyt pijana, żeby wiedzieć chociażby co zrobiliśmy.
"Co zrobiliśmy". Zabrzmiało to trochę dziwnie. Jednocześnie mogło oznczać, że nie zwala całkowiej winy na nią, pozostawiając ją w zarysie faktów jako winnej całemu zdarzeniu, ale jednocześnie zabrzmiało wówczas jako coś dwustronnie odwzajemnionego, trwającego dłużej niż jedeną chwilę. Przyjrzałam się jego podkrążonym zielonym oczom, szklistym i zamglonym, jego czerwonym policzkom z odciśniętą z jedenej strony koronkową poduszką, jego intensywnie czerwonym ustom i białym zębom lekko wyłaniającym się w półuśmiechu. Rozczochranym loczkom, uklepanym trochę na czubku głowy i wyciągniętym białym t-shircie z dekoltem w serek. Jego chłopięce a zarazem tak dojrzałe rysy w akompaniamencie pierwszy raz tak ewidentnie odczuwalnych nieśmiałych gestów zdawały się być absolutnie zastygłe. Był wówczas przystojniejszy niż kiedykolwiek wcześniej.
Nagle rozległo się przeciągłe i agresywne pukanie do drzwi. Wszyscy zerwaliśmy się na równe nogi. Serce podskoczyło mi do gardła gdy usłyszałam za drzwiami krzyczenie Simona.
- OTWÓRZCIE TE DRZWI!
Pobiegłam bez zastanowienia do pokoju i dźwginęłam ociężałą Andy i przerzucilam sobie jej chude ciało bez problemu przez ramię.
- No co, trenowało się kiedyś - powiedziałam szeptem w odpowiedzi na zdziwione spojrzenia chłopaków haotycznie się ubierających. Andy mamrotała coś pod nosem i próbowała złapać równowagę i stanąć na nogi. Przycisnęłam ją za ramiona i kazałam jej się położyć i wturlać pod ogromne łóżko w sypialni. Wcisnęłam się zaraz obok niej przyciskając się z całej siły do miękkiej bordowej wykładziny. "Moja sukienka na łóżku, cholera" pomyślałam po chwili zatykając Andy usta.
- Gdzie wyście wczoraj byli? - usłyszałam już nieco uspokojony niski i chrapliwy głos. Materac niebezpiecznie się nade mną ugiął gdy Simon usiadł na łóżku wprost nad moją głową. Poczułam nieprzyjemny i dość mocny ucisk na klatkę piersiową.
- Mieliśmy wolny wieczór to poszliśmy do pubu - powiedział beztrosko i spokojnie Niall odsuwając od stołu krzesło - może usiądziesz przy stole? Zayn zgubił w łóżku kolczyk i właśnie mieliśmy go szukać.
Simon odpowiedział milczeniem i widziałam tylko jego ciężkie skórzane mokasyny przemieszczające się w kierunku stołu. Znów poczułam jak ktoś siada, lub też kładzie się na łóżku, gdyż ucisk był o wiele lżejszy. Andy próbowała uwolnić się z mojej blokady. Przycisnęłam usta jak najbliżej jej ucha i kazałam jej siedzieć cicho, choćby nie wiem jaką miała potrzebę. Trudno jest wyperswadować człowiekowi pozory jakie może sprawiać dana sytuacja. Nie musiałam długo do tego dochodzić, by bez słów chłopaków zrozumieć, że Simon nie należy do tolerancyjnych i prostolinijnych osób. Jakby to wyglądało gdyby zastał nas tu, jedną nieprzytomną leżącą na kanpie, drugą w ciuchach Harrego siedzącą na łóżku. Wolałam nawet nie wyobrażać sobie nagłówków gazet, gdyby nie daj Boże, odpukać, ktoś był razem z nim, chociażby sprzątaczka.
- No dobra, słuchajcie, Harry już załatwiłeś wszystko z tą nieszczęsną laską z koncertu? Nie będzie żadnego pozwu ani nic?
- Nie - odpowiedział krótko i zdecydowanie -
- Liczyłem na Ciebie że to udobruchasz, no to cudownie, to wszystko mamy z głowy. Dzisiaj zamówiłem wam jedzonko w tej drogiej knajpce, wymyślcie co chcecie robić w te ostatnie dni. Wyślij jej jeszcze Harry jakieś płyty czy podpisy, żeby tam dobrze to wspominała, dobrze że Cię zmusiłem, żebyś tam pojechał, do tego, emm Richmond? to w końcu Andrew Docklands, poważna osoba, trzeba dbać o interesy prawda chłopaki?
Usłyszałam jak poklepuje dwóch najbliżej stojących po ramionach. Odczułam aż w końcówkach włosów jego, szeroki i obrzydliwy uśmiech, niewidoczny, lecz tak dogłębnie odszuwalny. Opadłam bezwiednie kierując głowę w kierunku leżącej Andy. Miała otwarte szeroko oczy i położyła swoją chłodną dłoń na mojej. Widać, że dochodziła już do siebie, poniekąd po tym, że jej oczy były dziwnie przelane współczuciem. Z wielu wad jakie miałam, to najgorszą bezsprzecznie była nadmierna wrażliwość, zawsze tak ordynarnie obnażona, której nie potrafiłam ukryć. Gdy usłyszałam trzask zamykających się drzwi w pokoju nastało dziwne przenikliwe milczenie. Wszyscy siedzieli na swoich miejscach, nikt się nie poruszał. Po chwili ujrzałam tylko ciepłe jasno niebieskie oczy Nialla wyglądające do góry nogami znad łóżka. Wyciągnął po mnie rękę. Złapałam ją i wyczołgałam się spod łóżka pociągając za sobą już samodzielnie poruszającą się Andy. Wszyscy spoglądali po sobie bez słowa. Zayn uśmiechnął się ciepło i złożył moją sukienkę na której ukradkiem leżał Niall podczas wizyty Simona. Wpakowałam ją bez słowa do torby.
- Macie dzisiaj czas? - spytał Niall -
- Przegapiłam już sadzenie drzewa dla mojej siotry w ogrodzie, muszę jej to wynagrodzić i zostać z nią dzisiaj w domu, zapewne jest jej przykro -
- To nasze ostatnie dni - dodał Zayn -
- Najwyraźniej będziecie je musieli spędzić, w inny, nieprzymuszony sposób.
Nie musiałam używać zbyt wyszukanych złośliwych słów. Dokładnie wiedzieli co w najgorszym wypadku mogłabym im wytknąć. Harry spoglądał na mnie niemym wzrokiem, jakby sam nie wiedział co powiedzieć.
- Dzięki za wszystko - powiedziała Andy - i zarazem przepraszam za wszystko - dodała po chwili lekko się uśmiechając - czas sięjakoś dyskretnie wymsknąć.
- Będziecie szły w tych sukienkach? - powiedział Louis wesoło wparowując do pokoju. Był cały owinięty ręcznikiem i ociekający wodą. Przystanął na chwilę ujrzawszy nasze spłoszone twarze i podał mi parę ciasnych męskich jeansów. - Andy już takie na sobie ma, jako że wczoraj niesamowicie obie wychwalałyście mój styl, mogę je wam pożyczyć, mam takich mnóstwo.
Uśmiechnęłam się i sięgnęłam po nie. Louis był najsatrszy z nich wszystkich, a zdawał się być zarazem wciąż dzieckiem. Miał wiecznie się pojawiający niezależnie od sytuacji, szeroki biały uśmiech i roześmiane oczy. Mimo wszystko był chyba obecnie jedyną osobą w tym pomieszczeniu którą nie budziła mojego wstydu.
- Dzięki Lou - odparłam -
Zmieżwił ręką swoje brązowe krókie włosy, uśmiechnął się i wyczuwszy nieciekawą atmosferę wrócił spowrotem do toalety.
Zrzuciłam z Siebie nie patrząc na nikogo szerokie bokserki i wciągnęłam jeansy. Wyciągnęłam rękę z bielizną z nadzieją, że właściciel po prostu je weźmie. Harry wyciągnął niepewnie rękę i przycisnął bokserki do siebie.
- Przepraszam, to na prawdę tak nie było - powiedział jakby szeptem -
- Za dużo mnie przepraszasz nie uważasz? - odparłam -
- Mel przestań, to na pewno nie było tak, daj spokój, gdyby tylko o to chodziło, przecież nie byliby tacy przez cały czas! - mamrotała mi w taksówce nad głową Andy -
- Znasz ich tak dobrze huh? - odpowiedziałam -
- No nie, ale.. - urwała -
Przez pare minut jechaliśmy w kompletnym milczeniu wsłuchując się tylko w cicho odpuszczony kompakt Stinga.
- Wiem, że wiesz co wczoraj zrobiłam -
"Co zrobiŁAŚ", pomyślałam.
- Byłam pijana... -
- Andy, wiem - przerwałam jej - na prawdę to chyba ostatnia rzecz, którą mogłabym się teraz martwić, nie przejmuj się, trzeba wrócić do normalnego trybu życia -
Sięgnęłam po telefon i napisałam Smsa do Aarona.
- Dzisiaj, wieczorem, spacer z Aaronem? - rzuciłam luźno w kierunku Andy -
Dziewczyna przytaknęła lekko speszona.
Gdy wróciłam do domu, Caroline i ojciec siedzieli na kanapie gapiąc się głucho w telewizor.
Spojrzeli na mnie tylko przelotnie i uśmiechnęli się chłodno. Poczęłam rozglądać się po salonie próbując znaleźć Cindy. Podbiegłam do okna i wyjrzałam do ogrodu, z nadzieją, że może siedzi przy swoim drzewie, ale jego także tam nie było.
- Gdzie jest Cindy, nie zasadziliście jeszcze drzewa? - spytałam - i przepraszam, spałam u Andy, jej brat pożyczył mi bluzę i spodnie i...
- Cindy została na noc u Jasmine - powiedział spokojnie ojciec -
- U Jasmine? W swoje urodziny? Zrezygnowała z sadzenia drzewa? - dopytywałam się ndgorliwie -
- Uspokój się - uciszyła mnie krótko Caroline - przecież może to zrobić później - dodała po chwili biorąc łyk herbaty -
Ojciec poprawił koc na kolanach i podwinął nogi.
- W piekarniku jest zapiekanka jeżeli masz ochotę - odparł uśmiechając się do mnie - na pewno jesteś głodna, biorąc pod uwagę zdolności kulinarne pani McCollins. - uśmiechnął się serdecznie i powrócił do oglądania telewizji -
Rzadko się zdarzało, żeby oboje spędzali weekendowe popołudnie siedząc w domu na kanapie, przykryci ciepłym kocem dzieła mojej mamy i popijali herbatkę. Co więcej, wierzyć mi się nie chciało co do wizyty Cindy u Jasmine, dziewczynki z resztą aż tak bardzo za sobą nie przepadały. W obecnym momencie sytuacja zdawała mi się jednak zbyt mało ważna, b y się nad nią zastanawiac, dzieci miewały różne pomysły. Co bardziej wydawało mi się podejrzane to fakt, że ojciec nie było w pracy, podobnie jak Caroline. Wskoczyłam szybko pod prysznic myjąc głowę trzy razy i szorując skrzętnie wszystkie najmniejsze zakamarki. Czułam się potwornie nieświeżo, jednak nie odczuwałam praktycznie najmniejszej potrzeby snu. Gdy ciepła woda spływała po moim ciele, poczułam się tak błogo, że nieobecność Cindy wydała mi się poniekąd błogosławieństwiem. Mogłam w spokoju odpocząć a do tego absolutnie nie musiałam czuć się winna, że przegapiłam rodzinne sadzenie drzewka brzoskwiniowego. Nie myślałam zupełnie o chłopakach, a tymbardziej o tym co usłyszałam z ust Simona. Czułam się teraz, stojąć pod smugą gorącej wody, jakby to było zdarzenie tak dawne i odległe. Jakby to była jedna taka impreza, gdzie po powrocie do domu, człowiek zdaje się sobie sprawę, że to co się tam zdarzyło powinno tam pozostać. Jednak istniała zasadnicza przepaśc pomiędzy tym jak powinnam się czuć a jak rzeczywiście się czułam. Było mi smutno, przykro. Czułam ból bo moje nadzieje zostały brutalnie pogrzebane i zalane botonową zaprawą. Wyszykowałam się jak najszybciej mogłam pozostawiając swojemu wyszukanemu makijażowi wiele do życzenia, mimo wszystko spoglądając w lustro czułam się dobrze. Nie zrobilam przynajmniej do tej pory, nic czego musiałabym żałować.
- Melanie? - usłyszałam słodki męski głosik Aarona wbiegającego na górę po schodach -
- Tu, w pokoju! - zawołałam -
Wbiegł do pokoju i od razu rzucił się na łożko
- Ale jestem zmęczonyyy - westchnął -
- Ty zmęczony ? ahha -
- Spotkałem Andy na mieście - powiedział po chwili - trochę mi opowiedziała no nieźle! Za bardzo mnie nie zaskoczyła, bo są zdjęcia w necie z tego waszego pubu, nie widać was jakoś wyraźnie, raczej nikt was nie rozpozna, chyba, że ktoś wie, że masz taką sukienkę i takie włosy, i taki kolczyk nad wargą.
- Dobra już, skończ! Yh, nie pomyślałam o tym na początku. Co Andy robiła w mieście? Nie czuła się przez cały dzień najlepiej.
- Nie wyglądała źle, wręcz przeciwnie, ładnie ubrana wymalowana - powiedział grzebiąc mi w szufladzie z kosmetykami - nałóż trochę różu, będzie weselej -
Zachodziłam w głowę, co Andy robiła w mieście tak wcześnie i to, z tego co mówił Aaron, doprowadzona do zupełnego porządku. Przysiadłam przed swoją toaletką i nabrałam trochę różu na pędzel. Aaron był bardzo wysokim i wyjątkowo szczupłym typowym Londyńskim hipsterem a do tego niewymownie skromnym. Zawsze nosił ciasne jeansy koszule w kratę, jeansowe kamizelki i kurtki dobierając do tego skromne mało rzucające się w oczy męskie dodatki. Kiedy mógł, siedział u mnie w pokoju i brzdąkał na gitarze mojego ojca, zmuszając mnie przy tym do śpiewu.
- Robi się coraz cieplej, niedługo koniec przerwy czas i do pracy i koniec laby, to już tak niedługo - mamrotał jakby do Siebie - a tak w ogóle - odparł nieco głośniej - co to za koleś, który się tak wręcz w Ciebie WCHŁAAAANIA, w tym pubie że tak to ujmę?
Odstawiłam pośpiesznie pędzel na toaletkę i spojrzałam na ekran iphone'a, który mi przycisnął do twarzy.
- Jezu - szepnęłam - a to, to nie wiem.
Aaron zaśmiał się w głoś i rzucił się spowrotem na łóżko.
- Harry Styles co? nononon - mówił przez śmiech - Melanie, dlaczego Ty zawsze próbujesz coś przede mną ukrywać?
Zarumieniłam się lekko i odwróciłam w jego kierunku. Zamierzałam zachować pozory obojętności ale pewnego rodzaju złość rozsadzała mi czaszkę.
- Bo jest niestety co ukrywać - powiedziałam i odwróciłam się znów do lustra -
Aaron był wyjątkowo bezpośredni i można szczerze powiedzieć, że odziedziczył poczucie humoru po swoim dziadku, którego żarty ograniczały się do udawania że mnie nie poznaje. Zapewne dla otoczenia skrupuletnie chowane pod obłokiem żartu, skarkastyczne docinki, były niezwykle zabawne, lecz dla mnie pozostawały na poziomie jego dziadka. Trudno było rozpoznać czy Aaron był zły czy być może zadowolony, czy ktoś mu się podobał, lub też może wkurzał go niemiłosiernie, gdyż od kiedy pamiętam funkcjonował w społeczeństwie w zupełnym nieskrępowaniu. Zawsze mówił dużo, nie zaprzestawał rozmów nawet gdy był obrażony, być może po prostu nie potrafił tego okazać. Po jakimś czasie ów" obrażenie" mu przechodziło wówczas stawał się jeszcze bardziej wygadany i dodawał do każdej z swoich wypowiedzi nieco uśmiechu lub kontaktu fizycznego. Dopiero wtedy człowiek mógł zauważyć różnicę między jego wcześniejszym a obecnym zachowaniem, ale była ona tak subtelna, że nie zmuszała do zbyt wielkich refleksji. Do dzisiaj, mimo naszej 4 letniej znajomości, nie potrafiłam określić, jakich zachowań Aaron po prostu nie tolerował.
- Przepraszam - bąknął - przynieść Ci z dołu też coś do picia? - wyskoczył po chwili -
Przytaknęłam i dźwignęłam się z krzesła.
- Pójdę z Tobą - powiedziałam - tata i Caroline chyba nie są w dobrym humorze dzisiaj -
- A w ogóle gdzie jest Cindy? - spytał Aaron - miałem ochotę na małą rundkę w makijażystkę, nawet wziąłem husteczki mojej mamy do demakijażu, bo zdarzało się wam być zabawnym i schować wszystkie mleczka, żebym był tylko zmuszony wyjść w tym ...
- Mel! Aaron!- usłyszałam cienki dziewczęcy głosik -
Aaron przerwał w pół słowa i uśmiechnął się do małej.
- A jednak mogę liczyć na małą makijażystkę co? - spytał przytulając ją lekko do Siebie -
Cindy trochę bezwiednie położyła swoje małe porcelanowe rąkczki na jego ramionach. Nabrałam wyjątkowo zmartwionego tonu i zwróciłam się do małej.
- Wszystko w porządku? - Mówiłam to do niej lecz mimo wszystko podniosłam wzrok na ojca i Caroline licząc na jakąś sensowną odpowiedź -
- Jestem trochę zmęczona - powiedziała Cindy -
- Ktoś mi powie co tutaj się dzieje? - spytałam stanowczo -
Cindy chrząknęła lekko.
- Bawiłysmy się długo - odparła po chwili niepewnie i dość poważnie -
Złożyłam ręce na piersi i spojrzałam wymownie na ojca i siostrę uciekających wzrokiem i wkładajacy ręcę w różne zbędne prace nad małą. Caroline otrzepywała jej niebieski płaszczyk z dziwnej niewidzialnej substancji a ojciec poprawiał jej dwa skrzętnie i nierówno zrobione kitki.
- Chodź kochanie, pójdę Cię położyć - powiedziała Caroline łapiąc małą za rączkę. -
- A drzewko? - spytała Cindy idąc powoli po schodach, odwlekając chwilę, gdy jej oczu zejdzie obraz ogrodu zza okna -
- Później, dobrze? - odpowiedział łagodnie ojciec posyłając nam wszystkim szeroki, pełen wręcz matczynej serdeczności uśmiech.
Mieli mnie za głupią. Może mieli trochę racji, gdyż mimo usilnych starań nie potrafiłam poukładać sobie tego wszystkie w żadną najmniejszą logiczną całość, mieszał mi się w głowie przesyczony chaotycznością i emocjami splot wydarzeń. Za dużo ostatnio się działo, bym mogła skupić się na jednym konkretnym zdarzeniu. A może poirytowanie i zmieszanie ojca i Caroline wynikało z moich niesłusznych domysłów i głupich podejrzeń? Może ignorowali moje pytania bo po prostu uznali je za zbyt głupie by wdawać się ze mną w dyskusję? Dlaczego zatem ciągle byli tak przybici?
Caroline siedziała na górze, w zupełnej ciszy, natomiast ojciec pojechał na chwilę do centrum załatwiać jakieś zaległe biznesowe sprawy. Oboje z Aaronem od godziny próbowaliśmy się dodzwonić do Andy, jednak jej telefon milczał. Siedzieliśmy rozleniwieni przed kanapą gapiąc się bez sensu w telewizor i pijąc po piątym kubku gorącej czkolady.
- Szczerze mówiąc, latanie wysztafirowanej Andy po ulicy nie wydawało mi się takie podejrzane, do momentu jak patrząc na Ciebie zdałem sobie sprawę, że to jest podejrzane -
Zaśmiał się krótko i zatopił usta w gorącym napoju.
- Ale zabawne, tak źle wyglądam? - spytałam retorycznie - obyś się poparzył tą czekoladą - dodałam po chwili usmiechając się do niego ironicznie -
- Wyglądała do tego na trochę zdenerwowaną - powiedział obojętnie - ale może mi się zdawało, w sumie to co to ma za znaczenie, może szła do restauracji matki pomóc jej w czymś? - rozważał na głos -
- Pewnie tak - mruknęłam w odpowiedzi. -
Na pewno nie, pomyślałam po chwili.
Gdy już zaczynało się ściemniać i chcieliśmy z nudów wyjść do kafejki na piwo miodowe, na które o dziwo miałam niezmierną ochotę, lub się przejść, mój telefon zaczął dzwonić i brzęczeć jak szalony i to na górze w moim pokoju.
- Cholera - powiedziałam, rzucając się pędem na górę - dlaczego ja go zawsze tam zostawię?
Biegłam jak szalona potykając się o własne nogi i wyboiste górki utworzone z krzywo ułożonego dywanu. Dysząc jak antylopa po pościgu, dorwałam się bezczelnie głośnego telefonu i nie ptrząc z kim mam przyjemność po prostu go odebrałam.
- Halo? - odparłam zdyszana -
- Aż tak Ci było śpieszno odebrać ten telefon? - usłyszałam płynny, znajomy głos -
Serce podskoczyło mi do krtani. Ciężko przełknęłam ślinę.
- Masz coś ważnego? - spytałam pospiesznie wciąż nie mogąc opanować oddechu -
- Chyba tak - odparł Harry-
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Świetne :D Wpadłam w nałóg czytyania tego bloga - to twoja wina! :P Czeekam z ogromną niecierpliwością na kolejne części xx
OdpowiedzUsuńjutro będzie nowa część, nie ma obaw! dziękuję ! xx
OdpowiedzUsuńFaJjOoW$Kiiee oOoopOoOwiaAADAnNECzZKO <3 MUACH <3
OdpowiedzUsuńhaha kinga, co to za komentarz haha <3
OdpowiedzUsuńDlaczego ?! Dlaczego mi to zrobiłaś ?! Jak mogłaś skończyć tak ten rozdział ! Ja chcę następny
OdpowiedzUsuńOczywiście czytając ten rozdział popadłam w kompleksy..